piątek, 29 kwietnia 2005
Na majówkę


Monsterówna zwierzyła się dzisiaj, że gdy rysuje nie może odpowiadać na nasze pytania, bo zajmuje się wtedy rysowaniem.
Ponieważ rysuje cały czas, to bardzo dobrze tłumaczy zatem jej ignorowanie naszych osób.

A to, co ostatnio wytworzyła:

Rodzina z córką na spacerze w deszczu z parasolami.
[proszę zauważyć, że na rodzinę składają się dwie panie, więc jest to bardzo nowoczesna rodzina].



Drugi wariant tego samego tematu wytworzony specjalnie dla przyjaciółki Stasi, ale Stasia się rozchorowała i nie można rysunku wręczyć.



Wariacja na temat spaceru z parasolami: tutaj <mama z córką i jej małą siostrzyczką>. Pod tęczowymi parasolami, oczywiście.




To praca: ludziki zbierają piłki do czarnego worka (to czarne okrągłe to właśnie worek, kolorowe w środku to piłki).



I produkcja wychodząca dziennie w ilościach przemysłowych, czyli tzn.:
Rysunki (szczelnie pokolorowane karteluszki)




Uśmiechnięty pirat dla taty




Domek




Wycinanka w kwiatki




Stado motyli  - specjalnie na majówkę





Ponieważ na majówkę wyjeżdżamy (w naturalne środowisko Monsterów, czyli do leśnej głuszy), życzymy Wszystkim Szanownym Czytelnikom i Odwiedzaczom ciepłego, słonecznego i bardzo udanego wypoczynku długołykendowego. Z majowym pozdrowieniem!

środa, 27 kwietnia 2005
Charakterna

 

Trzeba stawić czoło prawdzie: Monsterówna nie ma najłatwiejszego charakteru.

Nikt nie mówi jej tego w twarz, Broń Boże, ale fakt jest faktem i być może nasze podejście do niej, jak do zgniłego jaja jest przez nią zauważane.

Być może jej samej jest trudno z sobą wytrzymać i ostrożnego do siebie podejścia nie chce. Ale jak nie podchodzić ostrożnie, jak prawie cokolwiek może wyprowadzić Monsterównę z równowagi.

Dzisiaj słysząc, że Monsterówna kotłuje się już na łóżku, chciałam ją porannie przywitać, a ta z dziką furią zaczęła krzyczeć, że nie miałam wchodzić TERAZ!

Bo ona ścieliła łóżko i chciała mi je pokazać już pościelone.

Może już czas, bym zaczęła pukać, gdy wchodzę do jej pokoju…

Poza tym Monsterówna ma rano zazwyczaj zły humor, dodatkowo opanowana jest manią rysowania i wycinania, co jest samo w sobie super i fajne, ale rano, gdy właśnie śpieszymy się do przedszkola – ciężkie do zniesienia.

Budzenie wcześniej nic nie daje, bo Monsterówna może teraz rysować dowolną ilość czasu. Jest to pierwsza i ostatnia czynność każdego dnia.

I nawet podczas ulubionego zajęcia też zdarza jej się zdenerwować: gdy wyjdzie za linię, gdy krzywo coś przytnie, gdy nie uda jej się tak, jak wymyśliła.

Wtedy drze kartkę, rzuca kredkami, płacze rzewnymi łzami…

 

Cały czas mam nadzieję, że to taki okres w jej życiu. Bo ciężko jej będzie tak się z sobą męczyć cały czas.

wtorek, 26 kwietnia 2005
Seksistowski podział ról


Zainaugurowaliśmy dzisiaj z Monsterem sezon rowerowy. To znaczy Monster zainaugurował, bo ja już od miesiąca jeżdżę do pracy rowerem. Że się tak bezwstydnie pochwalę.
W każdym razie, Monster zachwycony, buzia mu się nie zamyka, ciągle kask maca, ręką pokazuje to na prawo, to na lewo. Najgorzej, jak pytania zadaje i ja żeby odpowiedzieć muszę odchylić się do tyłu, no bo inaczej nie usłyszy. A wtedy przednim, mniej obciążonym kołem zarzuca i tak sobie podrygujemy.
Najważniejsze, że Monsterowi się podoba.
Zrobiliśmy rundkę po lesie, a potem do wielkiej budowy, bo tam i betoniary i koparek całe multum, no wszystko, czego Monsterowi do szczęścia potrzeba.

Jedziemy zatem ścieżką obok drogi. I Monster woła:
- Mama, jedźmy tam, do samochodów, lazem z samochodami!
- To jest specjalna ścieżka dla rowerów. My jedziemy ścieżką rowerową, a samochody ulicą - odpowiada Monstermama
- To jest dloga dla lowelów i mamów, a tam jest dloga dla samochodów i tatów - tłumaczy sobie Monster.

A Monstermama zastanawia się, jak takie okropnie seksistowskie wzorce zasiały się w świadomości Monstera, bo w końcu i z mamą jeździ, rzadko bo rzadko, ale jeździ samochodem, a i z tatą, rzadko bo rzadko, ale jeździ rowerem.
A jednak zaklasyfikował rutynowo. Po najmniejszej linii oporu.
Jakby to powiedziała ciocia-feministka: bo to po prostu samiec jest.

poniedziałek, 25 kwietnia 2005
Ludzie, trzymajcie mnie!

Pewnie, można do wszystkiego podchodzić z humorem, na luziku. Oczywiście.

Ale jak po raz setny nie otrzymuje się odpowiedzi na zadane pytanie, a jest to zwykły dzień tygodnia, a nie weekend i niestety - czas goni, to krew Monstermamę zalewa i cedzi zdanie po zdaniu przez zęby. Co by nie wybuchnąć, bo przecież to całkiem niewinne, że Monsterówna od samego rana odpowiada bardzo twórczo na monstermamowe czy monstertatowe pytania:

-         Czego byś się napiła?

-         Letniego kakałka ze szczypiorkiem

-         Zjesz płatki?

-         Nie, kapeć w nodze

-         Chodź, ubieramy już buty!

-         Nie mogę iść, pupa mi się do dywanu przykleiła..

I tak cały czas. I rymowanki, które podchwytuje oczywiście Monster.

Czyli normalnie nie można powiedzieć , tylko <dzień dobry, panie z Kobry>, .

A na pytanie, co chcecie przeczytać na dobranoc rzucają:

.

Jest też wersja mniej śmieszna.

Zastępowanie prawie każdego słowa wyrazem .

I jeszcze seplenienie po dzidziusiowemu, czego nigdy Monsterówna nie uskuteczniała.

I nowość: tzn. zaśpiew poznański, czyli zupełnie gwarowe akcentowanie pytania.

Bardzo dziwne, gdzie to podłapała, bo nie słyszałam, by którakolwiek z pań mówiła z takim zaśpiewem. Może któreś dziecko.

Więcej grzechów Monsterówny na razie nie pamiętam.

Bo to wszystko z powodu poniedziałku.

 

 

 

 

 

 

 

Hitowe pytanie

Otwieram nową kategorię - zakładkę, pt.: hitowe pytanie.

Monsterównie rośnie świadomość życia, bo w niedzielę zadała takowe pytanie:

Jak my dajemy pieniądze w Kościele, to jak my je potem bierzemy znowu?

sobota, 23 kwietnia 2005
Sukces


- Robert, zrobisz teraz kupę? -zagaja Monstermama, bo widzi, że Monster jakoś dziwnie pogięty chodzi
- Znowu to samo... - mamrocze Monster zajęty zabawą

Chwilę później...

- Kupe, lobię kupe - woła Monster i włącza ponaddźwiękową biegając w kółeczko
[i ja się wcale temu nie dziwię, gdyż znam pewnego Antona W., który również tak biegał]
- Usiąć, proszę cię, usiąć i zrób na nocnik - błaga Monstermama
- Nie mogę - rzuca w biegu Monster, ale wyraźnie się kuli, więc na siłę sadzam go na nocniku, a on wstaje
- Nie mogę tak! - protestuje i staje nad nocnikiem

Ale w końcu jest sukces!
Monster natychmiast przypomina sobie o czekoladzie za sukces. Oczywiście czekoladę dostaje.
A potem rytuał wrzucania kupy do kibelka.

- Spuścisz wodę? - zapytuje Monstermama
- Nie, nie, nie! - denerwuje się Monster
- Dlaczego? - tym razem Monstermama nie może jakoś domyślić się powodu buntu
- Bo ja chce, żeby została!
- Kupa?
- Tak, ma zostać.
- Ale ona śmierdzi!
- Ja lubię taką śmieldzącą!

No i co? Taki sukces trzeba celebrować. A jak tu celebrować, gdy obiekt celebracji odpłynie w siną dal.
Czekamy, aż Monster pójdzie spać, albo komuś się zechce...

piątek, 22 kwietnia 2005
Rozrywka interaktywna

Monster przechodzi etap, w którym czytanie mu to droga przez mękę.

Monsterówna też docieka różnych aspektów treści, pt.: co oznacza słowo , ale pytania Monstera są dosłownie o wszystko.

Zaczynamy od okładki - na tapecie Leon i kotka

-         Tutaj koty siedzą, dlacego nie mają oców?

-         Mają oczy, tylko z drugiej strony, bo siedzą tyłem i patrzą na księżyc - wyjaśnia Cierpliwość Wcielona

-         Gdzie księzyc?

-         Tutaj

-         Dlacego?

Przechodzimy do treści - jedno z pierwszych zdań "obok stał stół, przy którym jego przyjaciółka Aga piła kakao" A na ilustracji tylko śpiący kot i obok zegar.

-         Gdzie stół i kakało?

-         Nie ma, ale jest zegar

-         Gdzie zegal?

-         Tu

-         My tez mamy zegal, taki duzy, oklagly i dlugi maly taki.

Później jest tak samo.

Z każdym zdaniem.

Drugi hit ostatnich dni - Elmer

Już pierwsza strona - ze stadem słoni "takich i owakich" to opowiadanie, który jest młody, który stary, a który gruby. Potem Elmer idzie przez dżunglę i rytuałem się stało nazywanie po kolei każdego zwierzęcia na obrazku.

A jak słonie przebierają się w różnokolorowe stroje, to dołącza do nas Monsterówna i na wyścigi przekrzykują się, który słoń jaki wzorek ma na sobie.

Monstery nie dają mi taryfy ulgowej. Żadnego odfajkowywania czytania na dobranoc.

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 21 kwietnia 2005
Gra


Monsterrodzice postanowili nauczyć Monstery grać w grę planszową.
Na początku był problem jednej kostki, ale natychmiast został rozwiązany. Od tej pory każdy miał swoją kostkę i Monstery zajęły się rzucaniem kostkami po całym mieszkaniu. Po oswojeniu się z kostkami, nadszedł czas wyboru pionków, szczęśliwie każdy od razu chwycił inny kolor i obyło się bez walki.
Pewnym problemem było zrozumienie związku między ilością oczek na kostce, a ruszaniem się pionkiem. Liczenie oczek udawało się jako-tako, z tym że Młodszemu zawsze wychodziła inna ilość niż ich rzeczywiście było. Potem poruszanie się pionkiem i zrozumienie, że każde oczko, to kolejny kwadracik. No i kierunek "marszu" pionka.
Po paru minutach każdy chciał cały czas rzucać kostką, przesuwać się innym pionkiem niż wybranym, a na końcu Monstery rzucały już i pionkami i kostkami. W końcu Młodszy ułożył się centralnie na planszy i zaczął udawać kota.
Być może za wcześnie na chińczyka.




środa, 20 kwietnia 2005
Lokalna atrakcja


Monster Młodszy otworzył drzwiczki od dwóch sąsiednich szafek kuchennych i zaczął walić jednymi w drugie.
Monstermamie średnio spodobał się ten pomysł, więc zaczęła nakłaniać Monstera do aktywności alternatywnej:
- Proponuję: zostaw szafki, poczytamy o lokomotywie.
Monster:
-  to koziołki się stukają!

poniedziałek, 18 kwietnia 2005
Tylko chciałam się dowiedzieć


- Podobno był u was w przedszkolu policjant? - zagaiła Monstermama Monsterównę wczesnym wieczorem

- Dwa były! Widziałem! Dwa policjanty! - wtrącił się Monster

- Nieprawda! - wzburzyła się jawnym kłamstwem Monsterówna - była PANI POLICJANTKA!

- I o czym mówiła pani policjantka?
- docieka Monstermama

- Stoi i sapie, dysy wielki policjant... - znowu wtrynił się Monster

No i nie dowiedziałam się, o czym mówiła pani policjantka, bo się Monsterówna śmiertelnie obraziła.

niedziela, 17 kwietnia 2005
Pomocnicy


- Powinnaś się cieszyć, że ci pomagają - zareplikowała Ciocia Sąsiadka w odpowiedzi na moje utyskiwania nad rosnącym zużyciem prądu i wody, odkąd do porządków  oraz gotowania wdraża się Monster Młodszy
- Cieszę się, oczywiście że się cieszę - westchnęłam - ale wydaje mi się, że przy Monsterównie straty zasobów odnawialnych i kosztownych były nieco niższe.
- Wiesz, dziewczynki pewnie rodzą się z umiejętnością porządkowania i gotowania, a ty wychowujesz mężczyznę nowoczesnego, który mimo wszystko musi takie umiejętności dopiero posiąść. - zaironizowała Wojująca Feministka
- Tak, tak, no pewnie - zgodziłam się ochoczo - tylko ja widzę ten przesuwający się licznik prądu, te złotówki lecące w błoto, gdy on odkurza! A pomóc sobie nie pozwala, sam musi. Wiadomo, że sam nie odkurzy, ale zabronić mu nie mogę, skoro chce, bo jak później to ja będę chciała, to się na mnie wypnie... Oj, trudno.... Jak okna myjemy, to nie dość, że muszę potem dwa razy dłużej sprzątać, bo mokro jest wszędzie, to płyn idzie jak woda, ale spryskiwanie szyb jest Monstera najulubieńszym zajęciem... Co robić, co robić...
- Ach, pomyśl, że marchewki i cebuli nie musisz już obierać, bo robi to Monsterówna, zabawki sami składają, oj, ja też bym tak chciała - rozmarzyła się Ciocia Sąsiadka
- Już nawet ściera mi marchewkę na tarce! - pochwaliłam się Monsterówną
- Sama widzisz - rzekła Ciocia Sąsiadka, a mnie przyszedł na myśl genialny wybieg:
- Właściwie to mogę te wydatki na wodę i prąd przesunąć do budżetu edukacyjnego i od razu będzie to lepiej wyglądać, no nie?

 I pognałam wieszać pranie. Razem z Monsterem oczywiście. A nie jest to zadanie łatwe i wymaga wprawy oraz rozgrzewki. Monster bowiem podaje pranie do wieszania w tempie trzech sztuk gaci na sekundę. Jak się nie zorientujesz, to miłosiernie rzuca je sam na sznurek.
Sznurek niestety za wysoko wisi.

sobota, 16 kwietnia 2005
Dzień po


Zawsze tak jest. Po prostu zawsze tak jest. Gdy dzień po piątkowym sabacie osiedlowych czarownic Monstermama ma zamiar pospać dłużej i gdy Monstertata licząc na podobne świadczenie w przyszłym tygodniu rwie się do porannej opieki nad Monsterami, to wtedy właśnie Monstery pragną kontaktu z matką. Li jedynie z matką. Wtedy to Monsterówna, zamiast spać, ochoczo zrywa się o 6:43 i informuje dźwięcznym sopranem:
- Mamo, przecież już jest dzień, musi Stasia wstać! Co ja mam ubrać??? Mamo, czy dzisiaj jest ciepło? Mamo, czy mogę tylko bluzeczkę z krótkim rękawem na dwór? Mamo, czy lalka może iść na dwór w samym stroju kąpielowym? Mamo!! Odpowiedz, mamo!!!

To właśnie wtedy Monster przyklejony jest do Monstermamy tak ściśle, tak że nawet siusiu Monstermama musi robić z Monsterem na swoich kolanach. I Monster nie położy się przy Monstermamie, o nie. Monster wymaga aktywności zwyczajowej porannej, przecież jest już dzień!

I gdy ledwo po dziewiątej Monstertata zwija się do pracy, a Monstermama zostaje niewyspana, w środku kompletnie zawalonego mieszkania, z mętnymi perspektywami na ogarnięcie siebie i wszystkiego wokół, z propozycją obiadową z głęboko zamrożonymi częściami składowymi, wybiera najmniej bolesne wyjście i zalega pośród zabawek na dywanie z kawą w jednej ręce i "Wysokimi Obcasami" w drugiej,  licząc że Monstery być może jej tam nie zauważą.
-  Mamusiu, jesteś tutaj, idę do ciebie - radarki Monstera działają i już kawa rozchlapana, WO rozdeptane, a ja obgłaskana, co oczywiście jest bardzo miłe, ale zawsze, zawsze, tylko nie teraz, nie skoro świt w sobotę, gdy wcześniejszy wieczór był taki długi i taki przyjemny.
- Mamooooo, gdzie jest ten zielony klocek, wiesz ta trawaaaaaa... - jęczy Monsterówna
- Mamusiuuuu, zlób mi kakałkoooo, ja chcę kakałko- jęczy Monster, a głowa Monstermamy balansuje obolale
- Mamuuuuś, gdzie jest ten klocek, potrzebuję trawy dla koników, no mamooooo!
- Mamusiuuu, na koniku hop!- rozszarpuje monstermamową odzież Monster i podskakuje na kolanach
- Mamoooo, dlaczego jeszcze mi nie pościeliłaś łóżka, ja chcę tam się bawić! I gdzie są moje czerwone rajtuzy!
- Uciekajcie tu dziewuchy! - krzyczy Monster do lalek Monsterówny i już widać nadchodzącą awanturę, więc Monstermama po omacku zaczyna się bawić klockami, a jak ja zaczynam budować, to od razu te klocki, których właśnie używa są natychmiast Monsterom potrzebne i wtedy wyrywają Monstermamie klocki, budują, wyrywają sobie ludziki, a Monstermama chyłkiem, po angielsku, wstrzymując oddech wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję w kącie. A kawa wystygła... nic to, pogrzeje się. WO poszarpane? Nic to, wygładzi się. I już, już sięga, zaczyna czytać, gdy nagle przez ramię przejeżdża motor brum brum, z drugiej strony ląduje lalka i...
- Mamoooo, ja chcę wyjść dzisiaj z lalkami na spacer, czy będzie padać, myślisz, trzeba zabrać parasol, kalosze może, a lalce kaszkę, czy mamy jeszcze dla lalki kaszkę, mamooooo!
- Mamo, bolą mnie skarpety!!! - Monster rozpacza
- O, tak! Kalosze! - zapala się do pomysłu Monsterówna
I kolejna szafa rozbebeszona w poszukiwaniu kaloszy, które przecież przewidująco położone są w przedpokoju.
W końcu Monstermama bohatersko stwierdza, że chyba WO do plecaka. Ba! Całą gazetę do plecaka i jeszcze wodę i suche bułki i może na dworze, gdy Monstery rozpełzną się po małpim gaju i będą walić łopatkami w wiaderka, o moja głowa, to wtedy może WO i resztę gazety....

W takie dni jak ten Monstermama zauważa, że Monstery ciągle gadają, śpiewają, pytania zadają, zagadki wymyślają, odpowiedzi wymagają, za dużo, za głośno, wszystkiego naraz za bardzo.

Jeśli widzieliście dzisiaj na spacerze Monstery eksplorujące podwórko buszujące w piachu, to nie myślcie, że były bez opieki. Opieka w postaci zwłok Monstermamy umiejscowiła się w bezpiecznej odległości od Monsterów na ławce.


piątek, 15 kwietnia 2005
Śpiewy podwórkowe

 

Monster Młodszy i koleżanka Marysia, troszkę starsza od Monstera, bawią się zgodnie w piaskownicy. Marysia ze stoickim spokojem przyjmuje wyjaśnienia Monstera odnośnie zagubionych opon i kół samochodowych, a on daje się namówić na robienie piaskoweg obiadu z trzech dań.

Znienacka Marysia zaczyna śpiewać: budujemy mosty, dla pana stalosty...

Monster wtrynia jej się rozpoczynając swoją piosenkę: mamo, mamo, powiedz jak można liczyć dlobny mak... Wies, to moja mama mi śpiewa!

Marysia: A mi ciocia śpiewa <jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka>

Monster nie daje się zagłuszyć i intonuje: tutaj nóska i tu nóska, chodź zatańcyć jak kacuska...

Nagle puka się w głowę i krzyczy: Oj, co ja lobię! Co ty mówis, moja głowo?!

I w śmiech.

Marysia też w śmiech i też go puka w głowę.

Na to Monster odpukuje Marysię w głowę, ale łopatką.

Marysia już się nie śmieje.

Monstermama pociesza Marysię, a potem robi na zjeżdżalni za sygnalizację świetlną, i nie wiedzieć czemu, i Monster i Marysia zjeżdżają zawsze na czerwonym rozjeżdżając monstermamowy szlaban.

11:59, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 kwietnia 2005
Odfajkowane


Podczas gdy Monsterrodzice szusowali, Monsterówna została zaproszona na urodziny do swojej przedszkolnej koleżanki. I nie byłoby w tym fakcie nic niezwykłego, gdyby nie miejsce przedszkolnej imprezy: w McDonaldzie.
A McDonald, jak się okazało, to miejsce mityczne, bo znane z opowiadań innych, bardziej doświadczonych przedszkolaków. Miejsce, które Monsterówna bardzo pragnęła odwiedzić, aczkolwiek zadowalała ją odpowiedź, że my tam po prostu nie chodzimy. Zatem gdy Monsterówna otrzymała zaproszenie do rzeczonej restauracji, to od razu powiesiła je nad łóżkiem oraz wybrała urodzinowy outfit, w którym zamierzała wystąpić. Potem zapakowałyśmy prezent dla koleżanki, a babcia została poinformowana o okolicznościach Wydarzenia.
Gdy wróciliśmy z gór, Monsterówna opowiedziała, co przez ten tydzień z babcią wyczyniała. Wspomniała o paleniu zniczy w Kościele, ale przede wszystkim opowiedziała o urodzinach.

Monsterówna: Był torcik i dzieci robiły to, co pani kazała.
 
Monstermama: A co pani kazała robić?

Monsterówna: Dzieci dostały czapeczki i poszliśmy z panią zobaczyć do kuchni. I nie wolno było zdjąć czapeczek. Pani powiedziała, kiedy można zdjąć.

Monstermama: Podobało ci się?

Mosterówna: Tak. Było fajnie.

Monstermama: I co, chciałabyś jeszcze kiedyś pójść do McDonalda?

Monsterówna: A kto ma teraz urodziny?

Czyli nie jest źle: Monsterówna skojarzyła restaurację z urodzinami i nie będziemy molestowani wizytami. Kolejna komercha odfajkowana.
 
środa, 13 kwietnia 2005
Blokada

 

Monster Młodszy ma blokadę na robienie kupy do nocnika.

Przez tygodniowy pobyt u babci nie było żadnej wpadki siuśkowej, ale z kupą było ciężko. Raz w majtach, raz w wannie.

Gdy przyjechaliśmy cały dzień jęczał, ale mimo siadania na nocniku kupy nie zrobił.

Hamulce puściły dopiero w wannie.

No psychiczną ma blokadę jak nic. Widzę, że cierpi i że się miota.

Jak tylko zrobi w końcu w te majty, to płacze i mówi, że to już ostatni raz.

Czyli wie, że tak się nie robi i nie potrafi inaczej.

Miotam się i ja, bo nie chciałabym, co by czynność fizjologiczna zaważyła jakoś traumatycznie na jego życiu. No i nie wiem w ogóle, jak mu pomóc, bo wiem, że sam musi się przemóc. Jak raz zobaczy, to będzie później ok.

Całe szczęście, że jakieś sukcesy w temacie nośnikowym mamy, to może Monster tak do końca nie jest załamany.

Bo siusianie opanowane jest perfekcyjnie – na dworze olewamy krzaczki, a i w domu Monster siusia „jak duzy facet”, czyli na stojąco. No i noce są suche, gdy się dopilnuje, by przed snem się wysiusiał.

Zawsze jakiś temat musi być, co by się martwić, prawda?

niedziela, 10 kwietnia 2005
Back to life, back to reality

- Lubiem ciebie - sapnął Monster i objął Monsterównę tak ściśle, że ta aż jęknęła
- A ja mogę cię podnieść, bo jestem bardzo dużżża - zrewanżowała się Monsterówna, a Monsterowe oblicze zajaśniało czystą radością
- Zobacz, co ci na malowałam - Monsterówna z dumą wskazała swoje dzieło - to są niezapominajki!
- Baldzo ładne - szepnął Monster i z uwielbieniem spojrzał na Starszą Siostrę

Potem złapali się za rączki i w podskokach pognali do pokoju.
Monsterówna pozwoliła Monsterowi pobawić się swoim konikiem.
Monster wyłuskał z kieszeni przywiezionego od babci krasnoludka i rzucił nim w Monsterównę, ale bardzo delikatnie, bo to był "plezent".
Monstery wyraźnie stęskniły się za sobą, za Monsterrodzicami jakby też troszeczkę.
Natomiast dla Monsterrodziców powrót do rzeczywistości po tygodniu życia życiem przedmonsterowym, ba, wręcz studenckim, to zbyt wielki szok.
Potrzeba nam teraz tygodnia urlopu, co by się do kieratu wdrożyć.
I choć przed wyjazdem stwierdziliśmy, że to ostatnie szusowanie bez Monsterów, bo i one w końcu muszą zacząć narciarską edukację, to teraz po powrocie nie jestem taka pewna czy naprawdę już za rok muszą.
W każdym razie my musimy sobie na przyszłość takie przyjemności dawkować.





piątek, 01 kwietnia 2005
Ucieczka Monsterrodziców

 

Przydzieliwszy Monsterów do poszczególnych babć, Monsterrodzice udają się na zasłużony tydzień ferii Monsterfrei, gdyż będzie to szusowanie w Salzburgerlandzie.

Monsterbabcie zostały obdzielone tzn. zeszycikami do słówek, co by złote monstersłowa z ust swych wnucząt spijać i uwieczniać.

Aczkolwiek nie wiadomo, czy znajdą na to czas.

Bo Monstery absorbujące są.

Jak wszystkie dzieci w wieku 4 i 2 lat, zresztą.

Trzymając kciuki za Monsterbabcie, proszę Najszanowniejszych Czytelników o trzymanie kciuków za Monstermamę, która jak co rok będzie się męczyć przez pierwszych parę godzin na stoku wraz z Monstertatą, po to, by Monstertata przekonał się, jak co roku, że Monstermama jest NIEREFORMOWALNA w tym względzie.

To znaczy w temacie speedowania na nartach.

Gdy po paru godzinach Monstertata to przyjmie, jak co roku, wtedy dopiero rozpoczną się PRAWDZIWE ferie. Niby zimowe, a jednak wiosenne.

Dwuletni mężczyzna

 

-         Chodź tutaj, do mnie, mamusiu, tsymaj mnie, no tutaj dmuchnij w usko!

Następnie całą całkiem niezłą siłę wkłada w przyciągnięcie mnie do siebie, po drodze tratując kolana, brzuch obutymi odnóżami.

 

-         Lubię ciebie....

 - sapie i uwiesza mi się na szyi, jednocześnie wpychając łapę za dekolt i wyrywając włosy z głowy. Potem wtulony całą powierzchnią ciała chichra się, gdy szmyrgam go za uszkiem i pod brodą, choć w tej samej chwili boleśnie szczypie mnie w ramię.

 

Potrafi w jednej chwili rzucić we mnie klockiem (bardzo celnie) i rzucić się z rozłożonymi ramionami:

-         Mamusiu, kocham ciebie!

 

Jeszcze przytulony, a już patrzy przez okno i krzyczy: tam, oblaca się dźwig! Idę zobacyć!

I już jest na parapecie i skacze i emocjonuje się koparą, ciężarówą i dźwigami na horyzoncie.

 

Jak rysuje, to wystarczy na chwilę wyjść z pokoju, a porysowana jest ściana i autka.

I gdy w końcu rysuje na kartce, to tak, że prawie dziury w kartce powstają. I rysiki się łamią.

Bawi się, parkuje auta i nagle coś go nachodzi i biegiem, biegiem, przez klocki, przez książki, po trupach z hasłem na ustach:

-         Mamooooo, mamooo, tsymaj mnie, psytul mnie! Dugą lęką tez!

 

Sprzątanie w wykonaniu dwulatka to rzuty klockami do pudła. Czasem, a może częściej niż czasem, na torze rzutu znajduje się któraś część ciała Szanownej Starszej Siostry.

 

Nękanie Szanownej Starszej Siostry to sprawa odrębna. Szczypa z zakrętasem MUSI, po prostu musi wywinąć, gdy przechodzi obok. Tak z miłości. Potem przeprosi bez cienia żalu i skruchy, poddusi tuląc. No, końskie zaloty, jak nic.

 

Gdy siada do stołu, to nie tak normalnie, jak wszyscy, odsuwając krzesło. Nie.

On najpierw z biegu wskakuje na kanapę (nie zaszkodzi przy okazji sturlać się ze dwa razy zeń), potem podciągnie się na oparcie i zjeżdżając rękami w dół przytrzyma oparcie krzesła wślizgując się zgrabnie na swoje miejsce:

-         Tutaj jestem!

 

Zdecydowanie tak. Dwuletni mężczyzna jest tu i tam, wszędzie na raz. Gadatliwy, przytulaśny żywioł.

Archiwum
do Monsterowa tędy