niedziela, 27 marca 2016
maskotka

Cała prawda o tym, kto się bawi zabawkami Monsterunia

 

Wszystkie trzy starsze Monstery bardzo chętnie zajmują się najmłodszym.

Wychowują go i BARDZO dbają, żeby nie był:

1. ROZPUSZCZONYM BACHOREM

2. płaczkiem

3.jęczącą marudą

Monsterunio czasem lepiej znosi szorstką miłość siostrzano-braterską, czasem gorzej. Wtedy wyzywają go jak wyżej. (na szczęście za plecami, a nie prosto w twarz - może zakaz przyklejania etykietek działa. Muszę jeszcze im napomknąć o samosprawdzającej się przepowiedni)

Monsterunio rozwija się swoim własnym tempem, czyli niespiesznie. Troszeczkę to niepokoi starszych, ale ponieważ jest słodki, to uchodzi mi to na sucho.

poniedziałek, 14 marca 2016
trudności obiektywne

 

W zeszłym tygodniu starsze wykoleiły się kolejno i zaległy w swoich pieczarach. Wyspały się, wymęczyły oczy urządzeniami elektronicznymi oraz wynudziły. W niedzielę dołączył do nich Monsterino.

Monsterówna miast lekturę czytać, ze trzy powieści pochłonęła, a potem molestowała Monstertatę o zaistalowanie audiobooka Quo Vadis w telefonie, bo zaraz ma sprawdzian z tejże. Monster, skoro już ustaliliśmy, że jest najgorzej traktowany i najmniej kochany, mimo wszystko nadal systematycznie nagabuje nas w jednym temacie, mianowicie motoru crossowego. Mam serdecznie dosyć motywu, więc sugeruję mu poszukanie szkoły z internatem, bo jak zaczynają z Monsterinem wokół granicy ustanowionej we wspólnym pokoju naparzać się mieczami z czegobądź, mam ochotę wyjść z domu i nie wrócić.

Dzisiaj zawoziłam Monsterównę skoro świt, więc już o północy postanowiliśmy z Monstertatą tradycyjny krótki kwadransik z serialem sobie przed snem zapodać.

Ledwie się ukokosiliśmy przed ekranikiem, Monsterunio zaczął brękolić. Normalne to, więc ustawiłam blokadę z poduszek (już, skubany, zerka na ruszające się obrazki) i karmię zezując.

Może pięć minut udało się zobaczyć, weszła Monsterówna. Właściwie nie wiem, o co jej chodziło - chyba, co tam spakować na wycieczkę do Stolycy. Zbyliśmy ja chyba zbyt obcesowo, bo się obraziła. Zagroziła zresztą, że nam Monsterunia zabierze, chociaż serial nie był drastyczny czy nadmiernie seksem epatujący.

Po następnych paru minutach u drzwi naszych stanął Monster. Że zasnąć nie może, bynajmniej nie z powodu odgłosów dobiegających z naszej sypialni. Wyspał się za bardzo w ciągu tygodnia, co się dziwić.

Nakazałam lekturę w celu znużenia.

Zanim dokończyliśmy trzecie 5 minut filmu zastanawialiśmy się, czy zejdzie do nas jeszcze Monsterino.

Monsterunio zbudził się na poranny posiłek jeszcze przed budzikiem, o czwartej.

O 4:15 zaświergoliła komórka.

Na piątą czterdzieści zawoziłam Monsterównę na zbiórkę. Ptaki śpiewały i jasno było, ale szyby musiałam skrobać. Nie ma jak zacząć pracę o szóstej, ledwie zaspany cieć bramę otworzył.

Monstertata też ma teraz środek dnia oraz dodatkowe urozmaicenie poniedziałku - wizyta z synami u pediatry. Po analizie szafki z lekami okazało się, że żaden z sześciu czy siedmiu syropów już się nie nadaje do użycia. W tej sytuacji można się pocieszać, iż świadczy to o sporadycznych epizodach chorobowych w Monsterowie.

środa, 02 marca 2016
Trzynastolatek

 

 

Oj, nastolatek pełną gębą. Gimnazjalista. Wreszcie w dobrym miejscu i czasie - wszystko mu wychodzi, ogarnia, daje radę. I szkołę i treningi. Skacze jak nakręcony - za 10 dni pierwsze zawody po Wielkiej Przemianie - i na razie myśli o tym pozytywnie. W natłoku codziennych problemów na różnych frontach miło myśleć, że choć jedno dziecko przez chwilę (oby dłużej) jest szczęśliwe. Chociaż bywa, że psioczy na szkołę i walczy z bratem. Oj, tak. I o okupowanie komputera też.

Waleczny, jak zawsze, więc dyskusje z nim rozgrzewają nas oboje do czerwoności. I czasem padają słowa, których oboje żałujemy i musimy się przepraszać.

Do przodu, synu, oby tak dalej, będzie dobrze!

 

Trzynastolatek z nieodłącznym atrybutem

Archiwum
do Monsterowa tędy