wtorek, 31 marca 2015
posikać się ze śmiechu

W piątek byłam z Monsterem na dniach otwartych w bardzo szacownym i snobistycznym gimnazjum, które przedmurzem jeszcze bardziej elitarnego liceum jest, co to wypuściło szereg znanych i lubianych absolwentów, a także było pierwowzorem dla szkoły opisanej w "Jeżycjadzie".

Oj, powiało prestiżem. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, ani chybi każdy, kto skończył, czy nie skończył tej szkoły, a chciałby (za wysokie progi, itd), teraz pcha tam swoje dziecko. Przeszliśmy się po klasach, wstąpiliśmy do biblioteki, a tam na charakterystyczny zapach kurzu i katalogów z fiszkami, wyrwało mi się, że to jak za moich czasów.

No i pani bibliotekarka moją deklarację ochoczo potwierdziła, mówiąc, że pamięta mnie!

Sęk w tym, że kończyłam liceum w innym mieście, a "Marcinka" odwiedzałam pierwszy raz ever! (Monsterówna nie była zainteresowana nauką po francusku).

Autentycznie posikałam się ze śmiechu, gdy już na korytarzu tłumaczyłam to zdziwionemu Monsterowi.

Potem było jeszcze lepiej. Oprócz osób znajomych, zobaczyłam kobietę, którą znałam skądś, tylko nie pamiętałam, skąd. Zwiedzając przeszłam koło niej raz, potem drugi i w końcu nie wytrzymałam. Zaczepiłam ją pytając, gdzie się spotkałyśmy.

I wtedy mnie oświeciło! Z jej córką i Monsterem chodziłyśmy na zajęcia oswajania z wodą, czyli takie pływanie dla niemowląt! 12 lat temu:) [Nawet znalazłam zdjęcia w albumie]
A najlepsze, że Monster teraz chodzi z tą dziewczyną do jednej grupy na kursie przygotowującym do egzaminu kompetencji. Świat jest taki mały!

Obejrzeliśmy występy młodzieży, wysłuchaliśmy tradycyjnego wychwalania atmosfery i nauczycieli, a Monster zdecydował, że "Marcinek" jego wyborem nr 2 będzie.

Wybór nr 1 to szkoła Monsterówny, a nr 3 jeszcze nie obsadzony. Oby nie był potrzebny.

Natomiast jutro - test szóstoklasisty i Monster boi się języka polskiego.

Uprasza się zatem o trzymanie kciuków, bo na jego problemy ortograficzne żadna modlitwa, tylko dużo szczęścia może pomóc.

czwartek, 26 marca 2015
zdalne wychowanie

 

Znowu zamykam miesiąc, więc siedzę dłużej. Teraz w ogóle siedzę dłużej, jest co robić, będziemy zatrudniać pomoc dla mnie, zatem obecnie siedzę dodatkowo na cv-kami. Ale to tylko taka dygresja.

Najpierw dzwoni Monster, że dostał z charakterystyki jednak 3 na szynach, bo jeden ortograf został przeoczony. I trochę interpunkcji. Poza tym dwie czwórki. No super, lepiej nie będzie. Ostatnio Pani Z Polskiego opieprzyła Monstera, że wagaruje, bo jak tydzień przed sprawdzianem można opuszczać polski. A Monster był na badaniach w tym czasie. Gdyż ponieważ Monster przechodzi gruntowne badania z powodu swoich częstych bóli brzucha i już prawie ostatecznie wiemy, że ma bakterię, którą będzie można wytłuc. I jest nadzieja, że antybiotyk skutecznie zakończy tę batalię.

Wracając do polskiego: w monsterszkole są dwie nauczycielki języka ojczystego, obie są wariatkami i obie, co najlepsze, się nienawidzą. Podobno jest też trzecia, ale to według mnie niesprawdzona plotka albo urban legend, bo nikt jeszcze na nią nie trafił.

Monster zalicza kolejne dawki szczepionki, opuszcza polski i odlicza dni do końca roku. Teraz się okazało, że nie może jechać na zieloną szkołę,  gdyż ma w tym czasie test kompetencji językowych do gimnazjum. Czy można zmienić termin jednego czy drugiego jest pytaniem retorycznym. A co z tymi, którzy będą chorzy i nie napiszą testu w tym dniu - pyta wychowawca, bo trójka uczniów z 15-osobowej klasy jest w takiej sytuacji.

Ano zawsze mogą nie pójść do gimnazjum językowego. Ich wybór.

Monsterino wykuł formułkę spowiedzi, co już ostatnia na liście modlitw do zaliczenia była i zastanawia się, co on jeszcze na religii do końca roku będzie robić, skoro Pierwsza Komunia w maju.

Na zebranie poszedł Monstertata i pani nawet pochwaliła Monsterina (tu się zdziwiłam), aczkolwiek Monstertata stwierdził, że w porównaniu z demonicznymi nauczycielkami polskiego, pani Monsterina jest zbyt łagodna i Monsterino niezły szok przeżyje w czwartej klasie.

Oj, łatwo nie będzie. Ortograficznie Monsterino może nie stoi niżej od Monstera, ale wyżej też nie za bardzo. Nie przeszkadza mu też kompletna nieczytelność jego pisma. Aż sama się sobie dziwię, że nie nakazuję mu regularnego przepisywania zeszytu. Może od trzeciego dziecka w górę człowiek już obojętnieje na szkołę, bo by zwariował na dłuższą metę.

Ale nie jest najgorzej, Monsterino nawet co któreś zadanie domowe odprawia bez jęków, choć deklaruje nienawiść do angielskiego nie wiedzieć, czemu, bo gdy przemaglujemy pisownię, to mu dobrze idą sprawdziany. Może o to maglowanie chodzi.

No, a Monsterówna nadal ambitnie zbiera oceny do czerwonego paska. To jest gigantka! Ponadto w tym półroczu jakoś załapała szachy i nawet w wolnej chwili sama wybiera tę grę (z komputerem), a przecież ona nigdy nie ma wolnej chwili (zawsze można przeczytać kolejną książkę do drugiej nad ranem, a potem chodzić niczym zombie).

Muszę też  nadmienić, iż nadszedł był czas zmiany osobowości naszej Wiecznie Poukładanej Córki, co objawiło się nagłym rozmiłowaniem chaosu -  podłoga w jej pokoju przez dwa tygodnie po feriach zasnuta była rzeczami z nierozpakowanej walizki.

Chodziliśmy zwiedzać i podziwiać ten cudny obraz.

Monsterówna dzwoni do mnie z pytaniem, czy może zjeść czekoladę.

Jest to pytanie z serii podchwytliwych, gdyż może już nie być żadnej czekolady w domu - monsterchłopcy, młodsi i starsi, nie dzwonią do mnie z takim pytaniem.

Czuję się zobligowana do przypomnienia nastolatce, że od nadmiaru czekolady wychodzą pryszcze i że tato zrobił obiad. A ona na to, że zje i obiad.

Właśnie Monstertata zauważył, że ostatnio Monstery mają niezły spust. Monstertata odczuł zmianę, bo to on obsługuje posiłkowo Monstery w ostatnim czasie, jako, że ja wiecznie zamykam jakiś miesiąc, rok albo raportowanie.  I tak zakończyliśmy na dygresji, którą rozpoczęłam.

Monsterunio fika pod biurkiem i nie przeszkadza matce w pracy.

Do czasu.

poniedziałek, 16 marca 2015
jak sobie wychowasz, tak masz

 

Wśród moich licznych wad czytanie przy jedzeniu jest pewnie jedną z lżejszych. Co ja poradzę, że lubię.

Kwadransu snu się pozbawiam, by w spokoju poczytać rano. Przy kawie lub na kibelku.

Zatem nie mogę się denerwować, że znowu Monsterówna ledwo na oczy patrzy, bo do drugiej rano kończyła książkę, a potem lekcje zostawiła sobie na późny wieczór, bo miała kolejną interesującą.

Albo daję wybrać Monsterinowi książkę, ten stwierdza, że Rysio Raper i Straszna Kiełbasa brzmi dobrze, a potem siada i wieczorem pierwsze 100 stron, a rano resztę połyka i ZNOWU NIE MA NIC FAJNEGO DO CZYTANIA (żadne z domowych się nie nadaje, wie, bo przejrzał osiem kolejnych propozycji, a w Empiku - jak to możliwe - nie mieli kolejnego tomu Rysia).

Monster też jak przysiądzie do jakiejś serii, bo potem tylko ta i żadna inna. Percy Jackson i wszelcy herosi i bogowie się skończyli i matko, dlaczego takie NUDNE książki mi podsuwasz.

Potem wyglądamy na patologiczną rodzinę nie tylko ze względu na wielodzietność, ale też prawdziwie ożywioną konwersację przy stole. Każdy ze swoim tomikiem.

poniedziałek, 09 marca 2015
najlepszy weekend ever

 

Odtrąbiliśmy wiosnę w Monsterowie. Umyłam wszystkie okna, choć Monstertata sarkał, że takie przyjemności wykonuje się w 9 miesiącu. No, ale okna nie mogły czekać do czerwca. Z kolei Monstertata domył taras po zimowym dokarmianiu ptaków. Resztki karmy przewiesiliśmy do ogrodu, bo w końcu coraz cieplej, śniegu nie ma, ptaki powinny sobie już poradzić. Jednak przyzwyczajenie drugą naturą, bo jeszcze dzień później przylatywały i musiały być bardzo zdziwione, rozczarowane, a nawet wkurzone, że niczego dla nich nie ma, bo zostawiały po sobie pamiątki. Mimo wszystko taras jeszcze nigdy nie był tak wyglancowany.

W sobotę mieliśmy tylko jedno dziecko na stanie (no, dobrze - półtora), bo starsi męczyli się na zawodach, na których spektakularnie i nadzwyczaj zgodnie zajęli ostatnie miejsca w swoich kategoriach. I tak się zdarza. Oni nie byli zadowoleni, ale my - bardzo.

Najpierw, zupełnie z własnej, nieprzymuszonej woli, bez okazji, bo dzień kobiet dopiero miał nadejść, syn mój Już-Nie-Najmłodszy zrobił matce śniadanie. Do łóżka. Gazetę dostarczył mąż.

Czyż życie nie jest piękne?

Popołudniu pojechaliśmy do lasu - daję radę jeszcze na rowerze, choć tempo mi siadło, bo Monstertata biegnąc obok był szybszy.

No, ale przecież chodzi o odetchnięcie świeżym powietrzem, a nie bicie rekordów.
Chyba, że chodzi o Monsterina. Bo on to przygotowywał się do wyścigów. I łaknął porady Miszcza.

Pobiegli zmierzyć, jak to jest przebiec 800 m.

 

A dzień później okazało się, że nawet skrócono dystans do 400 m. I że wszyscy z grupy biegowej lecą jedną chmarą.

Nerwy były.

Monsterówna nie traciła czasu. Dla skrócenia oczekiwania na start, zaproponowała braciom partyjkę uno i to był dobry pomysł. (zwróćcie uwagę na wyraz twarzy Nastolatków - tak to właśnie wygląda - ten charakterystyczny wykrzyw)

A potem wystartowali. Monsterino pouczony przez starszych, wyrwał się do przodu.

Oddał prowadzenie tylko jednemu chłopcu, ale i tak nie o to chodziło, co wyszło po wszystkim (dobra zabawa, kupą biegniemy, czas się nie liczy, każdy jest zwycięzcą i promocja zdrowia oraz takie tam - deczko był rozczarowany nagrodą jak dla roczniaka, ale potem się pocieszył, że będzie miał już dla brata prezent - to jest właściwe podejście do życia!).

Co do starszych, to Monster poprosił, żeby mu też takie biegi znaleźć (rocznik Monsterina był najstarszy na tej akurat imprezie), bo mu się spodobało, natomiast Monsterówna podczas startu Monsterina robiła matmę. Że aż musiałam wrzasnąć, żeby się pofatygowała na pięć minut.

Przy okazji spotkaliśmy znajomych, którzy mają dokładnie takie przejścia ze swoją nastolatką, jak my, a jeszcze pocieszyliśmy się, bo znajoma, starsza koleżanka Monsterów z trampoliny, jako dziecko supersłodka, jakieś dwa lata temu zaczęła przemieniać się w istotę burkliwą i chmurną, tymczasem spotkaliśmy ją, już 16-letnią i WRÓCIŁA tamta sprzed chmury! Czyli wracają stamtąd, jest to możliwe!

Normalnie dawno się tak nie naśmialiśmy, jak w ten weekend. I tylko Monsterówna narzekała, żebyśmy się TAK nie zachowywali, bo się przestanie do nas przyznawać.

Ale po wizycie w pizzerii, NAWET ona była zadowolona. Jakiś cud był nastąpił.

poniedziałek, 02 marca 2015
Dwunastolatek

 

Dwunastolatek jest trudny. Inteligentny, sprytny i szybki, ale nie daje taryfy ulgowej, więc rozumiem, że można go nie lubić. Relacja z Monsterem to stąpanie po linie - wymaga ciągłej uwagi, a bez solidnego treningu i tak się spadnie.

Monster doskonale wie, czego chce i dlatego cierpi takie katusze, gdyż okrutni rodzice rzadko mu dokładnie tego, czego on chce, precyzyjnie w chwili, kiedy tego chce, nie dostarczają. A mogłoby być tak pięknie! Stąd bywa ostro. (tak jak patrzę z mojej perspektywy, to Monster ze swoją osobowością nadaje się wspaniale na autorytarnego Prezesa Zarządu - tylko dać mu władzę, bo na razie, biedny, się miota).

Ale (na pocieszenie) są też fajne momenty. Gdy się śmieje, to zaraźliwie, gdy wygrywa, to unosi się nad podłogą z radości, gdy mu (bardzo chwilowo) dobrze w życiu, to i innym nieba przychyli. I podyskutuje bez punktowania starych oraz systemu, pożartuje, a nawet (oczywiście w przypływie dużej łaski i natchnienia) przytuli.

Bo przeważnie to tylko kota.

- No nie mogę, jak ja kocham tego kota! - wyrwało mu się kiedyś

O, Dwunastolatku Z Pretensjami!

Z okazji Twojego święta życzę Ci znalezienia małej stabilizacji  - pochylenia się nad krótkimi chwilami szczęścia, żebyś umiał je, mimo wszystko, w swoim ciężkim życiu, znaleźć!

[żeby nie dodawać smrodku dydaktycznego, że Ci się ta umiejętność Ci się zdecydowanie na przyszłość przyda]

Archiwum
do Monsterowa tędy