czwartek, 27 marca 2014
zajęcie

 

Monster jako nasz domowy Główny Piewca obowiązujących mód oraz trendów szkolnych, zapowiedział, że to naprawdę wstyd, iż nie bierzemy udziału w cołikendowym szopingu.

Albowiem czynność ta należy do kanonu podstawowych zajęć pozaszkolnych, którymi lansują się nieletni na fejsbuku.

I shopping ma być w Poznań City Center, dodał.

Najpierw się rozeźliłam, bo skoro wiosna nadeszła, to poszukać jej na Starym Rynku chciałam, a potem pomyślałam, że biedne te nasze Monstery, prawie nigdy sklepów nie widzą, może od jednego razu galeriankami nie zostaną.

Połączyliśmy zatem okazje jedną tramwajową wyprawą.

Najpierw z Pikinini i Ziemkiem rozglądaliśmy się w poszukiwaniu ornamentów na kamieniczkach i uliczkach.

Kręcąc głowami, szperając po zakamarkach i zaułkach, posłuchaliśmy ciekawostek, zjedliśmy pyry z gzikiem i...

odkryliśmy historię tabletów...

 Czyli komputerów nie mogło zabraknąć.

Pożegnawszy Szlak Ziemi oraz  Naszą Ulubioną Przewodniczką Po Poznaniu,  przebiegliśmy Stary Rynek uczestnicząc w podchodach rodzinnych (udanie zaliczając kolejne zadania - muszę przyznać, że stanowili zgodnie współpracującą drużynę - pewnie perspektywa fastfoodowego obiadu tak ich uskrzydliła) i w końcu wylądowaliśmy w świątyni handlu.

Zdecydowanie bardziej wykończyło mnie centrum handlowe niż centrum miasta. A Monsterino zablokował drzwi obrotowe, więc cel edukacyjny też się zrealizował (jak przejść przez drzwi obrotowe nie uruchamiając alarmu tudzież ochrony) Ileż to się człowiek musi namęczyć, żeby towarzystwo od komputera oderwać...

wtorek, 25 marca 2014
smętnie

 

Nastrój w Monsterowie koresponduje z deszczem za oknem. Łibi - Łobuziak, czyli chomik Monsterówny, odszedł do Krainy Wiecznych Łowów.

Prawdę mówiąc, im bliżej mu było do drugich urodzin, bo tyle chomiki żyją, tym bardziej przewidywalne było to smutne wydarzenie, ale szoku to nie złagodziło.

Zatem żałoba. Nawet chłopcy się spłakali. Trzeba wspomnieć, że to dzięki wzorowej opiece swojej pani żył tak długo - koleżanka Monsterówny w tym czasie pochowała po kolei trzy stworzonka. No, ale wiadomo - Łibuś był jeden, jedyny.

I dzisiejszej nocy już nie pobiegł w swoim kołowrotku.

 

środa, 19 marca 2014
w bambuko

 

Kolejny raz uległam i pozwoliłam Monsterowi po przyjściu do domu najpierw, zamiast odrabiania lekcji, odpalić tablet.

- Bo będziemy z Filipem na Skype'ie grać w Minecrafta i rozbić z tego filmiki, by wstawić na Youtubie! - zapowiedział podekscytowany

No dobra, może nie powinnam się czepiać. Lekcje w końcu robi, sprawdziany zalicza, jak mu coś nie wyjdzie, to poprawia.

Ale.

Pół godziny nie minęło, a mama Filipa wywołała go sprzed ekranu, co podchwyciłam z radością, by i Monster wziął się do lekcji.

Wziął się.

W piętnaście minut obrócił.

- Słówka na niemca powtórz - komenderuję

- Po co - cedzi Monster przez zęby - nie będzie sprawdzianu

[Bo ja ci każę, bo tak trzeba, bo lepiej systematycznie, niż potem godzinami, bo jest sprawdzian - wybierz odpowiedź, która ci się najbardziej podoba - myślę, ale nic nie mówię]

- Powtórzę później, najpierw się zrelaksuję - proponuje w końcu

I znowu się dałam nabrać, bo potem, jak już się zrelaksuje, to trudno go z tego relaksu wyciągnąć. Albo jest już zmęczony i siedzenie nad słówkami przemienia się w leżenie na książce. Albo jest głodny (dziwne, on nigdy nie jest głodny - Monsterino już go dogonił wagowo, a niewiele potrzeba, by dogonił go wzrostem. Koszulki właściwie mogliby nosić w tym samym rozmiarze, nie mówiąc o spodniach, których Monsterowi nie potrzeba zbyt długich, skoro nosi je obniżone do połowy tyłka).

To się znowu zagotowałam, kolejny raz skończyło się pyskówką.

Wieczór. Czytam Monsterinowi, a tu Monster tarabani się na moje kolana.

- Nie przeprosiłeś mnie - mówię

- Nie, to nie - unosi się Monster

- Przeproś - wymagam

- Przepraszam - bąka

- A wiesz chociaż za co? - dociekam

Doskonale wie. Ale codzienny taniec, kto-kogo przeciągnie musimy ciągnąć, bo inaczej nie poczuje, że jest gnębionym nastolatkiem i nie będzie miał czego opowiadać na kozetce psychoanalityka.

wtorek, 18 marca 2014
i ciągnie z mozołem

 

Ogłaszam dzień 17 marca Najlepszym Szkolnym Dniem Monstera Ever, bo mnie o to poprosił. Mianowicie poprawił był on sprawdzian z polskiego i otrzymał 4 minus, które okazało się Najlepszą Oceną W Klasie (pisałam już, że słaba to klasa). Mało tego - Monster został pochwalony przez Panią oraz obiecane mu zostało, że jak będzie utrzymywał tak wzorowy poziom pracy, to ma SZANSĘ na piątkę z polskiego na koniec roku.

Duży sukces (szansa na), zwłaszcza z jego kulejącą ortografią.

Dzień Monstera ustanowiony, Monsterino gorszy być nie może - swoje ostatnie dyktando na A zaliczone chciał w ramki wstawić. Na jednym z wcześniejszych miał plan przechytrzenia Pani, więc skoro wiedział, że będzie sprawdzać słowa z ó, to z góry na dół, z tyłu i z przodu powstawiał wszędzie ó. Jako, że pani sporo słów z u na początku zaplanowała, a wyjątki z ó na początku nawet osoba z niepełną ilością palców u jednej ręki pokazać da radę, to się przejechał ostro. I jeszcze miał czelność być rozczarowany oceną.

Orka na ugorze z tą ortografią, ale walczymy.

Kolejna batalia to tegotygodniowy Kangurek. Monsterówna wykorzystując moją grudniową słabość zapisała całą trójkę na Kangura, mimo, że z roku na rok się przekonujemy, że nie ma tu pójścia na skróty i bez gruntownego przerobienia pewnych myków w zadaniach, daleko się nie ujedzie. Monster pełen optymizmu jest, Monsterówna i tak nie ma czasu na żadne przerabianie, a Monsterino dobrze będzie, jak w ogóle polecenie przeczyta poprawnie nie mówiąc o zrozumieniu. Po przejściu z nim paru testów, kiedy pomylił w ogóle cel zadania, różowo wyniku nie widzę.

Zapowiedziałam chłopcom, żeby w przyszłym roku pochopnie się nie zgłaszali. Jakoś dziwnie szybko przystali na moją propozycję.

 

A! Byłabym na śmierć zapomniała wspomnieć o kolejnym KAMIENIU MILOWYM. Mianowicie Monster przeczytał drugi tom Młodego Samuraja w trzy dni, a ma ponad 300 stron ta powieść. Jest to jego absolutny rekord. Czyli, że można i da się wciągnąć w czytanie. Problem w tematyce, bo głównie się tłuką i zabijają na tych kartach. Opisy też są sugestywne, nawet raz mu się śniło, że bierze udział w walce na pełnym morzu, a Monster raczej szczurem lądowym jest, więc był to koszmar. Trudno. Ważne, że czyta. A są jeszcze ze cztery tomy w serii, więc na jakiś czas mam spokój z kombinowaniem, co mu kupić albo z półki wyciągnąć, by się wciągnął.

Natomiast z Monsterinem zaczęliśmy Pana Samochodzika głośnoczytać wieczornie. Kontekst socjalistyczny pomijam, jeśli da się, jeśli nie - wyjaśniam pokrótce.  A samodzielnie, też w stylu powrotu do przeszłości PRL, czyta 'Kaktusa na parapecie" Magdaleny Zarębskiej, "Cudaczka-Wyśmiewaczka", bo to lektura oraz "Środek Kapusty" - Ewy Nowak [właśnie doszedł do dramatycznego momentu, w którym żółw -zwierzątko głównej bohaterki spadł z balkonu i rozbił skorupkę- dramat!]

Czyli ma tak jak i Monsterówna (a ona po mnie) - równoległe czytanie kilku książek na raz. Monsterówna w weekend doszła do pięciu rozpoczętych, bo nowa paczka ze świeżutkimi tomami przyszła i nie mogła się powstrzymać. Dla porządku wymienię w czym siedzi: druga część "Konia na receptę" [tego, przez panią od polskiego zgubionego] mianowicie "Grzywą malowane" Agaty Widzowskiej-Pasiak, „Tajemnice Skyle” Agnieszki Grzelak i prawie całą twórczość Katarzyny Majgier: Trzynastka na karku, Marzycielki i Po co mi chłopak?.

Tylko nieszczęśliwa jest, że tyle wciąż ma zadawane, więc czasu na czytanie brak (kwadrans około północy, jak sama przyznaje, bo my już wtedy śpimy). Może w drodze na zawody do Łańcuta trochę się zrelaksuje (podróż przez całą Polskę, to pewnie znowu wyjadą o szóstej).

 

poniedziałek, 17 marca 2014
szósta

 

Odwożenie Monsterówny na poranną zbiórkę wyjazdową w sobotę zaraz po piątkowej imprezie (wróciliśmy o 3, zbiórka była o 6) nie jest moim ulubionym zajęciem weekendowym. Monsterówny też nie, ale zerwała się z łóżka, ledwie dotknęłam jej ramienia. Jak nie ona.

Mówiła, że trochę się denerwowała w autobusie, który zresztą po drodze do Zielonej Góry się zepsuł i istniało niebezpieczeństwo, że startujący najwcześniej w ogóle na rozgrzewkę nie zdążą. Nie znam szczegółów podstawienia busika jednego z rodziców, ale już sama taka sytuacja musiała podnieść poziom adrenaliny u zawodników, a to dopiero był dojazd na zawody.

Monsterówna ma jednak bardzo silną psychikę. Skoczyła dwa układy, weszła do finału i jest szósta w Pucharze Polski. Wysoko, jeśli trener, analizując poziom innych zawodniczek w jej klasie, zapowiedział wszystkim w klubie, że mogą co najwyżej walczyć o siódme i ósme miejsce.

Monster usłyszawszy o wyniku siostry poczuł się zobligowany, by na olimpiadzie wejść do finału już w pierwszych eliminacjach. [to już za 2 tygodnie]Pewnie. Lepiej od razu zrobić minimum i się zakwalifikować, ale różnie to bywa, jak przykład zawodniczek-pewniaczek na Pucharze pokazał.

Byłyśmy z Monsterówną na dniach otwartych w gimnazjum z niemieckim i raczej angielskie wygra.

Nie dziwię się córce - germaniści marketingowo nie potrafili się tak dobrze sprzedać. Nadal uważam, że niemiecki ma przyszłość i fajnie byłoby, gdyby poszła do szkoły, która ma od razu liceum, ale jeśli angielski opanuje na tak wysokim poziomie, jak to obiecują, to też nie będzie źle, a liceum sobie jakieś znajdzie.

Na początku marca Monsterówna była królikiem doświadczalnym na UAM-ie, poddana testowi zdolności językowych i jak to się można było spodziewać, wyszło, że te zdolności ma. Jednak ważniejsza od wyniku była analiza sposobu, w jaki testowana osoba powinna się języków  uczyć, by robić to jak najmniejszym kosztem. Wyszło, że Monsterówna jest idealną uczennicą tradycyjnej szkoły, tzn. lubi mieć przedstawione zasady (gramatyki, konstrukcji zdań, odmiany), które potem wdraża z powodzeniem w praktyce. Że lepszą ma pamięć wzrokową niż słuchową. Bardzo chciałabym się przekonać, jaki profil zdolności ma Monster, ale nie wiadomo, czy taki test przeprowadzany będzie za rok, a ważny jest wiek badanego, wręcz co do miesiąca okazuje się, co uniemożliwiło mi przetestowanie od razu Monstera, na co miałam wielką chętkę (on mniejszą, choć rozumie potrzebę, he he)

Ten właściwy sprawdzian jeszcze przed Monsterówną, bo zmieniono zasady rekrutacji i test kompetencji dopiero 3 czerwca. A już 1 kwietnia sprawdzian szóstoklasisty.

- Ciekawe, co będzie robić pomiędzy sprawdzianem a końcem roku - zastanawia się Monsterówna

Na pewno skakać.

Na trampolinie, nie z radości.

poniedziałek, 10 marca 2014
moro

 

Poznań odćwierkał wiosnę, bo naszą przelotówkę wyfroterowały już czyszczarki.
Jako, że Monsterowie rowery prawie nigdy nie odpoczywają (w zasadzie tylko w czasie grudniowego Wielkiego Pomoru), więc cieplejsza pogoda jedynie spowodowała zdjęcie grubszej warstwy odzieży z tubylców. Monster, na przykład, wrócił raz ze szkoły bez skarpetek, bo tak mu już było gorąco, a Monsterino bez długich spodni. (na szczęście miał jeszcze w worku termo spodnie na akro...)

Monsterówna zagroziła, że już nie pójdzie nigdy więcej na żaden konkurs, jeżeli na Konkursie Pięknego Czytania nie zajmie miejsca na podium. Widać jury się przestraszyło, bo zdobyła drugie miejsce. Całkiem słusznie, nawet gdy tylko ćwiczyła w domu była bardzo przekonująca oraz bezbłędna.

Obowiązek naukowy Monsterówna odfajkowała, to teraz jedzie fikać na Mistrzostwa Polski, a potem na Olimpiadę Młodzieży. Jakby miała za dużo czasu w weekendy.

Wracając do rowerów, to mój, a w zasadzie nasz domowy Najbardziej Ujeżdżany Pojazd doczekał się opony z kevlarową wkładką, która ma zmniejszyć ilość interwencji, które uskutecznia Monstertata, gdy dzwonię z trasy, że znowu mam kapcia. Nie muszę być ubrana w moro, a czuję się jak żołnierka pustynna burza, antyterrorystka i potrójna agentka, gdy teraz jadę do pracy nucąc pod nosem czołówkę star wars. Nie mogę inaczej. Wszystko przez ten kevlar. Sprzedałam też Monsterowi tekst komentatora Bogdana Tomaszewskiego o Szurkowskim, jako o cudownym dziecku dwóch pedałów i tekst poleciał do szkoły. Popedałował znaczy.

Teraz czekam na mail od Pana Wychowawcy. Jak nic - wiosna.

niedziela, 02 marca 2014
jedenastolatek

 

Spośród wielu monsterowych marzeń jedno spełniło się w ten weekend: został na jeden wieczór jedynakiem. [Załatwiłam dla reszty monsterów dobre domy na ten czas, ani przez chwilę nie narzekali na taki obrót spraw].

Monster zaprosił swoich kumpli, jedli czipsy, pili kolę, oglądali "Gremliny", skończyło się to delikatnym pawikiem - prawdziwa impra!

Ale muszę przyznać, że dali się poznać od bardzo dobrej strony - byłam wręcz zdziwiona, że nie zamierzają przez cały czas siedzieć przy komputerze na zmianę z tv - przeciwnie - do późna ganiali po ogrodzie, a i w domu bawili się zupełnie realnie, nie wirtualnie. Może jednak nie jest tak z nimi najgorzej?

Najnowszym odkryciem Monstera jest gra karciana "Sabotażysta", a w książkę o młodym Ninja jednak się wkręcił. Chyba zatem nie nabawił się wstrętu do słowa pisanego, skoro sam z siebie czyta kolejne rozdziały, a nie z zegarkiem w ręku.

 

Nasz jedenastolatek czuje się dorosły.

Chciałby pić kawę, decydować o sobie i mieć własny pokój, bo młodszy brat go denerwuje.

Może mieć dziuplę bez okien. Pod schodami.

Spryciarz. Pyskacz. Pan Mam-Zawsze-Ostatnie-Słowo. Zero dyplomacji, mnóstwo emocji. Burza uczuć. Łatwo z nim nie jest, ale na pewno ciekawie.

Dajesz radę, Synu!

Archiwum
do Monsterowa tędy