niedziela, 31 marca 2013
pasja według Monsterów

 

Wszyscy wolne, a Monstery od szkoły, owszem, ale nie od treningów.

Jednak zupełnie nie narzekają.

Z okazji urlopu (alleluja), zamiast w Triduum, towarzyszyłam im w saltach, śrubach i innych lotkach. Trochę mnie dokształcały. To taka ich prywatna Droga Krzyżowa. A przecież wiem, widziałam na starszych, takich już w studenckim wieku, jak ma wyglądać (i jak wysoko) to, co oni tam wyprawiają.

Krótko mówiąc - jest, co robić.

I codziennie wchodzą i skaczą i skaczą i poprawiają czasem jeden element. Wypleniają jeden fałszywy ruch za drugim. Mordęga.

Monster walczy. Obraża się (o jego obrażaniu to jeszcze będzie osobno. O jego walce na każdym froncie też).

Monsterówna walczy z uśmiechem. Po niej widać, że to w sumie radość jest. Z tego, że coś się w końcu zrobi, choć wcześniej się nie dało.

No i dochodzi trzeci skoczek.

Co to pyta, kiedy wreszcie i on się doczeka dodatkowych treningów.

Ich troje.

 



środa, 27 marca 2013
a wiosna była piękna tego roku

 

 

próby do egg hunting w ogrodzie

 

 

wielkanocny bałwanek

środa, 20 marca 2013
nie nastawiać się

 

Monsterino przywitał mnie w świetlicy ze złotym medalem na szyi (już mu się odciskał czerwony szlaczek), gdyż doczekał się wreszcie uznania za swe liczne zasługi i został reprezentantem szkoły w Międzyszkolnym Turnieju Rzędów. Zwyciężyli.

Ponadto - hurra, hurra, bo zazdrosnym był o to okropnie, jako że jego najlepszy kumpel wyróżnienie owo już był posiadł, nawet nie mówiąc o rodzeństwie, został SPORTOWCEM MIESIĄCA.

Dumny. Podwójnie dumny.

Po drugiej stronie tęczy - Alinka, Monsterówny współskakaczka trampolinowa, kontuzjowana, otrzymała zwolnienie do końca roku szkolnego i letni obóz stoi pod znakiem zapytania. Monsterówna oświadczyła kategorycznie, że choćby psp swoje prywatne miała, to bez Alinki nie pojedzie.

Impas.

Mimo wszystko,  zanim do tragedii dojdzie, jeszcze zawody w międzyczasie, a Monsterówna skacze swój dowolny układ z trudnością 5,2. Owszem, tłumaczyła długo, jak to się liczy i nawet w momencie tłumaczenia rozumiałam o co chodzi, ale szczegóły uszły już mojej uwadze. W każdym razie każdy element ma swoją trudność i jak się jej wszystkie doda, to wrzuca się przecinek w środek;)

Najważniejsze, żeby się udało. Żeby skoczyła, niczego sobie nie połamała i jeszcze, żeby sprawiało jej to radość.

Nie za dużo wymagam.

W sobotę przeszliśmy się po Targach Edukacyjnych (na Targach Książki zahaczyliśmy Pawła Beręsewicza, ale poza tym nic nowego nie rzuciło nas na kolana.). W każdym razie Monstery, pewnie przez toksyczną matkę, jakoś stresują się swym przyszły, dorosłym życiem. Naprawdę mówię im, że chodzi o to, by robić to, co się lubi, ale może mało przekonująco to czynię, bo gdy zdobyłam się na to, żeby zapewnić ich, że jeśli skakanie jest ich hobby, to jak najbardziej, niech robią to jak najdłużej, popatrzyli na mnie z powątpiewaniem. A akurat przechodziliśmy koło sceny, gdzie przedstawiano AWF jako uczelnię, która przyjaźnie traktuje sportowców.

- Ale czy tam się też czegoś uczy? - martwi się Monster - że nie jest się takim... mało wykształconym?

- My już jesteśmy w klubie AWF, więc nie musimy już tam studiować - wtrąca chłodno Monsterówna

- Nie musicie. Mówię, że możecie, a nie że musicie. Jeśli chcecie - podkreślam

- Ja nie wiem. Jeszcze nie podjęłam decyzji - broni się Monsterówna

- Oczywiście. Masz dużo czasu. Nie obrażaj się. - wyzłośliwiam się

- Mogłabyś się do tego już przyzwyczaić - odparowuje córka

 

***

najciekawsze na targach edukacyjnych

i wiosna roku pańskiego 2013

Monsterinowi zawsze ok

żółw porzuca ciepły kąt i ogrzewa się w słońcu (teraz znowu zakopuje się przy piecu)


poniedziałek, 18 marca 2013
a w sumie to jak chcecie

 

Monsterino szykuje się do świetlicy, jak na wojnę. Pełne wyposażenie - książka o rekinach (od wielu lat mu się nie znudziła, na zmianę z D.O.M.K.I.E.M), układanka, kontrolnie parę hotwheelsów czy bakuganów. Plecak pełen i jeszcze w rękach stos.

Nie musiałby jechać na siódmą, ale zawsze chciał, więc wyrzutów sumienia nie miałam. A nie ukrywam - przyzwyczaiłam się do dostarczania wszystkich jednym transportem. Gdzie te czasy, gdy rozjeżdżaliśmy się z towarzystwem w trzech kierunkach, do trzech placówek...

 

 ***

Wyglądało na to, że ostatni weekend będzie ostatnim śniegowym, to skoro Monstery tak bardzo chciały, to pójdziemy na górkę w niedzielę. Przygotowaliśmy się z Monstertatą - rozsiedliśmy się w słońcu z gazetami, choć wiatr targał nami poważnie.

I myślicie, że jakieś peany na naszą cześć, cześć poświęcających się rodziców, zostały wygłoszone? Gdzie tam! Za krótko, za ślisko, za niska górka, za wysoko, za bardzo wyślizgana, za gorąco, za krótko. Mówiłam już, że za krótko?

Potem obiad. Niedzielny. Że razem przy jednym stole w tym samym czasie. Dwie zupy, bo jest frakcja pomidorowa i frakcja ogórkowa. Dwa drugie dania z opcjami, bo przecież i mięsne i wege. Ale czy ja narzekam? Nie - się robi. Kombinuje się nawet. Że może nie zawsze i ciągle pyry.

Ryż?! BŁEE.

Sos? fuj.

A w zeszłym tygodniu było pytanie, dlaczego nie ma sosiku.

Ale czy ja się przejmuję?

Nie, przyjmuję wszystko na klatę. Potem tylko warczę.

- A dzieci w Afryce nie mają co jeść - mówię

Po takim dictum coś tam dziobią.

Strata czasu ten obiad, mogli zjeść grzanki. Trzy razy dziennie plus jogurcik na okrasę.

Potem wymyślam, że pogramy w Carcassonne. Jeszcze nie graliśmy, więc czytamy instrukcję na gorąco. Monsterino rzuca pionkami w trakcie, Monsterówna obraża się po rozgrywce, bo przegrała. Monster kłóci się o interpretację zasad.

Miła, rodzinna niedziela.

Ogarnianie plecaków, co tam jeszcze do szkoły. A! Wydmuszki przecież.

Wszyscy wydmuchują. Trzy stanowiska dmuchaczy. 12 jaj, bo niektóre roztłukły się, zanim osiągnęły stadium wydmuszki.

- No to jajecznica na kolację! - zarządzam

- Z cebulką!

- Nie - bez cebulki!

- Nie jajecznica, jajko na miękko!

Obiecuję, że jak tylko opracują patent na jajko na miękko ze stanu powydmuszkowego.

Chyba przyjęli wyzwanie. Monster wytargał księgę o pierwiastkach.

- Wiesz, jaki pierwiastek jest najstarszy?

poniedziałek, 11 marca 2013
taki biznes

 

- Masz napisane tam GAPA - zachichotał złośliwie Monsterino wskazując na czapkę Monstera.

Posiadłszy umiejętność czytania Monsterino nie waha się jej użyć. Co może być niebezpieczne.

- Tam jest napisane GAP - skorygował dziwnie spokojnie Monster wciskając się w kurtkę - być może ograniczał wydatkowanie energii ze względu na potrzebę ogrzania przemoczonych butów i spodni. Cieszę się, że pobiegł odśnieżyć wyjazd dla monsterfury, ale dlaczego zawsze po tym procederze wygląda jak bałwanek to pytanie retoryczne.

Gdy już ramię w ramię, całą rodziną (no ja już przyszłam na gotowe, moją rolą jest systematyczne pokrzykiwanie: pospieszcie się, bo się spóźnicie) zwalczyliśmy, miejmy nadzieję, ostatni atak zimy, podjechaliśmy do szkoły. Punktualnie. Monstery obrażone, że zwlokłam je tak wcześnie, a żaden trener jeszcze nie dotarł.

***

Gdy Monstery chorowały, zajęłam je robieniem robota z odpadów recycyklingowych. Marchewką były konkursowe nagrody, w tym laptop, na którego straszliwie się napaliły.

Niestety, zdobyły tylko wyróżnienie i pendrive'a. Trochę są rozczarowane, ale kazały mi przeszukiwać sieć, czy czasem jakieś inne konkursy się szykują. Interesuje ich wyłącznie poważny sprzęt elektroniczny jako nagroda....

Interesowne.

Monsterrobot ma w jednej łapce soczek, w drugiej mp3. I słuchawki.

czwartek, 07 marca 2013
moda na sukces

 

Wyskoczyłyśmy z Monsterówną na zwiady do kolejnego dwujęzycznego gimnazjum, tym razem z niemieckim. Gmaszysko stare i monumentalne, trochę przytłaczające, ale i rodzaj szkoły też inny, bo tutaj od razu jest liceum. Na szczęście wnętrze nie było odpychające. Przede wszystkim nie natknęłyśmy się na takie tłumy, jak w tym angielskim. Widać też było inny typ dzieci, bo to niemieckie raczej dla ścisłowców jest, poza tym mniej popularny jednak język, a tamto angielskie to bardziej dla snowboardowców w kurtkach o'neill i roxy. Serio. Tak na pierwszy rzut oka, jakby wszyscy wybierali się na stok natychmiast po drzwiach otwartych ... Tutaj wyciągnięte swetry i rozdeptane martensy, tam conversy i vansy. Tutaj doświadczenia chemiczne i fizyczne przedstawiali uczniowie, można było w pryzmatowych okularach spróbować rzutu piłeczką, a na osłodę porażki spałaszować czekoladowe ciacho, tam tłumy siedziały przed panią profesor, która broniła swoją osobą pryzmatu i rzutnika w skądinąd ciekawym pokazie.

Tam w każdej klasie tablica interaktywna, tutaj mnóstwo własnoręcznie wykonanych, tym bardziej interaktywnych pomocy naukowych w zasięgu rąk.

Czujecie różnice?

Od razu poszłabym do tej szkoły. Ja chcę wrócić do szkoły! Mam zaległości i chcę pobawić się mikroskopem! (Monsterówna rysuje kółeczka na swoim gładkim czółku...)

Wracając do meritum, to piątoklasistka podeszła do klasztoru, jak nazwała (złośliwa!) szkołę, z dużą rezerwą, ale potem wyluzowała i jak po raz trzeci weszłyśmy do sali fizycznej (po półgodzinnej sesji w sali biologicznej i krótkim przeglądzie korytarzy oraz wc), to pani fizyczka, jak mniemam, zażartowała, że Monsterówna chyba już tu zostanie.

Teraz mam rok, żeby przekonać córkę, że lepiej jej będzie po niemiecku uczyć się biologii niż po angielsku...

***

Tymczasem Monster wybrał sobie nowe buty na wf. Najpierw postękał, że WSZYSCY mają już inne. Nowe i kolorowe. Nie czarno-białe jakie przez ostatnie lata mu kupowałam.

Potem to ja stęknęłam, gdy pokazał mi, w jakich teraz SIĘ chodzi.

Dobrze, że pokazał, bo nigdy w życiu nie wpadłabym na to, że obecnie prawie nastoletni chłopcy kopią piłkę w RÓŻOWYCH halówkach! Monster w sumie wybrał biało-seledynowe z żarówiastymi sznurówkami i jest bardzo szczęśliwy (prawie spał z tymi butami, wyłuskał je jedynie z kartonu, a dzisiejszego wfu nie mógł się doczekać).

W każdym razie oboje z Monstertatą popatrzyliśmy na naszego syna z niedowierzaniem usiłując ukryć nasz negatywny stosunek do tego zakupu, bo w końcu to nie my będziemy w tych butach biegać.

Ale żeby NASZ syn?!

***
Na fali rozmów o kurtkach, plecakach i modach, jakie się ostatnio przetoczyły przez Monsterowo w związku z tymi nieszczęsnymi halówkami, Monsterówna zaczęła się zastanawiać, czy i u niej w klasie obowiązują jedynie słuszne marki. I doszła do wniosku, że tak naprawdę ją to w ogóle nie interesuje.

W przeciwieństwie do młodszego brata.

Normalnie zupełnie odwrotnie niż należałoby się spodziewać.

wtorek, 05 marca 2013
ortodół a wiosna

 

Ortografia to monsterowa pięta Achillesa. Co jakiś czas biorę któryś z zeszytów, nie mówiąc już o polskim i wpadam w depresję. Potem sadzam delikwenta na stołku i wskazuję kolejne wyrazy do poprawki.

Monster, choć buntuje się z wielu powodów, to akurat tę konieczność przyjmuje ze zrozumieniem.

Co nie zmienia faktu, że ilość błędów jakoś specjalnie nie spada. Ale mówił, że ostatnio reguły ortograficzne nawet mu się śniły.

W piątek zawagarowałam, żeby zająć się chorym dzieckiem, czytaj: zrobić tort dla Monstera, ale że tort robił on sam i obiad też, to zaczęłam myć okna. To była trafna decyzja - zaraz zrobiła się wiosna! Monster chciał i w oknach pomagać, ale zreflektowałam się, że choć od lekarki dostał zielone światło, to do szkoły jeszcze nie poszedł, więc na takie przyjemności, jak froterowanie szyb w pełnym słońcu nie zasłużył. Musiał odbębnić kangurka, choć najchętniej pobiegłby na boisko.

W weekend nadrobił z nawiązką.  Bardzo zadowoleni byli chłopcy (sami biegają na boisko - dopiero odkrywam radość z posiadania dzieci, których nie trzeba ciągle wszędzie eskortować), bo akurat jakiś chłopiec z tatą się nawinął i meczyk rozegrali emocjonując się jakim to cudownym ślizgiem zdobyli gola.

W tym czasie Monsterówna w domu walczyła z projektem o Fryderyku Chopinie.

Szczerze mówiąc mam obecnie Chopina po dziurki w nosie.

Od trzech tygodni tylko jęczała, że trzeba zrobić. Wisiało to nad nią, jako ten miecz (nie będę tu dalej epatować greckimi nazwiskami). Jak siedziała w domu, to czasu nie znalazła. Aż nadszedł był ostatni weekend przed oddaniem i od piątku kwiki, że to już. Najpierw dwa dni siedziała w sieci szukając superciekawostek i niespotykanych zdjęć, bo projekt ma przykuwać uwagę, a nie być odbębnieniem biografii. Idea słuszna, tylko Monsterówna przejęła się nią do głębi i  grzebiąc godzinami to tu, to tam zapętliła się skutecznie.

W każdym razie ostatecznie stwierdziła, że jeszcze na głowę nie upadła i o aspekcie orientacji płciowej i podbojów pana Ch. nie będzie pisać (i tu jest wyklęte słowo na s, w języku angielskim określenie płci po prostu, ale Monsterówna i tak tego nie wymawia, a Monster z obrzydzeniem, bo to mu się kojarzy z niektórymi koleżankami z klasy. Zboczonymi - jego słowa).

Potem nastąpił dzień ostatecznego drukowania wybranych zdjęć, aż w końcu podpisów pod nimi. Decyzja za decyzją. Koszmar. No, ale w końcu zrobiła i życie stało się prostsze (po czym okazało się, że pani od muzyki i tak jest chora w tym tygodniu).

Ha! Słońce świeci przez czyste okna, więc chce się żyć, zatem ani słowa o Pani Od Polskiego, natomiast trzeba koniecznie napomknąć o kolejnym poziomie samodzielności i odpowiedzialności Monstera, jako że uratował Monsterina przed nocowaniem w szkole odbierając go samodzielnie ze świetlicy i przyprowadził szczęśliwie do domu. Tak to rozpoczął swój jedenasty rok życia. (Bo jako 10-cio latek już może odbierać młodsze rodzeństwo).

Teraz już tylko odrobi te kilka, jak nie kilkanaście kartkówek i sprawdzianów za czas, kiedy go nie było i z górki.

sobota, 02 marca 2013
Dziesięciolatek

 

Monster i superpospieszny megaexpress to synonimy. Człowiek, który wszystko robi z prędkością wodospadu. Jest za szybki dla normalsów, jego działania mogą denerwować. Takie dzieci średnio się lubi, bo prędko się nudzą i trzeba im dostarczać ciągle nowych wyzwań. Błyskawicznie myśli, gwałtownie działa, chce wszystkiego teraz, już i natychmiast. Szast-prast i gotowe. Wszyscy dopiero na przygrywce, a on w tym czasie  patrzy, co by tu dalej z tak pięknie rozpoczętym życiem poczynić...

Gdy teraz chorował, to odpisując zeszyty i robiąc w trymiga to, co reszta klasy przez cały dzień, doszedł to wniosku, że straszliwie dużo marnuje się czasu na lekcjach. Ile można by w tych godzinach filmów obejrzeć, gier wygrać i no już w ostateczności książek poczytać!

Dziesięciolatek stwierdził, że przeżył właśnie najlepszy dzień swojego życia i podziękował mi za to. On to potrafi powiedzieć, żeby chwyciło za serce (oprócz tych wszystkich momentów, kiedy walnie prosto z mostu nie wahając się ani chwili, aż ma się ochotę po staroświecku wrzasnąć, że co wolno wojewodzie...)

Dziesięciolatek sam zrobił tort na swoją imprezę. Przy okazji, w zasadzie jednocześnie, jak to on, nauczył się smażyć kotlety i skrzętnie zanotował kolejną zaliczoną umiejętność.

 

Synu, jestem pewna, że osiągniesz wszystko, co tylko będziesz chciał, więc życzę Ci, żebyś był szczęśliwy w swoich wyborach i żeby życie oszczędzało Ci wybojów na Twej drodze.

 

 

 

 

Archiwum
do Monsterowa tędy