czwartek, 29 marca 2012
hyhym hyhym


Dowolny poradnik wychowania boldem krzyczy, że nie należy powtarzać poleceń wydawanych progeniturze.
Gdyż każdy kolejny raz jest nieprzyswajalnym szumem informacyjnym. Racja!

Ale kto się stosuje do tego zalecenia, no kto ma taką silną wolę, wystąp!

- Drugi raz komunikuję ci to polecenie - cedzę przez zęby podstawiając Monsterowi pod nos dwa palce dla lepszej wizualizacji

- Wiem, liczyłem - odpowiada spokojnie Największy Bezczelniak Monsterowa - zawsze powtarzasz trzy razy, więc jeszcze czekam...

Ale nie czekał, bo widocznie POMYŁKOWO spojrzał na mnie i zobaczył w moich oczach to, co czułam wtedy w duszy. Musiało wyglądać strasznie, bo zmykał, aż się kurzyło.


Monstertata odprowadził wczoraj Monstera na piechotę, a nie rowerem, co jest karą na miarę wyszorowania dwóch pięter schodów na klatce. Może nawet gorszą, bo Monster tak jak uwielbia pędzić, jeździć i śmigać to nienawidzi chodzić.
No, cóż - chodziarzem nie będzie, ale monstertata musiał z nim się dzisiaj przejść, by strzelić mu tyradę. Albowiem syn nasz rozstroił się wraz z nastaniem wiosny i generalnie NIE SŁUCHA. Zawsze reagował z pewnym opóźnieniem na wszelkie prośby i wyegzekwowanie akcji dopiero po trzecim powtórzeniu polecenia było normą, zaplanowaną, do czego się wyżej przyznał, ale teraz po prostu reakcji BRAK.
Albo za mało składników odżywczych trafia do jego mózgu, albo przedwcześnie włączył mu się tryb olewającego nastolatka, w każdym nie zamierzamy tego tak zostawić, bo nam w gładkim funkcjonowaniu Monsterowa jego współudziału brakuje.

Tym razem nie wymyślaliśmy kar w wielostopniowej skali, tylko Monstertata przekazał mu nasze wspólne przemyślenia, że mamy problem z zaufaniem jego słowu, gdyż ostatnio zdarza się, że nie robi tego, co mówi czy obiecuje, albo mija się z prawdą.

Wydaje się, że coś z tego kazania dotarło, bo popołudnie i wieczór były wzorcowe. Monstery starsze lekcje odrobiły, porozrywkowały się rozsądnie, a później pod naszą nieobecność (ja z Monsterinem na basenie, Monstertata biegający ćwierćmaraton), wywietrzyły pokoje, zjadły kolację i umyły się. Bez przypominania.

Tu powinien być teraz przycisk "to lubię"...


wtorek, 27 marca 2012
sportfreaks




Przyzwyczaiłam się do organizowania weekendów pod plany monsterów. Najpierw ich imprezy, ewentualnie święta państwowe i religijne, potem cała reszta.
I właśnie, po dwukrotnym sprawdzeniu kalendarza, bo nie dowierzałam w swoje szczęście, miał nadejść wspaniały, wiosenny, słoneczny oraz ciepły weekend NAJZUPEŁNIEJ wolny.

Już to powinno wydać mi się podejrzane. Ale nie -
zaczęłam kombinować.
Do lasu! Albo lepiej górę zdobyć! Rowery! Rolki! (Monstery już oficjalnie rozpoczęły sezon rolkarski, ale beze mnie, bo ostatnie dwa weekendy wdychałam kurz w salach wykładowych zamiast pierwszych powiewów wiosny).

I gdy w piątek wielce zadowolona wróciłam z pracy z wydrukiem drogi do puszczy, Monsterówna wydyszała, bo biegła całą drogę ze szkoły, że mam natychmiast zadzwonić do trenera, bo jutro testy i wyrzucą ją z reprezentacji, jak nie zaliczy.

Zabrzmiało złowieszczo, ale była to prawda. Sobota, hala AWF-u między 14 a 16 - wspaniałe godziny na testy sprawnościowe!

Że też ja się martwiłam o zagospodarowanie weekendu!

Hala mieści się niedaleko Cytadeli, więc męska frakcja monsterowa pojechała w stronę czołgów i samolotów, a żeńska wstrzymywała oddech w kolejce do kolejnych testów (drużyna wioślarska przed dziewczętami oraz całe stado innych sportowców o nieustalonych specjalizacjach).

Chłopaki zdążyły objechać Cytadelę wzdłuż i wszerz, opanować plac zabaw i zmoczyć skarpetki w stawku przy rozarium, a Monsterówna nadal wypełniała normy.

O dziwo, w niedzielę nie zaplanowano żadnego treningu...ale na majówkę na szczęście nie zdążyłam wpłacić zaliczki (wymarzyłam sobie agroturystykę u podnóża wielkiej góry), bo okazuje się, że mają zgrupowanie przed mistrzostwami.

Natomiast w przyszły weekend zawody taekwondo od samiutkiego rana i to w Mosinie, żebym czasem się nie łudziła, że się wyśpię.


piątek, 23 marca 2012
fiu bździu


- Znowu idziemy do teatru - westchnął Monsterino - konie są lepsze - dodał pozornie bez związku

- W głowach im się poprzewracało - pomyślałam sobie, ale głośno niczego nie powiedziałam, bo i po co. Prawdą jest, że dodatkowych imprez mają w przedszkolu tak dużo, że to już podpada pod grzech. Nieumiarkowania w konsumpcji kulturalno-oświatowej.

W pierwszy dzień wiosny na przykład dzieci mogły przejechać się na kucach (Monsterino zgłosił się jako ten doświadczony i przejechał się z panią po terenie nieoprowadzany na lonży). Oczywiście co miesiąc mają koncerty oraz przedstawienia i najważniejsze - regularne zajęcia z eksperymentów i robotyki, czego starsze Monsterinowi okropnie zazdroszczą.

Szkolniaki tyle atrakcji nie mają, ale bez przesady. To szkoła jest, a nie rozrywkownia. Oni to przynajmniej doceniają, jak już gdzieś wyjdą, bo im lekcje przecież przepadają.

To, że lekcje są różne, wiadomo, ale do tego, że sposób przekazania wiedzy jest kluczowy, właśnie dojrzała Monsterówna.

- Wolę niemiecki niż angielski, bo na niemieckim pani mamy zawsze różne projekty, a na angielskim to ciągle tylko książka i książka - podsumowuje Monsterówna

To, że pani z niemieckiego jest pasjonatką, świadczy także patronowanie niemieckiemu wydaniu szkolnej gazetki, więc rozumiem Monsterównę, jak najbardziej. Ciągłe uzupełniania zeszytu ćwiczeń JEST nudne.

Coś drgnęło także na konserwatywnej religii. Młodzież ma zaprezentować drogę krzyżową w formie pantomimy. Katechetka przydzieliła im stacje - Monsterówna ze swoją, stricte dziewczyńską grupą dostała pierwsze trzy i została Jezusem przez aklamację.

- Bo akurat w mojej grupie wszystkie dziewczyny mają włosy blond i to nie pasuje...

Zatem dźwigała dzisiaj do szkoły krzyż złożony z drzewców od flag, prześcieradło na udrapowianie szaty (dobrze, że jedno jakieś białe się uchowało w dobie frotowych z gumką), zmywalne pisaki w celu wymalowania korony cierniowej oraz zgrabny wiecheć witek na biczowanie.

Zapowiada się niezły fun.

A! Koniecznie muszę napisac, ze oficjalnie odgwizduję koniec zapaści czwartoklasowej. Monsterówna okrzepła, częściej się uśmiecha, pogodziła się z koniecznością przeznaczenia połowy wakacji na obozy sportowe i już nie siedzi godzinami nad książkami, co nie oznacza, że nie odrabia lekcji. Nauczyła się ogarniać cały szkolny kociokwik, co mnie bardzo cieszy. Myślę, że liczne szósteczki, które już pod koniec pierwszego półrocza zaczęły regularnie wpadać do dziennika przy jej nazwisku także się do poprawy humoru przyczyniły. Zobaczyła, że jej praca i starania są doceniane.

Zaczęła nawet na zimno kalkulować - tego zadania dodatkowego nie zrobię, bo tu już mam dużo ocen, na konkurs nie pójdę, bo nie mam ochoty - normalnie zarządza czasem!

A jak już coś zrobi, szczególnie plastycznego, to oczy mi się śmieją, bo jej to tak zgrabnie i pięknie wychodzi.

O, proszę, przykład:


wiosenny las-kolaż (praca z techniki, po sporym, znienawidzonym, opłakanych i okrzyczanym przez Monsterównę dziale o materiałach wszelakich i sposobach ich praktycznego wykorzystania).

Pnie z gałązek (drewno) czy muchomor z czerwonej zakrętki (plastik) to może nie odkrycie, ale widzicie to słońce z balona (guma)? I chmurki z folii bąbelkowej?

I ten wyraz twarzy, gdy oznajmiła, że zdążyła WSZYSTKO zrobić w szkole! Bezcenny.

Zdążyła!

A przecież nie zdążała. To jest niemałe osiągnięcie.





wtorek, 20 marca 2012
szaleńczaki


- Jestem bardzo, bardzo rozczarowany - oznajmił Monsterino - Theo very sad! BIG sad - dodał, gdyby ktoś jeszcze nie zrozumiał jego posępnego wyrazu twarzy

 Gdyż okropna matka nie zgodziła się na partyjkę Neuroshimy (której zresztą szczerze nie znosi, w przeciwieństwie do monsterchłopców), jako że wieczór rozkwitł w pełni i zdecydowanie nastąpił był czas na kąpiel.

Monstery starsze właśnie kontemplowały albumy ze swojej i monsterinowej najwcześniejszej młodości, to pewnie dlatego, że oczekują właśnie pierwszego (wreszcie!) kuzyna, więc jakoś tak wspomnieniowo się zrobiło. Z trudem, ociągając się niemożebnie, zdrapywały się z kanapy.

- Najlepiej by było, gdyby nam się teraz urodziły trojaczki - wypaliła Monsterówna - dwie dziewczynki (tu szeroki uśmiech rozświetlił jej twarz) i chłopiec. Wtedy byłoby po równo.

- Wystarczyłaby tylko jedna dziewczynka i byłoby po równo - skorygował bezwzględnie logiczny Monster - A ja myślę, że już nam wystarczy dzieci w tej rodzinie. Nie lubię małych dzieci - wrzeszczą, hałas robią... - powiedział ten, który nie jest zbyt cichym mieszkańcem Monsterowa

- Ja nie robiłem hałasu, gdy byłem malutkim dzidziusiem, prawda mamusiu? - wtrącił się Monsterino tonem Doskonałego Damianka

- Ty nie, ale Gaja strasznie wrzeszczała! - odparował momentalnie i przekonywująco Monster, jakby mając ten widok nadal przed oczami

- A ty niby skąd to wiesz? - oburzyła się Monsterówna - przecież ciebie wtedy w ogóle na świecie nie było!?

- Ale tak było, prawda, powiedz jej mamo? - odwołał się do wyższej instancji

Zwiałam do łazienki przed karcącym wzrokiem Pierworodnej.

piątek, 16 marca 2012
królowa nauk



- Wiesz, że ratusz jest zabytkowy? - oświadcza Monsterino, który najczęściej z naszej rodziny bywa, a już jako jedyny "na mieście" - I krzyże?

- Krzyże też, mówisz?

- Tak, ale muzeum było nudne, okropne - narzeka

Oj, to widzę, że nie wygnam go w sobotę do Archeologicznego, gdzie kończy się czasowa wystawa o Egipcie. Monsterino tyle zalicza w ciągu tygodnia, że w weekend chce tylko domówek. Ewentualnie zawodów w judo, gdyż w judo nokautuje przeciwników, a z nami w gry planszowe CZASAMI przegrywa, a Monsterino nienawidzi przegrywania.

Starsze Monstery także łakną weekendowego spokoju (z tym, że mogłabym zaprosic kogoś do zabawy, o tak - na to są chętne. Najlepiej jeszcze na nocowankę. Normalnie mogę, ale w ten weekend znowu się szkolę, a poza tym to ostatni weekend monsterbabci u nas przed jej wylotem za wielką wodę, więc muszą się nacieszyc babcią na trzy miesiące.

W klasie Monstera zdecydowano o sportowej przyszłości dzieci.  Tylko 1/3 będzie kontynuowac akrobatykę! Monster został wybrany na ścieżkę, z czego się cieszy. Ja mniej, bo uważam, że trenerzy trampoliny są fajniejszymi ludźmi.
Szczególnie z jednym trenerem Monstera zadarłam, gdy wmówił Monsterowi, ze ten przytył! Nawet gdyby to była prawda, to i tak w przypadku Monstera balansującego przy dolnej granicy siatki centylowej każdy kilogram mniej jest sprawą przeżycia, a nie odchudzania!
Niby trener się tłumaczył, że żartował i nakazał Monsterowi jedzenie, ale smród pozostał i jedynie cieszę się z tego, że teraz trener wie, że jest pod moją obserwacją i byle głupoty nie może wcisnąc.

Poza tym treningi Monstera zwiększyły się o spotkanie sobotnie i choc taekwondo nadal ciągnie dwa razy w tygodniu, to widzę, że powoli dojrzewa do wyboru. Zwłaszcza, że taekwondo ma też swoje wymagania i poświęcenie się mu to również zwiększenie ilości treningów. Do codziennych. A na to doby nie starcza mimo najszczerszych chęci.

Sport sportem, a ja tu jeszcze wymagam zaangażowania w sprawy naukowe.
Zbyt rzetelnie to się Monstery w tym roku do Kangura nie przygotowały, ale poszły rozwiązywać - Monsterówna BARDZO zadowolona, bo akurat konkurs był na polskim, Monster szalenie NIE zadowolony, bo jemu przepadła akrobatyka.
Poszło im średnio. Monsterównie o dziwo, gorzej niż w zeszłym roku (klasy trzecie i czwarte piszą ten sam test, więc teoretycznie powinna rozgryźc więcej zadań niż w zeszłym roku, tymczasem nie zrozumiała pięciu! W zeszłym roku tylko dwóch.)
No cóż, trudno. Kangur jest co roku.


piątek, 09 marca 2012
a może by tak zaszaleć, a nie ciągle te priorytety


Blogowicze często tłumaczą się, kiedy regularnie nie publikują wpisów. Że zajęci byli, tyle się działo i w ogóle. Ale tak rzeczywiście, proszę, co to za oszustwa! Są pewne priorytety, prawda? Albo ktoś pisze, nawet jak się nic nie dzieje (to jest dopiero osiągnięcie), albo nie ma weny, to po co się tłumaczyć.
Krótki wstęp, bo właśnie miałam napisać, że rutynowo i metodycznie realizujemy punkty w rozkładzie tygodnia, mimo, że tu nic nie wklejam. Oczywiście, że TU nic, gdy tam dużo i nawet ostatnio umawiamy się z pewną rodzinką na spotkanie, które już ze trzy razy z tygodnia na tydzień przekładamy, bo tyle w międzyczasie wypada. Jeszcze raz, przepraszam, Ewo!
I co - można szybką notkę wrzucić? Jak się chce, to wszystko się da. O tym, co wypada  i co nie wypada też.
Bowiem wypada się wziąć za pracę dyplomową w mojej szkółce sobotnio-niedzielnej, pojechałam nawet do swej czytelni ulubionej, która mi miłą przez lata studiów była i nawet ją znalazłam i nie zmieniła się prawie wcale. Wykładzina ta sama co piętnaście lat temu, tylko bardziej wytarta.

Ale prawdą jest, że zrobiwszy sobie prezent w postaci pięknego dnia wśród periodyków w dodatku całkowicie aktualnych (oczywiście, że branżowych - co innego mogłoby być na Akademii, przepraszam, obecnie na Uniwersytecie Ekonomicznym), nie mogłam po prostu pisać o zarządzaniu cenami transferowymi, bo wpadło mi pod ręce tyle fajnych gazet po drodze, że...
no muszę sobie robić takie prezenty częściej. To tak a propos dnia kobiet - dla mnie jest codziennie.

Tymczasem Monsterówna kwęka nad historią.
- Naprawdę nie interesuje cię, jak żyli ludzie w dawnych czasach?  - pytam, bo bez przesady - przecież prehistoryczne opowieści są jak bajki!
- Nie - stwierdza krótko i dobitnie.

Testuję rozdział podręcznika na Monsterinie. On chłonie wszystko, pewnie gdyby podręcznik o cenach transferowych miał takie fajne ilustracje jak ten od historii, to bym mu mogła o nich czytać na dobranoc.

- O, znalazłam pięściaki! - wołam Monsterównę, która przypuszczała, że podręcznik wydrukowano z błędem, że chodziło im o "pierścionki" - to takie prymitywne kamienne narzędzia - nie czytałaś tego?! - rzucam może trochę za bardzo oskarżycielskim tonem

Pewnie powinnam zrozumieć, że coś może jej nie interesować, ale cała się skręcam z żalu, jak to możliwe. (że moją córkę może cokolwiek nie ciekawić!?)  I pani na historii puściła im film i w muzeum archeologicznym byliśmy nie raz - jak jej to może zupełnie nie pociągać?
Muszę wyglądać na załamaną, bo Monsterówna pociesza mnie:

- A do Biskupina pojedziemy na wycieczkę!

Dobrze. Może coś jej z tego zostanie. (Oprócz wspomnienia koło kogo siedziała w autokarze i jakie snacki dostały koleżanki).

A wracając do mojego bibliotecznego dnia kobiet, to zatracić się można zupełnie. Taka teoria, inna, a może z tej książki, a tu ...

JUŻ CZTERNASTA?

A gdzie analiza, czy w tym tygodniu Monstery jadły jajka oraz plan warzyw na weekend plus owoc każdego dnia i żeby zbilansować dietę, a co dopiero INNE życiowe aspekty, wiosna idzie czy buty z jesieni dobre, OBY.

Aczkolwiek.
Gdyby nie ta lista z tyłu głowy to nie doceniłabym godzin twardo na tyłku bez kawy, bo nie wolno wnosić, a po co marnować czas na przerwę.
Za to przez kwadrans siedziałam na pomarańczowych krzesełkach, na których tyle razy trzaskaliśmy roberki i pomyślałam sobie, że może już Monstery dorosły do brydża.
To już jest matkoskrzywienie.




czwartek, 08 marca 2012
informacja rządzi


Popłoch w przedszkolu od samego początku marca, w grupach sześciolatków przede wszystkim. Wiadomo, o co chodzi - dawać do szkoły czy nie dawać. Nie, wcale nie śmieję się z rozterek mam, pamiętam swoje, więc rozumiem je, choć czuję, że to już wiek minął, gdy Monsterównie szkoły szukałam.

I wtedy nie mogłam zrozumieć opanowania i dystansu do tematu pewnej mamy, wtedy szóstkowej, teraz ósemkowej, więc spokój ma jeszcze większy, że przecież najbliższa szkoła jest ok, bo pani jest ok, więc o co chodzi.

Teraz dojrzałam do dokładnie tego samego zdania. Pani to klucz. Pani to wódz, koń i wóz, sztandar oraz pieśń przewodnia. Jeśli narzekające na reformę mamy pytają mnie, "co robić", polecam nam naszą szkołę i panią Monstera (jeśli nie wydarzy się żaden kataklizm, to i Monsterina).  Jeśli im nie pasuje, to radzę zagadnąć pod ich wybraną szkołą mamy obecnych trzecioklasistów. Powiedzą prawdę, bo co im teraz zależy.

Organizacja szkoły jest ważna, jeśli dziecko ma w niej być na okrągło. Jednozmianowość, dobrze działająca świetlica to może nie mus, ale jaka wygoda i komfort dla dziecka!

A poziom? Czy twoja szkoła ma wysoki poziom - pytają matki. Zazwyczaj te, które dopiero pierwsze lub jedyne dziecko posyłają do szkoły.

Co właściwie oznacza poziom w przypadku edukacji podstawowej? Ten test z szóstej klasy, który rozwiązuje już nasza czwartoklasistka? Program jest wszędzie taki sam. Dziecko w tym wieku, jeśli będzie się chciało uczyć, to będzie dobre w każdej szkole. Tu jeszcze działa autorytet rodzicielski. O gimnazjum nie wypowiadam się na razie, to nas dopiero czeka - tam upatruję problemów z właściwie dobraną szkołą.

A co do dostępu do informacji, to od września z zazdrością patrzyłam na szczęściarzy - garstkę matek i ojców, którzy na basenie odstawiali dzieci na tor pierwszy, a potem przechodzili na swoje tory, by popływać. Ja też chciałam, ale według oficjalnej rozpiski nie było godzin dla publiczności w tym czasie. Gdy zapytałam o to w biurze, pani uświadomiła mi, że te tory rezerwuje się pół roku wcześniej, takie są popularne. No to się wpisałam na tę rezerwę nie mając specjalnej nadziei na wskoczenie do wody.

A jednak pływam. Wykorzystałam chyba problemy z płynnością jednego z klientów, bo nie opłacił na czas karnetu.

I teraz sobie śmigamy z Monsterinem jednocześnie, machając do siebie od czasu do czasu. Czad! Samej ciężko byłoby znaleźć czas, by się na basen wyrwać.

Ale skąd ja miałam o tym wszystkim wcześniej wiedzieć. Dlatego też szukam, niucham i zbieram wszelkie plotki, newsy i opinie na temat gimnazjów poznańskich, takich w najbliższym sąsiedztwie i może troszkę dalszym, co by, gdy czas nadejdzie, a będzie to szybciej, niż się spodziewamy, mieć choć trochę poczucia bycia dobrze poinfomowaną.

I oczywiście bardzo proszę o Wasze przemyślenia w tym temacie.


piątek, 02 marca 2012
Dziewięciolatek


Nasz dziewięciolatek to ninja: inteligentny, sprytny i bardzo szybki. Wojownik silny oraz waleczny, choć mizernej postury (ale jeszcze nie spadł z siatki centylowej). Never underestimate the power of Monster! - może być ostrzeżeniem dla jego oponentów, jeśli jacyś się jeszcze uchowali...

Dzięwięciolatek ma różne fazy - od hurraoptymizmu i przytulactwa totalnego do pełnej niezależności i emocjonalnego wyobcowania (niczym mnich tybetański w stanie skupienia). I w tym przeciwległych fazach może budzić skrajne odczucia w otoczeniu;) A ile jeszcze potrafi być stanów pośrednich!

Synu Pędziwiatrze, wiem, że nie ma ani sensu, ani sposobu, by Cię zatrzymać, więc życzę Ci samych szczęśliwych lądowań!


Archiwum
do Monsterowa tędy