piątek, 26 marca 2010
narada



Uszy Dalekiego Zasięgu Monsterów podsłuchały, jak bąkamy z Monstertatą na temat wakacji.
Uznawszy temat za szalenie interesujący, przysiadły się do nas.
- To o czym rozmawialiście? - zagaiła Monsterówna
- A, tak, sobie... dokąd jechać... - zawahałam się
- CZY jechać... - podpowiedział Monstertata
- Himalaje! - wykrzyknął Monster
- Do Londynu! - przedstawiła swoje, znane, zdanie Monsterówna (skrzywiona propotterowsko)
- Kiedyś polecimy do Londynu na pewno, ale na wakacje lepsze byłoby coś z dala od miasta ... - doprecyzowałam

- Indie! - wtrąciła Monsterówna
- Afryka! - rozmarzył się Monster

- To jeszcze raz, ustalmy warunki - zaproponowałam - to musi być miejsce w Europie, żeby nie trzeba było lecieć samolotem....

- Żeby było ciepło...

- Na Elbę! Tam było ładne mieszkanie, ładny plac zabaw i basen - podsumowała nasze potrzeby Monsterówna

- Jeszcze musimy usta... - zaczęłam, ale Monsterówna się wcięła:

- Tylko, żebyśmy znowu nie jedli CODZIENNIE makaronu!

- Ale my z tatą lubimy makaron - zapewniłam, a i Monstertata potwierdził.
- W głowach się poprzewracało! - dodał

Ale zanim wakacje nastąpią nie wyjdę z tych papierzysk!
Każdy kolejny tydzień jest gorszy i ostatnio wracam do domu przeważnie na kąpiel i czytanie. Mam roszadę klientów, czyli zamiast spokojnie pracować, to zamykam salda, otwieram konta, rozmawiam, zdaję, uzgadniam, doradzam,  na okrągło gonitwa z terminami, a bieżąca robota leży i kwiczy. A na taniec z mopem mam tylko czas co drugi dzień, nie mówiąc już o tym, że dziś spędziłam godzinę w samochodzie (jadąc do i od klienta), zamiast popedałować (bo musiałam się wyrobić, a jednak tam dokąd miałam dojechać, wlokłabym się ze dwie godziny). Ale kurcze - to jest marnotrawstwo okropne! Czasu na trening, już nie mówiąc o benzynie i środowisku. Na zewnątrz pięknie świeciło słońce, a ja w blaszanej puszce, zamiast śmigać z wiatrem.

Jeśli w ogóle się zdecyduję na tę firmę, to muszę coś wymyślić na czas jazdy. Włoski dla początkujących, na przykład.


wtorek, 23 marca 2010
ściąga



- Nie wiem, dlaczego niektóre nauczycielki skarżą się na zachowanie dzieci - powiedział trener Monstera rozpoczynając zebranie.
Ukradkiem popatrzyłam po innych rodzicach. Nie tylko ja wyprostowałam się na te słowa na niewygodnym krzesełku z widocznych uczuciem ulgi na twarzy.
- Ja, my, trenerzy, - kontynuował - nie mamy problemu z dyscypliną. Zresztą zapraszam na treningi, musicie Państwo zobaczyć, że po rozbrykaniu przedszkolnym nie ma już śladu.

I to jest to, co napisał mi też wychowawca Monstera na zimowisku - wyrobienie autorytetu, jako klucz do przewodzenia dziecku, szczególnie takiemu testującemu jak Monster. Niesamowita ulga usłyszeć, że ktoś rozumie, że mam ograniczone możliwości zdalnego wpłynięcia na zachowanie Monstera w szkole. (choć Monster sam w tym tygodniu zaproponował handel wymienny - gazetka za 5 dni bez uwag w dzienniczku. Mała cena za spokój, choć istnieje cień możliwości, że wykorzysta proceder do wymuszania, ale o tym pomyślimy, gdy, odpukać, taki stan nastąpi)

Co jakiś czas z mamą innego Ancymonka, robimy sobie sesje terapeutyczne pt.: "powiedz, jak bardzo czułaś się upokorzona starając zlać się ze ścianą podczas odbierania syna ze świetlicy". I generalnie dochodzimy do smutnych wniosków, że czujemy się wrobione w poczucie winy, choć nie powinnyśmy.
Bo jeśli nam w domu dziecko pyskuje, to my mamy obowiązek to naprostować, ale co da, że ja powiem Monsterowi: "przesadziłeś! tak się nie robi", skoro on o tym doskonale wie.

Dobra, koniec z tematem, który powraca jak bumerang. Jednym słowem: cieszę się, że Monster nie jest patologią, przynajmniej na akrobatyce.

Na religii też nie, bo dzięki wcześniejszej Komunii opanował program drugiej klasy. Teraz nadchodzi dużymi krokami najbardziej stresujące wydarzenie: Pierwsza Spowiedź. Nie chodzi o formułkę czy rachunek sumienia, to da się zrobić. Ale sam fakt!  Zresztą sama z własnej autopsji pamiętam, że spowiedź była bardziej stresująca niż sama uroczystość Komunii.
Że się nie pozapomina kolejności. I grzechów. I będzie - straszne - NIEWAŻNA!
Ale siostra katechetka powiedziała, że dzieci na wszelki wypadek mogą sobie napisać swoje grzechy na kartce.
Pewnie! Sama świadomość, że ma się, gdzie zerknąć w razie W, pomaga.




poniedziałek, 22 marca 2010
patrioci



Nie wiem już dokładnie po jakiej sekwencji pytań i odpowiedzi dotarliśmy do punktu, gdy Monster zadeklarował, że gdy się ożeni, to jasne, że sprowadzi żonę do naszego domu.

Zapowietrzyłam się.

- Ale wiesz..yyy.. eee... będziesz mógł mieszkać, tam, gdzie zechcesz i gdzie ci się podoba, nawet z granicą! - wydukałam po dłuższej chwili przeliczając krzesła i zastawę stołową pod wizję jednej wielopokoleniowej rodziny pod wspólnym dachem

- Ale tutaj podoba mi się najbardziej! - zadeklarował

- Jeszcze masz dużo czasu do takiej decyzji! - pocieszyłam się - jeszcze pojeździsz po innych miejscach i wtedy zobaczysz...

- No, co Ty! - zaperzył się Monster - a co, jak będzie wojna?! To gdybym mieszkał za granicą, to musiałbym walczyć z Polakami!  - pomachał głową z dezaprobatą.

Ta rozmowa wróciła do mnie w sobotę w Muzeum Wojskowym, gdy podczas zajęć o herbie i fladze, pani prowadząca odpytywała z wierszyka: "Kto ty jesteś? Polak mały" , a potem usłyszawszy recytację Monstera,  wyłowiła go tłumu i wręczyła mu biało-czerwoną rozetkę w nagrodę.

Monsterówna naburmuszyła się, że to nie ona dostała oznakę, a też recytowała.
- No tak, ale ty powiedziałaś: "między swymi", a mówi się "między swemi", bo to jest stary język! - wytłumaczył jej brat

A propos recytacji, to okazało się w piątek, że dzisiejszy konkurs ładnego czytania, to konkurs recytatorski. Ot, drobna różnica. Dobrze, że były te dwa dni wolne i Monsterówna szybko uczy się pamięciówek. I że w ogóle w tym całym zamieszaniu podeszła do tematu zupełnie bez sensacji i nerwów. Nadal tkwię w głębokim zadziwieniu nad zmianami zachodzącymi w mojej córce.

Za to Monsterino na przedszkolnej wycieczce w Szreniawie wygonił zimę oraz przywiózł piękny mini-mazurek wielkanocny. (Starsze natychmiast zapragnęły go skonsumować, ale dzielnie odganiał stado prostym argumentem: "Cy jus jest Wielkanoc, no powiedz, cy jus jest????) Poza tym była to przecież jego pierwsza wycieczka przedszkolna i w piątek starałam się W OGÓLE nie myśleć, czy czasem nie zniknął gdzieś paniom w parku maszynowym.
Wieczorem podpytuję go, jak było, strzelam tradycyjną gafę z pytaniem o autobus (- Jechaliśmy AUTOKAREM, a nie autobusem, mamo!), aż Monsterino wydusza w końcu:
- I wies, pani powiedziała, ze nie wolno wchodzić do masyn i ja nie wchodziłem!
Aczkolwiek wydawał się być mocno zaskoczony swoim własnym posłuszeństwem.



czwartek, 18 marca 2010
kangurki


Łup.
Monsterówna weszła do kuchni obładowana niczym Hermiona Granger i wypakowała na stół wielką stertę książek.

- Przeczytam ci po kolei. Zacznę od najmniejszej: "Pip the Pirate". - rozpoczęła

Pierwsza lektura z angielskiego za nią. Całkiem składnie jej poszło, potknęła się dopiero na "enormous".

- Teraz to, co na konkurs - wyciągnęła "Afrykę Kazika"

Nie wiem, jakich argumentów użyła pani, ale Monsterówna, która przecież odgrażała się, że w żadnych solowych występach nie będzie brać udziału, zgodziła się uczestniczyć w konkursie pięknego czytania.

- A na jutro jeszcze muszę porobić trochę zadań z Kangurka, wziąć czarny długopisi jeszcze mam z cztery albo pięć.... - i tu zaczęła kartkować "Baśnie" Andersena z ilustracjami Szancera, wydanie z roku 1955 - opisuję tak dokładnie, bo te pożółkłe kartki przewracać trzeba delikatnie, by się nie rozpadły.

- Mamuś, muszę mieć na poniedziałek jakiś gadżet związany z czytanym tekstem, biorę lornetkę, ok? I na zielono idziemy przebrani, aaaaa i jeszcze musimy przenieść krepę i opakowania po jogurcie, bo robimy instrumenty na muzyce - doleciało już do mnie z holu, bo Monsterówna pobiegła trzaskać zadania do siebie

Wtedy do mnie dotarło, że ja to nie mam prawa jęczeć, że jestem przepracowana. Bo ja mam (teoretycznie) wybór.
A moja biedna, pracowita córka? Jakie ja mam szczęście, że ona ma taki motorek w sobie, że na własnym kalendarzu zapisuje kolejne terminy konkursów i innych imprez, że pamięta,
co, kiedy i dlaczego.

Teraz jeszcze doszły jej tańce z partnerem na "Cepelii". Nie bardzo miała ochotę, nawet starała się zmusić Monstera, by jej partnerował, ale gdy mama Kuby zadzwoniła do mnie, że perspektywa tańca z Monsterówną, jest jedynym argumentem, który trzyma Kubę w zespole, poprosiłam Monsterównę, by spróbowała.
Wyszła zachwycona.

- Bo taniec to moje życie - szepnęła mi na ucho przed snem

A ruchu w tym wieku nigdy za wiele.
(powiedziała mama młodego akrobaty, który po 3 godzinach wf-u w szkole, przychodzi do domu, nakłada rolki i rozkłada butelki wody mineralnej jako slalom, który potem pokonuje z prędkością światła. A gdy wreszcie pada zmęczony na łóżko, z lubością wzdycha, że takiego ruchu mu właśnie brakowało).




poniedziałek, 15 marca 2010
nie chwal potomstwa, póki nie wyprowadzi się z domu



Kiedy w sobotę najpierw Monstrówna przyniosła ze sklepu brakujące składniki, a potem każde z Monsterów miało swój udział w przygotowaniu obiadu (ziemniaki obrali, piersi niegdyś szczęśliwych kur oporządzili - niektórzy postanowili udowodnić, że da się potłuc kotlety na miazgę, brokuły wstawili, talerzami i sztućcami ozdobili stół ) to pomyślałam sobie, że są w idealnym wieku - już tyle potrafią pomóc, a jeszcze nie nadszedł czas ostrego pyskowania rodzicom, więc w miarę gładko współpracują.

I gdy tak sobie leniwie leciał weekend i Monstery budowały z poduch, kocy i krzeseł bazy, domy i pałace, w których się przewalały i przeważnie zgodnie bawiły, to poczułam, że TO jest dobry moment i ojej, jak to naprawdę fajnie jest mieć dzieci.



Aż nadszedł dzisiejszy poranek.
Wcale nie chodzi o pobudkę Monsterina o piątej rano (podobno ciągle mamrotał chou-chou train, tego nie załapałam, natomiast jego przewalanki i owszem). Kilka minut później wkręcił nam się do łóżka Monster, więc Monstertata zabrał swoją poduszkę, by poszukać przytulniejszego gniazdka chociaż na godzinę.
Monsterino zdecydowanie był już wyspany, więc naprawdę mnie zdziwił jego występ o szóstej rano. Powinni go pokazywać wszystkim, którzy
uważają, że dzieci to sam cud-miód-malina. I ku przestrodze dla tych, którym się marzą jeszcze kiedykolwiek, jakiekolwiek dzieci...
W skrócie: darł się tak, że ochrypł. Nie chciał się ubrać, a był już mocno zziębnięty. Ani groźbą, ani prośbą się nie dało. Uciekłam do łazienki, Monstertata się uniósł. Kolejne wspaniałe rozpoczęcia dnia i tygodnia.

A najlepsze jest to, że po paru minutach Armageddonu, tak jakby nic się nie stało - ubrał się - każdziutką rzecz tył na przód (skarpetek tak się nie dało, więc przewrócił je na lewą stronę, a buty włożył lewy na prawą) i przyszedł do kuchni chlipiąc, tak jakby to była nasza wina.


Na poprawę humoru - Monster się przykłada do nauki - pierwsza linijka "mam chusteczkę haftowaną" opanowana.
A niby co w tym śmiesznego?
Że nie widział potrzeby zdjęcia rolek na czas próby. (przecież i tak zaraz będę jeździł...)





czwartek, 11 marca 2010
toń



Przedwiośnie odsłoniło psie ekstrementy w pełnej krasie.
- Uuu.. - zaczynam, gdy Monsterino postanawia przebiec się po trawniku, ale on ucina, mówiąc:
- Wiem, wiem, mam nie wchodzić w kupska! - wybucha śmiechem perlistym - Będę wspaniałym omijacem kup! - i już rozwija prędkość ponaddźwiękową - te kupy tutaj takie wysusone są! - bada odchody butem. Gdy usiłuje w celach badawczych uwolnić rękę z rękawiczki (pięciopalczaste, duża trudność), odciągam go na siłę.

Chwilę biegnie w podskokach, by bez ostrzeżenia przyspieszyć. Doganiam go metr przed przejściem dla pieszych. Niby mu ufam, że się zatrzyma, ale mimo wszystko z nim to nigdy nie wiadomo...
Przez przejście, właśnie gdy czerwień świateł razi w oczy, przechodzi sobie nie bacząc na jadące samochody, jakiś człowiek. Ogromny facet. W dresie.

- Oj, nieładnie tak psechodzić na cerwonym! - wykrzykuje Monsterino kiwając palcem prosto w pana - Dostanie pan mandat!

Przez kilka sekund zastanawiam się, czy ratować dziecko przed ciosem wielkiej pięści, ale o dziwo, pan rzecze, nawet nie zatrzymując się:

- Masz rację, już nie będę.

Oddycham z ulgą.


****

Ciężko mija ten tydzień. Monster uwięziony, mimo odrabiania lekcji oraz zwiększonej podaży komputera, ping-ponguje niczym tygrys w za małej klatce. Nadmiar energii wyładowuje oczywiście na Monstertacie.
Wieczorami szaleją z Monsterinem aż do pierwszego płaczu albo krwi.
Choć potrafią też włączyć sobie muzykę i pląsać zgodnie w takt.
Ja tonę w pracy - nadmiar końcowomarcowy.
Ale co tam, przeżyjemy, bo co nam pozostaje.

- Wracaj mi tu do łóżka, ALE JUS! - wrzeszczy Monsterino z samego rana, tradycyjnie w pięć minut po moim wstaniu, gdy cieplutkie miejsce u jego boku wystygnie

- No to koniec - bąkam pod nosem, gdy przerywa mi moje poranne pięć minut lektury na kibelku

- Dawaj mi płatki, ale jus teraz NATYCHMIAST - tupie nogami

Wybucham śmiechem. Musiało mi się już przelać, bo taki tekst powinien być PO RAZ SETNY skorygowany kategorycznym - "tak się nie odzywamy".
Ale Monsterino tak zabawnie wygląda, gdy ciska się nieprzytomnie, ledwo oczy otworzy.

- GUPIA MAMA! UCh, NIE PÓJDĘ DO PSEDSKOLA! - wrzeszczy

Piękny, słoneczny poranek.
Kawa z pianką.
Tak, jak lubię.



poniedziałek, 08 marca 2010
misiaczki



- Jesteś taka wygodna, jak duza kanapa - mruczy Monsterino moszcząc się na moim brzuchu. Najpierw delikatnym, ale zdecydowanym ruchem zmusił mnie do przerzucenia się na plecy - I taka cieplutka !

- Yyy - rzężę, bo Monsterino bywa, wprawdzie słodkim, ale ciężarem

- Jesteś taka cieplutka, bo mas gorące serce - Monsterino dźga mnie w żebra (nadal sepleni, ale przeważnie wymawia już "r")

Zjawia się Monster z uśmiechem sfinksa na twarzy.
Zawsze to robią w dzień wolny, zawsze. Siódma trzydzieści gotowi do działania. I nie da im się wytłumaczyć, że są wystarczająco sprawni, by ubrać się oraz spożyć śniadanie, a zrezygnować z niepokojenia mamusi.

- Dom zbudujcie, zęby umyjcie, wieżę, garaż... - mamroczę zamykając oczy

- Musimy się najpierw poprzytulać, przecież wiesz - dyscyplinuje mnie Monster

No, jasne. First things first.

Monster wbija we mnie swoje kościste kolana. Uch, jaki zziębnięty. Wybucha kaskadą kaszlu.
Opukuję mu płuca.

- Cy ty myślis, ze to jest tamburynek? - śmieje się Monsterino

Dzisiaj przez 45 minut czekałam, żeby zarejestrować Monstera do kontrolnego przeglądu. Jeszcze przed otwarciem przychodni, na mrozie, czekało ze dwadzieścia osób.
- Które tym razem? - zapytała pani rejestratorka, gdy podałam nazwisko
Wydawało się, że to formalność, bo kaszle mniej. A jednak - zapalenie oskrzeli.
Tymczasem Monsterino poszedł do przedszkola, bo już nie kaszlał. Zobaczymy, jak reszta przedszkolnej obsady zarazków zadziała, bo już w szatni słyszałam z różnych stron znajome odgłosy.

Ale nie możemy narzekać na dynamikę zachorowań w Monsterowie tegorocznej zimy. (Przed przychodnią można usłyszeć wiele mrożących krew w żyłach historii, docenia się wtedy liche katary i li jedynie przewlekłe kaszle, oj docenia).

Tymczasem Monstertata znowu został wylosowany na ochotnika jako rodzic-opiekun chorego.
Wyrazy pocieszenia możecie wysyłać na adres Monsterowa. Przekażę.



niedziela, 07 marca 2010
testosteron



Zdradzę sekret: bardzo łatwo zdenerwować Monstertatę w tym sezonie zimowym. Wystarczy użyć wyrażenia "biały puch" w dowolnej deklinacji i już się obraża.
Że już się naodśnieżał tej zimy, na przykład.

Oprócz marca jak w garncu, ten tydzień sponsorowała bateria syropów i chusteczki, bo chłopaki się rozkaszlały, a częstotliwość ataków nie dała się nijak podciągnąć pod incydentalne zaksztuszenie czy odkaszlnięcie spływającej gardłem wydzieliny.

Generalnie - łatwo nie było: nie wiem, jak to Monsterbabcia czyniła, ale była w stanie sprawić, by chłopaki przyjęły czosnek i mleko z masłem i miodem. Czapki z głów, proszę Państwa!

W każdym razie dni śmigały w biegu, a chodziło przede wszystkim o to, że zaproszenia na imprezę Monstera zostały rozesłane i serce by mu pękło, gdyby odwołać urodziny.

Ale się udało.

Najgorsze w organizowaniu imprezy są ostatnie minuty - wszystko już gotowe, a goście dopiero bieżą...



Nasza strategia była prosta: najpierw rozgrzać towarzystwo wspólną zabawą, wyczerpujący bieg przeszkód (skoki w workach, jajko na łyżce), kilka konkursów, a potem jakoś pójdzie.
Troszeczkę zapomnieliśmy, że część towarzystwa jest ze szkoły sportowej i mają baaaardzo dobrą kondycję....

I mimo, że nadal współczuję nauczycielom i rozumiem potrzebę wzięcia co jakiś czas urlopu zdrowotnego, to entuzjazm, z którym ta gromada zmagała się z każdym zadaniem! Bezcenne....

Aczkolwiek, gdy Monsterówna (która pomagała nam w prowadzeniu konkursów) zapytała (przekrzykując, hmmm, hałas) czy chciałabym mieć tyle dzieci, musiałam mieć na twarzy czytelny grymas, bo Monstertata odpowiedział:
- Chyba widzisz....










wtorek, 02 marca 2010
siedmiolatek





- Wiesz, że gdybym był żółwiem, to byłbym już dorosły? - poinformował mnie Monster kilka dni temu


Nasz siedmiolatek właśnie odkrył, że jego umiejętność czytanie nie ogranicza się do szkolnych czytanek. I że sam może sobie poczytać encyklopedię, gdy tego chce. Więc skoro tak wyczytał, to pewnikiem musi być to prawda...


Monster. Przywódca w nieustannym wyścigu - ze sobą, z innymi. Wyznaczenie mu zadania, to jak podpalenie lontu - nie ma już odwrotu. Po trupach, a skończy. Ciągle testuje granice. Wszelkie. Mistrz prędkości.

Synu! Wiem, że ten pęd i Ty to jedno. I jeśli tylko będziesz w nim szczęśliwy (zakładając, że przy okazji nie unieszczęśliwiasz innych), to ja trzymam kciuki za bezpieczne lądowania!


poniedziałek, 01 marca 2010
oaza lata



Wszystko przez Monsterdziadka. Uparł się i był bezwzględny. My się wahaliśmy, bo i to jechać tyle godzin i różne opinie, także
niepochlebne. Ale Monsterdziadek podjął decyzję, że nas zabiera i mogliśmy tylko (ewentualnie) dograć termin (żeby był to dzień bez czyiś urodzin, koncertu, próby, spektaklu, etc, co nie było łatwe do zgrania).

Wesołym autobusem do The Truman Show:





Monstery wyrwały do przodu (- No niezłe - wykrzykiwał raz po raz Monsterino).



Malowane chmury:



W tropikach nie jest aż tak tropikalnie, jak się spodziewałam. Warto wybrać lagunę - tam jest cieplej i mniejsze zjeżdżalnie, tak akurat dla Monsterina. Ale przez cały dzień można zwiedzić wszystkie miejsca. I tak zrobiliśmy.
W przerwie między zjeżdżaniem i pływaniem - genialny plac zabaw - dla każdego mnóstwo atrakcji.



Monster przykleił się do gokartów (a nie było łatwo trafić na zwolnienie się miejsca w którymś), to potem wyszła siła rodzeństwa - Monstery podmieniały się na trasie, albo oblepiały pojazd wszystkie na raz.




A w przerwie w nurzaniu się i ganianiu:




Monsterino już ledwo otwierał oczy wieczorem, ale najchętniej zakopałby się i spał w tym piasku (w trakcie dnia w którymś momencie zapytał, "gdzie tu się można zdrzemnąć", ale napór atrakcji był za duży i nie zasnął):


Podsumowując: świetna zabawa, dobra alternatywa do aquaparku, aczkolwiek z Poznania dosyć daleko jak na jednodniową wycieczkę (choć można tam nocować - Monstery chętnie by przywitały taką możliwość)  Pod względem przystosowania dla dzieci - idealnie, nie czuło się zapachu oleju z fastfoodów (w opiniach padały takie zarzuty), jak dla mnie mogłoby być trochę cieplej (do jacuzzi można było dostać się dopiero późnym wieczorem, tak były oblegane). Myślę, że aż za dużo na raz dla dzieci - im wystarczyłoby parę godzin albo w aquaparku, albo na tak wielkim i wspaniale wyposażonym placu zabaw. Co nie znaczy, że nie były zadowolone, nie - ale już same miały dosyć po dziewiętnastej. Zasnęły od razu, gdy siadły do samochodu (i jak dobrze, że miały odfajkowaną kąpiel;)



Dziękujemy Ci jeszcze raz, Monsterdziadku!



Archiwum
do Monsterowa tędy