wtorek, 31 marca 2009
w przebraniu



- Chyba mnie dzisiaj ugryzła biedronka - skarży się Monster po wyjściu z przedszkola i pokazuje czerwoną kropkę na ręce

- No, nie wiem, czy biedronki gryzą - powątpiewam - może to  była czerwona mrówka?

Monster trawi sugestię przez chwilę, aż w końcu mówi:
- Możliwe, że była to czerwona mrówka w przebraniu biedronki!







a wczoraj to on się przebierał
nie raz

i wywijał
raz poloneza, raz hip-hop (-a)





i bardzo szkoda, że  gdy Monster jako jedyny z grupy robił hip-hopową ewolucję, to aparat akurat popadł w zadumę.
I co z tego, że dostał naganę. Aparat, nie Monster. Monster dostał zasłużone brawa.



poniedziałek, 30 marca 2009
ćwiczenie czyni



Zaprosiłam pana rehabilitanta, żeby ocenił nogę Monsterówny. Pomasowawszy ścięgna, pan stwierdził lekkie przykurcze, ale ogólny stan jest bardzo dobry. Pokazał kilka prostych ćwiczeń i kilka kocich ruchów, bym własnoręcznie potrafiła rozmasować nogę.
Łatwizna, ale Monsterówna zamiast się ucieszyć, że zaraz  noga będzie w pełni używalna, uderzyła w lament, że to KOLEJNE ćwiczenia, które trzeba robić CODZIENNIE.

Fakt, mamy tabelkę ćwiczeń na kibordzie, utwory na flet też są coraz bardziej skomplikowane i te 10 minut dziennie daje więcej niż nawet godzina zaraz przed lekcją. I najlepsze, że Monsterównie naprawdę wychodzi. I jest chwalona. Choć ostatnio dostała ocenę "W" z jednym wykrzyknikiem, a nie z dwoma, jak zazwyczaj i już była naburmuszona. Nie jest łatwo, zaczynam przywykać, że wykrzywiona twarz jest zwyczajową wizytówką Monsterówny, a każdy uśmiech to łut szczęścia i okazja do świętowania.

Z innej beczki, w weekend spożywaliśmy solidarnie z monstertatą serek Almette, który niespecjalnie wielbimy, ale karteczka w poczcie przedszkolnej Monster oznajmiała, że na poniedziałek opakowanie po takim serku oraz dwie BIAŁE wydmuszki byłyby konieczne.

Na wtorek Monsterówna dwie BRĄZOWE wydmuszki, czarny karton i bibułki.

Z wielką niecierpliwością czekam, kiedy będę mieć trzy różne karteczki, z trzech różnych placówek i będę wydmuchiwać jajka w trzech kolorach.

A w zeszłym tygodniu zamiast bibułki dałam Monsterównie krepę.
Oj, jak ona się wtedy wykrzywiła!! Oj.




czwartek, 26 marca 2009
ocalić Ofelię




Monstery doszły do takiej perfekcji, że są w stanie krzyknąć unisono "mamusiu" każde z innego miejsca chałupy.
O, tak, ćwiczą sumiennie i nie jest to łatwe tak się zorientować, że rodzeństwo przyciąga rodzicielkę do siebie, więc w ramach urwania łba konkurencji, trzeba natychmiast wymyślić WAŻNIEJSZY powód, by jednak matka przyszła w pierwszej kolejności do mnie. (no i powiedzcie: czy świeżo zniesiona kupa (w nocniku, chwała Bogu!) jest ważniejsza od czysto wykonanego akordu? Albo wysoka wieża od prosto napisanej cyfry 4 (która u Monstera mam tendencję do lustrzanego odbicia, więc to jest wydarzenie do chwalenia się). Oj, nie jest łatwo wybrać...

I tak oto, nie całkiem świadomie, wychowuję całą hordę marketingowców, a przecież wiadomo, że marketingowców na rynku jest od groma, zatem widmo bezrobocia przed Monsterami.

Może dlatego właśnie Monsterówna stwierdziła, że sześć lat podstawówki jej absolutnie wystarczy i do żadnego gimnazjum się nie wybiera. I przeczytała też już WSZYSTKIE interesujące książki w bibliotece i już jej wystarczy.

Oczywiście natychmiast odczułam wyrzuty sumienia, że to wszystko przez to, że Monsterówna jest w publicznej szkole i na pewno w niepublicznej czułaby bezustanny pęd ku wiedzy. Ale nie, Monsterówna nie chce zmieniać szkoły i nie chce zmieniać koleżanek. I nadal kocha panią od muzyki i najchętniej miałaby tylko muzykę (ale nie kibord - "mamusiu, czy pani od kibordu nie jest za stara, żeby być nauczycielką?")

Poza tym, przeczytawszy pierwszych kilkadziesiąt stron poradnika o dorastaniu dziewcząt, który to poradnik opiera się na badaniach z lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia, doszłam do wniosku, że świat jeszcze bardziej przyśpieszył w tym wieku, bo zachowania Monsterówny doskonale wpisują się w charakterystykę adolescenta (-tki).

Te prychnięcia, wykrzywienia twarzy, wzruszanie ramionami i płacze, no proszę....!

Obrazek?

Monsterówna ogląda wzruszającą historię księżniczki i żebraczki. Monstertata wciągnął się w akcję, więc siedzą przed tv razem. A jednak wrzeszczy do mnie, choć chłopaki ledwie zasnęły i nawet nie zdążyłam zamknąć do nich drzwi:
"MAMAAAAA:!
Przybiegam wkurzona, żeby się nie darła i truję:
"Gaju, tyle razy prosiliśmy cię, żebyś używała wołacza i nadal o tym zapominasz!"

Monsterówna mruczy coś pod nosem (czego nie dosłyszałam, ale monstertata doniósł)

- Ciekawe, czy ona używała wołacza, gdy była mała...

Mała, złośliwa osa.
Po mamusi.




wtorek, 24 marca 2009
kaszlak z perspektywą


Niby jesteśmy po dobrej stronie roku: perspektywa ciepłej wiosny i gorącego lata, a o jesieni i kolejnej zimie W OGÓLE nie myślimy.

Więc ten kaszel u Monstera, to naprawdę mógłby sobie pójść. (najpierw chrząkał i chrząkał, aż w końcu został w domu).

A jak w domu, to wymyśla.

Sesję foto swoich stworów, na przykład. (poza tym budują z Monsterinem i się wyzywają. Z ręką na sercu przysięgam, że zaczyna młodszy prowokator, a starszy nie może zdzierżyć takiego braku szacunku, zatem awantura goni awanturę)





Monsterówna natomiast była na klasowej wycieczce, z której najbardziej podobała jej się podróż autokarem ("ale nie będziesz się gniewać, mamusiu?")

Jestem straszną babą w oczach Monsterów, bo i Monsterino prosi:"nie gniewaj się kochana mamuniu", gdy golusieńkiego gonię po chacie, by się odział.

Perspektywa perspektywą, ale za oknem śnieg z deszczem....



niedziela, 22 marca 2009
ta-dam



Nie każdy ma takiego Ojca Chrzestnego.
Jak Monsterówna.
Chirurga.




chyba się dobrze złożyło (a).

Ale Monsterówna jest szczęśliwa!






piątek, 20 marca 2009
trucie mamucie



- Ma pani bardzo inteligentne dziecko, wie pani, prawda? - powiedziała Pani Od Kibordu, gdy wyszła po lekcji z pokoju Monsterówny

Bąknęłam coś pomiędzy "dziękuję", a "O", albo "ależ, co też pani mówi".

- Mamy problem z chwaleniem własnych dzieci - ni to zapytała, ni to stwierdziła.


Inteligentne dziecko oczywiście słyszało pochwałę, więc przez tydzień upojona tą myślą, ślizgała się tylko po klawiaturze, zamiast żmudnego piłowania zadanego utworu.

Na drugiej lekcji doszła lewa ręka oraz granie do rytmu, co wprawiło Monsterównę w konsternację, czy się to wszystko da zsynchronizować.

Po kolejnej lekcji, Pani Od Kibordu zaproponowała tabelkę do wypełnienia z wyszczególnionymi dniami i zaliczonymi minutami ćwiczeń.

Monsterówna poczuła grozę sytuacji i tak z milutkich zajęć bębnienia przeszliśmy do żmudnej pracy w kamieniołomach, przy czym dla mnie przypadła rola kaprala z pejczem.
Nie jestem zadowolona z takiej obsady, ale rzeczywiście, żeby grać z przyjemnością, trzeba przejść ten kiepski etap paru podstawowych nut. I rytmu. I systematyczność się liczy.
Spokojne wytłumaczenie tego ośmiolatce, która uważa, że jej szalona inteligencja wystarczy,  przerasta moje umiejętności, zwłaszcza, że ja sama w latach wczesnej młodości ćwiczyłam tylko pięć minut przed lekcją.

****

A w tym tygodniu najbardziej jestem dumna ze swojej przezorności, że gdy parę miesięcy temu zobaczyłam na wieszaku dziecięcego sklepu odzieżowego trawiastozieloną bluzę w rozmiarze 122, to nabyłam ją bez wyraźnej przyczyny (gdyż to rzecz niepasująca do niczego), a gdy dwa dni temu zobaczyłam komunikat w d
zienniczku Monsterówny, że na dziś mają przyjść ubrani na zielono, to mogłam triumfować.
I jeszcze liczę na to, że za rok w pierwszy dzień wiosny w tej bluzie będzie mógł wystartować Monster, a za kolejne dwa czy trzy Monsterino, bo bluza jest absolutnie bez żadnych seksistowskich dystynkcji.
Ha! To się nazywa kombinatorski zmysł matki wielodzietnej.


środa, 18 marca 2009
wprost



- Wplost idealnie! - podziwia Monsterino własnoręcznie sprokurowany rysunek

Monsterino na naszych oczach staje się przedszkolakiem. Od poniedziałku chodzi z babcią na dni otwarte do przedszkola, gdzie tańczy w kółeczku, śpiewa o Koziołeczku i nie chce wychodzić.

Poza tym, po staremu. Ma swoje pomysły, gdy czegoś nie chce, to nie zrobi, nadal demontuje, tłucze, rwie i bałagani.

- WSTAWAJ jus, Lobeltu, jus jest lanek!!! - wrzeszczy Monsterowi prosto w ucho, za co dostaje bęckę prosto w twarz

- No, co, no, co! Prawie mnie ogłuszył! - tłumaczy się Monster. Ma rację.

Chyba nawet się przyzwyczaiłam do tego, że gdy dwa koguty siedzą obok siebie, to się tłuką. Bawią się, kombinują, owszem, ale zawsze kończy się na regularnej bitwie.

Monsterówna raz jest na tak, ale raczej na nie. Wszystko zwala na nogę w gipsie. Że nie chce brać udziału w mistrzostwach sudoku, nie chce wystąpić przed klasą, niczego nie chce tylko uwolnić nogę z gipsu. Jest coraz bliżej tego momentu, ale ma być natychmiast!

- Cy ty się dobze cujes, Gajusiu - pyta Monsterino

- NIEEEE! - płacze Monsterówna - I NIE CHCĘ JUŻ TEGO GŁUPIEGO GIPSU!

Wyraźny komunikat. Wprost.



niedziela, 15 marca 2009
śmiganko





O Odysei więcej jest

tu


a pomiędzy występami poszłyśmy sobie na plac zabaw (plus blokowisk - gigantyczne zjeżdżalnie)

mały poradnik, jak sobie radzić ze złamaną nogą


piątek, 13 marca 2009
nieboimy



- ...my się zimy nie boimy, dalej snieskiem w plecy zimy, niech pamiątkę ma! - zaintonował Monsterino  patrząc w okno o szóstej rano

- Mas! - rzucił we mnie szlafrokiem (Poznaniacy czytają: poranniczkiem) - idziemy piec pielnicki!

He, skoro zima, to przecież niedługo święta....

Ale i tak wykorzystałam dziecko, bo mi marchewki do zupy obrał (z dwóch opcji gotowania zupy ogórkowej: po północy lub o szóstej rano wybrałam to drugie)

O szóstej trzydzieści zupa pyrkotała, a Monsterino wybierał się do ogrodu lepić bałwana.

- Jest tak ślisko, że można złamać nogę, he he - zachichotała Monsterówna w drodze do szkoły, gdy kule jej się deczko rozjechały

Nawet Monster był zadowolony ze śniegu, choć początkowo żałował, że nie może ubrać swoich nowych, superszybkich butów sportowych. A i tak fruwa nad ziemią, bo pani pochwaliła go największą ilość razy w ciągu jednego dnia i już potrafi napisać swoje imię PISANYMI literami.

- Pa, pa, mamuniu, doblego dnia! - życzy mi zawsze rano Monsterino

I ja Wam tego, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, życzę.

A jeśli ktoś ma chwilę wolnego jutro i chce się dowiedzieć czegoś o programie Odyseja Umysłu, to występy konkursowe w Poznaniu odbywają się w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 4 na os. Czecha 59.
Nasza drużyna ma występ o 9:40, ale eliminacje odbywają się aż do wieczora. O 14 zaplanowane jest spotkanie dla rodziców, którzy chcą się zaangażować w Program, lub dowiedzieć się, o co w nim chodzi.

Zapraszam i proszę o Kciukówtrzymanie:)




czwartek, 12 marca 2009
jak w garncu



- Mamuuuniuuu, powiem ci, ze ten samochodzik tak GWAŁTOWNIE sklęca, zobac... a wies, tam było taaaaakie wysokie dzewo i na samym cubku ma dwa takie oklągłe kłębuski... - Monsterino pokazuje rękami jak bardzo wysokie było drzewo i jak szalenie zakręcone były kłębuszki, cokolwiek one oznaczają.

Monsterino ma zawsze coś do powiedzenia. Mówi nawet w nocy i podobno nawet się z tego śmiałam. Podobno, bo nie kojarzę, żebym w nocy się przytomnie śmiała (a umówmy się, że moja noc to pomiędzy pierwszą nad ranem a szóstą trzydzieści pięć, wcześniej i potem jestem przytomna). W każdym razie Monstertata miał dosyć tych nocnych monologów i poszedł szukać cichszego posłania.

Rano Monsterówna wpadła w szał, bo Monsterino zbudził ją hałasując (a jak piszę "szał", to oznacza wycie, jak by ją na kole rozdzierali), Monster zakopał się pod kołdrą i rozdrapał ranę na czole, która nie chce mu się zagoić, bo ją ciągle rozdrapuje, a Monsterino wdrapał się na szafki w kuchni, wyciągnął jogurt, wbił się w niego zębami, część wylał i nic nie zjadł. Cudowny poranek, jak zwykle.

- Mamusiu, zobac jaka piękna wiosna i listki losną na dzewach! - Monsterino wskazał umorusanym w jogurcie palcem na drzewa za oknem jednocześnie dokonując cudownych esów-floresów na szybie.

Więc niby jutro ma w Wielkopolsce padać śnieg, tak?




wtorek, 10 marca 2009
wina



I znowu to zrobił.
Ten Wszystkopsuj Niepospolity!

Tu wyjmowałam z wanny Monsterównę, tam dawałam ostatnie wskazówki odnośnie wytarcia łydek Monsterowi, a tymczasem Monsterino bul-bul i wlał, albo raczej wylał do wanny całą butlę płynu do mycia.

Zabulgotałam.

- Bardzo źle zrobiłeś - wyraziłam swoją opinię - bardzo mi się to nie podoba! - wyraziłam swoje uczucia, wszystko zgodnie z Mądrymi Radami w Bardzo Mądrych Książkach

- Pseplasam, mamusiu! - wyraził skruchę Monsterino, a przynajmniej tak mi się wydawało, gdyby nie dokończył:

- Ale to nie moja wina!

- Jak nie twoja, przecież to ty wlałeś cały płyn do wanny, nikt inny! - zabulgotałam ponownie

- To twoja wina! - wyjaśnił Monsterino - bo ty tu płyn połozyłaś! - zakończył i bezczelnie roześmiał mi się w twarz

to teraz wiem



poniedziałek, 09 marca 2009
między raportowaniami




Mam tu na głowie raportowanie GUS, urząd skarbowy i sąd, a w sobotę eliminacje Odysei Umysłu, więc jeśli zamilknę na ten tydzień, to nie dlatego, że nie mam o czym pisać.

Tymczasem dostałam od Monstera prezent na Dzień Kobiet. Nie szkodzi, że naciągnął babcię na ten prezent i że to jest widokówka z poznańskim ratuszem, zamiast reprodukcji Zofii Stryjeńskiej, liczy się gest. Właściwie to Monster wręczył mi widokówkę ze słowami "wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziewczyny", a to Monsterówna skorygowała prychnięciem:
- Z okazji dnia kobiet! (na szczęście, nie dodała: głąbie!) Mama już nie jest dziewczyną!

Pewnie, że byłoby mi przyjemniej, gdyby raczej powiedziała, że "już jest kobietą", a nie w powyższy sposób...

[Nie, nie celebruję dnia kobiet i mam ostatnio dużo feministycznych przemyśleń z mojego pracowniczego światka, ale powinnam na to założyć nowy blog, żeby nie zaśmiecać Monsterowa.]

A wracając do Monsterów...
W ramach sprawiedliwego traktowania dzieci w rodzinie wielodzietnej, Monstery w końcu były (Monster nawet dwa razy) na wystawie Zofii Stryjeńskiej, a Monsterino w teatrze. Starsze nie były, bo to teatr dla trzylatków - Atofri. Latem byliśmy na Tańczących Wiolonczelach i było fajnie, "Stół-ciuchcia-miś" też do polecenia tak dla dwu-trzylatków, Monsterino żywo uczestniczył w akcji, ale widzę też, że to już ostatni moment na takie niemowlęce teatry i będzie można już do normalnego teatru z nim pójść.

I jeszcze na koniec krótka anegdotka z dogadywania sie rodzeństwa.

Monster na swoje urodziny dostał Lego Racers, zatem natychmiast siadł na dywanie i zaczął montować wyścigówki. Monsterino wychodził ze skóry, żeby mu pomóc, więc zorganizowałam mu szybkie warsztaty malarskie, żeby zostawił brata w spokoju. Konstrukcje okazały się jednak skomplikowane i zajęły tyle czasu, że Monsterino zdążył namalować i nawet pomóc mi zlikwidować stanowisko malarskie (choć, umówmy się, była to pomoc symboliczna).

W każdym razie obmyty z farby Monsterino dobiegł w końcu do Monstera i błagalnym tonem pyta się, czy może dotknąć zbudowane już autka.

- NIE!  - stanowczo odmawia Monster, chcąc obronić swój stan posiadania

- Ale psecies umyłem ŁAPSKA! - przekonuje Monsterino




I koniec końców bawili się razem.



piątek, 06 marca 2009
rozerwana



Na szkoleniu z zarządzania czasem, które w swoim poprzednim życiu odbywałam regularnie, trenerzy mantrowali przede wszystkim o wyodrębnieniu w swoim zagonionym dniu zadań ważnych i pilnych. Że clue podołania sobie ze wszystkim, to wykonać te ważne, a pilne delegować współpracownikom.
Generalnie zasada się sprawdza.
W pracy.

A w domu wszystko jest ważne, równoważne, najpilniejsze, a
potomstwo wydelegowane na dzień do placówek edukacyjnych  PILNIE domaga się uwagi. Jednocześnie na raz.

[chyba nie dziwicie się matkom wielodzietnym, że gdy chwilowo zmieniają stan posiadania progenitury o jedno lub dwa w dół, to czują się, jak na wakacjach.]

Mieliśmy zatem piękne, jakże wiosenne popołudnie.

Monster wraz z monstertatą pojechali na narty, Monsterino zainaugurował sezon w ogrodzie, a ja zostałam uziemiona przez Monsterównę przy biurku.
Monsterówna, jako keyboardowa neofitka, z wielką pilnością odbębniała pierwsze w swoim życiu zadania z grania. A ja byłam ich niezbędnym elementem.

- Teraz numer sześć! - zapowiedziała Monsterówna i nie zaczęła grać, bo w drzwiach stanął Monsterino w zabłoconych butach

- Musis zobacyć jak biegam tak daleko po tlawie - ogłosił

- Zobaczę przez okno, dobrze? - zaproponowałam (jakie szczęście, że okno u Monsterówny wychodzi na ogród)

Stanęłam przy oknie i pomachałam do Monsterina, który już był po drugiej stronie.
Monsterino popukał w szybę.

- Otwozys okno, to dam ci lękę! - zawołał

- Siedź tu, przy mnie, bo nie WIDZISZ, co gram - wyskandowała Monsterówna

- Z tej strony też widać - nieśmiało zauważyłam

- Ale nie widać, TAK DOBRZE, jak z tamtej! - burknęła Monsterówna - W OGÓLE NIE PATRZYSZ! - rzuciła ze złością

- Ale słucham! - zaczęłam się bronić

Monsterino pobiegł dalej, więc siadłam. Nie minęły dwa takty, gdy granie przerwał galop Monsterina po domu. Zdyszany wpadł do pokoju:

- I tam, i tam - się zacukał - i tam leciał taki wielki samolot, a ja stałem w oglodzie i cułem się TAKI SAMOTNY!

- Nikt NIGDY nie słucha tego, jak gram! - Monsterówna przerwała i tupnęła zdrową nogą

***

Nie muszę wyjeżdzać, nie. wystarczy miejskie SPA.
Masaż i cisza i obsługa nie zadająca pytań. Żadnych. Nawet takich, czy jest ciepło i dobrze;) Bezszelestna, milcząca obsługa.
I dłuuuuga kąpiel.
A urodziny mam dopiero za rok....

czwartek, 05 marca 2009
czasem doliny



Jednak bywają momenty nieróżowe w epizodzie: noga w gipsie. Właściwie każdej nocy nadchodzi moment, gdy Monsterówna budzi się z płaczem, że boli ją pięta. To przechodzi po przejściu się, więc pewnie związane jest z krążeniem krwi, ale wytrąca z równowagi i ze snu. Bo noc, bo spać się chce, bo tak strasznie zbudzić się z bólu.

I momenty, gdy z bezsilności ryczy, że już ma dosyć tego gipsu i dajcie mi nożyczki, to go przetnę!
 
(tymczasem Monster konkluduje po wyjściu z szatni na basenie, że jednak smutno mu tam bez siostry.
To miłe. I dawno nie słyszałam takiej deklaracji od rzeczonej. Raczej opędza się od brata, ale to taki wtręt off topic)

Zatem Monsterówna w szkole działa w pełni, co nie oznacza, iż nie ma schiz pt.: wszyscy się na mnie patrzą.
Na moją sugestię, że jest teraz gwiazdą na miarę pary z High School Musical, który to film przecież bardzo jej się podobał, obraziła się, że żadną gwiazdą być nie chce.
Młodzieży nie dogodzisz...

No i jeszcze dochodzi insomnia! Boi się zasypiać, gdyż boi się tego bolesnego przebudzenia, zatem przeciąga pójście spać w nieskończoność. Powody wymyśla wszelakie: wczoraj przed 22 postanowiła, że musi natychmiast napisać utwór, który chwilę wcześniej skomponowała, bo do jutra zapomni. A że nie zna jeszcze pełnego zapisu nutowego, to rysowała klawisze w zeszycie. Nie muszę dodawać, iż utwór był długi, a klawisze STARANNIE narysowane?
A już jutro pierwsza lekcja gry. Na KIBORDZIE, jak to napisała sobie na okładce.



wtorek, 03 marca 2009
pomykamy



Monsterówna pomknęła dzisiaj hożo do szkoły. Odkąd dostała kule, życie stało się piękniejsze, bo jest mobilna. Śmiga z tymi kulami jak łania, nawet schody jej nie straszne, nie mówiąc już o tych kilkuset metrach do szkoły.
Okazało się, że koleżanki stanęły na wysokości zadania - pomagają, chronią, podają, co trzeba, otwierają drzwi i daje radę. Tak dobrze, że Monsterówna stwierdziła, że na pewno noga już się dawno zrosła i że natychmiast musimy ją prześwietlić, by się o tym przekonać.
Pewnym wyzwaniem nadal są kąpiele i planowane wyjścia klasowe.
Ale najważniejsze, że humor ma lepszy, bezdepresyjny, reszta, to kwestia organizacji.

W mieście odwilż i przedwiośnie, ale w leśnej głuszy nadal zima...



... się Monsterów nie ima (musiałam to tak napisać, musiałam...;)

I nasza kuloskoczka:






poniedziałek, 02 marca 2009
Sześciolatek





Najkrócej mówiąc: szybcior. Szybko myśli, jeszcze szybciej działa.
Chce spróbować wszystkiego, wszystkiego się nauczyć i umieć, najlepiej natychmiast.
Oczy mu się śmieją do każdej aktywności fizycznej, chociaż zadania intelektualne też nie są mu straszne. Bo na każdym polu musi być pierwszy. Samiec Alfa.

W ciągu 10 minut ograł mnie dwa razy w Superfarmera, krytukując w dodatku moją zachowawczą strategię: "po co zamieniasz na psa, skoro tracisz tyle stada, że nie będzie miała czego chronić".

Pełen pasji Żywioł.

Szczęśliwych rzutów kostką, mój sześcioletni synu! Niech Ci życie rozda same dobre karty!



Archiwum
do Monsterowa tędy