czwartek, 29 marca 2007

Legendy z cyklu - "i wyobraź sobie, o czwartej nad ranem całkiem świeżutko przerzucałam dane z arkusza do arkusza i z powrotem i tylko na jednej kawie,a świt za oknem pięknie wstawał" fajne są do snucia przy ognisku, ale samo dzianie się takiej historii jest takie sobie fajne. Opowieściami o całonocnym czuwaniu przy dziecku sypie z rękawa pewnie każda matka. Im więcej dzieci, tym więcej opowieści.

Ale prawdziwe ekstremum to nałożyć dwie historie: zlecenie na już + Dziecko-które-ząbkuje-albo-niewiadomoco-ale-odmawia-spania.

Bo, gdy otworzyłam plik o dwudziestej drugiej, a Monsterino zapragnął posiłku pięć minut później, to stwierdziłam, że odfajkuję wcześniej karmienie, a później to już cała energia w excela.

Nic z tego.O drugiej nad ranem, gdy już wypatrywałam oczy w linki, a jakaś formuła nie zadziałała i nie mogłam znaleźć, w którym miejscu, więc wstawiłam zaokrąglenia na chybił-trafił i będziemy się bawić z panią analityczką teraz w ciuciubabkę. Ciekawe, czy szybko te łaty znajdzie. Może też ma małe, ząbkujące dziecko i puści mi te łaty w cholerę. Gdybyśmy się bliżej znały, to bym jej powiedziała o nich, jak kobieta kobiecie. Wiesz, rozumiesz. Chyba, że to młoda wilczyca bezdzietna.

W każdym razie, do drugiej budził się regularnie co półtorej godziny, jak nigdy. Zęby, nie zęby, już nie wiem. Ucho już nie. Raczej. Oby.

A gdy w końcu cicho, by nie zbudzić śpiących, wślizgnęłam się do sypialni, usłyszałam niezwykle trzeźwe "mama?tata?baba?"  wśród nocnej ciszy.

Dziecko, jak tak można?

Nigdy mu się to nie zdarzyło, musiała akurat wtedy, gdy naprawdę nie miałam już siły.

Nie wiem, ile mu zajęło w końcu uspokojenie się, ale pamiętam, że bawił się obok, czasem wpadał w ryk, wtedy głaskałam go i musiałam zasypiać w trakcie, zbudziło mnie też jego dobieranie się do mleczarni.

Wszystko po ciemku, co by wreszcie spał.

Dobrze, odpukać, że takie akcje są rzadkie, bo nie wiem, czy byłabym w stanie długo tak funkcjonować.

Rano, gdy Monstertata zbierał towarzystwo do wyjścia i zarzucał im, że się ślimaczą, a ja wkładałam zapałki w oczy, Monster wykonał kilka kocich ruchów a la ziomal Peja i zarapował:

Dziewczyny-ślimaki to moje przysmaki!

Bez związku z moją bezsenną nocą.

wtorek, 27 marca 2007

Pewne przemyślenia poczyniłam w weekend. Zresztą jak zawsze w weekend.

Tym razem nie o chorobach, tylko o tysiącu upierdliwych czynności, którym trzeba oddać czas i siły, a które wszystkie razem są g... warte. Takie kurodomowe krzątanie się. Kurze, podłoga, układanie gadżetów. Nie, żebym była fanką bibelotów. Wręcz przeciwnie. Ale dom żyje, szczególnie w weekend. Wszyscy biorą, nie odnoszą na miejsce, czasem skrzeczę jak jakaś koszmarna karykatura pani domu, czasem daję Monsterom ultimatum: jeśli do 19 zabawki z całego domu NIE będą w waszym pokoju, to nie będzie bajki, a zabawki do wora i do piwnicy (mówię, że wyrzucam). Po prawdzie raz tak zrobiłam i teraz wystarczy groźba, już pamiętają. Monstery szybko się uczą.

- Mamuś, zrób minę, tę straszną, jak czarownica! - prosi Monster

- No, co ty, lubisz jak robię taką straszną minę i jestem wściekła? - dziwię się, bo ja siebie wtedy bardzo NIE lubię

- Łe, wcale się tej miny nie boję, przecież WIEM, że nie jesteś straszna! - tłumaczy Monster

Nie ma bata na Monstery, myślę, krzyczę, miny robię, a one niczego się nie boją. Świętości żadnych, mruczę pod nosem, żadnego "całuję rączki ojcu i mateczce".

W weekendy mam majaki senne i marzeniowe przebłyski w stylu "pani Zdzisia albo Wiesia posprząta". Nawet jakieś podejścia w stronę pani Zdzisi robiłam, ale po pierwsze: nie mam pojęcia, kiedy pani Zdzisia miałaby właściwie sprzątać i co by mi to dało. Bo przecież nie jest tak, że się posprząta raz na tydzień i potem spoczywa na laurach. A częściej? Miałabym zarabiać na panią Zdzisię? Na razie zarabiam na edukację Monsterów. Już samo to jest wystarczająco wyczerpujące.

Po wtóre, mam w pamięci przeczytaną parę miesięcy temu wciągającą  lekturę o podejściu uciskanych pracowników fizycznych, między innymi, sprzątaczy domów, do swojej pracy i pracodawców.

Jeśli miałabym mieć taką tykającą bombę zegarową u siebie w domu, to ja dziękuję, sama pobiegam z mopem.

W sobotę w nocy, gdy o pierwszej uporałam się z zaległym prasowaniem i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku miałam zamiar nareszcie ukokosić się w łóżku, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to jest już godzina druga. Nie ma jak popsuć sobie humor przed snem.

poniedziałek, 26 marca 2007
piątek, 23 marca 2007

Nie da się ukryć, że Monster to pies na baby. Wprawdzie najlepsi kumple w przedszkolu to Adrian i Mateusz, ale

- Antosia jest moim całuskiem! - mlasnął Monster przy śniadaniu

- Całuskiem? Co to znaczy? - oniemiałam

- Antosia biega za Robertem i krzyczy, że go pocałuje! - wyjaśniła usłużnie Monsterówna, bo Monster miał pełną buzię

- Za Adrianem też biega, a my wydajemy odgłosy i uciekamy przed nią! - doprecyzował Monster

- Jakie odgłosy wydajecie? - zaczęłam się wciągać w opowieść

- A takie - rzekł Monster i zaryczał potężnie jako T-rex

- A pani nie mówi, że ją głowa boli po tych waszych rykach? - zaciekawiłam się

- Mówi, mówi  - przyznał Monster - potem siedzimy za karę na krzesełkach - potwierdził wcale nie skruszony

- I co, lubisz siedzieć za karę na krzesełkach? - zapytałam, bo nie wydawał się zbyt przejęty częstą karą

- Antosia wtedy też coś robi, żeby dostać karę i siedzimy wszyscy w tróję i bawimy się hotłilsami - wyjaśnił

Wieczorem przy czytaniu Monster wyłuszczył "Martynkę na biwaku" i po raz kolejny przyznał, że najbardziej podoba mu się dziewczę w dwóch blond warkoczach.

Co by potwierdzało, dlaczego tak świruje, gdy spotyka Stasię, blond przyjaciółkę Monsterówny.

A znowu jego dziewczyna ze starego przedszkola, Ewcia, raczej ciemną blondynką jest.

Z Ewcią bawią się w dom.

Ewcia jest constans.

A ja właśnie czytam trzeci znak , w którym główna bohaterka jest mamą szesnastolatka, który zaciążył swoją równolatkę.

Zupełnie przypadkiem ta książka jest kryminałem.

czwartek, 22 marca 2007

Monster uczesał włosy Monsterina w czub komentując:

- Teraz ma czub taki, jak ten dinozarł...MAMA!!! Jak ten dinozarł się nazywał? - wrzasnął, choć stałam obok

- Nie pamiętam! - odkrzyknęłam złośliwie- sprawdź w książce! - trudno mi się przyznać, ale nazwy tych wszystkich dinozaurów trudno mi przeczytać, a co dopiero zapamiętać

- Sprawdzić mogę, ale PRZECIEŻ wiesz, że ja nie potrafię JESZCZE czytać - wymamrotał pod nosem

Monster poszedł po książkę, a wrócił z albumem ze zdjęciami z naszej ubiegłorocznej wyprawy do Irlandii.

- Gdzie tu jesteście? - popukał w zdjęcie, na którym byliśmy z monstertatą

- W Irlandii

- Łe, my tu mamy lepsze wycieczki - popatrzył na zdjęcie spod pub'u - na przykład, do kościoła...

A ja tymczasem stałam przy oknie z Monsterinem na rękach. Bo to ostatnio jego ulubiona rozrywka. Zakotwicza się na parapecie, jedną ręką trzyma klamkę okna tak silnie, że odciągając go od okna trzeba odwijać mu paluszek po paluszku i obserwuje świat. Auta, przechodniów, a najbardziej drzewo z dużymi gałęziami, które pięknie się ruszają, gdy wieje.

- Dzisiaj pada śnieg, widzisz? - objaśniam

- Da-da! - odpowiada Monsterino

- Zrobisz pa-pa tej pani z parasolem?

- Nie nie - stwierdza kategorycznie, a potem w ryk, bo odrywam go od okna i instaluję na kocu. Już ręce mnie bolą od dźwigania 9 kilo.

Ale podoba mi się, że Monsterino w końcu ma swoje zdanie. I wie, czego chce.

Gdy chce pochrupać chrupki kukurydziane, to mlaszcze mniam-mniam.

Z ucha leciało tylko jeden dzień, teraz leci z nosa. Nam wszystkim, zresztą, więc trudno, żeby on się uchował. Z nowych zębów jest górna prawa dwójka, lewa się wykluwa.

Z ćwiczeń fizycznych jest klęk podparty i kołysanie w przód i w tył, ale natychmiast się rozjeżdża.

Z obserwacji - śledzi rzucony przedmiot, a potem denerwuje się, że już go nie ma w rękach

Potrafi rozpłakać się, gdy zniknę mu z horyzontu.

Nadal prawie nie śpi w dzień, nie licząc maksymalnie dwóch dzisięciominutowych drzemek. To chyba nie jest normalne.

Pytanie na dziś brzmi: kiedy będę mogła zamknąć apteczkę na klucz, a klucz wyrzucić?

wtorek, 20 marca 2007



Mnie też już we śnie atakują dinozaury.

- Jak dobrze, że mięsożerne już wyginęły, bo pożarłyby nasze mięso! - pociesza się Monster przed snem, bo tak w ogóle to bardzo mu żal, że wyginęły.



A na wystawie tym razem rozumiał, w odróżnieniu poprzedniej wizyty, dwa lata temu, że to są makiety, a nie żywe stwory. I z każdym żądał zdjęcia. I o każdym musiałam opowiadać. Miło było z nim zwiedzać, zwłaszcza, że ludzi niedużo, konfort oglądania.

Monsterówna z koleżankami dostawała głupawki na dinozaurowym cymbergaju.

Wieczorem katujemy po raz kolejny film "Dinozaur" Disney'a na zmianę z "Dinozaury i wulkany" z serii "co i jak". Czytamy o dinozaurach. Monsterówna protestuje, więc prawdziwą dinozaurową ucztę urządzamy sobie tylko w piątki, gdy Monsterówna wybywa.

Na jawie Monster wybiegł do przodu, gdy wracaliśmy z przedszkola i zaskoczył go pies puszczony luzem. Monster spanikował i zaczął biec, a pies za nim, co potwierdza, że nawet teoretycznie przygotowane dziecko może nie zachować się zgodnie z nauką w domu. Gdy tuliłam rozdygotanego Monstera, w końcu wyszeptał: " bo ja myślałem, że to atakuje mnie T-rex!"

Zadzwoniłam do straży miejskiej. Nie będzie mi kundel dziecka straszył.

*****

Pomiędzy snem a jawą pojawiła się myśl, że doszłam do ściany, jeśli chodzi o podział uwagi, koordynacji, opieki  na troje. Że nie daję rady, że irytuję się za szybko, że powinnam zorganizować chwilę osobności dla każdego dziecka oddzielnie, a ze starszymi wychodzi mi to za rzadko.

Monstertata czujnie zdiagnozował wyciek z ucha Monsterina i w ciągu godziny wepchnął się do przychodni ("ach, jaki on do pana podobny, proszę, proszę") po skierowanie i otworzył zamkniętą już przychodnię laryngologiczną przy szpitalu. Jestem pewna, że kobiecie z dzieckiem na ręku nie udałoby się tak szybko sforsować bastionu lekarek. Kolejne pole, na którym facetowi jest łatwiej. Ale zdolności interpersonalne pewnie też grają rolę, co by nie umniejszać osobistych zasług Monstertaty.

Zapalenie ucha.

A Pan Bóg siedzi na chmurze i zwija się ze śmiechu: "tak, tak, myślałaś, że zdrowe dzieci to jest standard? Taka zadufana byłaś? Choroby traktowałaś jak opowieści o żelaznym wilku? Teraz już wiesz, co znaczy termin choroby wieku dziecięcego, tak? Łe he he.."

poniedziałek, 19 marca 2007

- Mój drogi, zaniedbaliśmy tresurę, a tymczasem o miesiąc młodsza koleżanka potrafi robić już pa-pa! - zagaiłam do Monsterina, gdy zostaliśmy w domu sami i mieliśmy czas tylko dla siebie

- Pa-pa?- nieśmiało i cichutko powtórzył Monsterino ni to pytająco, ni to twierdząco.

- Tak, pa-pa - przytaknęłam - ale wiesz, nie tylko odgłos paszczowy, ale także rączką. o tak! - zaprezentowałam

Monsterino zagulgotał z radości, ale nie powtórzył po mnie ruchu.

- Chodź, poćwiczymy przed lustrem! - zaproponowałam

Siedliśmy razem przed lustrem, Monsterino rozpoczął obślinianie swojego odbicia, z trudem oderwałam go, jak taką przyssawkę i zaczęliśmy od początku.

- Pa- pa! - chwyciłam rękę Monsterina. Monsterino usztywnił rękę, tak że wyszło nam pozdrowienie hitlerowskie.

- Nie, tak nie. Luźniej, rękę - luzik! - zachęcałam. Monsterino zaśmiał się perliście bardzo zadowolony z takiej zabawy.

- To teraz sam pokaż pa-pa! - zarządziłam

Monsterino wykonał przebieranie palcami na wysokości biodra.

- No, nie wiem - zasępiłam się - chyba nie zaliczone.

- Tak, tak! - ucieszył się Monsterino i wrócił do oblizywania lustra.

****

- Jest język polski albo angielski, język w buzi i w bucie! - oznajmił Monster dzisiaj o szóstej trzydzieści. - Wiedziałaś?

****

- Czy wiesz, co to jest demi plié? - zapytała Monsterówna w drodze do przedszkola

- To przysiad, prawda? - coś jeszcze pamiętam z tańca

- Och, niezupełnie! - zawołała Monsterówna - zaraz ci pokażę!. Stanęła z boku.

- Demi plié to ugięcie nóg, grand plié to przysiad!

Po weekendzie zawsze wiemy więcej.

piątek, 16 marca 2007

Dokonując wraz z Monsterinem tour de urzędy państwowe stolicy wielkopolski nie powiewam sztandarem macierzyństwa, ani nie walczę z męskim szowinizmem. Nie.

Tylko wytykam palcem któregoś najbliższego palcu mężczyznę w sile wieku i dyryguję, owszem proszącym tonem, "proszę mi przytrzymać drzwi" i "czy mógłby mi pan pomóc wsiąść do tramwaju".

Gdy się nie prosi, to się nie otrzyma, jak mówi doświadczenie życiowe, gdyż każdy pędzi i nie ogląda się na babę z wozem.

A gdy udając, jak prawdziwa blondynka, którą nie jestem, że to właśnie moja kolej, wepchnęłam się przed jednego pana w kolejce do Ważnej Pani od spraw bankowych, to ta pani poinformowała mnie dobitnie, że tamten pan był przede mną. Pewnie dłużej chciała posłuchać niecierpliwiącego się Monsterina.

Pan przepuścił mnie z uśmiechem, gugając jednocześnie do Monsterina.

Ot, kobieta kobiecie wilkiem. A działo się to dnia, podczas którego w eterze i na łamach problem małej dzietności polskiej kobiet był przedstawiony jako news dnia.

Pani katechetka w przedszkolu przestała mi się podobać, odkąd Monster zapytał, gdzie można spotkać diabła, bo on nie chce go słuchać, żeby nie mieć grzechu, a nie wie, czy go pozna. "Czy ma NAPRAWDĘ rogi?". A Monsterówna po katechezie wyskoczyła z zapewnieniem, że gdy się nie chce żyć i się umrze, to nie pójdzie się do Nieba.

Się zdenerwowałam i interweniuję u Dyrekcji.

Ponadto idziemy dać się zapisać do szkoły. Listę pytań, co do jej funkcjonowania mam, ale jeśli ktoś ma sugestie, o co jeszcze pytać, to wpisujcie, proszę bardzo. Chętnie skorzystam z podpowiedzi.

Monstertacie podoba się wariant, że gdy Monstery trochę podrosną, to jest autobus, który dojeżdża spod naszego domu prawie pod szkołę. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach dzieci oraz młodszą młodzież W OGÓLE puszcza się samemu autobusem.

Monster zbojkotował WSZYSTKIE letnie koszulki, które mu nabyłam (w paski, gładkie, gdzieniegdzie napisy, ale wszystko skoordynowane z kolorem spodni i sandałów, pełen szyk!), gdyż żadna nie jest w dinozaury.

Wykopał jedną jeszcze z zeszłego roku, spraną i spłowiałą i nie zamierza jej oddawać do prania, ewentualnie dopuszcza przerobienie dinozaurowych bluzek z długimi rękawami na krótki.

Monsterówna wykrzywiła się na białą spódniczkę w różowe kwiatki, cekiny i błyszczące nici, gdyż wygląda jak fartuszek. Biała spódnica miała być pojedynczym akcentem w różowej garderobie.

Jeżeli dojdzie do tego, że na zakupy ubraniowe będę musiała zabierać Monstery, to obawiam się o swoje zdrowie psychiczne.

Monsterino w nocy wzywa mnie ciągiem sylab: ma-ma-ma-mma.

Że bez zrozumienia?

Ale ładnie brzmi. W każdym kontekście.

środa, 14 marca 2007

Monstertata nie spał całą noc, a komputer wypluł zaginione zdjęcia dopiero następnego dnia wieczorem.

Monstertata nie wie, jak to się stało.

Cud.

Nic nie zniknęło.

Mam teraz archiwum na dysku zapasowym i płycie.

Drugi cud, to dzięki cioci-sąsiadce. Znalazłam chyba szkołę idealną dla Monsterów.

I nawet może nie będę musiała się prostytuować, żeby posłać do niej moje liczne potomstwo.

Oferta szkoły wygląda tak pięknie, że aż doszukuję się w tym jakiegoś przekrętu. Dużo sportu, dużo języków, małe grupy, posiłki w trakcie dnia. Niedaleko domu.

Minusy oczywiście muszą być też: to szkoła prywatna. Za pieniądze. Nie wiadomo, kto do niej trafi, jaki "profil" rodziców.

Ale z szybkiego skrzyknęnia znajomych, wynika, że może to być całkiem niezła ekipa. Dzieci i starych. Już widzę te zebrania...

A tak z innej beczki, to nie mogę, jak bardzo rozczula mnie Monsterino. Nie zmuszam nikogo, żeby się nim zachwycał, co to, to nie. Obiektywnie Monsterino nie jest jakąś ikoną niemowlaka, nie jest najpiękniejszym niemowlęciem na świecie. I nie o to chodzi. Tylko wywołuje we mnie takie coś, o co nigdy w życiu bym siebie nie podejrzewała. Zwłaszcza, że ja kiedyś w ogóle nie lubiłam dzieci. Wydawały mi się jakimiś matołkami, grubymi lalkami, brudzącymi i średnio atrakcyjnymi.

Monsterównę pokochałam zanim się urodziła, ale nie robiłam nad nią "ci-ci-ci misiaczku mój", tak jak to robię nad Monsterinem. Tym bardziej nad Monsterem, bo wtedy balansowałam pomiędzy Monsterówną a Monsterem i żeby nie wzbudzać zazdrości w Monsterównie zachwycałam się Monsterem w nocy, albo gdy nie widziała.

A teraz wszyscy, łącznie ze starszymi Monsterami, nachylamy się nad Monsterinem i licytujemy się, do kogo uśmiechnął się najpierw.

Na starość mi się takie coś porobiło!

To będzie rozpuszczony bachor, coś mi się wydaje.

wtorek, 13 marca 2007

- Ba-ba ba-ba go-u-a, ba-ba, go-ua - dźwięczało monsterinowe gadanie po lewej, a po prawej:

- Co on mówi? - Monster wyplątywał się spod kołdry, bo on ci był, w całej swej osobie po mojej prawej. - BABA GOŁA?

- A, tak, rzeczywiście! - teraz też to usłyszałam - może mu się to śniło - stłumiłam wewnętrzny chichot

- A mi się śnią smoki straszliwe i dlatego do ciebie przychodzę - dodał Monster gwoli wyjaśnienia, bo wie, że nie pochwalam zwyczaju.

- Kulu-kulu-kulu - zaszczebiotał Monsterino popierając swoje słowa czynami: kulał piłkę - brrrrmmmm brrrmmm - zaczął rezonować, co poderwało Monstera, który bezbłędnie odczytuje brumbranie Monsterina, jako chęć pojeżdżenia hotwheelsem.

- Już ci przyniosę! - zadeklarował sam z siebie. Gdyż Monster bardzo stał się po urodzinach dumnym posiadaczem ze trzydziestu może hotwheelsów, a każdy inny jest, co osobiście sprawdziłam. Monster wydziela rodzinie poszczególne samochodziki i nakazuje włączenie się do wyścigów. Monsterino wciągnął się wybitnie. Nawet Monsterówna odkryła, że występuje także egzemplarz różowy.

Dziewięciomiesięczny Monsterino przemieszcza się sprawnie pełzając i przewracając się. Dźwiga pupę w górę, ale rozjeżdża się na razie na kolanach, więc nie raczkuje, co mimowolnie przywołuje porównania ze starszymi Monsterami (Monsterówna w analogicznym wieku chodziła, a Monster raczkował).

Nie przypominam sobie natomiast, musiałabym zajrzeć do notatek, na co brak czasu, żeby starsze Monstery wydawały taki szeroki wachlarz dźwięków, co Monsterino.

- Lawli guli guli guli - Monsterino obślinia koła kopary, a potem z błyskiem w oku zrzuca ją z wysokości swojego fotelika do karmienia, co na kuchennych płytkach daje efekt huku pioruna.

- Masz rację, lovely! - potwierdzam

Monstery jeszcze się na przekonały, że Monsterinowi właśnie o ten huk chodzi i nieustannie podają mu kolejne, strącane ponownie, zabawki.

Monsterino rozdziawia paszczękę w uśmiechu. Tym uśmiechem kupuje wszystkich.

******

Zdjęcia będą, jak dojdę do ładu z monstertatą i jego komputerem.

Na razie jestem wściekła i obrażona. Bo TAMTYCH zdjęć, z powodu JEGO głupiego błędu nie uda się odzyskać.

5 ostatnich miesięcy z małymi wyjątkami.

I co można zrobić? Trochę popłakać, trochę powyć, pokopać albo rzucić jakimś sprzętem i wbić zęby w ścianę.

Co uczyniłam, ale nie przyniosło to oczekiwanej ulgi.

piątek, 09 marca 2007

Monster przytaszczył z przedszkola wieżowiec z kartonu, który preparuje nadal w ramach projektu ulica. Widocznym efektem szkolenia przez policjantów jest uświadomienie swoich praw na przejściu dla pieszych. Monster zawsze karnie stawał i czekał aż samochody staną, ale obecnie macha z daleka władczo dłonią ŻĄDAJĄC przepuszczenia. Wzruszeni kierowcy hamują. Monster z podniesioną dłonią i czołem przechodzi przez pasy ("po pasach NIE WOLNO WOLNO przebiegać" i chichocze, że taki kalambur wymyślił), a potem puszcza się sprintem po chodniku nucąc pod nosem piosenkę o piratach drogowych.

Oprócz wieżowca, Monster wykonał śmiałą kompozycję kwiatową z okazji 8 marca, którą wręczył mi z należnym hołdem: "bo jesteś kobietą" i ucałował siarczyście.

Wzruszyłam się niepomiernie, gdyż Monster zasadniczo NIE rysuje kwiatków. Monster hurtowo maluje ulice, skrzyżowania, wypadki drogowe i pożary. Czasami daje się odróżnić poszczególne elementy na rysunku...

- A czy ty złożysz mi życzenia z okazji Dnia Kobiet? - zatrzepotała rzęsami Monsterówna - bo wiesz, ja też jestem kobietą - dodała gwoli wyjaśnienia.

- A Szymon uderzył Zuzię dzisiaj! Wyobrażasz sobie?!  W dniu kobiet! - rozemocjonowała się Monsterówna - Ale sama się o to prosiła! - dodała mściwie, gdyż z jej relacji wynika, że nie darzą się z Zuzią zbytnią sympatią.

- Jak to: sama się prosiła? - zdziwiłam się

- A tak! Sama powiedziała "no, uderz mnie", to Szymon uderzył, a ona powiedziała "nic mnie nie bolało, nic mnie nie bolało", to uderzył jeszcze raz, aż zabolało.

Takie zabawy mają sześciolatki.

A czterolatki?

- Antoś zabrał mi mojego hotłilsa i schował do swojej szafki! - doniósł Monster - a ja poczekałem, aż pójdzie do ubikacji, zaczaiłem się, i zabrałem mu MOJEGO samochoda.

- Bo się nie zapytał! - dodał, chyba żeby nie zostać posądzonym o egoizm.

****

Gdy chciałam wywołać zdjęcia, Monstertata przegrał mi je na pendrive'a, a z twardziela wykasował nie sprawdziwszy, czy z pena się da przeczytać. Nie da się, po raz pierwszy w życiu. Zdjęcia z ostatniego półrocza są w przestrzeni wirtualnej komputera. Bezcenna pamiątka.

W niedzielę czarodziej od komputerów będzie przywoływał zdjęcia z powrotem. Jedna w nim nadzieja. W końcu z twardego dysku Michael'a Scofield'a wrzuconego dodatkowo do rzeki też się dało co nieco odczytać.

czwartek, 08 marca 2007

- Mamuś, a wiesz, że niektóre dzieci noszą jeszcze zimowe buty i polarowe czapki?! - oznajmiła Monsterówna ze zgrozą w głosie - Dlaczego??? - zapytała dramatyczne

- Może niektórzy rodzice nie zauważyli, że jest dzisiaj ciepło? - stwierdziłam.

Szliśmy krok za krokiem z przedszkola, wedle bullerbynowskiej mody narzekając, że tak okropnie świeci słońce i tak beznadziejnie ptaki śpiewają.

- Czy NIEKTÓRZY rodzice nie słuchają prognozy pogody? - zadziwiła się znowu Monsterówna

Gdyż Monsterówna stała się fanką prognozy pogody i relacjonuje nam z rana ochoczo, że w "Białymstoku przymrozek, a w Radomiu wiosna" lub inaczej, jak tam wypada.

Rano wypada nam ostatnio o szóstej, bo tak się jakoś powyrabiało Monsterinowi. A skoro dźwięczny głosik Monsterina: "mamaaa mmmmaaaammaa gaaa-gaaa daj" niesie się od szóstej, to najpóźniej o szóstej dwadzieścia trzy reszta Monsterów przygniata nasze ciała w sypialni.

Ale za to bez problemu wyrabiamy się do przedszkola. A nawet wcześnie jesteśmy, bo do przedszkola biegniemy jak źrebaki rżąc srebrzyście co jakiś czas. To gwoli wyjaśnienia, gdyby ktoś w tym czasie przejeżdżał w okolicy i nas zauważył....

Monsterino ugryzł Monsterównę w nos, gdy robiła z nim noski-eskimoski.

- Mamuś, wiesz że niektóre dziewczynki NIE ćwiczą w domu UKŁADU? - podzieliła się spostrzeżeniem Monsterówna, a mnie się przypomniał artykuł, który właśnie czytałam w "Charakterach", że dzieci przyjmują zasady domowe jako jedyne,uniwersalne i dopiero w przedszkolu czy szkole, wśród innych dzieci, konfrontują je z kolegami i widzą, że ile domów, tyle zasad. Była też taka dyskusja kuchenna podczas monsterowej imprezy urodzinowej, jak często sprzątamy w naszych domach... Ile domów, tyle pomysłów.

Ale to nie ja powiedziałam Monsterównie, że ma ćwiczyć układ baletowy w domu.

środa, 07 marca 2007

Monsterino kaszle, a ja się cieszę, że to nie zapalenie płuc.

Monstery obwieściły wiosnę i zatarabaniły do ogrodu krzesła oraz stół żądając pikniku oraz huśtawek. Monster ma w przedszkolu projekt "ulica" i ciągłe wizyty policjantów, a Monsterówna zwątpiła w sens modlitw, skoro cały czas modli się o biedne dzieci, by biedne nie były, a te nadal są i o siostrę, a tej nadal nie ma.

Monstertata chcąc mieć wolną sobotę zabrał się do mycia okien w środku tygodnia i wreszcie zrozumiał o co mi chodzi, gdy mówię, że te okna są nieumywalne i że teraz trzeba zacząć, żeby zdążyć z myciem do świąt. Okna są stare, wielkie, podwójne, skrzynkowe i mają porysowane szyby. Umycie jednego to godzina, nawet dla monstertaty. Po jednym ma się serdecznie dosyć. Okien takich jest 9 + drzwi balkonowe...

W pracy gaszę pożary, zamiast myśleć i planować przyszłościowo, a na narty nie jedziemy, ze względu, między innymi, na zdrowie Monsterina.

I Monstery, gdy dowiedziały się, że nart w tym roku nie będzie, okazały się wielkimi fanami nauki zjazdów! Podniósł się bunt, pisk i krzyk oraz Wielkie Niezadowolenie.

Pocieszyło Monstery jedynie zapewnienie, że gdy będziemy w wakacje nad morzem, to z drugiej strony tego samego morza jest Szwecja.

Bullerbynmania nadal trwa (obecnie oglądają też film), więc Monsterów rozważa zdobycie Szwecji wpław, jeżeli nie popłyniemy do Szwecji statkiem.

W tym świetle zupełnie inaczej wygląda jej deklaracja, że już potrafi robić w wodzie koziołki i do przodu i do tyłu (to, że prześcignął ją w tym Monster, było jej osobistą, ciężką porażką). Być może chce przekoziołkować Bałtyk, dlatego tak pilnie ćwiczy.

poniedziałek, 05 marca 2007

W piątek w ramach celebrowania urodzin Monstera zgłosiłam się do towarzyszenia w wycieczce przedszkolnej grupy Monsterówny, zabierając Monstera na przyczepkę.

Wycieczka była z okazji zapoznawania się ze swoim miastem, na Stary Rynek i do Koziołków. W ostatniej chwili na Koziołki zdążyliśmy, bo dzisiaj w gazecie przeczytałam, że od soboty są zepsute.

Musiały to Monstery przewidzieć, o czym później, a sama wycieczka niesamowicie wryła się im w pamięć. Jakby wcześniej koziołków nie widziały i na rynku nie były. Fakt, że makietę Poznania i multimedialny pokaz historii miasta przeżywały po raz pierwszy.

Pokaz całkiem udany, szczególnie zobrazowanie licznych pożarów i powodzi wraz z realistycznie brzmiącymi burzami - podobały się bardzo.

Na koniec pan przewodnik zagaił do przedszkolaków:

- I teraz, drogie dzieci, wiecie które miasto jest najpiękniejsze?

- POZNAŃ! - gromko krzyknęły zindoktrynowane przedszkolaki

W tym momencie rączka Monsterówny wystrzeliła w górę, co mnie bardzo zdziwiło, bo raczej wydawało mi się, że Monsterówna nieśmiała jest w kontaktach z obcymi.

- Słucham cię, dziewczynko? - pan cały zamienił się w słuch.

- A Warszawa, stolica Polski? - zadźwięczało w podziemiach

Ukryłam się pomiędzy dziećmi, żeby panie wychowawczynie mnie nie napadły za niesubordynację.

Nie, żebym jakąś kampanię za Warszawą przeprowadzała. O, nie.

Ale i poznanianką się nie czuję.

To tak przy okazji.

Bo i tak najważniejsza dyskusja powycieczkowa dotyczyła nomen omen awarii, która może się koziołkom na wieży zdarzyć.

- Czy można tam do tych koziołków wejść? - zaczął Monster

- Albo chociaż na wieżę? - dodała Monsterówna

- Tylko pan, który naprawia może wejść, bo tam nie ma zbyt dużo miejsca, lepiej koziołki widać z dołu.

- A trębacz wszedł! - zauważyła Monsterówna

- Trębacz na balkon, a nie do koziołków! - sprostowałam

- Czy trębacz jest stary? - Monster rzucił niby z innej beczki

- Nie wyglądał na starego, a dlaczego?

- Jak ja będę trębaczem to mogę wejść na wieżę? - wyjaśnił Monster

- Jeśli będziesz trębaczem, który będzie grał hejnał na wieży to tak. - potwierdziłam

- A kto buduje ratusze? - chciała wiedzieć z kolei Monsterówna

- Hmmm ... budowlańcy? - zacukałam się, nie wiedząc dokąd Monsterówna ze swoim pytaniem zmierza

- Och, to ja będę BUDOWLANKĄ i swój ratusz z wieżą zbuduję i będę sobie mogła wtedy na nią wchodzić, ile będę chciała. - zaplanowała

Ktoś ma wolną działkę budowlaną?

piątek, 02 marca 2007
czwartek, 01 marca 2007

Są chwile, gdy Monstery przeobrażają się w złośliwe bachory. Co wieczór karmię Monsterina po jego kąpieli, a Monstery wtedy kąpią się i ZAWSZE mówię im, że przez chwilę NIE MOGĄ mnie wołać, bo karmię i niestety w TYCH chwilach drą się z łazienki, że coś tam, a ja mam wybór: odłączyć zasypiającego Monsterina, pobiec do łazienki, by opieprzyć Monstery, czy wysłuchiwać chóru głosów i jęków eskalujących od: "mamusiuuuuu kochanaaaa do maaamooooo chodź tuuuuu".

Wczoraj, gdy złośliwe bachory wrzeszczały w łazience, a Monstertata wybył, więc znikąd uciszającej pomocy, wybrałam opcję słuchania wrzasków, bo Monsterino był już prawie prawie padnięty.

Po jakiś pięciu minutach wrzasków piekielnych, gdy Monsterino odpadł i ułożyłam go w łóżeczku, zamknęłam drzwi do jego pokoju, przeobraziłam się w najgorszą matkę pod słońcem i już maksymalnie wkuta na Monstery wparowałam do łazienki tocząc pianę wokół.

- ILE RAZY WAM MÓWIŁAM! - wrzasnęłam gromko i zdałam sobie sprawę, że klapki mi odpływają.

Łazienka płynęła. Ryknęłam puszczając parę uszami, czegoś takiego się nie spodziewałam.

- Mamusiu! - rzekła spokojnie Monsterówna, która dziwnym trafem nie przeraziła się moich okrzyków i mistrzowsko potrafi znosić moje pokazy, co wkurza mnie jeszcze bardziej (że nie potrafię strachu we własnym dziecku wzbudzić...) - bo my tutaj taki EKSPERYMENT przygotowaliśmy!

- Właśnie! - przytaknął ochoczo Monster - Eksperyment wodny!

- JAKI EKSPERYMENT! - wyryczałam - cała łazienka płynie, co to ma być, eureka?, panta rei!?

Wzięłam się za mopa, ścierki, i wtedy zauważyłam,że odpływ od wanny starannie zasłonili ręcznikami, a poziom wody w wannie przekroczył poziom alarmowy

- Nie niszcz nam eksperymentu! - wrzasnęła z kolei Monsterówna

- Wyciągajcie korek, przecież zaraz woda będzie na korytarzu! - miotałam się mokra już po kostki

- Nie trzeba wyciągać! - powiedziała Monsterówna spokojnie - zobacz!

I unisono wyszli z wanny. Poziom wody opadł.

- Widzisz! - Monsterówna rozszczerzyła się w uśmiechu - nie wyleje się.

Eureka, kurza twarz.

Nie miałam już siły się gniewać. Nie powinnam, w końcu szaleni naukowcy eksperymentowali.

I łazienka jaka czysta dzięki nadmiarowi wody.

Och, jak czasem ciężkie jest wynajdowanie dobrych stron kataklizmów.

Monsterino od dwóch dni jęczy prawie cały dzień, bo idą mu górne dwójki. Oczywiście dwie na raz, to jest pewna specyfika Monsterina.

Nie jęczy tylko wtedy, gdy coś gryzie, więc spożywa hurtowe ilości kukurydzianych chrupek, żeby odciążyć nasze uszy. Nie wiem, czy to dobrze.

Wzięcie go na cały dzień do pracy nie spowodowało wzrostu mojej wydajności.

Nie mogę znaleźć dobrych stron tego kataklizmu.

Czasami czuję się, jak najgorsza matka na świecie.

Archiwum
do Monsterowa tędy