czwartek, 31 marca 2005
Skłonności


Monsterówna ostatnio wymyśliła, że chce chodzić na balet.
Tańczy zwiewnie na paluszkach, nawet na basenie wywija pląsy przypominające taniec synchroniczny. Nie wiem, czy czasem nie z tego powodu uważa, że nie może jeść za dużo słodyczy (ktoś jej o tym powiedział? Bo ja nie). Jeść mniej, to ona nie je, ale o tym mówi. Poza tym jakby uważniej przygląda się sprawom wagi i figury.
Szepnęła mi na przykład do ucha:
- mamusiu, a jak się dużo ćwiczy, to się nie jest grubym, prawda?

Albo Monsterówna chce większy rowerek, więc jej tłumaczę, że najpierw musi nauczyć się na tym mniejszym bez bocznych kółek jeździć. Monsterówna przyjęła to do wiadomości, ale drąży dalej.
- A jak będę taka duża, jak dziadek i babcia, to będę mieć takie duże rowery jak dziadek i babcia
- No, tak - zgadzam się
- Tylko ja nie chcę mieć takiego wielkiego brzucha, jak dziadek!

I nie wiem - czy to początki anorektycznych skłonności czy obserwacja świata. A może kolejny etap dojrzewania czterolatki?

wtorek, 29 marca 2005
Wiosenna monsterrodzina


Monstertata szczęśliwie powrócił z wojaży.
Monstermama oddycha z ulgą.
Monsterówna kontenta wielce, że do przedszkola może włożyć bluzeczkę z krótkim rękawkiem.
Monster gada nawet podczas posiłków do wygryzionych z sera niby-ludzików. A raczej, to one gadają ze sobą komentarzami Monstera.
Wiosna do nas przyszła.
Jako rzecze Monster: po plostu.

piątek, 25 marca 2005
Kurczak na święta

od Monsterówny dla wszystkich czytelników szanownych

I zdrowych, słonecznych Świąt :)

czwartek, 24 marca 2005
Monsterkomentarze


Monsterówna: Mamo, znowu położyłaś piżamę Roberta na moim łóżku! Kiedy się wreszcie nauczysz!!!!

****

Musiałam się zamyślić, bo Monsterówna w końcu szarpie mnie za odzież i krzyczy: Mamo, mówię do ciebie! Mówię i mówię, że rysuję rajtuzki i bluzeczkę z krótkim rękawem i piszę list do Mikołaja, bo ktoś mi wreszcie musi przynieść dla lalki rzeczy na lato!!!

*****

Idąc z Monsterem spotykam sąsiada, więc zamieniam z nim kilka słów, a Monster biega wokół nas, w końcu rzucam hasło:
- To na razie! Robert, idziemy!
Monster: Nalescie!

Z relacji babci:

Wychodziliśmy na spacer i gdy otworzyłam drzwi wejściowe, okazało się, że z drugiej strony chce wejść pani z wózkiem, więc potrzymałam jej drzwi, podczas gdy Robert już wyszedł.
Robert wykrzyknął: jestem pierwszy!
Pani: Tak, tak, oczywiście, widzę, ja tylko przejadę, bo pani potrzymała drzwi.
Robert: Mówiłem do babci!

środa, 23 marca 2005
Wizja penitencjaryzmu


Wiesz, jak złapie pana Policja, to on idzie do więzienia i siedzi tam długo, długo, wiosna jest, a on tam w klatce siedzi i ma jedzenie niedobre. Same surówki, żadnych miśków, do przedszkola nie chodzi, tylko tam jest. W tym więzieniu. Dużo, dużo lat.

Taką wizję systemu przedstawiła na jednym wydechu Monsterówna. O czym oni w tym przedszkolu rozmawiają?

wtorek, 22 marca 2005
Kluczowe słowo


- Duzy jestem, chces zobacyc? - i tu Monster Młodszy wykonał charakterystyczną pozę dla pokazywania dorosłości, czyli ręce wysoko w górze, wyciągniecie całego ciała, drobienie na paluszkach, klasyka - moziem iść do skoły.
- Jeszcze nie możesz, musisz być dużo większy, na razie pójdziesz do przedszkola - objaśniła Skarbnica Mądrości Życiowych
- No dobla - zgodził się Monster -
- Zobac, kupy tu są - wiosna odsłoniła trawnikową psią kloakę w całej swej okazałości
- Dlacego? - Monster postawił kluczowe pytanie i się zaczęło
- Bo psy muszę robić kupy, a właściciele po nich nie sprzątają
- Dlacego?
- Bo im się nie chce
- Dlacego?
- Bo kupa śmierdzi
- Dlacego?
-Bo leniwi są
- Dlacego?
- Robert, wracamy do domu!
- Dlacego?

Ja wiem, że teraz to się nie odczepi. Teraz cały czas będzie "dlacego". Fajnie, oczywiście, że fajnie. Dobrze, że pyta, że się rozwija.
Tylko ochrypłam już od ciągłego odpowiadania.

niedziela, 20 marca 2005
Straszna rzecz


Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby pokazać Monsterom z okna wieżę telewizyjną, którą mijaliśmy dzisiaj po drodze.
A w nocy wieża oświetlona jest czerwonymi światełkami.

Najpierw Monstery przyglądały się urzeczone, a potem się zaczęło.

- To nie jest wieża! To jest wilk i tam ma oczy! - złowrogo zaszeptała Monsterówna
- Do mamy! Do mamy! - rzucił komendę Monster i natychmiast wskoczył mi na ręce
- Gaja! Nie strasz! To są czerwone światełka sygnalizacyjne dla samolotów, a nie oczy!- rzuciłam do Monsterówny, ale w środku zdusiłam śmiech.

Monster zaczął lekko dygotać i prawie wpełzł mi pod bluzkę.

- Ej, Robert, zobacz, światełka tam migoczą, to specjalnie, dla samolotów, popatrz! - starałam się wykorzystać zainteresowania Monstera, żeby odwrócić jego uwagę od straszaka.
- A księzyc gdzie jest? -znienacka zapodał Monster, bo obserwacja księżyca to obok trajektorii lotu samolotów jedna z ulubionych rozrywek spacerowych Monstera
- Pewnie schował się za chmurką - zaczęłam, a Monsterówna dokończyła:
- Eeee, pewnie go ten wilk zjadł!

Oj, co się działo!
Nawet 20 minut czytania bezprzemocowych historyjek nie umożliwiło mi odklejenie Monstera od mojej szyi. Dopiero dobrych parę minut od jego uśnięcia udało mi się wyplątać ze ściśle przylegających do mnie odnóży.
A Monsterówna śmiała się pod nosem.
Ma na Monstera haka. Chwilowo, miejmy nadzieję.

sobota, 19 marca 2005
Ciągła zmiana ról


- Jestem obrzydliwym wilkiem! - ryknęła Monsterówna i obnażyła kły
- Bojam się! - kwiknął Monster zgodnie z konwencją i na wszelki wypadek zajął pozycję w pobliżu Monstermamy
- Idę teraz do lasu poszukać babci, a ty lepiej mnie zabij! - zaproponowała ochoczo Monsterówna Monsterowi
- Pistoletem! - odkrzyknął Monster biorąc kawałek puzzla w kształcie broni, a Monstermamie opadła szczęka, gdyż Monster jeszcze nigdy nie miał w ręku zabawki militarnej.

Ale wtedy Monstermama przypomniała sobie, że ostatnio w przedszkolu, gdy byliśmy także z Monsterem, chłopaki walczyły (?) pistoletami zrobionymi właśnie z puzzli, bo przecież w przedszkolu nie ma TAKICH zabawek, a Monsterówna wytłumaczyła, że będzie takie święto, że ona obleje z PISTOLETU mamę i tatę.

Zaliczyliśmy jeszcze małą międzymonsterową kłótnię pt:

- To jest klólewnica Mamusia - oświadczył Monster

- To nie jest żadna królewnica! To moja lalka! - obruszyła się właścicielka lalki

- Gaja jest palec pod budkę! - jawnie szukał zaczepki Monster

- Nie jestem palec pod budkę! - zaprotestowała oczywiście Monsterówna

- Gaja jest gupia! - podsumował Monster i tu musiała wkroczyć Monstermama, bo doszło do rękoczynów

A pod koniec dnia było jeszcze weselej. Monsterówna zaproponowała wystawienie przedstawienia, pt.:

<Idzie nitka i tam koło Prosiaczka>

Monstermama z wielką chęcią rozsiadła się na kanapie, a Monstera trzeba było lekko spacyfikować, ale w końcu też się przysiadł.

Monsterówna : 

Przyjechaliśmy tu do was, tamta starsza siostra, która urodziła się pierwsza i teraz gra na pianinie i ja. Nie ma pana, bo nie mógł przyjechać.
Będziemy dla was tańczyć i śpiewać, tak?

Tutaj następuje występ jawnie komiczny - burzliwe poszukiwania zaginionej skarpetki.
Monster Młodszy reaguje żywiołowo, ryczy ze śmiechu, woła do występującej Monsterówny i osób towarzyszących: <jeszcze, jeszcze>, a potem:

- Siedź, siedź i nie uciekaj! - Monster postanowił uczestniczyć w przedstawieniu - Ty musisz siedzieć tam, bo ja tu występuję i możę ci zrobić ałka, albo coś.- przekonuje Monsterówna
- No, siedź - o ton głośniej - Monster nadal gramoli się, żeby wyjść
- No, musisz siedzieć i oglądać, bo pan przyjdzie i cię zabierze, a ja już do ciebie nigdy tu nie przyjadę!
- Co ty gadasz??? - stwierdza Monster i definitywnie opuszcza widownię.

Tu nastąpił definitywny koniec przedstawienia i globalna monsterkąpiel.
Bo czas już był najwyższy, by Monstermama mogła odpocząć po ekscytującej sobocie z Monsterami.
Nie na długo... chyba właśnie Monster zalał łóżko... bo konsekwentnie nie chce zakładać pieluchy na noc....

piątek, 18 marca 2005
O niewymownych


- Jak ja nie lubię facetów w slipach! - rzekła Iw grzebiąc w koszu z kompletami bielizny dla chłopców
- Hej, moja droga, nie możesz przerzucać swoich doświadczeń na syna! - odrzekła Monstermama mętnie i wskazała komplet slipek z wyścigówkami, które już wcześniej nabyła dla Monstera
- Dla Wiktora kupuję tylko bokserki! - z dumą stwierdziła Iw i przeszła do kosza z bokserkami
- Wiesz, mnie się wydaje, że chłopakowi to chyba lepiej w slipach, bo mu tak, no, nie dynda... co innego dorosły facet, chociaż tak naprawdę to mi wszystko jedno.... - zadumała się Monstermama dokonując w myślach pobieżnego przeglądu znanych jej facetów w slipach czy bokserkach...
- Co się tak zamyśliłaś, wdowo słomiana, matko samotna? - zapytała Iw i trafiła w sedno, bo Monstertaty nie ma już parę dni i jeszcze tydzień go nie będzie. I w dodatku służbowo poddaje się masażom.
I nie wiadomo, jaka go tam hinduska piękność masuje...

Niedokończona


- Mamusiu, opowiem ci bajkę - zagaiła Monsterówna po wyjściu z przedszkola -
Żyli sobie Jaś i Małgosia i oni poszli do lasu. Tam była straszna czarownica i ona pokroiła Jasia i Małgosię na kawałki...
- Gaja! Pokroiła na kawałki?! - Monstermamie, nienawykłej do krwistych bajek a'la bracia Grimm, oczy stanęły w słup
- Tak, tak - odrzekła niezrażona Monsterówna - wzięła noża i ciach-ciach pokroiła, żeby zjeść... i... wiesz, co... dosyć tego gadania, bo już wchodzimy do piekarni!

Bo właśnie mijały piekarnię. A przecież są pewne priorytety.

I Monstermama nadal nie wie, jak skończyła się ta bajka. Obawia się, że niezbyt optymistycznie.

Monsterówna's Art

Wizja narzędzia pracy (hmm, zabawy też) Monsterrodziców wg Monsterówny - nawet zielony guziczek myszki umiejscowiony prawidłowo - no i całe dzieło otwiera się jak komputer.

Ekran na razie pusty, ale to "się poprawi" jako rzecze Monsterówna.

czwartek, 17 marca 2005
Anons


Niniejszym zawiadamia się, iż po 2 tygodniach od rozpoczęcia tzn. treningu czystości (brrrr..., fuj, co za nazwa) oraz po 4 dniach od wdrożenia systemu motywacyjnego o szumnej nazwie roboczej "misiek za siki" notujemy już czwarty, całkowicie wolny od zasikań dzień. Osobliwe jest to, że za każdym razem, gdy chce na nocnik, Monster woła "kupe mi się chce". A za każdym razem robi siusiu.
Zatem druga faza dotycząca kupy wymaga jeszcze czasu, gdyż na tym polu nadal notuje pewne opory i złe przyzwyczajenia.
Przed nami faza trzecia, czyli program "bez pieluchy także na dworze i na występach gościnnych".
Faza czwarta i ostatnia, czyli "bezpieluchowe noce" wdraża się sama, przy okazji, gdyż właściwie w czasie trwania programu mokra pielucha rano występowała incydentalnie. Chwała jej za to!

środa, 16 marca 2005
Proste

 

 

Monstery obserwują wykonywanie pizzy przez Monstertatę.

-         O, pizza - rzecze Młodszy

-         I zupa - dodaje widząc sos pomidorowy

-         Nie, to sosik, a to co? - zapytuje podchwytliwie Monstertata pokazując pokrojone pieczarki

-         Grzybki - podpowiada Monsterówna

-         Tak, ale jakie? - drąży Monstertata

-          Trujące! - bez zbędnej zwłoki dodaje Monsterówna

10:11, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 marca 2005
Negocjator


- Jak zrobisz siusiu, to dostaniesz miśka - rozpoczęła nową rundę negocjacji nocnikowych  Monstermama
- Dwa - odrzekł krótko Monster w rozkroku nad nocnikiem, więc Monstermama, co by nie stracić okazji dobiła targu.
- Dobra, siadaj.

Usiadł. Zrobił. Zainkasował.

Mimo dwuznaczności moralnej, przemyślnie zastosowany szeroki program motywacyjny daje pozytywne efekty - od trzykrotnego spadku zasikań wczoraj do nawet sześciokrotnego spadku zasikań dzisiaj (czyli do zera jak na razie). Oczywiście system ten niesie za sobą szereg niebezpieczeństw: od nadmiernego futrowania Monstera słodyczami po pewne niebezpieczeństwo próchnicy. Ale zakładając przejściowość całej sytuacji widzę na razie same plusy: to, że Monster zrozumiał, że nocnik nie gryzie, że zauważył, iż potrafi kontrolować siusianie oraz że o wiele wygodniej poruszać się bez pampersa między nogami. Bo to odkrył na 100% - mam problem, by założyć mu jednak pieluchę na spacer i na noc. Ale jest coraz wiosenniej i na spacer też nie będziemy zakładać dodatkowego ładunku.
Przed nami ledwo rozpoczęty etap drugi, czyli brzydko mówiąc wprost - czekolada za kupę.
Na razie Monster ma lęki - chowa się po kątach i tam dusi... Zaproponowałam mu wstawienie nocnika do kąta - na razie rozważa propozycję.

poniedziałek, 14 marca 2005
Strażnik rodzinny

 

- Dzie idzieś? – zapytał Monster Młodszy znad miski płatków, jakby przez weekend zapomniał, dokąd matka udaje się z rana.

- Do pracy – zgodnie z prawdą odrzekła Monstermama.

- Ciekaj, buziaka musim dać – przyczłapał i obcałował solidnie.

- I Gaja tes – przypilnował, aż Szanowna Starsza Siostra też się pofatyguje.

- I tatuś – przesłaliśmy sobie z Monstertatą buziaka na odległość.

- Nie tak! Nie tak DALEKO! - zaprotestował gwałtownie.

 

No i cmoknęliśmy się tradycyjnie, a zadowolony Monster wrócił do konsumpcji śniadania.

Strażnik miłości rodzinnej i rytuałów czuwa.

niedziela, 13 marca 2005
Zimowy plac zabaw


Kto powiedział, że w zimie nie można zjeżdżać ze zjeżdżalni?



Albo się huśtać?



Albo grabić? Tylko tworzywo inne....



Fajnie jest też wdrapywanie się na drabinkę...



Oraz wrzucanie sopli do kałuży



Pozdrawiamy nadal zimowo!



sobota, 12 marca 2005
Spacer z synem


- Ale pada - rzekł Monster wyszedłszy przed dom - zobacym, cy na mnie tez pada - spojrzał w górę wprost pod padający śnieg - pada, pada, moklo pada.
- Idziemy dalej, lobim ślady - rzucił w stronę Monstermamy, która okopała się pod daszkiem i osłoniwszy przed padającym śniegiem najnowszy tom Akunina machnęła ręką w stronę Monstera:
- Pochodź sobie po podwórku, a ja tu chwilę poczytam.
- NIE, NIE, NIE - zawył kategorycznie Monster - Ty MUSIS chodzić  za mną po śladach!
- No, dobra - zrezygnowała z lektury Monstermama zastanawiając się nad topografią terenu spacerowego, w szczególności nad jakimikolwiek zadaszeniem, co by kontynuować lekturę...
- Zlób mi kulę - zażądał Ludek W Kombinezonie
- A co się mówi? - odrzekła Strażniczka Dobrych Manier
- Ploseeeee....

Zrobiliśmy kule, zrobiliśmy dużo kul, Monster zjeżdżał z zaśnieżonej zjeżdżalni wprost w kule. Kombinezon mókł, bo śnieg nadal padał i padał.
Przed domem zaparkowała ośnieżona ciężarówka.

- Idziem odśniezać -wydał komendę Kapitan-Z-Uszami-Na-Kapturze

No i zaczął. Metodycznie. Najpierw ciężarówkę, potem kolejne osobowe parkujące obok. Na szczęście było blisko zadaszonego śmietnika, więc Monstermama stanęła sobie rozczytując się w przygodach Fandorina i prawie dwa rozdziały łyknęła, gdy nagle kątem oka dojrzała jak Monster rozwija chustkę spod szyi i rozściela na masce kolejnego odśnieżonego samochodu. Już, już chciała przedstawić swoje zdanie w kwestii miejsca przeznaczenia chustki podszyjnej, gdy Monster stwierdził:

- Plandeka to jest.

piątek, 11 marca 2005
Musztra

 

Gdy Monsterówna wstała w nocy, by zrobić siusiu, to już zapaliła mi się ostrzegawcza lampka w głowie, bo Monsterówna NIGDY nie robi siusiu w nocy. A gdy nad ranem przyszła przytulić się do mnie, to przeczucie się potwierdziło: Monsterówna była rozgrzana. A że Monsterówna ostatni raz miała gorączkę około dwóch lat temu,

to się zaniepokoiłam.

Zaaplikowałam nurofen, przetkałam nos, ale nie mogłam zasnąć. Monsterówna też.

Rano Monsterówna wstała jakby nigdy nic, ale nos zatkany miała nadal.

Oczywiście szykowała się do przedszkola, więc moją ostrożną sugestię, że najpierw pójdziemy sprawdzić u pani doktor, czy możesz w ogóle iść, przywitała mieszanymi uczuciami. Ale gdy sobie przypomniała, że pani doktor rozdaje naklejki, zaczęła ubierać się do wyjścia. Młodszy też. Wszyscy po naklejki.

Pani doktor oceniła gardło Monsterówny i wystawiła receptę na tonę syropów i leków osłonowych. Młodszy został po dość długich negocjacjach również osłuchany, ale zawyrokowano, że jako zdrowy, co by nie zachorował dostanie echinaceę. I pół tuzina naklejek.

Monstery były zachwycone: Prawdziwy stetoskop! Biureczko z tysiącem szufladek! Mnóstwo papierów i leżanka! No i na koniec – wizyta w aptece i siatka syropków!

Rzuciły się na siatkę z zapałem, ledwo doszliśmy do domu. W domu natychmiast otworzyły dzioby i zażądały wlewania wszystkiego, co tam w butelkach zakupiliśmy.

Kwaśne, słodkie, ohydne -  bez znaczenia. Połknęły wszystko, a potem Monsterówna zaproponowała:

- Mamusiu, dasz mi czekoladkę jak zjem czosnek?

Krzywiąc się zatem zjedli nawet czosnek, który zagryźli podwójną porcją czekolady, bo nie mogłam się nadziwić do czego są zdolni.

A potem Monsterówna zabrała Młodszego do pokoju i zaczęła go regularnie musztrować w kwestii rysowania, wychodzenia za linię.

Mnie też pouczyła.

Nakryła mnie mianowicie na zgarnianiu ze stołu rozsypanych wcześniej, zresztą przez Monstery, chrupek i wrzucania ich sobie do brzucha.

- Mamusiu! – zawołała Monsterówna ze świętym oburzeniem w głosie – nie wolno jeść ze stołu! Tam są bakterie!

 

Także jestem dobrej myśli – skoro Monsterówna musztruje, to nie jest zbyt chora
czwartek, 10 marca 2005
Wiekopomna chwila


Była głęboka noc, albo wczesne rano, jak kto woli. W każdym razie na zegarze wybiła 2:43, gdy Monster Młodszy całym swym ciałem przylgnął  do ciała Monstermamy, a Monstermama otworzyła oczy i zadała zwyczajowe pytanie, który na zasadzie odruchu bezwarunkowego pojawia się na jej ustach, gdy widzi Monstera Młodszego:
- Chcesz zrobić siusiu?

I wtedy właśnie, o Niebosa!, nastąpiła TA chwila. Monster rzekł:

- tak, siusiu na nocnik.

I podreptali razem, Monstermama z Monsterem, do łazienki, Monster sam zdjął spodnie, rozpiął pampera,  siadł na nocnik i zrobił siusiu. Tak po prostu.
Potem POZWOLIŁ sobie zapiąć pampersa, podciągnął spodnie i powędrował do łóżka, by zasnąć. Wprawdzie nie do swojego, ale zawsze.

Radość z sukcesu nocnikowego jest jednak przedwczesna. Do południa w łazience moczyły się już cztery komplety rajtuzków ze slipkami. Monster w czasie dnia nie ma czasu na nocnik.

wtorek, 08 marca 2005
I tak i tak


- O, a Filip to ma taką piżamę
- stwierdziła psiapsiółka na widok monsterowej bluzeczki
- Bo to jest piżama - odrzekła zgodnie z prawdą Monstermama i odruchowo zerknęła na zegarek. Bo na zegarku było krótko przed południem a my jeszcze nie wynegocjowaliśmy przebrania się z piżamy w coś bardziej wyjściowego, coś w czym można by gości przyjmować.
- Ale zauważ - zwróciła się Monstermama do psiapsiółki - że ma już na stopach skarpetki!

- No, tak - odpowiedziała mało przekonywująco, gdyż hołduje ona zasadzie, że ubierania nie negocjuje się z dziećmi. - Czyli uczysz go sikania do nocnika? - zainteresowała się psiapsiółka, której Filip szczęśliwie jest prawie o pół roku młodszy od Monstera, w związku z czym to Monster jest pionierem w pewnych akcjach, a psiapsiółka obserwuje, wyciąga wnioski i nie popełnia potem takich błędów, jak Monstermama. Szczęśliwa osoba.

Psiapsiółka przyszła zatem obserwować proces, chłopaki łagodnie tłukły się zabawkami w pokoju obok, a my przy kawie omawiałyśmy najnowsze trendy mody wiosennej ("hipisi, dzieci kwiaty, spódnice na gumce i kolorowe pumy") oraz najnowsze trendy na rynku pracy ("trzeba być sobą - po prostu im powiem, że mogę pracować tylko dwa dni w tygodniu, po prostu im powiem").

Potem nadszedł czas na pokaz.

- Roberciku, pokaż cioci, jak ładnie robisz siusiu do nocnika! - zawołałam z gruntu fałszywym uśmiechem w głosie i na ustach

- Za filećkę!- odkrzyknął tym samym tonem zajęty Monster

Wzruszyłam ramionami - wiesz, nie można zmuszać, musi sam pokazać i zapanować nad swoim organizmem - wymądrzałam się.

- Albo nie zapanować - dodałam po chwili widząc złośliwe ogniki w oczach przyjaciółki i kałużę rosnącą na środku pokoju, zaraz przy torach kolejki.

- Zlobiłem, mamusiu, moklo mi, zdejmujemy - zadecydował Monster. Filip nic nie odrzekł, może szczęśliwie nie zauważył wypadku.

Trzy pary rajstop i dwa nieudane czekoladowe szantaże później, przy wtórze wrzasków chłopaków ładowanych w kombinezony, wytoczyłyśmy się na podwórko i psiapsiółka stwierdziła - wiesz co, może ja poczekam, aż Filipowi samemu się znudzi z tą pieluchą latać?

- I co, myślisz, że w okolicach osiemnastki przyjdzie do ciebie, wyjmie pampersa ze spodni i rzeknie: <dorosłem do nocnika>?
- Jak zwykle przesadzasz- obraziła się psiapsiółka i obie zostałyśmy przy swoich racjach.

Bo prawdy absolutnej nie ma i rację mają obie strony: z jednej strony dziecko musi być dojrzałe, żeby panować nad organizmem i wg różnych książek ta dojrzałość nadchodzi średnio około 26-27 miesiąca życia a z drugiej strony, tę dojrzałość można trochę wyuczyć, co trudno osiągnąć przy pampersach, które przecież nigdy nie są tak naprawdę mokre. Mogą być niewygodne, ale dla dzieci w tym wieku niewygodna jest prawie każda sztuka odzieży, bo krępuje doskonałe ruchy.
Więc męczę się dalej, licząc na to, że Monster zaskoczy przed pełnią wiosny, gdy będziemy większość czasu na dworze i nie będę musiała ze sobą nosić wora odzieży na zmianę. A psiapsiółka czeka.
I też jest dobrze.

poniedziałek, 07 marca 2005
Orka na ugorze

 

Jakby to powiedzieć… No, ciężko jest.

Jeśli Monster prawie każdą swoją wypowiedź rozpoczyna od przeczenia, to cholernie trudno uzyskać twierdzącą odpowiedź na propozycję zajęcia nocnika celem wypróżnienia się. Ciężko, kurczę, ciężko.

Najłatwiej jak bez gaci lata, bo wtedy jakby i szybciej i sprawniej, no i samodzielnie jest w stanie na nocnik usiąść, to a w tym wieku ważne szalenie.

Czyli ryzykując dostanie kataru, Monster lata rano bez tzn. dołu. No i są pewne sukcesy. Wypadki też, ale informuje o nich na bieżąco, co daje nadzieję, że coraz lepiej zdaje sobie sprawę, o co w tym wszystkim chodzi.

Tylko, żeby się przekonał, że panowanie nad sobą nie jest takie trudne, skoro po calutkiej nocy pieluchę ma suchą, a w dzień potrafi wytrzymać bez siusiania dwie godziny! Kurki ma mocne.

To taki fizjologiczny wpis, co by up-datować newsy z nośnikowego frontu.

niedziela, 06 marca 2005
Wśród swoich, czyli....


Monstery odwiedzają dinozaury


Musimy iść się przywitać




Duże te gadziny, dokąd by tu pójść....



Dzień dobry, dzień dobry...pani?



Taaa... jakiś tam rys podobieństwa widać...



Co by tu wykopać



Na ogonie można się pohuśtać



Czy to są prawdziwe jajka?



Trzeba sprawdzić



Nie pamiętam ani jednej nazwy dinozaura, bo nie byłam w stanie nawet odczytać nazw z tabliczek. Wraz z Monstertatą podzieliliśmy się Monsterami i staraliśmy się ich nie zgubić w ogromnej hali pełnej gadzin i ludzi. A Monstery włączyły turbo dopalanie i widać było, że są pod wrażeniem.
Niestety - oprócz wrażenia, żadnej edukacji nie przemyciliśmy - Monsterówna nie mogła zrozumieć, że takie zwierzęta żyły, ale wyginęły. A gdy zaczęliśmy mętnie odpowiadać, jak wyginęły, bo teorie są różne, to zaczęła patrzyć na nas podejrzliwie.
Jakbyśmy się nie znali, czy co.

sobota, 05 marca 2005
Manifa
- Nienawidzę tej kurtki! - podirytowana Monsterówna rozbierała się z zimowej puchówki prawie rozdzierając zamek.
- I tych butów! - dodała rozszarpując zapięcie kozaków
- I tych spodni! - wysapała oswobadzając się ze <śniegowych> spodni.
- Mam dosyć tej zimy, chcę, żeby już była wiosna! Mamo, kiedy będzie wiosna i będę mogła założyć moje piękne niebieskie buty? - manifest Monsterówny został ujawniony w całej swej okazałości
- Pewnie za miesiąc... - rzekła niepewnie Monstermama

A Monsterówna wyładowawszy swoją złość na odzieży, skierowała się do pokoju rzucając na odchodnym: to ja idę budować zamek dla księdza!

Bo Monsterówna nie chce przyjąć do wiadomości, że słowo <książe> odmienia  się inaczej.

piątek, 04 marca 2005
Żegnamy pampersy - dzień pierwszy i początek drugiego

 

Większość dnia spędziłam z Monsterem w łazience, bo zapragnął siusiać na nakładkę, a nie na nocnik. Kupę też chciał zrobić i nawet wyprosił mnie z łazienki, jak to czyni Monsterówna, ale nic nie zrobił, za to wypełnił kibelek połową rolki papieru toaletowego (bo tylko tyle było).

Na wyjście nałożyłam mu pampersa, no bo przecież na mrozie byłaby katastrofa, gdyby się pomoczył. Zwłaszcza, że to był nasz dzień urzędowy, czyli wycieczki po różnych instytucjach, jakkolwiek nie w celu ich zwiedzania.

 

W każdym razie nie było najgorzej, bo po pierwszym szoku, że jak tylko coś popuści, to ma mokre majtki, zaczął trzymać. I siusiał co 45 minut, godzinę. Raz tylko udało się na nocnik, reszta poszła po kątach, ale przynajmniej przybiegał i wołał, że ma mokro. No i raz zawołał, że chce siusiu, usiadł nawet, ale nic nie zrobił.

Niestety - ani pozytywna motywacja, ani szantaż typu: "jak zrobisz kupę na nocnik, to dostaniesz czekoladkę", nie zadziałały. Trudno się zatem dziwić, że w końcu walnął ją w pieluchę, gdy byliśmy na dworze. Dobrze, że pod koniec spaceru.

 

Najgorzej, że gdy chciałam włożyć mu pieluchę na noc, to zaprotestował stosując argument, który musiał wryć mu się w pamięć: jestem facetem, nie chce pieluchy.

 

Babcia podjęła wyzwanie i dzisiaj to ona walczy.

czwartek, 03 marca 2005
Jakem zapowiedziała, takoż czynię


czyli oduczanie od pieluch - dzień pierwszy, pierwsza godzina.


Po 10 minutach od zdjęcia pieluchy dwie pary majtek i rajstopek moczyły już się w misce.
Monstertata poczynił wstępne, błyskotliwe obliczenia, że w tym tempie będę potrzebowała stu par rajstop dziennie.
Ale to było pierwsze 10 minut i chyba chodziło też o zaskoczenie, podniecenie związane z ubraniem pierwszych majtek z samochodami, no i rajtuzki.
- Ale jestem elegancki! - rzekł Monster Młodszy, chociaż mnie osobiście dzieci w samych rajtuzkach kojarzą się z domem dziecka.
Na razie - od pół godziny Monster układa klocki i ma sucho. Jestem przekonana, że w ferworze zabawy nie zdąży na nocnik, ale to przecież jego pierwsza godzina w dorosłych majtkach.
Najgorsze jest to, że nie uprzedziłam babci, że oto dochodzi jej nowy obowiązek. Nie wiem, czy nie stwierdzi, że to za wcześnie, za zimno w domu i może trzeba będzie poczekać. Nie wiem, czy dobre jest rozwiązanie, że w domu będzie siusiać w majtki, a u babci będzie nadal w pieluszce. Zobaczymy.
Przed nami długi dzień.

 
1 , 2
Archiwum
do Monsterowa tędy