wtorek, 30 grudnia 2014
więcej słońca

 

Pogoda zdecydowanie się poprawiła, albo my przyzwyczailiśmy się do ujemnych temperatur. Wyszło słońce! Niestety, stoki nie są zbyt dobrze utrzymane. Nie jest to Austria, choć jak podsłuchał Monstertata w kolejce, w Szklarskiej j Porębie est jeszcze gorzej.

Nie są to też stoki dla początkującego snowboardzisty, choć Monster nie ustaje w wysiłkach i nie poddaje się.

Walczy, aczkolwiek łatwo nie jest.

 

Zresztą, gdyby Monstery nie miały tak silnych mięśni nóg, to nie wiem, jak by te parę godzin walki na lodzie wytrzymały (popołudniu nasłoneczniony stok zmienia się w szklaną górę).

Także - ceski sport dla wytrwałych.

 

Monsterino po pierwszym oporze, że on tak wysoko nie wjedzie (a my gorączkowo zastanawialiśmy, jakiego szantażu użyć, by go zmusić, bo już absolutnie nie mieliśmy ochoty na dyżury z Monsterinem na oślej łączce) był dzisiaj najbardziej wytrwałym narciarzem w naszej rodzinie i zdziwiony nie chciał wracać, choć nogi reszty odmawiały już posłuszeństwa.

Ale widoczki, trzeba przyznać, piękne.



niedziela, 28 grudnia 2014
kraina lodu

 

Czechy przywitały nas mrozem i działającym tylko jednym orczykiem.

Armatki pracują ciężko, więc jutro podobno ma być czynna kanapa.

Oraz jest szansa na mniejszy mróz niż te dzisiejsze odczuwalne minus 15 (według niektórych: minus 20)

Po rozruchu było różnie. Generalnie na początku pełno narzekań na wszystko: od pogody, przez sprzęt po umiejętności własne. Ale ze zjazdu na zjazd było lepiej.

I tego się będziemy trzymać.

czwartek, 18 grudnia 2014
handel przedświąteczny

 

Nie będzie to wpis o naszej szalenie męczącej wizycie w jedynie słusznym centrum handlowym, w którym, w jedynie słusznym sklepie, gdy w końcu -  po pierwsze primo: Monsterównie coś się spodobało, po drugie primo: było w rozmiarze XS, po trzecie primo: gdy to ubrała, to "wisiało" właściwie, ostatecznie w trakcie przymiarki okazało się być Z DZIURĄ. I była to jedyna bluza w rozmiarze XS. Po prawdzie, to okropne szmaty tam wisiały i dobrze, że okazała się z dziurą. Nic innego nie znalazłyśmy (albo ja znalazłam, ale aprobaty nie zyskało). Także ciuchowe fiasko.

Chociaż po godzinie wyszła z Empiku z gadżetami dla koleżanki na wigilię klasową, zatem chociaż jakiś sukces odtrąbiliśmy.

My jednak z Monstertatą nie nadajemy się na wizyty w sklepach. Byliśmy bardziej zmęczeni niż po zwyczajowej przebieżce po Lasku Marcelińskim.

Następnym razem na zakupowe wyjście z Monsterówną wydeleguję babcię. (Babciu - szykuj się!)

A wpis handlowy ma być o kiermaszu świątecznym w podstawówce, na którym swoją naturę sprzedawcy nagle ujawnił Monsterino.

Wszystkie pierniczki swoje sprzedał plus świąteczne bałwankowe świeczki, podczas gdy Monster wrócił ze swoimi (o wiele ładniejszymi) do domu. Bardzo niezadowolony. Monsterino zachęcał, proponował promocje, dwoił się i troił. Dzieci namawiały, rodzice opróżniali portfele.

Natomiast dzisiaj Monster wraz ze starszymi zawodnikami urządza pokaz akrobatyczny przed Marszałkiem Województwa, to może mu się humor poprawi.

wtorek, 16 grudnia 2014
stare baby

 

Monsterówna wraz z koleżanką wybrały się w piątek do kina. Same. Tramwajem.

Monsterówna dzień wcześniej zarezerwowała bilety, na Kosogłosa już od premiery się szykowała, ale wiadomo - wiecznie zajęta. Wróciły po treningu i pojechały.

A jeszcze prosiłam: zadzwoń, jak już zasiądziecie z popcornem, ale gdzie tam! Rozszczebiotane nie pamiętały o niczym.

Takie dorosłe!

Teraz Monsterówna szykuje się, by podwyższyć ocenę z zachowania szerokim frontem udzielając się w wolontariacie.

Odbyła specjalistyczne szkolenie, została certyfikowanym wolontariuszem i zacznie działać. Albowiem w gimnazjum nie ma nawet bardzo dobrego, a co dopiero wzorowego zachowania bez pracy na rzecz innych.

Z jednej strony to genialne, a z drugiej - w przypadku tak zajętych dzieci, jakim jest Monsterówna, nagimnastykować się nieźle trzeba, żeby jeszcze wcisnąć działalność charytatywną.

Tymczasem w szkole zbierają drużynę do ODYSEI UMYSŁU. Pamiętacie, jak sto lat temu bawiłam się z pierwszakami w Odyseję? Niektórzy do dzisiaj to wspominają i chętnie by jeszcze raz uczestniczyli. Och, gdyby doba miała więcej godzin...

środa, 10 grudnia 2014
szorowanie przed świętami

 

- I znowu trzeba będzie myć szuflady - jęknął Monsterino, gdy przypominałam, że to prawie ostatni tydzień szkoły i że przed Wigilią tradycyjnie dzieci rozdzielają między siebie szafki kuchenne do sprzątania.

Ostatni tydzień wzmożonego wysiłku, bo w tym roku podstawówka od 17 do 19 grudnia ma rekolekcje przedświąteczne, zatem luzik. No, ale na ten luzik trzeba zapracować: Monster ma w bieżącym tygodniu codziennie po sprawdzianie. I dobrze, wreszcie się czegokolwiek pouczy (chociaż skoro ma czwórki tylko z tego, że posłucha na lekcji, to naprawdę nie mogę mieć pretensji).

Monsterówna nie spuszcza z tonu. Jeszcze parę tygodni temu myślałam, że nienawidzę programu gimnazjum, teraz widzę, że te nocne godziny są coraz rzadsze i wyrabia się. System tygodniowej nauki jakoś sobie wypracowała, już wie, u kogo, co jest wymagane. Ale jest do bólu systematyczna i dzięki temu, gdy zdarza się, że o 20 sprawdza w dzienniku elektronicznym, że jest zastępstwo i zamiast chemii (znowu ) jest matma, albo polski, to jest przygotowana.

A na zebraniu rodzice burzyli się, że tak nie może być! Rety! Pierwszy raz spotkałam się z jawnie okazywanym niezadowoleniem z powodu organizacji pracy szkoły. Że na zebraniu, prosto w twarz Bogu ducha winnemu wychowawcy. "Chcemy, żeby pani z chemii przyszła i SIĘ wytłumaczyła z nieobecności".

Że jak to - dziecko sprawdza jeszcze przed snem plan zajęć?! A Monsterównej ostatnia czynność przed "siusiu, paciorek, książka i spać", to sprawdzenie strony szkoły i pierwszą, gdy tylko się obudzi. Dostosowała się i nie jęczy. Genialna jest, prawda?

Jedyny minus jej gimnazjalnego etapu życia, to Nagła Zmiana Stylu. Wywaliła kolejną stertę odzieży ze swojej szafy z adnotacją, że do gimnazjum się nie nadaje i poprosiła o wyprawę do Centrum Handlowego. Bardzo określonego, w którym mieści się sklep z ubraniami DLA JEJ GRUPY WIEKOWEJ. O! Teraz to bardziej w shoppingu zorientowana matka by się jej przydała, a nie abnegatka modowa, jaką jestem.

Ale pojedziemy, całą rodziną,  bo przecież nagle każdy chce. Wezmę sobie książkę. Gdy Monsterówna kupowała nowy strój kąpielowy, to dzięki lekturze W OGÓLE nie denerwowałam się, gdy mierzyła kolejny, i kolejny, i następny kostium, a cały czas nie była pewna, czy wygląda wystarczająco gimnazjalnie.

A co ja mogę powiedzieć, gdy w każdym modelu wygląda dobrze? Ma taką budowę, że serio nie ma do czego się przyczepić - ani nie ma czego tuszować, ani czego dokładać. Worek na śmieci ubierze i też dobrze wygląda. Ciężki wybór.

**

Z innej beczki: w końcu Monster przeżył Zawody Mikołajkowe i nie zepsuł układu prezentując się przed młodszymi kolegami. Wielki stres, bo przecież w szóstej klasie nie miał prawa być na innym niż pierwszym miejscu. W ostatniej chwili, bo cykora miał jak nigdy, przekazałam mu sposób postępowania Monsterówny: nie myśl o niczym innym, tylko o następnym elemencie, który skaczesz i zrób go najlepiej jak potrafisz.

I tylko to mu pomogło ostatecznie, jak się przyznał. Złoty środek na wygraną. Proste:)

poniedziałek, 01 grudnia 2014
oczekiwanie

Monstery starsze spędziły przedłużony weekend, bo łącznie z piątkiem, na ogólnopolskich zawodach w... Rzeszowie (9 godzin w jedną i 10 godzin w powrotną stronę). No nie wypoczęły za bardzo, bo wróciły po 23, a rano normalnie orka od początku. Niezadowolone wróciły, że hej.

Monstera trochę rozumiem, wprawdzie pojechał, żeby zbierać doświadczenie startowe, bo w jego klasie mniej zawodów jest organizowanych, niż dla starszych, startował zatem w klasie wyższej i naprawdę nie dziwota, że zajął 4 miejsce, no ale znowu zwalił układ, co go podłamało. Do takiego stopnia, że znowu przeżywa depresję trampolinową i zapowiada, że już NIGDY nie będzie brał udziału w ŻADNEJ rywalizacji.

Monsterówny z kolei nie rozumiem, gdyż po pierwsze zdobyła podium w kategorii indywidualnej (brąz), a w synchronach kolejne srebro, tylko wygląd MEDALU jej nie zadowolił - fakt, że trochę niestety przypomina jarmarczną plakietkę, ale bez przesady - medal, to medal.

Następnym powodem złego samopoczucia Monsterówny jest wygląd całkowicie nowiutkiej zimowej kurtki, której wygląd został zaakceptowany jesienią, kiedy ją kupowałam (a oddać jeszcze mogłam). Teraz okazało się, że puchówka owszem, w kolorze jest ok (zupełnie nierzucający się w oczy granat), ale ozdabiają je Z TYŁU NA DOLE 3 odblaskowe gwiazdki, które chyba musimy zdrapać (może kota zatrudnimy), gdyż ponieważ nie licują z poważnym gimnazjalnym imidżem Monsterówny.

Nasz indywidualny weekend z Monsterinem chwilowo bez przytłaczających problemów nastolatków okazał się zatem prawdziwą sielanką. Łaziliśmy po mieście w ramach gry terenowej "Ale kino!", pogadaliśmy, wpadliśmy na basen, nawet odwiedziliśmy sklep z LEGO i Monsterino przypomniał sobie, że nadal jest dzieckiem i mimo Wielkiej Pogardy, którą ostatnio wyraża starszy brat w stosunku do ZABAWEK (choć sekretnie składa coś tam dla swojej przyjemności - ale to jest absolutnie under cover, incognito i top secret), klocki LEGO są nadal dla niego przyjemnością (jak i samochodziki oraz różne action figures, z którymi różne bitwy strategiczne rozgrywa mamrocząc pod nosem, jak tylko wyrwie się spod drwiącego spojrzenia Monstera.)

Gdyż Monster jest TAKI dorosły. TAKI dojrzały. TAKI ponad swój wiek. Tyle przeżył, tyle widział, tyle wie.

Że listu do Mikołaja nie napisze.

- Skąd święty ma wiedzieć, o czym marzysz? - pytam

- Świętego nie stać na to, o czym marzę - odparowuje

Mówiłam, że wszystko wie.

Archiwum
do Monsterowa tędy