wtorek, 31 grudnia 2013
żyjemy

Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia i troskę - jakoś się wygrzebaliśmy z największego bagna. Wczoraj ostatecznie osłuchany został Monsterino i dostał zielone światło na powrót do szkoły (do sportu jeszcze nie - tu ma, jak i ja jeszcze dwutygodniową rozbiegówkę). My z Monstertatą mamy mieć jeszcze kontrolne zdjęcia i wizytę u pulmonologa, ale wydaje się, że już nic nam tam w płucach nie siedzi (a najbardziej denerwowały mnie pytania kolejnych lekarzy, czy palę - czy to nie czuć od razu, kto pali?).

Nie ustaję w podziwie, jak taka mała, a wredna bakteria mogła rozłożyć rodzinę sportowców, bo i nas, starych, nie można było przed chorobą zaliczyć do mało ruszających się.

A teraz - powolutku, jak wejdę bez zadyszki z zakupami na nasze piętro to jestem bardzo zadowolona. Rowerem to do Komornik raczej nie dojechałabym w tym stanie. Obawiam się, że na basenie poszłabym też od razu na dno.

Monstertata pociesza, że będzie lepiej. Musi być, nie widzę innego wyjścia. Coraz dłuższy dzień, krok po kroku wiosna...

 

to się rozmarzyłam.

 

Pozdrowienia dla Was wszystkich i oby nam ten 2014 bezchorobowy był - powiem szczerze - wychorowałam się na najbliższą dekadę. Dziękuję, odhaczyłam, składkę zdrowotną skonsumowałam, napatrzyłam się, nasłuchałam.  Nie polecam.

Aha - pielęgniarką nie chcę być, jak dorosnę.

 

***

Monsterówna otrzymała dwa zaproszenia na spędzenie szampańskiej (bezalkoholowej!) nocy.

Miała dylemat, mówię Wam.

A my z chłopakami. Troszkę zbyt z sił opadnięci, by przyjmować tym razem gości, więc Monsterchłopcy marudzą, że co to jest, taka kameralna impreza. Tak to jest, jak się raz wyznaczy wysoki standard...

Sylwestrowy Orlik oszroniony.

Nowy Skater in town

I Skejtówa

Wyposzczony piłkowo Monsterino ćwiczy prowadzenie przy nodze - cokolwiek to znaczy

niedziela, 15 grudnia 2013
czarna dziura

 

Nie chcę i nie będę pamiętać tych ostatnich tygodni, bo nie ma to sensu.

Pisałam, że Monstertata ma wysoką gorączkę i chora jest Monsterówna. To był tylko przypisek,  a stał się kanwą kolejnego miesiąca naszego życia.

Ba - nadal się tka.

Monstertata w końcu trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Monsterówna też miała zmiany, ale te dały się opanować w domu. Zachorował też Monster, ale on "tylko" na zapalenie gardła.

Chodzić do pracy musiałam -ciężki okres, ale dzięki obu babciom i dziadkowi, którzy opiekowali się domem i chorutkami, my z Monsterinem, cały czas reprezentowaliśmy rodzinę na zewnątrz.

Potem Monstertata wrócił ze szpitala (opowieści szpitalne wyjdą osobnym tomem), Monster został dopuszczony do szkoły, Monsterówna miała wieść jeszcze życie domowe, gdy tymczasem ja (jak to ja? Ja NIGDY nie choruję!) zostałam przywołana na porządku prześwietleniem płuc.

Ale to był dopiero początek. Pierwszy antybiotyk, drugi antybiotyk, epizod w Centrum Pulmonologii,koniec końców wylądowałam w szpitalu. W tym samym pokoju, który 2 tygodnie wcześniej opuścił Monstertata. Teraz on na szczęście czuje się lepiej i ogarnia Monstery.

Monsterówna wczuła się w matkę i podobno chce non-stop sprzątać, podczas gdy Monster uważa,że skoro tydzień temu było odkurzane, to zupełnie nie ma sensu wyciągać odkurzacza.

A Monsterino nie chce odrabiać zaległości. Bo chyba nie wspomniałam, że Monsterino też w końcu uległ bakteriom, na szczęście był szczepiony na pneumokoki, więc jego zapalenie płuc też inaczej przebiegło. Aczkolwiek nie obyło się bez zmiany antybiotyku w trakcie.

I tak jak nigdy w życiu całe Monsterowo zostało w czarną dziurę bakterii, więc naprawdę nie było jak, kiedy i o czym pisać.

Ale żyjemy, powoli z tego wychodzimy, choć ja jeszcze nie wiem, kiedy, bo nie widziałam  swojego lekarza prowadzącego, bo w weekend w szpitalu panuje tryb stand by.

Podobno jutro rano jest ordynator, więc będą pudrować podłogi i wrzeszczeć, żeby nie trzymać szpargałów na wierzchu.

Zdrowia wszystkim!

Archiwum
do Monsterowa tędy