czwartek, 29 grudnia 2011
nieszczelność


Gdy po przedświątecznych imprezach i uroczystościach emocje opadły, Monstery starsze po spełnieniu obowiązków szkolnych rozszczelniły swój system odpornościowy i na święta rozkaszlały się w duecie.
Monstertata szybko zorganizował wizytę u pani dr i ku dużemu zadowoleniu starszaków pani zaleciła przebywanie w domu. Jakież mogą być lepsze ferie, skoro śnieg zdążył się stopić (w ciągu tego jednego dnia, gdy śnieg zaległ, wiedząc, że ma go zaraz nie być, zdążyłam zawieźć Monsterina na sankach do przedszkola, uczestniczyć w bitwie na śnieżki z chłopakami i stworzyć minibałwana, więc naprawdę wykorzystaliśmy tę kilkucentymetrową warstwę maksymalnie).



Zatem Monstery gromadnie oddawały się budowaniu,






 a jedyną osobą, którą regularnie przewietrzałam na boisku był Monsterino



(fakt, że musiałam szantażować go odebraniem przywileju grania na PS, jeśli nie wyjdzie, bo jak tu wyjść, skoro starsi nie wychodzą i nie wiadomo, co w tym czasie robią).



(jak to co - Babcia czyta do ochrypnięcia... dziękujemy Babciu! :)

Kaszle utrzymują się nadal, ale jest nadzieja, że Nowy Rok Monstery przywitają zdrowe, by w pełni sił wskoczyć do kieratu.
Chora, lecz niegorączkującą, więc supersprawna progenitura w domu to więcej tarć, ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie dodała, że potrafią się zorganizować i zatracić się w zabawie. (A biedni dziadkowie muszą potem chodzić i szukać wnucząt, bo to najlepsza zabawa, zwłaszcza, gdy wyłączy się wszelkie źródła światła - dziękujemy, Dziadku!).  Chociaż brak możliwości wyżycia się na dworze skutkuje w kumulacji energii w domu. Wszyscy posiadający dzieci wiedzą, co to znaczy.

Będę zatem nudna, bo znowu na Nowy Rok życzę Wam wszystkim zdrowia.
Bo jak ono będzie, to ze wszystkim innym dacie i damy sobie radę.
Uściski przedszampańskosylwestrowe od Całego Monsterowa!




wtorek, 20 grudnia 2011
rywalizacja



Monsterowe poczucie własnej wartości  zostało wystawione w tym tygodniu na ciężką próbę.
Najpierw zgłosiłam na zawody taekwondo Monsterina, chociaż od października już nie trenuje. Ale to były konkurencje sprawnościowe, a nie walki, ponadto czekało nas kilkugodzinne kibicowanie, więc wymyśliłam, że zamiast nudzić się na widowni, pójdzie startować ze swoją grupą wiekową.
Monsterino poczuł zew walki, rezultatem czego zdobył medale w obu konkurencjach, w jednej złoto, w drugiej brąz.



Monster tylko (tylko według niego!) brąz.



To sobie wyobrażacie, jak się poczuł.
Bo w jego grupie wiekowej to już nie przelewki - są tam zawodnicy z zielonymi, ba! z niebieskimi pasami nawet. Tacy, co na każde zawody jeżdżą i medale przywożą. Ciężko się wybić.
Monsterino triumfował, a Monster zgrzytał zębami.

Natomiast wczoraj - kolejny kiks - w szkolnych zawodach Monsterówna wygrała w swojej klasie, natomiast Monster nawet nie liznął podium.
No i teraz biedny Monster może spokojnie poczuć się jak klasyczny przykład środkowego dziecka... zaniedbany, niedowartościowany.
Na szczęście ma fajną naturę - szybko się otrząsa i pędzi dalej.

Monsterakrobaci 2011:




Układ klasy młodzieżowej Monsterówna (według wyjaśnień Monsterówny - kończyny powinny być bardziej napięte, a także źle ląduje po ostatnim elemencie)


Układ klasy młodzieżowej Monster (główne ujemne punkty wzięły się ze źle wykonanego ostatniego elementu - tzn. barana - pozycja powinna być kuczna, Monster jeszcze go nie potrafi) 


piątek, 16 grudnia 2011
duma



Nie mam obsesji, ani specjalnych oczekiwań, by Monstery lubiły siebie nawzajem. Rodziny się nie wybiera, typów ludzkich w niej moc,  więc nie rozumiem skąd ten dogmat, że wszyscy mają się lubić i pić sobie z dziobków. Owszem, muszą tolerować siebie, fatum koegzystencji w gromadzie, nie ma innej opcji, by funkcjonować w miarę sprawnie razem, ale nigdy nie oczekiwałam, że jedno drugim będzie się opiekować czy stawać za sobą murem. Byle sobie krzywdy nie czynili. Niemniej jednak, nieoczekiwane gesty jednego w kierunku drugiego, całuski, miłe słowa oraz częstowanie zdobycznymi słodyczami, bardzo mnie wzruszają.

Prawie każdej nocy nad ranem Monsterino ląduje u nas, co rejestruję dopiero, gdy porannie dzwoni budzik. Toteż, gdy rano okazało się, że Monsterina u nas nie ma, zdziwiona poszłam go szukać i znalazłam go... w łóżku razem z Monsterem.

- Czy ty wiesz, co on mi w nocy robił? - spytał rozbudzony Monster, niby niewyspany z powodu aktywności brata, a z drugiej strony dumny z faktu, że przyszedł do niego, a nie do rodziców.

Widząc znaki zapytania w moich oczach, od razu wyjaśnił:

- Lulaki! Duże i małe lulaki! Wyobrażasz to sobie?! W nocy?!

(Dla niewtajemniczonych: chodzi o książkę Lulaki, Pan Czekoladka i Przedszkole i rodzaj porannych, ułatwiających wstawanie, pieszczot)

A wieczorem bawią się gormitami rozstawiając je we wrogie armie na schodach.

- Zabierzesz je do piwnicy, jak ich nie pozbieramy? - docieka Monsterino, bo mamy taką zasadę, że niezabrane wieczorem zabawki ze wspólnych życiowych przestrzeni lądują w piwnicy (choć to tylko groźba, na hasło "piwnica" zbierają się szybko)

- Nie może zabrać - wtrąca się Monster zanim zdążę zareagować - piętro jest NASZE!



środa, 14 grudnia 2011
wszystkie życia towarzyskie



Tak jak i inni rodzice licznego potomstwa w wieku odpowiednim prowadzimy intensywne życie towarzyskie, jeśli policzy się te wszystkie zaproszenia na imprezy, które układam na półce w przedpokoju w kolejności odfajkowywania. Wiadomo, że monsterrodzicowy udział w tym bywaniu kończy się na roli kierowcy oraz dostarczyciela prezentu dla solenizanta (na szczęście produkcja kartek na okazje wszelakie jest jedną z ulubionych czynności Monsterów, więc przynajmniej tym nie muszę się martwić), ale mam poczucie, że ciągle muszę trzymać rękę na pulsie, bo imprezy mają to do siebie, że lubią odbywać się w tym samym czasie, a w różnych miejscach oczywiście.

Zeszły tydzień był bardzo spokojny, ledwo jedne urodzinki Monsterina plus uroczystości wewnętrzne w szkole, niewymagające jeżdżenia i wydawało się, że także kolejne, do świąt, ułożą się harmonijnie. Ale nie mogło być tak dobrze - zawody akrobatyczne w szkole i jasełka w przedszkolu odbędą się w tym samym czasie, a chcemy być przecież obecni na obu widowniach.

Świąteczne przygotowania toczą się więc pełną parą, jednak rutyna w tym roku została zachwiana - Monstery zgodnie oprotestowały Tajemnicę Świąt Bożego Narodzenia, bo znają już ją na pamięć. Zatem adwentowo połknęli Rodzinę Penderwicków i bardzo są rozczarowani, że to już koniec sagi. Na stronie autorki widać już zapowiedź trzeciej odsłony przygód sióstr, więc Monsterównie mam do zapowiedzenia, że tym razem po angielsku będziemy czytać, bo już się odgrażała, że napisze do autorki, by się nie leniła, tylko pracowała nad co najmniej czterema jeszcze historiami (choć ma w planie pięć, a powszechnie wiadomo, .że dobre sagi są przynajmniej siedmiotomowe!). List do autorki Przygodowego Masła oraz do Pawła Beręsewicza, tego od Ciumków, w przygotowaniu. 

A wracając do clue, czyli życia towarzyskiego, gdy zapowiedzieliśmy Monsterom, że tym razem to MY wychodzimy (raz na ruski rok!), oburzeniu i obrażeniu nie było końca.

- Co?!

- Dlaczego dzisiaj?!

- O której wrócicie?!
- Spróbujemy wyrobić się przed północą - zapowiedziałam i już miałam nawiązać do Kopciuszka, gdy Monsterino zapałał gniewem:

- Ale kto nam poczyta?!

Jakbyśmy rzeczywiście regularnie nie dopełniali rodzicielskich obowiązków... Ot, mamy to, co sobie wychowaliśmy.


czwartek, 08 grudnia 2011
a u nas renifer dostał bez konserwantów




Wiadomo, jakie zdjęcia ukażą się o tej porze roku...

...globalne opierniczanie się



z ozdabianiem



Jako Koordynatorka Blach Wkładanych Do Pieca przysłuchiwałam się, chcąc nie chcąc, okołostołowym konwersacjom.

Monsterino obficie ozdobił piernikowe serce i zastanawia się, kiedy wyschnie, by zanieść je swojej narzeczonej do przedszkola.
- Lepiej jej nie dawaj tego piernika - radzi doświadczony, starszy brat - ona z tobą zerwie, a ty stracisz piernik!

Przy monsterinowym energicznym wyciąganiu ludzika z foremki, oderwała mu się jedna noga.

- Ojej - wzdycham - biedny kaleka ci wyszedł.

- To muszę dorobić mu kulę - stwiedził Monsterino

I dorobił.



Wypieki robiliśmy przed mikołajkami, więc odbywały się, oczywiście dyskusje w stylu, na jak duże pudło lego stać Mikołaja, a na jakie Gwiazdora. Już w legolandzie omawiali poszczególne półki. Generalnie zapowiedziałam, żeby nawet nie myśleli o największych pudłach, bo takie są dla dzieci, które W OGÓLE nie mają lego.

O dziwo, zgodzili się z motywem przewodnim mojej tyrady.

Przy okazji przygotowania talerza dla św.Mikołaja i reniferów (zawsze obierają marchewki i NIGDY jeszcze nie zadali pytania, dlaczego niby renifery nie jedzą ze skórką...) Monster przypomniał sobie, że w zeszłym roku po odwiedzinach Mikołaja z pierników zostały okruszki, a jedna z marchewek została tylko nagryziona.

- Myślę, że się zamienili i to Mikołaj nadgryzł marchew, a renifery sprzątnęły pierniki, bo ślady zębów na marchwi nie były zwierzęce! - stwierdził Monster, który niby nie wierzy już w Świętego, ale jednak podtrzymuje mit

A tak się starałam, by wyglądało to na przekonywujący reniferowy odcisk szczęki.

***


Zaordynowałam sprzątanie kątów, by przygotować miejsce na nowe EWENTUALNE zabawki. Chłopcy o dziwo, czuli większą motywację, by oczyścić pole. Może dlatego, że Monsterówna ma wieczny porządek. Monsterówna nie ma też żadnych potrzeb - bąknęła tylko o drążku do podciągania i o małpim gaju, w który chce przemienić swój ogołocony z zabawek (bo jest już przecież prawie dorosła) pokój.

Święty stanął na wysokości zadania i teraz Monsterówna na drążku zaczyna dzień i na drążku kończy. Dawno nie widziałam tak zadowolonej córki.

I znowu sprawdziła się stara prawda o słuchaniu dziecka.

A tu Monsterinowi leciutko odbiło pierniczenie:

- Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?! - zabuczał grubym głosem


niedziela, 04 grudnia 2011
niby krok do przodu, a potem znowu do tyłu dwa
 



Monsterino na pierwszych zawodach judo ukazał waleczną stronę swojej natury. Dwie walki wygrał, a raz w pięknym stylu zremisował i wygrał w swojej kategorii wagowej. Bardzo dumny zainkasował nagrodę.
Kibicujące rodzeństwo i matka pozostają w lekkim szoku, że tak mu to wyszło.



Tu niestety wygrał z kumplem (kolega się rozpłakał potem, głupia sprawa. Lepiej walczyć z "obcymi")




Monster był zazdrosny o uwagę skierowaną na młodszego brata, więc lekceważąco wyrażał się o judo, że takie misiaczki przewracające się, a taekwondo, to dopiero jest trudność - tak nogą podskoczyć i walnąć. A nie powinien być negatywnie do życia nastawiony, bo naprawdę miał milutki akcent w zeszłym tygodniu - otóż w noc adrzejkowkową świętowali w szkole nocowanką. Były i wróżby i specjalny wieczorny trening i podchody z latarkami po ciemnej szkole w środku nocy. A najważniejsze - nocowanie na matach w salach gimnastycznych! Tyle atrakcji pani wymyśliła, że rozumiecie, że zgłoszenie Monstertaty jako ochotnika w opiece nad chłopcami było strategiczną decyzją. Monster oczywiście bardzo zadowolony, ale i wydaje się, że rozbisumaniony przez te wszystkie przyjemności. Zatem na okrasę, co by nam się w głowach nie poprzewracało, jakim to on aniołkiem się stał, przyniósł w piątek dwie uwagi odnośnie swojego bezczelnego zachowania (od katechetki - brak szacunku do osób dorosłych i pani od angielskiego - mimo A+ z testu). I znowu będziemy musieli z nim poważną rozmowę przeprowadzić, bo oczywiście, Monster potrafi być arogancki, tak zuchwały, że gdyby nadal obowiązywały kary cielesne w szkole, to pewnie chodziłby cały w siniakach. A i mnie swędzi ręka, nie raz. Potrafi tak spojrzeć się na człowieka, w stylu "I co mi możesz zrobić", że nęci, by pokazać, co mogę.
Gadać.
Tortury wymyślać.
Miotać się bezsilnie, tak naprawdę.
I mieć nadzieję, że wyjdzie na ludzi mimo swej buty. I że sobie nie zaszkodzi takim bezsensownym zachowaniem (teraz ocena z zachowania na nic nie wpływa, a w starszych klasach przecież tak). Poprawczakiem na razie mu nie grożę, ale zupełnie nie potrafię wytłumaczyć mu, że takie harde spojrzenie, jakim raczy, szczególnie siostrę katechetkę, nic mu nie daje, a tylko zniechęca do swej skromnej osoby. Największą zagwozdkę ma pani od angielskiego, bo Monster brawurowo zalicza materiał, co nie zmienia faktu, że nie waha się przed wyrażeniem ewentualnego negatywnego zdania co do programu przedmiotu czy sposobu przeprowadzenia lekcji. Jakby nie mógł mruczeć tego pod nosem, albo bloga na ten temat pisać... Skaranie boskie z tym bezczelniakiem!
A tu nakręcił brata w akcji - rozłożenie na łopatki nr 1:


Archiwum
do Monsterowa tędy