piątek, 24 grudnia 2010
spokojnie



- Pokażę ci sztuczkę! - zapowiada Monsterino zabierając się do wieczornych ablucji i ściąga bluzeczkę

- Brzuszku, tańcz! - rozkazuje swojemu brzuchowi, a ten, cuda, cuda!, zaczyna drgać w dzikim rytmie!


Nagrywanie monsterperformersów jest trudnością nad trudnościami - zawsze w tle wejdzie młodszy brat lub inne odgłosy. Niemniej jednak - dzielę się ich graniem jak opłatkiem:)





....

Zatem Cichej (zdrowej i spokojnej) Nocy Wam wszystkim życzymy!
piątek, 17 grudnia 2010
to działa!



To dobrze, że jest tak, jak myślałam, czyli że wystarczy odciąć nerwy, a od razu podejście się zmienia.

Fakt zapominania przez Monstera zadań domowych pozostaje jednak zbrodnią notoryczną.
Zapytałam mamę koleżanki z klasy Monstera, jak ona sobie z tym radzi, bo pamiętam karę, jaką zastosowała swojej córce we wrześniu - pozbawiła ją przyjemności, jaką był trening taekwondo.

Moje nowe myślenie zakłada brak kar, bo nie pomagają, a drażnią i karzących i karanych, ale jestem otwarta na SPOSOBY.
No i co słyszę?

- Jak pierwszy raz Ada zapomniała zadania, to musiała napisać "Nie będę zapominać zadania domowego" na dwóch stronach. Ładnie! Bo jak napisała niestarannie, to wyrywałam kartę!
- To jak z "Mikołajka" - mówię, ale zaraz gryzę się w język, bo mama Ady już nie raz mówiła, że czytanie ją męczy, więc pewnie nie zna "Mikołajka" - I co, pomogło? - pytam w zamian
- Nie - przyznaje - Za drugim razem napisała cztery strony!
- Nie buntowała się? -
pytam, bo ja bym miała chyba III wojnę światową w domu, w takiej sytuacji
- Płakała, ale pisała, co miała zrobić...No a za trzecim razem pisała sześć stron i od tego czasu nie mam już z zapominaniem zadania problemów, bo wie, że musiałaby napisać osiem stron!

Ha!
Opowiedziałam tę historię Monsterom.
Jednoznacznie potępili matkę Ady uważając ją za okrutną.

- Może Roberta potraktujemy lajtowo - zażartował Monstertata - za pierwszy brak zadania tylko jedną stronę pisania?

Propozycja spotkała się ze zgodnym rechotem młodzieży.

- Musisz wymyślić jakiś sposób, żeby pamiętać o zadaniach! - nakazuję Monsterowi
- Może rób tak, jak ja - od razu pakuję do plecaka zeszyt, w którym trzeba coś zrobić! - proponuje Monsterówna
- To dlatego masz taki ciężki plecak! - dedukuje Monster



środa, 15 grudnia 2010
jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie



To sobie zrobiłam małą psychoanalizę (droga do jednej z prac wydłużyła się w porywach do dwóch godzin w jedną stronę przez te opady, to mam czas, by pomyśleć). I tak, zdecydowanie - mea culpa to wszystko.
Nie powinnam za nich myśleć, cały czas to mówię, by wspierać i nie komentować, a z wdrożeniem praktycznym kuleję.

Mam wiele wątpliwości - stare myślenie mocno się trzyma, więc proszę ekspertki (Magdo, mamo EiZ, na Ciebie liczę szczególnie) o pomoc.

Pierwsza wątpliwość:
- jeśli dziecko nie wywiesi mokrego kombinezonu i butów do wyschnięcia, to:
a) przypominacie raz, a jeśli to nie pomoże, to na następny dzień idzie w mokrych (choruje, bierzecie L4, kupujecie lekarstwa, itp...naturalne konsekwencje)
b) nie przypominacie w ogóle i dalej jak wyżej, a może się uda nie zachorować;
c) odwieszacie sami i szlag was trafia, a dziecko nadal nie nauczone, że samo się nie wywiesi

Druga wątpliwość:
- jeśli dziecko nie chce wstać rano do szkoły, to:
a) budzicie je do skutku
b) przypominacie, że jak natychmiast nie wstanie, to spóźni się do szkoły
c) uprzedzacie, że ma samo sobie nastawić budzik, bo to jasne, że jeśli nie wstanie, to nie zdąży do szkoły (aczkolwiek podejrzewam, że dla wielu dzieci nie byłoby to niczym niefajnym i czyni konsekwencje tylko dla rodzica, który musi zamiast do roboty zorganizować dziecku opiekę).

To początek quizu, wersja dla dzieci, które same idą do szkoły, gorzej, jak ich obsuwa pociąga obsuwę rodziców, bo dojeżdżacie wszyscy razem wesołym autobusem.

Jeszcze ostatnie pytanie, odnośnie pilnowania odrabiania zadań domowych w klasach 1-3:
- sprawdzacie
- nie sprawdzacie
(dotyczy sytuacji, gdy dziecko samo z siebie jest generalnie zapominalskie).
U nas jest zasada, że jak odrobi, to dopiero wtedy może pograć na komputerze, albo film obejrzeć, tyle że często mówi, że nic nie ma, książek zatem nie zabrał ze szkoły, a poniewczasie okazuje się, że w zeszytach ćwiczeń gęsto od pieczątek "brak zadania".

Na osłodę ostatnich dni przed feriami mamy już choinkę.

Na o
wtorek, 14 grudnia 2010
przedrewolucja




Powoli dojrzewam do rewolucyjnych zmian w wychowywaniu potomstwa.
Z dnia na dzień naprawdę widzę zupełny brak efektów w dotychczasowym podejściu, stąd pilna potrzeba zmian. Nie wiem wprawdzie, w którym kierunku podążyć, ale COŚ trzeba przetransformować, bo się męczymy w tym sosie, który jest.

Jaki ma sens mówienie, na przykład, po raz kolejny, grzecznie, bez podnoszenia głosu:
- Proszę, idź do łazienki!
Skoro Monsterino stwierdza na to:
- Mamo, ty mnie OBRAŻASZ!  - i wymaszerowuje w przeciwnym do pożądanego kierunku
- Nie będę ci mogła w takim razie dzisiaj poczytać, bo nie starczy nam czasu - ostrzegam (naturalne konsekwencje, stratatata)
- W takim razie, ja cię nie lubię - odparowuje Monsterino - a nawet cię nie kocham.

Ha! Toż to bardzo logiczna konsekwencja! A jeszcze w niedzielę przymierzał mi swoją koronę i twierdził, że wspaniale mi pasuje i że jestem jego królową... łaska pańska na pstrym koniu jedzie...

Brakuje mi naturalnych konsekwencji.
Idź się myć, bo Gwiazdor nie przyjdzie? Bo nie dostaniesz słodyczy?
Śmiech na sali.

Po uczestniczeniu w kolejnej wycieczce z klasą Monstera z jednej strony przeraziłam się, a z drugiej pocieszyłam.
Bo dzieci zachowujących się nawet gorzej od Monstera (typu wchodzenie w sterty usypanego śniegu, kopiących kule lodowe, zamiast grzecznie, para za parą udawanie się ku poleconej destynacji) była zdecydowana większość. Nie tylko chłopcow, zresztą. Może to klasa nadpobudliwców, fakt, ale zawsze, pociesza, że nie tylko on tak ma.

Pani wychowawczyni nie wyglądała na zdziwioną czy zaniepokojoną drgającym tłumem, choć podziwiam ją i wszystkie nauczycielki świata, to niestety, jej spokój na mnie nie spłynął.

****


- Byłem przerażony! - stwierdził Monster po pierwszych w życiu zawodach akrobatycznych

Wcale się nie dziwię - Monsterówna drżała koło mnie, a przecież tylko kibicowała. Strasznie tak ćwiczyć przed wszystkimi - cała banda zawodników miała takie okropnie poważne i skupione miny. A jeszcze te noty, niczym w łyżwiarstwie figurowym - wydaje się, że dwóch chłopców wykonuje układ tak samo, a oceny sędziowie dają diametralnie różne. Bo jeden czegoś tam nie dotknął, zbyt krótko był w powietrzu, nie dokręcił - taki żargon techniczny.
Choć występ Monstera wydawał się w porządku, w klasyfikacji nie wypadł dobrze. Ech, przyda mu się taki kubeł zimnej wody, bo zawsze uważa, że jest najlepszy. Troszeczkę poczucie własnej akrobatycznej wartości mu się załamało, ale może zmotywuje go do większej staranności podczas ćwiczeń. Bo przez to, że łatwo mu ćwiczenia przychodzą, za szybko je odfajkowuje nie dopracowując technicznie. I potem, sam widział, klops. 




Ale przyszedł do domu, zagrał mi pięć kolęd pod rząd z pamięci, czym brawurowo udowodnił swoją wirtuozerię gitarową i poszedł spać jeśli nie szczęśliwy, to przynajmniej pogodzony z losem. A to już dużo.



czwartek, 09 grudnia 2010
lotem koszącym



- A płuca chronią serce - rzekł zdyszany Monsterino po szczególnie eleganckim zjeździe z górki na tylnej stronie kombinezonu
- A żebra? - zapytałam mając na myśli ochronę serca, oczywiście
- Nie wiesz? - zdziwił się mojej niewiedzy Monsterino - to są takie kości tutaj, W KLATCE PIERSIOWEJ - podkreślił i pobiegł znowu gramolić się na górkę.

Nie wiem, ja Wy załatwiacie sprawę wietrzenia dzieci w okresie jesienno-zimowym, ale nas ratują jedynie obowiązkowe marsze do instytucji. Wprawdzie na zebraniu w szkole Pani Monstera ostatnio przypomniała, żeby dzieci miały nieprzemakalne spodnie, bo to lepsze, niż suszenie potem gaci na kaloryferach (dzięki temu nakazowi, wreszcie Monster nie uważa ubierania narciarskich spodni za obciach, jak dotychczas), więc i na przerwach tarzają się w śniegu, ale poza tym, to Monstery gdyby nie musiały wyjść, to by siedziały w domu.

Wczoraj maszerując chodnikiem na gwałtownym ataku gołoledzi, Monster wywijał piruety i raz po raz lądował na lodzie (doliczył się osiemnastu spektakularnych upadków!), my z Monsterówną widocznie bardziej asekuracyjnie się poruszałyśmy, bo tylko się ślizgałyśmy rozpościerając ramiona niczym skrzydła. Ale w każdym razie Monstery stwierdziły, że już mają dosyć zimy. Co za mała wytrzymałość tego pokolenia!

Poza tym codziennie trwa walka z wychodzeniem do szkoły z odpowiednim zapasem czasowym. Mam absolutnie po dziurki w nosie przypominania, że jeszcze 2 minuty i będziemy musieli biec, by się nie spóźnić. Czyj to jest w końcu interes, by zdążyć?? A rano wstawać się chce tylko Monsterinowi (co nie znaczy, że jego wyprowadzanie do przedszkola jest łatwe i spokojne. Oj, nie - obfituje we wrzaski, krzyki i gwałtowne zmiany położenia różnych przedmiotów, w tym rzeczy, w które ma się teoretycznie odziać).

Bardzo nam już potrzeba ferii! Bardzo.

poniedziałek, 06 grudnia 2010
rozdwój


- Czy trójka dzieci jest do opanowania logistycznie? - zapytała mnie z ogromną nadzieją w głosie Pewna A., która niespodziewanie dla samej siebie oczekuje właśnie trzeciego potomka i dosyć ciężko to zaskoczenie przeżywa.

Była 7:30 w mroźny, sobotni, ranek, a my siedziałyśmy na widowni auli uniwersyteckiej i zastanawiałyśmy się, co tu robimy tak wcześnie, zamiast smacznie chrapać. Szybko się zmitygowałyśmy widząc nasze dzielne dzieci, które ledwo oczy otworzyły, a już musiały się orientować, którędy wejść, przejść, wyjść oraz kiedy i co grać czy śpiewać.

- Tak - zaczęłam, spoglądając na telefon - pogadamy później, bo ja teraz biegnę, mamy jednocześnie zawody taekwondo, więc zastąpi mnie zaraz babcia. My dojedziemy na drugi koncert.

- Więc mówisz, że się JAKOŚ da? - powtórzyła A. z dużą dozą niepewności



Da się rozdwoić. Tyle że z pomocą babci oraz przyjaciół. No i tylko dlatego, że udało nam się z zawodów Monstera zdążyć na powtórkowy koncert Monsterówny. Gdyby imprezy działy się w tym samym czasie, trzeba by było wybierać.

Najpierw stwierdziłam, że Monster dopiero zaczął trenować, to po co od razu na zawody. Ale jak zobaczyłam jego wzrok, gdy mu to powiedziałam, to natychmiast zmieniłam zdanie.

Przecież go wspieramy! (wprawdzie nie tak jak niektórzy rodzice podczas zawodów, którzy jeszcze na pięć minut przed wejściem na matę trenowali swoje dzieci, ale byliśmy i widzieliśmy).

Bardzo mi przykro, ale mimo najszczerszych chęci nie nauczyłam się jeszcze koreańskich wyrażeń oznaczających te ćwiczenia (kopnięcia w górę - im wyżej, tym lepiej i w packi - najwięcej w ciągu 10 sekund)





W sumie najbiedniejszy był wierny kibic.



Przebierany w zależności od okoliczności.



Niedzielę zasłużenie spędziliśmy leżąc do góry brzuchami. A dziś?
No cóż - dzisiaj wstaliśmy o piątej.
Monsterówna wyjeżdżała na zawody o 6:30!

czwartek, 02 grudnia 2010
przestraszne zaskoczenie



Nie dokończyliśmy czytania pierwszogrudniowej historyjki adwentowej, bo chłopaki się pokopały i rozstawiłam ich po pokojach, żeby się nie zdenerwować (i tak musiałam doliczyć do dwudziestu).
A miało być tak pięknie - wszyscy razem, mała nocna lampka, śnieg sypiący za oknem, a my pod ciepłą kołderką, rozpoczęcie historii..
Monster się popłakał, ja też miałam ochotę, a Monsterówna z Monsterinem strzelili focha, choć było jak należy: na moich kolanach leżała obrażona Monsterówna, Monsterino u mego boku, a Monster właśnie przełaził, by przylgnąć do drugiego, gdy zupełnie nieoczekiwanie monsterinowa noga oderwała się (bez wiedzy właściciela) i trafiła celnie w goleń monsterową. No to noga monsterowa (bez wiedzy właściciela) nie mogła nic innego zrobić (odruch bezwarunkowy przecież), jak odkopnąć.
A potem już poszło cudnie.
Wspaniały początek końca dnia, nie ma co.

Zadowolenie wszystkich i każdego osobna w gromadzie wielodzietnej pojawia się często jako problem na forach dla dużych rodzin. I różnie bywa rozwiązywany. Niektórzy z góry ustalają grafik chwil spędzanych sam na sam z danym dzieckiem ("comiesięczny piątek z ojcem", na przykład), inni wykradają godziny w ciągu tygodnia do swobodnej dyspozycji. Są też tacy, co nie widzą problemu. Ja gdzieś tam balansuję pośrodku.
Widzę, że każde potrzebuje indywidualnej rozmowy i mamy te swoje piętnaście minut, gdy odprowadzam jednego lub drugiego do placówek czy na zajęcia. Mieliśmy też indywidualne tygodnie wakacyjne.
W sumie najlepiej sprawdza się zasypianie po kolei z każdym, bo wieczorem jakoś łatwiej się rozmawia, a ciemność i spokój sprzyjają zwierzeniom. Tylko wystarczy, że Monsterino nie zaśnie odpowiednio wcześnie i całe domino się rozsypuje.
No, ale jaką byśmy mieli motywację do zmiany i pracy nad sobą, gdyby wszystko już było ustalone i działało jak w szwajcarskim zegarku, prawda?

****

Ranek, mimo oczywistego wykrzywu Monsterówny (może i dobrze, że mi taki nastolatkowy trening uskutecznia, gdy RZECZYWIŚCIE osiągnie ten wiek, to już zdążę się do tych min i dąsów przyzwyczaić), zauroczył młodzież.

Ciężka jest praca stróża, gdy śnieżek prószy...



Szybki rydwan do szkoły, monstertata jako zwierzę pociągowe



Archiwum
do Monsterowa tędy