środa, 30 grudnia 2009
krtaniowo




- To niewiarygodne! Jus dzień - wykrzyknął Monsterino podnosząc rolety

Ale naprawdę niewiarygodna to była długość tych świąt! Oraz bonusowo tydzień wolny od szkoły. Monsterino zmarzł jednej z nocy i pięknie zawodzi krtaniowo, więc do przedszkola też nie pójdzie. Ot, wyzwanie na koniec roku dla monsterrodziców (jak nie znienawidzić własnej progenitury mając ją w takim natężeniu i vice versa, jak przypuszczam)

- Śnił mi się wąż - opowiada Monsterino - wyglądał jakby się uśmiechał, ale on miał skaleconą buzię...

Dziadkowi od razu skojarzyło się to z Jokerem z Batmana, mi przyszedł na myśl epizod Carvera z Bez skazy

Ładny koszmarek senny swoją drogą...

Nie powiem, trochę jest zgrzytów i przepychanek. Ten kopnie, tamten uszczypnie. Na to wszystko wjedzie Monsterówna na rolkach plus wszędzie porozkładane eksperymenty w różnym stadium zaawansowania.

W celu urozmaicenia monsterwarsztatów naukowych miał wybuchnąć wulkan


Zaparty dech, a tu taki psik zamiast erupcji... Monstery usiłowały uratować honor producenta, dosypując materiałów wybuchowych. Nic z tego. Ale nie poddają się. Monsterówna sporządziła listę potrzebnych substancji do swojej listy eksperymentów do wykonania.


środa, 23 grudnia 2009
nieludzkim głosem



- Wies, co najbardziej lubią robić osy? - pyta Monsterino szarym rankiem

Zanim pomyślę, zanim odpowiem, spod kołdry słychać stłumione:

- Cztery razy cztery równa się szesnaście! - Monster przychodzi zziębnięty nad ranem. Nie wiem, czy mu za każdym razem kołdra spada, czy tak po prostu lubi się przytulić. W każdym razie tabliczka mnożenia jest jego nową pasją.
Oraz nie ma drugiej jedynki z przodu. Wygląda jak wampir.

- Mamuuuś - Monsterino kontynuuje wątek - Osy lubią uządlować tyłki! Robią duzo, duuuuzzzzo dziurek w tyłku! - chichocze - No i machają sksydełkami!

Ano.

Prababcia przyjechała do nas ze swoją kotką.
Kotka pochodzi z leśnej głuszy, jest po przejściach (straciła oko), ale teraz zachowuje się jak najbardziej domowy kot, jaki może być.
Monsterina głos wchodzi na wysokie tony, gdy przemawia do kotki. Jest bardzo czuły i delikatny.
- Widzis, kiciu, tam mozes zrobić kupę! - pokazuje kuwetę. Kotka nie jest akurat zainteresowana.
- No spójs, tutaj, tu - ostrożnie nakierowuje kotkę w odpowiednią stronę - tu, NA WPROST!

- A teraz będziemy bawić się we wróbelki! - zapowiada Monsterino kotce
Kotka mruczy, parskam śmiechem wpychając sobie maskarę w kącik oka.
Monsterino zerka na mnie z powagą.

- Jak będziecie się bawić z kicią we wróbelki? - pytam

Monsterino patrzy na mnie z politowaniem.

- Będziemy razem dziubać ziemię!

Czuję, że to będzie niezła zabawa...



wtorek, 22 grudnia 2009
i przed , a jeszcze



- To była historia pses duze em! - emocjonuje się Monsterino relacjonując jedną z licznych opowieści z życia swoich hot-wheelsów.

No i jak tu się nie roześmiać, mimo, że teoretycznie powinnam być BARDZO obrażona na moje najmłodsze dziecko. Bo rozumiem odkurzać, domowe porządki pochwalam, ale żeby prawie CALUSIEŃKĄ ziemię wprost z doniczki mojego fikusa benjaminka?

No i świąteczna machina się toczy. Niechaj śnieg nam zalega, bo klimat tworzy uroczy, ale może zamiast minus dziesięć, tak z siedem stopni więcej, ha?


Spokój, zen, dystans i głęboki oddech.
Dziadkowie obejmują opiekę nad wnuczętami, więc mogę delektować się nadganianiem dokumentów w pracy.
Fryzura, french na paznokciach i nowa kiecka.
Dłuższy sen to priorytet, porządki zostawiamy na wiosnę, a jak nie będzie dwunastu potraw, to się nam nic nie stanie, bo kto uczciwie pościł, to ma przecież skurczony żołądek...;).

Wyspania i świątecznego wyluzowania sobie i Wam wszystkim życzę, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!
I piszcie, co tam u Was.






poniedziałek, 21 grudnia 2009
co by tak można


Pragnienie by mieć zwierzątko domowe, nadal tkwi w najmłodszym mieszkańcu Monsterowa. Zdecydowanie najmłodszy ma gorzej, że nikt po nim nie następuje. Gdy w Kościele jakiś o głowę niższy młodzieniec starał się dosyć wiernie powtarzać monsterinowe ruchy polegające głównie na wskakiwaniu i zeskakiwaniu ze stopnia komunijnego, Monsterino zdenerwował się nie na żarty i musiałam mu założyć nelsona, by nie znokautował młodszego kolegi.

- To moze pójdziemy do sklepu zologicnego i tam będą klóliki, LISY, BOBRY i Frankliny - wyjaśnił (Monsterino zaczyna wymawiać "r" w niektórych słowach i to BOBRY zadźwięczało pięknie)

To już wiemy, jak ewentualny żółw miałby mieć na imię.

Poza tym tradycja w narodzie nie ginie i  Monstery otworzyły świąteczne monsterwarsztaty kartkowe, a przez to ja, chcąc nie chcąc, musiałam nadzorować żonglowanie klejem przez najmłodszego. Abselutnie (jak mówi Lisbet, siostra Madiki) nie było to łatwe, zwłaszcza, gdy Monsterino zobaczył brokat, którym Monsterówna hojnie obsypywała swoje prace.
No to teraz spotykamy brokat w różnych miejscach naszego domostwa. Już po gruntownych porządkach, zresztą.
Ale dzięki tym, że Monsterówna zrobiła raban, że to już najwyższy czas, by z kartkami zdążyć, taka krótka refleksja mnie naszła, że naprawdę sztafeta trwa - wystarczyło parę lat, a Monstery już mają przynajmniej jedną tradycję zakodowaną. I cykl: adwent-roraty-pierniczki-kartki-choinka i" pamiętaj mamo, żebyś kupiła jeden talerz więcej na Wigilię", gdy przy zamawianiu nowych skorup liczyłam, ile będzie nam potrzebne.

A tak w ogóle to przez te liczne wigilie, spotkania jasełkowe i kiermasze po kolei w każdej z trzech instytucji edukacyjnych Monsterów plus na zajęciach dodatkowych, czuję, jakby te święta już się zaczęły.
No a przecież po świętach i karnawał i kolejne jasełka i bale i dzień babci i dziadka, a i ferie w Wielkopolsce w tym roku wcześnie, bo też w styczniu, także maraton będzie trwał i po świętach.

O feriach jeszcze będzie nie raz, bo Monstery w tym roku pierwszy raz jadą na zimowisko.
Na razie odliczają tygodnie (równolegle z odliczaniem dni do świąt - w książce Tajemnice Bożego Narodzenia odliczają rozdziały - matematyka na każdym kroku).
Przeczytałam ostatnio, że dzieciństwo to ciągłe czekanie - a to na święta, a to na wakacje, a to na urodziny. I fakt - dzieci żyją przyszłością, generalnie ciągle nie mogą się czegoś doczekać.

A ja bym sobie jeszcze poczekała...

piątek, 18 grudnia 2009
choinka jeszcze w lesie



Monstertata wybył na trzydniową delegację, zatem nasza choinka nadal gdzieś w lesie tkwi.
Ale nic to, ważne, żeby tym razem miała dobrze przycięte korzenie, bo na razie, w ciągu dziesięcioletniej historii naszych choinek doniczkowych, w ogrodzie przyjęła się ledwo jedna (ale za to jaka piękna wyrosła). O dziwo, przyjęła się też jedna przyniesiona przez chrzestnego Monsterówny - ledwo żywa, z jednym zielonym odrostem nieśmiało wyłaniającym się zza zaschniętych gałązek. Więc nie ma reguły.

Monsterino po raz kolejny rozsypał grę, Grzybobranie, tym razem, bo grał, a teraz nie chce pozbierać. Szantażuję go klasycznie, podjudzam patrzącym z góry Gwiazdorem (łatwa pora roku na takie szantaże, choć zbyt szybko się kończy). W końcu zbiera porozrzucane koszyczki i grzybki. Chwilę poźniej zauważam, że mimo schowania pudełka na półkę, nie pozbierał wszystkich grzybków.
- Tu ci jeszcze zostały grzybki do pozbierania - wskazuję Monsterinowi
- Ale nie mozna zbielać tlujących gzybków - tłumaczy z chytrym uśmieszkiem

Rzeczywiście: na podłodze czerwienieją same plastikowe muchomory...

Z kolei Monsterówna znalazła na polecanej przez Was stronce grę w dopasowywanie leków do choroby. Polega ona na tym, że zwierzaczek zdradza objawy choroby, na przykład ma kaszel i trzeba podać mu lek, który go wyleczy, w tym przypadku syrop. Objawy choroby wtedy ustępują, a zwierzaczek dziękuje słowami: "thank you, I feel much better, now".

Zwierzaczek Monsterówny ma gorączkę. Monsterówna patrzy na wybór medykamentów. Przez odrzucenie wszystkich innych leków, bo pasują do innych chorób, zostaje jej termometr. I faktycznie, po podaniu Zwierzaczkowi termometru, gorączka jest zlikwidowana.
- Ciekawe - parska Monsterówna - nie słyszałam, żeby mierzenie temperatury likwidowało gorączkę!

Taaa. Ja też nie (poza tym nie podoba mi jeszcze jedna opcja w tej grze: na ból głowy podaje się natychmiast pain killer. A zwierzaczek mówi głosem dziecka. Rozumiem, że to tylko gra i chodzi o ćwiczenie słówek, ale czy rzeczywiście  Monsterówna powinna wyćwiczyć sobie taką zależność - jak boli, to nie dociekamy dlaczego, nie stosujemy czegoś naturalnego, tylko tabletka z krzyżykiem i po krzyku? Nawet jeśli to tylko po angielsku. Że tak trochę pojątrzę...)

A poza tym u nas biało. Monstery szaleją ze szczęścia. Monster wracał ze szkoły ruchem nurkowym. Literalnie czołgał się po śniegu z rozchichotaną gębulą. Monsterównę odprowadziłam przez park na zajęcia "Cepelii" - rżała i galopowała po puchu jak młode źrebiątko. Po zajęciach wracałyśmy godzinę, bo jeszcze chciała sturlać się z górki. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. Monsterino pobaraszkował w ogrodzie i on chyba z całej trójki, choć zadowolony ze śniegu, to tak najmniej zachłannie do niego podchodzi. Być może starsze już są tego świadome, że trzeba wykorzystać śnieg, póki jest. Bo może być to, niestety, krótko.
czwartek, 17 grudnia 2009
szczerbatek i awans


Najpierw w zeszły czwartek, bodajże, Monster wrócił ze szkoły szalenie zadowolony, bo Pani, patrząc na jego poziom pisania ołówkiem, pozwoliła mu wreszcie pisać piórem.
Strasznie dumny jest z tego awansu.
W piątek, specjalnie wcześniej wyszłam z pracy, by zerknąć do sali podczas ich akrobatyki i zobaczyć, jak ćwiczą. Trochę czasu minęło, zanim mnie zauważył, więc widziałam, że słucha i pilnie ćwiczy. I że są rzeczywiście nadpobudliwe jednostki, którym ręce i nogi pracują niezależnie od zaleceń pani. Trenerzy muszą być święci, żeby permanentnie nie wybuchać.

W niedzielę, pod koniec Mszy, zwierzył się, że dzisiaj to przynajmniej się nie nudził. Bardzo byłam ciekawa, co takiego rozwiało kościelną nudę, i okazało się, że to intensywne czynności ekstrakcyjne tak go zaabsorbowały.
I taki teraz jest skutek



(a w nocy śnił mu się Rumburak, zamiast Wróżki Zębuszki, o dziwo)

Późnym popołudniem całą rodziną zjechaliśmy się, by podziwiać Monstera w przedstawieniu bożonarodzeniowym (za mało pikseli ma ten nasz aparat-staruszek, żeby zdjęcia robione z daleka miały jakąkolwiek ostrość)



Z cyklu: opiekuńczy starszy brat (zawsze mnie to wzrusza)





Wczoraj pojechałam z klasą Monstera na wycieczkę do gigantycznej, maksymalnie zautomatyzowanej sortowni poczty w Komornikach. Teraz rozumiem,dlaczego giną listy - dziwię się, że w ogóle większość dochodzi - było tam tego na kopy!



Chcecie hardcore-u? Czterdziestka pierwszoklasistów (dwie klasy) pierniczących w muzeum regionalnym w Stęszewie.



- Powinniśmy dzisiaj jechać małym pługiem! Od razu odśnieżylibyśmy chodnik! - wrzeszczał dzisiaj Monster, gdy ubranego w narciarskie ciuszki, wiozłam na bagażniku roweru do szkoły
- Super, świetnie, fantastycznie, ale czad! - krzyczał jak opętany, ciesząc się z zimowej aury
I jeszcze zeskoczywszy przed drzwiami musiał ulepić kilka kulek, choć śnieg zbyt sypki był do lepienia, obrzucił się tym puchem i musiałam go pogonić, bo by chyba nie zdążył dojść do klasy przed dzwonkiem.

A swoją drogą, nie wiedziałam, że moje dziecko zna tyle synonimów słowa "fajnie".

poniedziałek, 14 grudnia 2009
adwent muzycznie


Adwent przeżywamy w tym roku bardzo muzycznie. Przede wszystkim dzięki Monsterównie ćwiczącej kolejne kolędy, a to na flecie, a to na keyboardzie.

Poza tym zanim zapłonęła pierwsza świeczka na wieńcu, byliśmy na operze Brundibar ,którą bardzo polecamy. Aczkolwiek akurat my, z racji premiery, mieliśmy spotkanie z panią grającą 60 lat temu w pierwszych, gettowych przedstawieniach i tłumaczenie Monsterom na bieżąco, dlaczego dzieci wtedy umierały, co to było z tym gazem i czemu jechały w wagonach, by umrzeć, powodowało, że musiałam niezłą ekwilibrystykę szeptaną wykonywać, a siedzieliśmy w dodatku w pierwszym rzędzie, więc priorytetem była dyskrecja w działaniu...

A teraz, nim zapaliliśmy trzecią świeczkę, podziwialiśmy muzyczne klasy ze szkoły Monsterówny, w bożonarodzeniowym koncercie w ramach Pro Sinfoniki.

Pięknie było. Ogromnie przedsięwzięcie, więc czapki z głów przed nauczycielami, szczególne uznanie należy się wiekowej już pani reżyser. Przy naprawdę tylko trzech dużych próbach i ostatniej porannej, gdzie jeszcze były problemy z synchronizacją wejść, to, że wyszło bezbłędnie, płynnie i bez wpadek, to wielki sukces.


Wzruszyłam się. Monsterówna pląsała i śpiewała w chórze. I podziwiała koleżanki, które miały solówki. Że się nie denerwowały. Bo ona by tak nie mogła.

Ozdoby na sukience zawdzięczamy monsterbabci, która, gdy nas odwiedziła, wzięła suknię w własne, zręczne ręce.

Dzieci wspaniale się zachowywały, a przecież musiały być w sobotę już o ósmej rano w filharmonii,  obecne i przytomne, a potem dwa koncerty z krótką przerwą na obiad. Dzielni artyści!


piątek, 11 grudnia 2009
ignor


- Miau, miau - Monsterino wychynął spod ręcznika i wyprężył grzbiet

Och, jesteś milusim koteczkiem! - zaświergotała Monsterówna schylając się nad bratem

- NIE! - warknął Monsterino - jestem zółwikiem i wyłazę ze swojej skolupki!

- Żółwie nie miauczą! - obruszyła się Monsterówna

- Dlacego nie miaucą? - zdziwił się Monsterino

- Bo nie - kategorycznie zakończyła dyskusję Monsterówna - Ale jaki odgłos wydają żółwie? - zastanowiła się głośno - MAMOOO?!

- Nie wiem. Żółwie widuję tylko w Zoo. Może po prostu tupią? - przyznałam się do ignorancji

- Jus wiem! - ucieszył się Monsterino - zółwie sklobią w skolupkę!  Sklop-sklop! I ja chcę mieć zółwia.

-  Pewnie na urodziny - pośmiechuje się Monsterówna, bo Monsterino cokolwiek fajnego zobaczy albo zamarzy, zamawia sobie na urodziny. Tym sposobem mamy już harmonogram prezentów aż do jego pełnoletności.

***

Dzień później Monsterino powtarza manewr z przykrywaniem się ręcznikiem, więc gdy w końcu wysuwa spod niego głowę, uśmiecham się:

- Witaj, żółwiku!

- Mamo! - wydyma policzki Monsterino - psecies ja nie jestem SKOLUPIAKIEM!

***

A tak w ogóle to Monsterino ma w tym tygodniu tylko trójkę kolegów w swojej grupie przedszkolnej. (obłożenie spadło o jeden od zeszłego tygodnia) Głównie ospa wymiotła, ale sezonowe przeziębienia pewnie też, a Monsterino się trzyma. Więc plujemy z Monstertatą przez lewe i prawe ramię oraz odpukujemy w niemalowane, choć bez farby to u nas tylko gałązki cisu uświadczysz. A przede wszystkim na wszelki wypadek ZUPEŁNIE o tym nie rozmawiamy.

Zdrowienie przez niezapeszenie.


wtorek, 08 grudnia 2009
tv a sprawa polska - czyli rodzice dzieciom zgotowali ten los




Po miesiącu odzwyczajania się od kanałów kablowych, Monstertata nieoczekiwanie wziął się za porządek pod łóżkiem Monsterina i oprócz tony porzuconych samochodzików znalazł tam zaginioną kartę od dekodera.
Monstery odzyskały zatem dostęp do świata seriali!
Oglądanie tv jest w życiu Monsterów dobrem ściśle limitowanym i używanym jako główny straszak w celu wyegzekwowania podstawowych (dla rodziców, a niekoniecznie dla dzieci) czynności życiowych (kąpiel przed północą, ojczyznę kochać, rodziców szanować).

To, że nie było dekodera znaczy, że Monstery głęboko przewietrzyły zasoby dvd i trzeba przyznać, że był to owocny w ponowne odkrycia przegląd. Ale troszkę tęskniły, zwłaszcza Monster, za kanałem przygodowym, Cartoon Network i Jetix, głównie.  Wpływem kreskówek na agresję współczesnej młodzieży zajmują się rzesze publicystów, różne dziecięce fora i co jakiś czas przez prasę przeleje się fala artykułów. Jedni grzmią, że korelacja jest bezsprzeczna, drudzy, że nie można izolować dzieci od pop kultury, bo będą czuły się wyobcowane w środowisku.
Ja nie generalizuję. Przecież to jak z filmami dla dorosłych - wszystko jest dla ludzi i z umiarem. Różny jest target tych bajek. Choć w czasie, gdy potomstwo marnuje oczy przed ruchomymi obrazkami, obskakuję chatę albo mam chwilę dla siebie, zdarza mi się zerknąć na ekran i podsłuchać co nieco. W tej sposób zmieniłam zdanie o Benie 10 - że to klasyk z walką dobra ze złem, a nie bezsensowna rąbanka. Pośmiałam się też przy "Nie ma to jak hotel". Nawet wśród kreskówek mamy z Monstertatą swoich faworytów -
Fineasza i Ferba, ze szczególnym uwzględnieniem pana Dziobaka.
Ale co naprawdę poraża w telewizji, to nie same bajki, ale uderzająca dawka reklam, którymi hojnie są one przerywane.
I to będzie powód, dla którego od stycznia nie przedłużymy abonamentu. 

... chyba, że Monstery zapragną ponegocjować. Cóż, jestem otwarta na propozycje... hmm....współpracy z ich strony...


 

niedziela, 06 grudnia 2009
tradyszyn



Druga świeczka na adwentowym wieńcu, więc Monstermanufaktura Pierniczkis Bez Ograniczeń w szczytowej formie.
Nieśmiało zaproponowałam na kolejny weekend małą odmianę: muffinki, ewentualnie ciasteczka migdałowe. Monstery popatrzyły na mnie z uwagą, a potem Monsterówna rzekła:
- No dobrze... ale pierniczki też, tak?







Lata praktyki sprawiły, że ozdabianie idzie im błyskawicznie. Zapasy powinny starczyć nam do sylwestra, ale przy założeniu niewielkiej, wręcz symbolicznej konsumpcji w czas postu.



Oto nasz bohater akcji szkolnej - dla dzieci z klasy postanowił upiec... krokodyle. I jeszcze dla pani, i dla pani trenerki i dla pani ze świetlicy i dla pana trenera.... 27 własnoręcznie wyciętych i ozdobionych krokodyli.



Święty Mikołaj też dostał swoją dolę.
I się odwdzięczył.
piątek, 04 grudnia 2009
na wyłączność


Kiedy grubo po pierwszej w nocy kończyłam świąteczne karneciki jako mój wkład na kiermasz adwentowy w szkole Monsterówny, a jednocześnie sprawdzałam, czy mamy już wszystko do kolejnej partii pierniczków, tym razem na szkolne spotkanie u Monstera, uderzyło mnie, może przez tę nocną ciszę, jak bardzo ważny jest dla każdego z moich licznych dziatek mój gest. Bo ja mam roboty razy trzy, ale każde z nich przyniesie coś, postawi i powie: "to od nas, to moja mama zrobiła" Albo razem zrobiliśmy.  I choć przecież byłam świadoma, że każde z nich jest samo w grupie, w takim sensie, że jest jedynym przedstawicielem rodziny, a reszta dzieci może nie wiedzieć, że w ogóle ma jakieś rodzeństwo , to gdy widziałam na zdjęciach Monsterina prezentującego naszą rodzinę wspomagając się planszami, które nocą kleiłam, to oprócz wzruszenia, jak on to pięknie robi, dotarło do mnie coś, co przecież wiedziałam już wcześniej. JAKIE TO WAŻNE. Żeby każde z nich czuło się wyróżnione. Jedyne. Zrobiłam to SPECJALNIE dla Ciebie.

Jak bardzo jest istotne kibicowanie każdemu dziecku w jego indywidualnych wydarzeniach, bicie brawa i podziwianie na występach. Właśnie jego. Ekskluzywnie. Jakby nie było całej reszty świata. Bo w tym momencie nie ma. Jest tylko ono i wydarzenie dla NIEGO najważniejsze w tej chwili.

Ktoś kiedyś zapytał mnie odnośnie Monsterina i jego występu w przedszkolu, że niby dlaczego tak się podniecam, jak przecież już dwa razy to przerabiałam, to czym się tu denerwować.... JAK TO CZYM??? To można mieć takie podejście, że skoro to moje kolejne dziecko, to jego debiut jest mniej ważny niż pierworodnego?

Zresztą pani Monsterówny bardzo się zdziwiła, gdy właściwie już pod koniec roku pojawiliśmy się całą rodziną na rajdzie. Że można tak angażować się w życie dziecka, skoro to nie jedynak. Prawie takimi słowy to ujęła...

Ale to przecież tak trzeba! Bo w tej placówce, w tej klasie, są jedynakami! A nawet gdyby byli bliźniakami w jednej klasie, to przecież i tak każde z nich musi czuć, że jest jedyne w swoim rodzaju. I zostać dopieszczone.

Zatem idę dzisiaj dyżurować przy kiermaszu u Monsterówny, a na poniedziałek robię aniołki na wystawę w przedszkolu. Znowu za 2 tygodnie jadę z klasą Monstera na wycieczkę. Bo chcę. Bo tak trzeba. Bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

wtorek, 01 grudnia 2009
cemu nie



- Gdzie jest mój lizacek? - zapytał Monsterino z błyskiem w oku

Trzeba się szybko zorientować, że to pytanie retoryczne.
Zatem mruczę "hmmm" rozglądając się wokoło, a Monsterino wyczekuje...
Mamy tu hitchcock'owy suspens.
I wreszcie:

- No psecies w bzusku!

Racja. Sama widziałam.
W Andrzejki w przedszkolu czarował iluzjonista. Był królik i kolorowe chusty z rękawa, ale najważniejsze okazały się lizaczki.

- Moja mama mówi, ze lizacki są niezdlowe - mlasnął Monsterino w przedszkolnej szatni jednocześnie ładując nogi w buty i odwijając papierek

Kolega Monsterina ubierający się obok oraz jego mama popatrzyli na mnie. Chłopiec z potępieniem, mama z zaintrygowaniem.

- Niszczą szkliwo - wyjaśniłam odważnie ("nie lękajcie się" - przygotowanie pierwszokomunijne, część któraś tam z kolei)
Monsterino wpakował słodką kulkę do buzi.
- Mmmmm - zamruczał z ukontentowaniem

W domu Monstery starsze rzuciły się na nas symultanicznie ("one naprawdę mówią jednocześnie" - zauważyła monsterbabcia, gdy pomagała nam w zeszłym tygodniu. Tak, to nie jest wyssane z palca, to się dzieje naprawdę).Jednocześnie Monster chciał, żebym podziwiała płynność, z jaką czyta nową czytankę, a Monsterówna bezbłędność wykonania "Wśród nocnej ciszy".
Potem każde się obraziło, że słucham tego drugiego, nastała więc chwila spokoju.
Chwila, bo poza tym ciągle coś: Aniołki do przedszkola, kartki świąteczne na kiermasz, Mikołajki, wigilie, pierniki...

Grudzień ruszył z kopyta.

Archiwum
do Monsterowa tędy