środa, 31 grudnia 2008
hej hop w Nowy Rok



Ale Monstery nam zrobiły wyrzut, że za mało huczną imprezę im przygotowaliśmy! Że goście powinni być (JAK ZWYKLE! - że to się świecka tradycja porobiła...), że jakoś tak bardziej, no eee SYLWESTROWO!

Troszkę popląsaliśmy, ale prawdę mówiąc tym razem to my czujemy się kiepsko. Mną trzęsię, choć zaszczepiona przeciw grypie jestem, a monstertata chrypi, więc i gości w tym stanie przyjmować nie sposób.



...a teraz liczne potomstwo kokosi się w barłogach, a monsterrodzice mogą wreszcie poświntuszyć, TFU! poświętować!

Do zobaczenia w przyszłym roku!



wtorek, 30 grudnia 2008
postanowienia noworoczne natychmiast


Nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego parcia, żeby akurat 1 stycznia zacząć ODNOWĘ. Że jeśli się coś postanowi akurat wtedy, to absolutnie się uda i w ogóle dobrze tak sobie postanowić. Poprawić się. Nowym rokiem, nowym krokiem, na świeżo.

Śmieszne to dla mnie, że akurat trzeba czekać do Nowego Roku, żeby rzucić palenie, picie, jedzenie albo oponki, kto tam ma co do zrzucania.

ALE

zostałam właśnie poinformowana, iż jestem:

"wspaniala, nieomylna,wszystkowiedzaca,nieprzyjmujaca dobrych rad /czyt nieakceptujaca czyjegos pkt widzenia/" 

że aż przysiadłam, że ktoś, bliski w dodatku, mnie tak postrzega. Że nie akceptuję czyjegoś punktu widzenia?! Ja?

Nieomylna? Che, che, bardzo dobre.

No, cóż.

Mam zatem gotowe postanowienia noworoczne: stać się omylną, niewiele wiedzącą i przyjmującą dobre rady oraz akceptującą inne punkty widzenia monstermamą.

Macie jakieś inne punkty widzenia, które mogłabym zaakceptować tak na próbę przed 1 stycznia?

Rzucajcie zatem!


niedziela, 28 grudnia 2008
w co się bawić



Pomimo dobrze przyjętych najnowszych zdobyczy zabawkowych odgwiazdorowych, nic nie przebije jak zawsze najpopularniejsze i najbardziej eksploatowane gonito po chacie, budowanie domów z poduszek, czy chowanego. Żaden prezent.


Każdego przychodzącego do Monsterowa gościa Monstery naciągają na odgrywanie złego wilka.
Tak na szwedzką, Astridową, modłę:
- Wujku, pobawisz się w wilkaaaa?

Prababcia załamuje ręce, że oni tak biegają zamiast usiąść spokojnie i porysować. Prababcia miała dwie BARDZO GRZECZNE CÓRKI. Prababcia nie była mamą Monsterów. Gdyby Monstery urodziły się prababci, to  ho, ho! To by siedziały i rysowały. Posłusznie.

*
Monsterino zbudziwszy się w kolejny świąteczny poranek z kolejnym milusim atakiem kaszlu zapodał:
- Kiedy byłem malutki, spadłem z poduski... W MUZEUM.

Nowa historia powstania Monsterina.

*
Pod choinką mamy szopkę z trzema Jezuskami. Monsterówna nie odpowiedziała na moje pytanie, czy gdybyśmy mieli siódemkę dzieci, to tyleż Jezusków w szopce.



sobota, 27 grudnia 2008
rzeczywistość kaszle



Ok, przyznaję. Zadowolenie z rzeczywistości powinno być zakazane, bo natychmiast coś zaczyna szwankować, a idealny obrazek zaczyna mieć rysy. Co bym jednak NIE była taka zadowolona (patrzcie, jak to się puszy, że niczego jej nie brakuje, życie jak z reklamy, tak sobie myśli? No to łup jej jakąś komplikacją lub inszą infekcją)


Gdy w Wigilię rano, po nieprzespanej (bo zaglutowany Monsterino budził się co chwila), a krótkiej nocy (bo do drugiej warzyliśmy z monstertatą wigilijny barszcz) zdaliśmy sobie sprawę, że albo natychmiast zorientujemy się, czy możemy osłuchać Monsterina w przychodni, albo zostanie nam szpital w święta, do czego ze zrozumiałych względów mamy uraz.
Szczęśliwie okazało się, że jedyny termin wizyty jest za 20 minut i tylko ja nie mam promili,  by prowadzić. A ja generalnie nie prowadzę naszego autobusu. Wobec tego, ze mną w roli kierowcy, a z Monstertatą udzielającym ciągłych rad odnośnie mojego stylu jazdy i kaszlącymi chłopakami na tylnej kanapie, zajechaliśmy do pani dr.

Osłuchowo obydwaj ok, ale i tak dostaliśmy plik do wykupu w lokalu obok, ale teraz po paru dniach widać, że coś za bardzo te medykamenty nie działają. Niby Monsterino ma glutów mniej, ale nadal ma, a Monster jak kaszlał, tak kaszle.
Ani chybi, klątwa.

Poza tym jednak jest wszystko tak, jak świątecznie być powinno. Wylegiwanie się do południa, a że wychodzić w zasadzie nie ma z kim i dokąd, to tak sobie polegujemy, kolędujemy, czytamy, budujemy i oglądamy.
I tylko ten kaszel i katar powoduje zgrzyt w opowieści wigilijnej.
No i niezmienne, nieodłączne i nieuniknione konfrontacje rodzeństwa.
A tego nie ma w żadnej reklamie.



wtorek, 23 grudnia 2008
czego życzyć



Okres życzeń i gazetowo-radiowych dobrych porad świątecznych - żeby wyluzować, żeby chociaż w czasie świąt odpocząć i zapomnieć o rzeczywistości.
No, jasne, sama takie życzenia często składam, bo sama sobie tego życzę - żeby mieć chwilę czasu na lekturę, żeby odespać. Ale, halo! Przecież wiemy, że się nie spełni. Mając małe dzieci?
Co to, przez święta nie będą wołały rano jeść? (Kto, jak kto, ale Monsterino???) I tylko mama ma przewilej obsługi:) 
No i chwila dla siebie. Dobra, życzcie mi, żeby choć w kibelku mi nie przeszkadzali. Potem mogą przeszkadzać, ich prawo. Zaraz wyrosną i już nie będą chcieli w Monopol czy Superfarmera zagrać.

Uciekać od rzeczywistości przy wigilijnym stole też nie chcę. Bo niby od czego. Ja tam lubię swoją rzeczywistość. Pewnie, jest różnie, są momenty grozy, ale bez przesady. Gdyby było źle, to by się zmieniło, prawda? W końcu kto jest za to życie odpowiedzialny, święty jakiś?

I pewnie, życzenia zdrowia, na to często nie mamy wpływu. O, tak - choroba zmienia wszystko. Więc niech będzie zdrowie. A z resztą sobie poradzimy.

Czego i Wam, na co dzień, nie tylko od święta, życzę:)))



poniedziałek, 22 grudnia 2008
wyższość tradycji nad makaronem



- Czy my musimy jeść takie fuj jedzenie na wigilię? - mędzi Monster

- A ja lubię barszcz z uszkami - wtrąca się Monsterówna

- Ja zjem same uszka i już będę czekać na prezenty - zapowiedział Monster i założył ręce, żeby zaprezentować, jak bardzo będzie na te prezenty czekać

- Nie martwisz się już, że nic nie dostaniesz? - zezłośliwiła się Monsterówna

- Oj, nie, już wiem, że nawet NAJWIĘKSZY GRZESZNIK może się poprawić i pójść do Nieba! - oświecił nas Monster - i wiesz, że Maryja była oblubienicą Boga i jej kolor to błękitny? - ilość informacji, które Monster przynosi z katechezy jest porażająca

- Och, to taki jak mój ulubiony! - znowu wtrąciła Monsterówna - jestem jak Maryja! Ale ona była niepokalanie poczęta! Bez grzechu pierworodnego, wiesz?

- A mój ulubiony to czarny, kolor diabła! - wrócił do podstawowego tematu Monster - to też ulubiony kolor mamy, prawda?

- Prawda - zgodziłam się

- Och, to jesteście diabłami! - zachichotała z kolei Monsterówna, a zanim zdążyłam się zorientować, już dostała fangę w nos

Chwilę rozdzielałam tłukące się Monstery, aż zadzwonił domofon i wszyscy na raz rzucili się odbierać.
Wygrałam.
Wjechał Piotr i Paweł. Akurat we dwójkę.

- Mogę podpisać? - do paragonu rzuciła się Monsterówna
- A potrafisz się podpisać? - zwątpił pan dostawca
- No, pewnie! - zaperzyła się Monsterówna
- Ja też potrafię się podpisać! - natychmiast wtrącił Monster
- Ja tez potlafię pisać! - zmaterializował się Monsterino

Cała trójka dzierżyła w dłoniach pisaki. Pan struchlał i miał prawo.

W końcu podpisałam osobiście, Monstery obficie podziękowały panom dostawcom za nową porcję kartonów do zabawy, a na odchodnym Monster zwierzył się jeszcze:
- I ja nawet potrafię napisać GRUBY DZIAD!

Pan dostawca, który nie był bynajmniej gruby, rozszerzył usta w wymuszonym uśmiechu.

- To gdybyśmy się nie widzieli do świąt, to wszystkiego najlepszego!

- Och, NA PEWNO będziemy się jeszcze widzieć! - zapewnił Monster - my tu bardzo szybko wszystko zjadamy!

O, tak. Konieczność przewidzenia menu na świąteczne dni i upchania produktów w lodówkę napawa mnie przerażeniem.

- O, kupiłaś dużo makaronu! - rozległo się znad rozpakowywanych kartonów

- Właśnie, czy możemy jeść w święta spagetti? Proszę, proszę, proszę...

Kusząca perspektywa.


piątek, 19 grudnia 2008
historie kuchenne


 nie mrocznie, ale znowu w ciemnościach
kolęda kuchenna przy niedostatecznym (czyt. nastrojowym) oświetleniu








... i naleśnik się przypalił...
czwartek, 18 grudnia 2008
Walk Like an Egyptian (tłum.: spacer w egipskich ciemnościach)



- Kocham cię, blacisku! - zaćwierkał Monsterino i  niedźwiedzim uściskiem objął Monstera

Monster opuścił przygotowaną do uderzenia rękę i wyraźnie się rozluźnił.

- No dobrze już, dobrze, nie ściskaj mnie tak - odrzekł i zajął się nakładaniem skarpetek

Monsterino podleciał do potarganej Monsterówny walczącej ze strojem galowym.

- Kochana Gajusiu, jesteś taka mięciutka! - zakwilił przytuliwszy się. Monsterówna rozpromieniła się cała.

Monstery stanęły na wysokości zadania. Żadnych jęków, strajku włoskiego czy akcji sabotażowych. Monsterino był na nogach od 5:30, a reszta sprawnie nadgoniła, tak że dwadzieścia po siódmej ruszyliśmy w mrok.

- Ale ciemności, co za czad! - wykrzyknął Monster - czy przedszkole w ogóle jest czynne tak w nocy?

- Jest wcześnie, ale już jest czynne - wyjaśniłam

- Dobrze, że dzisiaj już nie ma wigilii w przedszkolu. Znowu było to okropne jedzenie. Zjadłem tylko pierniczki! No, ale dzisiaj już będzie NARESZCIE normalnie - powiedział i podbiegł, a reszta pielgrzymki, chcąc nie chcąc, za nim.

Zaprowadziliśmy Monstera do przedszkola, potem Monsterównę do szkoły, a gdy wróciłam z Monsterinem do domu, by za chwilę wyekspediować go do babci, miałam ochotę od razu wrócić do łóżka.


środa, 17 grudnia 2008
7 dni



Skoro już ustaliłyśmy z blogowymi koleżankami, że dzieci z rocznika 2006 są cieżkie w nocnikowaniu (z chlubnymi wyjątkami, Kanagato!), to życie staje się prostsze: w liczniku rozdziałów z księgi Tajemnic Świąt Bożego Narodzenia wyszło, że tydzień do Wigilii (Bo następnego rodziału już nie liczymy, bo to już jutro - pokrętnie wytłumaczyły Monstery).
W tygodniu tym trzeba zmieścić wigilie szkolną (muszę się angażować), wigilię przedszkolną (jak miło, że nie muszę się angażować), Jasełka Przedszkolne (obecna, przytomna), Wigilię pracowniczą (muszę być obecna nie tylko duchem), normalną pracę/szkołę/przedszkole, a to wszystko przy czterodniowej absencji Monstertaty (no, ale skoro niektórzy na Wigilię pracowniczą udają się do Italii, to dojazd trochę zajmuje...).

A tu Monster jakoś mętnie tłumaczy, że nie ma ochoty udawać się do instytucji i to w dzień wizyty Gwiazdora!
Po serii pytań naprowadzających wydusił w końcu, że boi się otrzymać rózgę!
Uśmiechnęłam się pod nosem, że ten niby niewierzący w Gwiazdora twardziel, a cyka!
Ale skąd wziął ideę rózgi dla niegrzecznych dzieci, to nie wiem, bo w domu o tym nie rozmawialiśmy, w przedszkolu podobno też nie straszyli.
Pocieszałyśmy go obiedwie z Monsterówną i jakoś się dał przekonać. I gdy się okazało, że prezent ostatecznie dostał, odzyskał swoją zwyczajową werwę i mógł już rozkoszować się kolejnym dniem pod krawatem. Bo, jak już nieraz pisałam, Monster uwielbia chodzić w koszulach i pod krawatem. Urodzony człowiek korporacji.

Monsterino wreszcie przekonał się do pływania z trenerem i nagle nabrał przekonania, że doskonale oraz samodzielnie nurkuje. Wobec tego rzuca się z brzegu do wody bez ostrzeżenia, a samodzielne wypłynięcie na powierzchnię troche za długo jeszcze mu zajmuje. Ale ważne, że się nie zniechęca. Tylko ja muszę bezustannie zachowywać czujność. Choć to w sumie żadna nowość.

Natomiast radością z innej nowo zdobytej umiejętności dzieli się Monsterino z Monsterówną:

- Gajusiu, zobac jaką stuckę lobię!! - i tu prezentuje obfite oplucie brody
- Ładnie pluję, plawda?




poniedziałek, 15 grudnia 2008
wygodnictwo się mści


Nie ma lepszego budzika od bryłki lodu, która wskakuje do łóżka rodziców, żeby odtajać pod ciepłą kołdrą.

- Czyli Monsterino potrafi się sam rozebrać - przeszło mi przez myśl

Żadne to osiągnięcie, zważywszy, że w sobotę skończył dwa i pół roku. I tu, choć oczywiście rodzeństwa nie należy porównywać, nasuwa się natychmiast wspomnienie Monstera, który w tym wieku, mając za sobą półroczny staż bezpieluchowy, poszedł do przedszkola. I potrafił sam wciągnąć majtki, spodnie i skarpetki oraz nałożyć sandały. Co Monsterina zupełnie nie interesuje.

(Do Monsterówny nie porównuję, choć w tym wieku urządzała przebierankowe pokazy mody, chociaż zabrzmi to szowinistycznie, ale mimo wszystko ciuchy przeważnie bardziej pociągają małe kobietki).

No i wiem, Droga M., że na pewno DO SZKOŁY Monsterino z pieluchą nie pójdzie, no tak. A w każdej książce czy artykule o odpieluchowaniu pierwsze założenie jest takie, że dziecko musi być na to gotowe.

Monsterino bezsprzecznie nie jest gotowy. Co mnie denerwuje, choć może nie powinno. Bo jak to: niegotowy? W tym wieku??? Mój syn? Że zupełnie mu nie przeszkadza, że kupa szczypie w tyłek, że pielucha na wysokości kolan, że mokre spodnie....

co też za herezje pani opowiada! za naszych czasów nie było takich chłonnych pampersów, to by w końcu się nauczył


albo by się przyzwyczaił, że ma być mokro...


albo powinnam była wczuwać się w rytm jego wydalania i w odpowiednim momencie już jako półroczniaka wieszać nad nocnikiem stękając: eee, albo siiii

Ale gdybym miała szansę, czy bym tak robiła?

nie sądzę.

mea culpa

niedziela, 14 grudnia 2008
motywy przedświąteczne tendencyjne, a ekologia w tle



- Według mnie, ta choinka jest za bardzo czerwona, mamusiu! - stwierdziła Monsterówna 13 grudnia, co zabrzmiało dwuznacznie

- Tak sądzisz? - spytałam bezsensownie, bo skoro tak mówi, to przecież tak sądzi. Nasza choinka ma metr wysokości i korzenie w doniczce, gdyż, jak zwykle mamy nadzieję, że się przyjmie w ogrodzie. Na ostatnie 10 choinek przyjęła się wprawdzie jedna, ale próbować trzeba. W każdym razie na ten metr wysokości obwieszona jest dokumentnie, a laijmotiwem był od tygodnia czerwony łańcuch.

- To ja zdejmę ten łańcuch i przełożę szopkę - oznajmiła Monsterówna

- Oczywiście, rób jak chcesz - stwierdziłam, Monsterówna spojrzała na mnie badawczo:

- To ciebie to w ogóle nie obchodzi?

hmmm, jakby to powiedzieć....

- To jest wasza choinka i wy ją ubieracie - stwierdziłam pojednawczo, tak naprawdę wystrój choinki mając w głębokim poważaniu

- No wiesz! Uważam, że powinnaś mieć swoje zdanie! - odparowała Monsterówna, zakręciła się na pięcie i poszła zmieniać imaż choince.

Tymczasem sąsiad obok nas dymi niczym krematorium. Monstertata zadzwonił do niego z delikatnym zapytaniem, co on do tego pieca wrzuca, skoro dym w naszej chacie wyciska łzy z oczu, ale ten idzie w zaparte, że to miał węglowy.
Ani chybi łże w żywe oczy i wydaje mi się, że będę musiała porozmawiać z nim ja.
A sąsiad ma dziecko w klasie ekologicznej, więc co za hipokryzja, tu segregacja odpadów, a we własnym piecu plastiki albo inne gumy. W mieście, gdzie ledwo szczyt klimatyczny się skończył!
To tak, żebym nie miała zbyt dużo czasu wolnego...



piątek, 12 grudnia 2008
tematozmieniacz



Idea Świętego, który przynosi prezenty, tak się Monsterinowi spodobała, że gdy kładzie się spać, prawie za każdym razem pyta, czy "jutlo będą plezenty, tak?"
Och, jak bardzo nie zadowala go przecząca odpowiedź.

Ostatnio wieczorem czytamy o Tupciu-Chrupciu. Tupcio rano wstaje i idzie do przedszkola.
- A mama? - pyta Monsterino i głos delikatnie mu drży
- A mama idzie do pracy! - mówię
- Dlacego? - Monsterino wykrzywia usta w podkówkę
- Mamy muszą pracować, a w tym czasie dzieci dobrze się bawią w przedszkolu - wyjaśniam z emfazą
- Ja pójdę do pedskola z mamą! - kategorycznie stwierdza Monsterino - i z moimi samochodzikami!....co mama mi kupiła i co Mikołaj psyniós mi... - już sobie zaplanował, już wymyślił, jak to będzie! Już mu się lico rozjaśnia i zmarszczki prostują:
- No, cytaj, cytaj, co tam było dalej! - ponagla

- Ale wiesz (tu sprytnie wyciągam spod stosu ksiażek tę o Kamyczku siusiającym już na nocnik), w przedszkolu to się siusia tylko na kibelek! - stukam palcem w okładkę

- Telaz cytamy ZUPEŁNIE nie o Kamycku tylko o Tupciu-Chlupciu, mamusiu! - przekłada książki Monsterino

to by było tyle, jeśli chodzi o monsterinową edukację nocnikową...

***
Z innej beczki, to Maja, mimo delikatnej sugestii Monsterówny przy wsparciu przyjaciółki, żeby te papierki sama wyrzucała, nadal RZUCAŁA Monsterównie swój papierek na jej ławkę i mówiła, żeby go wyrzuciła do kosza. Czyli to nie było PRZYPADKOWE czy przy okazji. To było celowe zabawianie się kosztem innego dziecka.
Dzisiaj rano przed szkołą podeszłam do Mai, popatrzyłam jej głęboko w oczy i powiedziałam, że jeśli jeszcze raz tak zrobi, to zadzwonię do jej mamy, by opowiedzieć, co się stało.
Myślę, że jeśli nie ustawi się dzieci w pierwszych latach szkoły, to później dzieci są na tyle cwane i bezczelne, że nie da się na nie wpłynąć.

****

Jeszcze z innej beczki, info dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: Monster w końcu został zapisany do klasy akrobatycznej. Byliśmy w szkole, widzieliśmy zajęcia i sale, rozmawialiśmy z Dyrektorem. Wygląda na to, że mają spójny pomysł na edukację i całkiem dobrze im idzie jego realizacja. Monster też się przekonał do szkoły, zwłaszcza, że jego kumple w końcu i tak nie poszliby z nim do jednej klasy.
Kolejna wielka decyzja za nami.


środa, 10 grudnia 2008
dlaczego w rozkwicie



Jak dla mnie, to konferencja klimatyczna może obradować przez cały rok - luz na ulicach i w komunikacji miejskiej poraża.
Jedziemy sobie wygodnie do pracy, Monsterino wyraża zachwyt nad banerem Madagaskaru 2.
- Ale fajne to jest! Takie smiesne zwiezątka!! - woła - ale co to jest? - dodaje po chwil

- Duży plakat reklamowy filmu - wyjaśniam

- Aaa, tak fłaśnie myślałem - zgadza się Monsterino - dlacego?

Mogę śmiało odtrąbić początek ery dociekania w monsterinowym życiu. Zaczęło się niewinnie i znienacka, ale teraz już żadne zdanie nie może pozostać bez pytajnika na końcu.

Są pytania fundamentalne. Na przykład wczoraj
Monsterino wybiega mi na spotkanie, gdy wracam z pracy. Rzuca mi się na szyję i chucha w ucho:
- Dlacego mnie opuściłaś?!

Są pytania automatyczne:
- Dlacego jedziemy? - gdy jedziemy
- Dlacego stoimy? - gdy stoimy
- Dlacego idziemy? - gdy idziemy,  i tak można  bez końca...

Ja też mam czasem do niego pytania. Które zresztą nie pozostają bez odpowiedzi.

Monsterino idzie do tyłu. Dosyć sprawnie mu to idzie, nie licząc kilku potknięć i wejścia na sprzęty.
- Co robisz?- pytam
- Wycofuję się  - informuje Monsterino zgodnie z prawdą

Mnie natomiast boli brzuch na myśl przed nagromadzeniem się zajęć głównie pracowych w związku z końcem i początkiem roku, plus święta, dwa tygodnie wolnego od instytucji edukacyjnych do kreatywnego zagospodarowania (niby Monster miałby opiekę w przedszkolu, ale czy jedno dziecko mniej w domu robi różnicę?). I tu wycofać się nie da. Usilnie wizualizuję narty w ferie i wiosnę...



wtorek, 09 grudnia 2008
oczekiwanie w bezsenności retrospektywa



Jeszcze krótkie wspomnienie z piątku, bo wiąże się z obecnym tygodniem, w którym grupa Monstera piłuje przedstawienie na Jasełka.
W piątek Monster obudził się o, nomen omen, piątej i poszedł budzić Monstertatę, by ten odprowadził go do przedszkola. Dlaczego akurat monstertata? Bo ja odmówiłam, ha!
Monstertata w kilku krótkich, żołnierskich słowach zawrócił go do mnie. Tak się turlał, przewalał i wzdychał, że o 5:30 obudził się także Monsterino i musiałam wraz z obydwoma zawlec się do kuchni, by serwować śniadanie.
Monster miał już okres w życiu, gdy dzień w dzień spożywał pierwszy posiłek o czwartej nad ranem.
Ale mu szczęśliwie przeszło. Sobie powspominałam, gdy usiłowałam rozewrzeć oczy i wycelować mlekiem w miski...
O szóstej kompletnie ubranemu Monsterowi Monstertata złamał serce wiadomością, że przedszkole jest jeszcze przez pół godziny zamknięte.
Położyłam się zatem z chłopakami na skromniutkie dwa kwadrase pod kołdrę, szkoda, że minęły jak mrugnięcie okiem.

Gdy o siódmej zadzwonił budzik, chłopaki nawet nie drgęły. Czynienie porannej toalety bez Monsterina uwieszonego u nóg okazało niewyobrażalnie łatwe i szybkie! Szkoda, że był to jednorazowy wyskok, jak dotychczas. I tu dygresja: Monsterino posiada wbudowany czujnik mojej nocnej obecności u jego boku. Jeśli nie wstanie przede mną, to mam trzy do pięciu minut samotności rannej. Ot, tyle by wstać na nogi, doczłapać do kuchni i włączyć czajnik.
I już tupie cosik przez hol...

Koniec końców Monster przed ósmą przekroczył bramy przedszkola, a Monsterino tego jednego, pięknego poranka otworzył oczy, gdy już prawie miałam buty na nogach. Uśmiechnął się (normalnie jest rano nieprzysiadalny) i sapnął:
- Taka mi się piękna bajka śniła!

a popołudniu Monsterowa Pani pogratulowała Monsterowi, a pośrednio mojej skromnej osobie, wyuczenia się tekstu na jasełka.
Że filarem przedstawienia jest! Że on jedyny recytuje prawie bez podpórek.
Jak można się domyślić, obecnie Monster lewituje gdzieś pod sufitem.
poniedziałek, 08 grudnia 2008
cud,magia,wiara



Jako, że upiekliśmy pierniczki już w czwartek, Monster miał chytry pomysł, by wystawić je Świętemu dzień wcześniej.
Nie musiałam nic mówić, bo wcześniej wsiadła na niego Monsterówna przytaczając wiersz o tym, jak to raz w roku, szóstego grudnia, świat się mikołajami zaludnia (cytat niedokładny).
Choć Monstery wierzą w jednego Świętego, który daje radę dostarczyć prezenty do wszystkich dzieci w jedną noc:
- To dlatego, że Ziemia się kręci i w różnych miejscach jest różny czas i On może zdążyć! - zabłysnęła Monsterówna
- A serce bażanta ma kształt jaja, wiesz? - powiedział Monster, bo musiał coś powiedzieć, jak to on (nawet nie mam źródła, które pomogłoby mi zweryfikować tę rewelację, w encyklopedii nie mam aż tak szczegółowej anatomii)

Monster twierdzi, że wie, że to rodzice kupują prezenty, ale ochoczo obierał marchew i szykował pierniki na parapet, za siebie i Monsterina. Nawet licytowali się z Monsterówną, kto więcej kawałków marchwii dla reniferów zostawi. W końcu miałam zapas marchwii na dwa obiady ( w sumie nie wiem, skąd się wzięła tradycja obierania marchwii, skoro bydlątka raczej konsumują ze skórą, ale skoro dzięki temu nie muszę obierać już na obiad, to popieram taki zwyczaj).

W każdym razie, gdy już zasypiali i oczywiście nie mogli zasnąć Monsterówna westchnęła:
- To prawdziwy cud, prawda? Że Mikołaj przyfruwa i zjada ten mały poczęstunek i renifery też. I to dobrze, że my im to szykujemy, bo rozmawiałam w szkole i nikt inny tego nie robi! Dlatego przygotowałam aż 14 kawałków, żeby się dobrze najedli przed dalszą drogą!

- Ja przygotowałem 18 kawałków! - dobiegł teatralny szept z drugiego pokoju (bo Monster zawsze musi być lepszy)

- To ja nie wiem, czy po takiej obfitej uczcie, gdziekolwiek jeszcze polecą! - zażartowałam

Rano Monsterówna zbudziła Monstera już o szóstej, Monsterino zbudził się sam. Ja dosypiałam, ale doszła do moich uszu dyskusja, w której Monster przekonywał, że przy jego talerzach renifery zostawiły nie tylko okruszki, ale także...bobki...;)

Wieczorem w Mikołajki Monsterówna przykleiła na okno list do Świętego z podziękowaniem za piękne prezenty.

- Nawet jeśli nie przyleci, bo pewnie jest zmęczony po tamtej nocy, to na pewno przeczyta z Nieba! - wyjaśniła


czwartek, 04 grudnia 2008
powołanie



Monster jednak rano zakaszlał jak ze studni i został w domu. Monstertata ani chybi zostanie wyniesiony na ołtarze...;)
W każdym razie nie minęło parę godzin, gdy dzwoni do mnie monsterowa Pani i pyta, co się stało, bo właśnie mają próby jasełkowe i Monster gra jedną z głównych ról i tak pusto bez niego i w ogóle brakuje go, że przecież on zawsze jest.
Popołudniu powtórzyłam Monsterowi rozmowę z jego panią. Wzruszył się łobuz i od razu zapragnął powtórzyć tekst. Denerwowało go wprawdzie moje prawienie, że ma wyraźniej mówić i może troszkę bardziej modulować głos, ale się starał.

Monsterówna po dwóch dniach nieobecności przyniosła stertę zaległości do nadrobienia (mimo, że w międzyczasie robiłyśmy co nieco, bo dzwoniłam do jej koleżanki, by uzupełniać na bieżąco), w każdym razie była w średnim humorze.

Dla poprawy nastroju i dlatego, że już od paru dni się tego dopraszały, wręczyłam Monsterom wałek.




Czy są dzieci, które nie lubią pieczenia pierniczków?






A wieczorem, przytulając się na dobranoc, Monster, zamiast zwyczajowych życzeń kolorowych snów, napluł mi do ucha:
- Nawet Anioł, choć zmęczony, bo dobrą nowinę ogłasza na cztery strony, nie wpuści złego Heroda!

Doprawdy, przejął się.


 
środa, 03 grudnia 2008
mobbing



Monsterówna rzuciła krótko:
- A wiesz, że muszę wyrzucać po Mai papierki?

- Jak to? - nie zrozumiałam

- No wiesz, papierki po jej kanapkach. Bo jej się nie chce i jak zje, to mnie woła i ja wyrzucam je do kosza.

Ooooo....
W pierwszym odruchu planowałam natychmiast z rana dorwać rzeczoną Maję w szkole i wybić jej z głowy wysługiwanie się moją córką.
Ale, po chwili rozważnego namysłu (brawo, monstermamo, tego byśmy się po tobie nie spodziewali...), mózg wyszukał stosowny rozdział z Mądrej Książki, toteż zapytałam:

- A dlaczego musisz jej wynosić te papierki, sama nie może?
- Nie chce jej się, przecież mówiłam - bąknęła Monsterówna
- A dlaczego Tobie się chce? - drążyłam
- Bo po prostu nie chcę, by ona była smutna... - spłoniła się córka
- I uważasz, że to takie fajne, że jesteś służącą swojej koleżanki? - no nie wytrzymałam, nie powinnam była chyba nazywać tego tak ostro, ale samo wyszło - Może jej korona z głowy spadnie, jak sama wyrzuci?
- No, nie - zachichotała Monsterówna
- To co, jutro też zamierzasz wyrzucić jej ten papierek?
- Nie wiem - stwierdziła Monsterówna

Ale ziarenko niepewności chyba zasiałam.
A Wy jak byście postąpiły(li)?

***
Updejt chorobowy jest taki, że Monsterównie przestała kaszleć, Monsterino też właściwie, ale oczywiście kończymy leczenie, za to dzisiaj rano zaczął kaszleć Monster, dlatego został w domu (dwójka czy trójka chorasów, co to za różnica...). Ponieważ miałam pewne przypuszczenia, że kaszel Monstera uwarunkowany jest Monsterówny wyznaniem, jak to nie poszła do szkoły, postarałam się pobyt w domu uczynić jak najmniej pociągającym dla Monstera - czyli leżenie w łóżku, spokojne zabawy typu książka albo klocki. Pół dnia mu wystarczyło. Już nie kaszle.
wtorek, 02 grudnia 2008
powrót gluta



Druga fala gluta powaliła najtwardszych: Monsterówna zaczęła kaszleć. Wygrzebałam spłowiałą książeczkę zdrowia naszej gwiazdy i pojechaliśmy do pani dr. Monsterino też, bo glut nie dał się tym razem zwalczyć syropem z cebuli.
Pani zasugerowała Monsterównie wyleżenie przeziębienia i syropki, Monsterino tym razem walczy antybiotykiem (pani dr. szeroko uśmiechnęła się, gratulując wręcz, że ostatni antybiotyk w lipcu miał zapodany. Że chyba można mówić o wzroście odporności u dziecka, czy jakoś tak. Nawet bym się pośmiała z panią dr., gdybym nie była tak rozedrgana słuchając, gdy osłuchuje, czy nie ma szmerów w płucach. To musi być chyba tak, że gdy ktoś przejdzie traumę szpitalną z dzieckiem, to wtedy każde zachorowanie od razu wizualizuje się wenflonem w małej łapce)
Zatem walczymy z glutem. Ja też opanowana, ale mnie wystarcza na razie siła woli i szałwia.
Monsterówna z pewną taką nieśmiałością przywitała, jakże miłą, perspektywę dnia bez szkoły.
Pół dnia w łóżku (jak wyleżeć, to wyleżeć!) wystarczyło, żeby zmieniła zdanie.
Monsterinowi pani nie zaleciła wyleżenia, być może widząc, po tym, gdy usilnie starał się przeorganizować przestrzeń gabinetu lekarskiego, a potem wlazł za szafę, za którą znajdował się kurz z czasów Króla Ćwieczka i delikatnie się zaklinował, że jest to polecenie awykonalne.

Monsterówna wraz z Monsterinem dostają na głowę w domu, a ja po godzinie przebywania z nimi zerkam na zegarek, czy czasem nie czas na kładzenie ich spać ( po tym, jak przez pół godziny układałam z Monsterinem tory, a gdy już trasa była wreszcie skończona i można było w końcu puścić pociąg, Monsterino stwierdził, że ma dosyć takiej zabawy. Monsterówna natomiast wymyśliła piosenkę O Gumowym Misiu: "miś gumowy - mowy, - mowy miś" i potrafi ją śpiewać nieprzerwanie, aż ochrypnie, na szczęście w obecnym stanie jej gardła, jest to w miarę prędko)

Zaczynam rozumieć, dlaczego moja własna mama nie bywała aż tak bardzo szczęśliwa, gdy zostawała ze mną chorą w domu. A dla mnie to był czas jak w wakacje!



poniedziałek, 01 grudnia 2008
krótko, ale z żelem


Piątek wieczór. Termin globalnego strzyżenia Monsterowa zarezerwowany tydzień wcześniej. Monsterówna tylko grzywkę, chłopaki ogólne ogarnięcie owłosienia.

- To może nastroszę ci tego jeżyka żelem? - pani fryzjerka uśmiechnęła się do odbicia Monstera w lustrze. Spłoszony Monster zaczął wydobywać ręce spod pelerynki, żeby obronić swój świeżo utworzony imidż. Na jego pytający wyraz twarzy wtrąciłam definicję żelu i jego rolę w utrwaleniu monsterowej fryzury.

Monster się uspokoił i łaskawie pozwolił działać profesjonalistce.

- Dziewczyny będą się za tobą uganiać - sapnęła pani pro

- Już się za mną uganiają! - prychnął Monster - ale jeszcze nie zdecydowałem, z którą się ożenię. CZY SIĘ OŻENIĘ. - poprawił po sekundzie.

Chwilę wcześniej na tym samym fotelu do Monsterina, mimo przekonywania go górą kolorowych lizaków (pomysł pani pro), wspaniałym wyglądem (pomysł Monsterówny) i spokojem od fryzjera aż do świąt (moja inwencja twórcza) nie przemawiały słowa o szybkiej akcji i przecież o co ci chodzi, to tylko nożyczki i rach-ciach będzie po wszystkim...

No naprawdę, co za ciężki okres. Od półtora roku Monsterino regularnie uczęszcza do przybytku, a teraz taka histeria! Pół godziny przekonywania, by w trzy minuty ciachnąć z tyłu i nad uszami. (chociaż trochę).

Monsterówna asystuje. Kolejny fajny zawód do rozważenia - trzyma nożyczki, podtrzymuje suszarkę, odstawia maszynkę czyszcząć ją szczoteczką... Teraz waha się pomiędzy zostaniem nauczycielką, dentystką a fryzjerką.

-Tyle interesujących rzeczy można robić, mamo, dlaczego ty wolałaś pracować w biurze???? - co jakiś czas powraca pytanie

- P-O-Z-N-A-Ń - literuje Monster - o, tu o Poznaniu jest napisane - Monster przegląda tytuły na okładce czasopisma w poczekalni

Sprawdzam.

- Oj, przeczytaj jeszcze raz, jaka jest tam ostatnia literka?

- J - czyta Monster

- No to od początku, co tam jest napisane? - pytam

- P-O-Z-N-A-J! Aaa poznaj! - cieszy się Monster

- NIEEEE! - Monsterino, który w końcu zakończył strzyżenie, wyrywa bratu gazetę - tu jest napisane: P-O, POLSKA!

Pani fryzjerka powiedziała, że to było już stare czasopismo, więc nie szkodzi, że je podarł.

Pogodziłam się z myślą, że za kolejne strzyżenie będę musiała więcej zapłacić...


Archiwum
do Monsterowa tędy