piątek, 30 grudnia 2005
niedziela, 25 grudnia 2005
czwartek, 22 grudnia 2005
środa, 21 grudnia 2005
wtorek, 20 grudnia 2005
poniedziałek, 19 grudnia 2005
piątek, 16 grudnia 2005

Coś zbudziło mnie po czwartej nad ranem. Coś, co kazało mi biegiem lecieć do kibelka.

W kibelku trochę mnie przetrzymało, więc nie skojarzyłam, że w międzyczasie wstał Monster i koniecznie chciał towarzyszyć mi w łazience. Ponieważ po piątej nadal siedziałam w kibelku, a Monster nadal nie chciał spać, wkroczył Monstertata, który przekazał Monsterowi krótki komunikat - jak nie będziesz spać teraz, to będzie ci się ciężko wstawało rano.

Jak można się spodziewać, słowa te nie zrobiły na Monsterze żadnego wrażenia. Monster tryskał w owej chwili radością życia.

Powoli zbliżała się szósta, w końcu monstermamowy organizm pozbawiony treści, których się uprzednio pozbył, ogłosił koniec wydalania obustronnego.

Monstermama legła, kątem oka rejestrując szeroko otwarte oczęta Monstera.

Monster nie chciał jeść, co było w sumie zrozumiałe, ze względu na wdrożoną politykę maksymalnego futrowania na wieczór. Monster po prostu wierzgał po łóżku, raniąc to Monstertatę, to Monstermamę i nic sobie z tego nie robiąc.

W końcu Monstertata na skraju wytrzymałości nerwowej wysyczał:

- Jeśli natychmiast nie zamkniesz oczu, to będziesz iść do przedszkola na piechotę, a nie na barana!

Następną rzeczą, jaką zarejestrowałam, był sygnał z moich trzewi, który pognał mnie w wiadome miejsce.

I to był już ranek.

Tak jak przewidywałam zmęczony Monster wymamrotał, że nie chce płatków, że zje w przedszkolu. Gdy doszło do ubierania, Monstermama była akurat  głową w kibelku, więc nie była w stanie Monstera ubrać.

Monster wpadł w histerię. Nie pamiętam, żeby tak się kiedykolwiek darł. Gdy w końcu wyszłam z ubikacji, zauważyłam, że Monstertata wywleka odzież i Monstera na korytarz i zamyka drzwi. Zdezorientowana Monsterówna pomachała mi smutno na pożegnanie.

A ja resztę czasu do wyjścia spędziłam w różnych częściach łazienki, a potem - pierwszy raz w życiu musiałam wyjść w trakcie jazdy z tramwaju, bo po prostu musiałam zwrócić herbatę, którą wypiłam.

Monster, podobno w spazmach, dotarł do przedszkola. Cały czas na nogach.

I co ? I głupio, przykro, niedobrze. Ale teraz nie jestem w stanie myśleć, co można było lepiej zrobić.

czwartek, 15 grudnia 2005
wtorek, 13 grudnia 2005
poniedziałek, 12 grudnia 2005
niedziela, 11 grudnia 2005
czwartek, 08 grudnia 2005
środa, 07 grudnia 2005
wtorek, 06 grudnia 2005
poniedziałek, 05 grudnia 2005
piątek, 02 grudnia 2005
Archiwum
do Monsterowa tędy