piątek, 31 grudnia 2004
Imprezowo

Monstery bawią się w królestwo.

-  Jestem królewna świata! – woła, jak się można domyślić, Monsterówna (rozkładając ramiona jak Di Caprio w Titanicu)

 

- Królu, czy tu jest napisane, czy królewny mogą tu wchodzić  ? (puka do zamkniętych przez Monstera Młodszego - Króla drzwi. - Królu, puk puk! Czy królowy z księżniczkami mogą tu wejść?

 

Monster Młodszy łaskawie wyraża zgodę.

 

- Królu, co się panu stało? Dziecko się zgubiło? - zagaja Monsterkrólewna - To trzeba zadzwonić po listonosza!

 

- Królu, jestem księżniczką i tu rządzę. A ty - czy ty jesteś królem czy chłopcem?

 

 - Tak - oględnie stwierdza Monster-król przytłoczony słowotokiem siostry.

 

- To cicho bądź i słuchaj. Zaczynamy grać!  zarządza Monsterkrólewna.

 

I śpiewają na melodię dowolną, dekompletują cymbałki oraz następuje kompletny imprezowy szał.

W takim radosnym nastroju wywozimy zaraz Monstery do babci i dziadka, a Monsterrodzice udają się na zasłużony beforek i afterek w dorosłym gronie. Do siego roku!

 

 

czwartek, 30 grudnia 2004
Pyry


"Zaklucyłem, mamusiu" - zawołał Monster Młodszy i nadbiegł z pękiem kluczy w ręku, a Monstermama zamarła.
Nie, nie o to chodzi, że znalazł klucze, których szukaliśmy rano bez skutku.
Nawet nie o to chodzi, że kluczył po domu w ich poszukiwaniu.
Chodzi o to, że wyrażenia <zakluczyć> usłyszał nie ode mnie.

Nie zdążyłam się pozbierać na jednym ciosie, gdy z pokoju usłyszałam błagalne wołanie Monsterówny:
"Mamuniu, gdzie jest moje ostrzytko, nie mogę go znaleźć, pomóż mi!"

Monstertata - pyra od urodzenia - wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu.
Na szczęście, mimo ciągłej indoktrynacji i pracy u podstaw, Monstery nie wołają na psa <kejter>.

W końcu
 
    wróciliśmy ze świątecznego objazdu Polski.
Rozpaskudzeni, rozpieszczani, obżarci i rozregulowani.
Ale nasz mały reality show trwai choć potrzeba trochę czasu, to znowu Monsterowo będzie chodzić jak w zegarku.
Monstery są "chatowe" jak to mówi Monsterprababcia, czyli gdzie się do nich uśmiechną, tam ich dom.  A trasę sześciogodzinną łyknęły jak cukierek - Monster Młodszy zbudzony już w domu w garażu zaczął jęczeć "chce mi się... do auta".
Wyrażenie "chce mi się" jest wyrażeniem tygodnia. Nadużywane jest w kontekstach wszelakich, od "chce mi się płatków" do "chce mi się na spacel". Forma przeciwna, czyli "nie chce mi się" zaanektowana została przez Monstera the Pierworodnego.
Wszystko zatem wraca powoli do kolein, Monsterrodzice mieli deczuchno luzu od Monsterów, to teraz ciężko się przestawić. Ale <damy radę>, jako rzecze nowy superhero Monstera Młodszego - Bob Budowniczy (pierwszy superhero to Monstertata ma się rozumieć).
Oprócz hitu "Bob budowniczy zawsze da radę" Młodszy rapuje "Lokomotywę" Tuwima. To od momentu traumatycznego pozostawienia własnego prezentu gwiazdkowego u dziadków.
W pralce schował lokomotywę. W pralce!
Kto by pralkę przeszukiwał?
I wyjechaliśmy bez prezentu za to z nowym wierszem na ustach.
Teraz nasza pralka się grzeje. Bez klocków, bo ładowana od góry, a jeszcze nie wyczaił, że można tam wrzucać.
Monsterówna za to definitywnie stwierdziła, że już młodszej siostry nie chce, że brat może być.
Stało się to, gdy roczna córeczka znajomych namolnie oraz namacalnie pragnęła sprawdzić, czy nową lalkę  Monsterówny można nakarmić i przebrać.
Jednak swój wróg, to znany wróg. I lalkami się nie interesuje (na razie).

piątek, 24 grudnia 2004
W prezencie od Monsterówny




To jest choinka w nocy i śniegu. Made by Monsterówna. Monstermama gwiazdki pomagała wycinać.
Życzymy Wam, drodzy odwiedzający, zdrowych i szczęśliwych Świąt!
Pozdrawiamy, Monstery
środa, 22 grudnia 2004
Jasełka

 

Monstertata przyznał się dopiero wieczorem, a Gaja wraz z nim, że w drodze na Jasełka zgubili sukienkę. Bardzo śmieszne! Monstermama w nocy prasowała, na wieszaku i w folii wieszała, a tu – wystarczy parę metrów i sukienkę gubią.

A było to tak: Monsterówna jak zwykle na barana, miała w ręku siateczunię z nowymi, o numer za dużymi, ale białymi i przez siebie wybranymi bucikami. A Monstertata przytrzymując Monstercóreczkę trzymał jednocześnie wieszak z suknią. Dochodzą już do przedszkola i Monsterówna jak zwykle zsiada z barana (może jej wstyd przed kolegami i koleżankami, że tak jak dzidziuś jedzie). W każdym razie – patrzą, a tu sam wieszak w folii wisi. Monsterówna apopleksji dostała i dawaj galopem w drogę powrotną sukienki szukać.

Na szczęście w śnieg wpadła i wcale nie została rozjeżdżona przez samochody na ulicy.

I nic nie było widać, bo gdyby mi tego nie opowiedzieli, to bym nawet się nie zorientowała, że sukienka takie przygody przeszła.

Ale Monsterówna umie trzymać buzię na kłódkę. Nie przyznała się w ogóle jak będzie wyglądało przedstawienie, a już jaką rolę będzie w nim grać – ani pisnęła.

Monstermama znowu się wzruszyła. A że okazało się, że dzień wcześniej Monstertata pozmieniał parametry w aparacie, to w tym zdenerwowaniu Monstermama prawie się nad aparatem zdjęciowym poryczała. Dzieci już prawie wchodzą,  a Monstermama szuka włącznika lampy – zgroza!

Część zdjęć nieostrych wyszła, ale co nieco udało się uratować.

 

Tutaj wchodzą, Gajeczka-Aniołeczka skubie sukieneczkę. Jak widać okazały się dwie rzeczy: że nie tylko ona ma obsesję różu, a Martusia, która stoi obok jest różowym aniołkiem. Oraz druga- jak widać – Monsterówna nie jest najniższą osóbką w przedszkolu, a takie miałam wrażenie we wrześniu. Być może tak było, ale już nie jest. Pewnie przez to wyciąganie się przed lustrem i powtarzanie mantry: <ale już jestem duża>.

 

 

 

 

 

Tu się rozkręcają. Trzeba przyznać, że Monsterówna znała większość tekstów kolęd i rozdziawiała paszczunię prawidłowo. (Monstermama w chórze śpiewała, to się zna, he he).

 

 

Nadal zaangażowana – Monstermama dała znaki, co by przestała skubać sukienkę, a nabożnie rączki złożyła, to złożyła. Ach, jakie Monstermama ma grzeczne dziecko J

 

 

 

I wielka niespodzianka: Gajeczka-Aniołeczka wraz z Marteczką-Różową-Laleczką miała wespół-zespół solówkę – śpiewały rozdzierająco fałszując <Lulajże Jezuniu>.

Aparat  w rękach Monstermamy się trząsł ze wzruszenia.

 

 

Plan ogólny – nie załapało się dwóch królów.

Czarny beret rulez w pierwszym rzędzie.

 

 

A na koniec panie poczęstowały nas piernikami upieczonymi przez przedszkolaki. Fakt – Monsterówna wspominała z oburzeniem, że tylko wałkowali i wycinali, a jeść nie mogli. Już chciałam lecieć z awanturą, a teraz rozumiem, dlaczego.

Bardzo świątecznie się zrobiło w naszym mini osiedlowo- przedszkolnym światku.

Fajne to nasze przedszkole i widzę, że Monsterówna się w nim dobrze czuje.

wtorek, 21 grudnia 2004
Co robi Monstermama, gdy nie pracuje


Monstermama właśnie dobudzała się rankiem wkładając głowę pod kran, gdy Monster Młodszy puknął ją boleśnie, bo kantem książki, w nogę i rzekł: "czitaj, czitaj tutaj, mamo"
"Jak widzisz, nie mogę" - odrzekła Monstermama - "Musisz poczytać sobie na razie sam, bo ja myję włosy"
I rzeczywiście. Monster siada na stołeczku i wpatruje się w otwarte stronice knigi.
Monstermama wprost zadziwiona chętną współpracą Młodszego łypnęła okiem spod szamponu i z żywym zainteresowaniem pyta: "To co czytasz, Roberciku?"
Młodszy: "S.O.S. głupi pies, a tu nie ma, a tu jest".

Monster Młodszy wepchnął z pięć płyt z unikalnym oprogramowaniem do CD-ka i chce ich słuchać.
Płyty są Monstertaty, więc mam nadzieję, że tego nie przeczyta ;)
Tłumaczę Monsterowi, że to są płyty do komputera i w dodatku tatusia, a ja mogę mu puścić piosenki.
"Nie tę akurat" - wrzeszczę, gdy wpycha kolejną
"Ja cę akulat" - odwrzaskuje Monster
"Puścić ci kolędy czy angielski?"- pytam po wydobyciu pokiereszowanych płyt, choć znam z góry odpowiedź.
"Gudmoling" - odpowiada Monster.
Ale wcale nie było tak prosto, bo żeby włączyć CD-ka, musiałam wyłączyć radio. A Młodszy wyciągnął baterie z pilota do radia. I że u nas radio wisi pod sufitem, to pognałam po miotłę.
A potem okazało się, że kabelek, który łączy CD-ka jest tym samym kabelkiem, który łączy ładowarkę do baterii, a te musiały się ładować, bo potrzebowałam fotoaparat zaraz popołudniu na Jasełka.
Zatem płyt więc nie posłuchaliśmy, ale za to umyliśmy z Monsterem okna.
Serio serio!

W końcu wyszliśmy z domu, co by rozjeździć sankami resztki śniegu. Trochę kręgosłup Monstermamy się nadwerężał, gdyż pomiędzy kolejnymi połaciami śniegu musiała przenosić Monstera przyspawanego do sanek.
Monstermamie było bardzo ciepło podczas spaceru.
Monster też nie narzekał.
Wręcz przeciwnie - gdy trzeba było wracać (z racji zmęczenia Monstermamy, bo Monster przecież siedział i się woził). Monster Młodszy wpadł w klasyczną dwulatkową histerię z czepianiem się nóg rodzicielki ("jesce na sanki, jesce na śnieg"), rzucaniem się na chodnik, a potem posadzkę z hasłem "nie ce lozbielać, nie lozbielać". Po czym wpadł do domu i zasnął jeszcze w przedpokoju z twarzą w kapciach.
I byłby to zupełnie zwyczajny dzień, gdyby nie Jasełka, na które pognałam, bo był już czas zajmować siedzenia.
Nasze przedszkole jest mikroskopijne i salka do występów tycia. Aby zająć miejsce strategiczne - czyli nie za czarnym beretem, trzeba być deczuńko przed czasem. Byłam za pięć, a i tak miejsca na środku były zajęte! Następnym razem będę robić od rana listę społeczną. O, co! Trzeba umieć się usadzić.
Ale o Jasełkach jutro, co by stopniować napięcie.

poniedziałek, 20 grudnia 2004
Są chwile….

 

…..gdy się lubią.

Zamykają za sobą drzwi, a Monster Młodszy oznajmia: "My tu z Gajom placujemy"

Albo chichrają się, a my nie rozumiemy z jakiego powodu. A nie wtajemniczą, o nie.

Uciekają i szepczą po kątach.

Fajnie mieć rodzeństwo dla tych chwil.

sobota, 18 grudnia 2004
Biało

Trzeba szybko wykorzystać, bo zaraz spłynie. Chyba szans na białe święta nie ma.
A chyba nawet do jutra pieczołowicie ulepiony przez Monstertatę na balkonie bałwanek może nie przeżyć. Już mu odpadł marchewkowy nos i spłynęły rodzynkowe oczy.
Może jeszcze podwórkowy Monstergigabałwan się trzyma.
Monster Młodszy zapowiedział, że jutro też będzie jeździł na traktorze.
To się niestety okaże.
Na razie u nas plusowo kapie za oknem.



Koleżanka Stasiulka też tańczyła wokół Monstergigabałwana.





A tego to komentować nie trzeba...



piątek, 17 grudnia 2004
Cena spokoju

-          Witamy Was, rodzice - zaczyna uroczyście Monsterówna, ale zaraz zmienia zamysł.

-          Nie, to my jesteśmy teraz rodzice, a wy dzieci i idziecie spać, dobrze? - zwraca się do Monsterrodziców, a my na komendę zamykamy oczy, gdyż takich chwil nigdy nie za wiele

-          To my teraz, Robert, ucałujemy dzieci i wychodzimy, dobra?

-          Dobla! - zgadza się ochoczo Monster Młodszy, który uwielbia wciąganie go do zabawy przez Monsterównę

Obcołowują nas rzeczywiście z dubeltówki, okrywają kocykami, milutko, cieplutko, właściwie zasypiamy.... Nie dany nam jest jednak odpoczynek.

Za mało aktywną rolę wyznaczono nam w zabawie.

-          Teraz wstawajcie, dzieci, bawimy się w wilka. Ja jestem groźnym wilkiem (zauważa, że Młodszy już na klęczkach), no Robert też wilkiem, a wy się nas boicie i uciekacie"

I dawaj ryczeć basem, pazury pokazywać i kły.

Uciekamy stacjonarnie, na łóżku. Monsterówna nie jest zadowolona, więc proponujemy, żeby przed nami wystąpili, ale nic z tego, Monsterówna wymyśla:

-   Ale scena jest w tamtym pokoju, a tam jest ciemno i czai się potwór. Jest ogromny!

Monsterówna zaczyna gestykulować, Młodszy patrzy na nią z zaciekawieniem.

W końcu razem zamykają się w pokoju i gonią się po ciemku.

-          To musi się skończyć płaczem - stwierdza Monstertata

-          O, tak -  potwierdzam - ale przez chwilę mamy spokój.

czwartek, 16 grudnia 2004
Zasypianki


Czytam Monsterom na dobranoc. Jeden Monster na jednym kolanie, drugi na drugim.
I kłócą się cały czas.
- "To lekin"
- "Nie, to orka"
- "To kruk"
- "Nie, to wlona"
- "Nie, kruk jest większy i cały czarny!"
- "Nie"
Wyłączam się i czekam. Może nawet zamykam oczy?
W każdym razie po jakimś czasie Monsterówna puka mnie w ramie:
"Mamo! Zaległa cisza!"

Monster Młodszy od kiedy został odstawiony od biusta, to zasypia przytulając się doń w zamian.
Jest to przytulanie czynne, początkowo połączone z regularnym molestowaniem rodzicielki.
Ponieważ Monstermamie nie w smak było takie zasypianie, uknuła z Monsterem, że można się przytulać, ręce na szyi kłaść, ewentualnie trzymać się za ręce.
Ale co wieczór Monster próbuje, czy ustalony stan obowiązuje.
I szmyrga pod bluzkę. I eksploruje. A Monstermama wyciąga łapsko i jak zwykle mówi: "Pod bluzkę nie, umawialiśmy się"
Monster Młodszy: "Tylko aja, aja - dobze? Paluskiem!"

środa, 15 grudnia 2004
Kartki świąteczne i kłamstwo, które ma krótkie nogi

 

Nadeszły do nas pierwsze kartki świąteczne, więc oglądamy je z Monsterami, wyciągamy albumy, żeby pokazać Monsterom, kto je przysłał.

- A ten misiu to od kogo? – pyta Monsterówna

- To od Martynki z Berlina, pamiętasz Martynkę ?

- Misiu na święta? – Monsterówna patrzy z dezaprobatą, stereotypy rulez

- A bałwanek?

- To od Ali i Maleny. Ala jest tą dużą, a Maleną tą małą – przypominam pokazując Monsterównie zdjęcie dziewczynek. A tu Ala wycięła dla Ciebie i dla Roberta małe bałwanki – Monstermama rozdaje bałwanki.

Bałwanek Monstera Młodszego staje się małą kuleczką, a potem znika w jego paszczy.

- Mamoooo, Robert zjadł bałwanka, którego wycięła Ala!

- Nie! Malena!– protestuje Monster Młodszy

- Nie, Ala!  Malena jest za mała – broni swojego zdania, skądinąd słusznego, Monsterówna

- Nie, Malena – Młodszy nie ustępuje, ponieważ bardzo lubi być w opozycji do siostry, a poza tym odczuwa sadystyczną przyjemność z kłótni z siostrą.

Monstery kłócą się tak przez dobre dziesięć minut, bo zdążam w tym czasie umyć włosy, a gdy wychodzę z łazienki, to one dalej:

- Nie!

- Tak!

Zatykam Monstery płatkami, ale dyskusja toczy się dalej.

- Mamo, czy pojedziemy do Ali i Maleny?– rzuca znienacka Monsterówna

- Takie mamy plany, ale dopiero w lecie – musiała nas podsłuchać, skubana jedna.

- A czy będziemy tam, u nich, jeść lody i się huśtać? – drąży temat Monsterówna

- Tak, tak , no pewnie, to będzie przecież lato – rozmarza się Monstermama

- To ja już idę do mojej Julki – rzuca Monstrówna i zaczyna się ubierać - A jak się nazywa najlepszy kolega Roberta w żłobku? – pyta Monsterówna, a Monstermama gorączkowa zastanawia się jak wybrnąć z tematu, gdyż żłobek Młodszego to kłamstwo wymyślone na rzecz Monsterówny, gdy zaczynała przedszkole, by jej smutno nie było, że Młodszy zostaje w domu. No i kłamstwo dobrze się ma, a że Monsterówna w przedszkolu też, więc pora zakończyć ten naganny proceder.

Jednak wtrąca się Monster Młodszy:

- Malena! (to na pytanie o najlepszego kolegę w  żłobku)

- Mamo, czy Robert ma Malenę w żłobku?

- Nie, raczej nie i wiesz, Robert już nie chodzi do żłobka, bo… - i tu zacukała się Monstermama – bo źle się tam czuł i płakał. Poczekamy, aż będzie tak duży jak ty i pójdzie też do przedszkola.

- Do mojego przedszkola – nie. – kategorycznie stwierdza Monsterówna – jak Robert pójdzie do przedszkola, to ja już pójdę do szkoły.

I co? Gładko to przyjęła. Jakby dorośleje Monsterówna czy ki diabeł? – w ostatnim tygodniu nie miała ani jednego histerycznego napadu, pogadać można z nią normalnie, byle tylko codziennie różowy komplecik był przygotowany na krzesełku. Coś za coś.

poniedziałek, 13 grudnia 2004
Jeszcze nie

"Mamoooo! "– okrzyk obudziłby umarłego.

Monstertata rzuca się do pokoju Monsterów i wraca stamtąd z Młodszym.

Na zegarku 6:07, więc bardzo kulturalnie.

Monstermama obmacuje Młodszego i stwierdza, że być może nadeszła wiekopomna chwila, gdyż pielucha Monstera wydaje się być suchą. Pędem ruszamy zatem do łazienki, Monster nieprzytomnie błaga o mleko i kocyk, ale Monstermama jest twarda. Rozwija Monstera z piżamy i obwieszcza, że czas na siusiu.

Monster kwituje propozycję krótkim: "nie."

Monstermama dochodzi do słusznego wniosku, że źle zaczęła i zaczyna szantażować od początku (słodkim, zakłamanym głosikiem): „Roberciku drogi, jesteś już dużym chłopakiem, czas siusiać na fokę”.

„Nie” – odpowiada stanowczo Monster Młodszy – „ Lobelt nie duzy”

Ależ, Robercie, czy chcesz chodzić z Gają do przedszkola i bawić się dużym garażem z innymi chłopakami?” – Monstermama kontynuuje torturę i odkręca przy tym wodę, gdyż słyszała, że to pomaga w wywołaniu…

„Taaak? "– zaciekawia się Młodszy, ale jego kranik nadal zakręcony – „Lobelt idzie do psiedśkola, a Gaja zostaje?” – główka pracuje

„Nie, nie – Gaja idzie, a Robert też pójdzie, jak nauczy się siusiać na nocnik albo na kibelek”

„Lobelt nie ce. Lobelt pieluche ce. Lobelt sam bawi.”

I poszedł.

Nic nie osiągnęłam.

Daję mu jeszcze dwa miesiące do drugich urodzin. Potem bierzemy się ostro do zasikiwania majtek, spodni, podłogi, dywanu, kanapy…  

No cóż. Raz to przeszliśmy, to i drugi raz też przejdziemy.

sobota, 11 grudnia 2004
Trudny język


Zobac, zobac, mamusiu, zbudowaŁAM wieżę - zaprasza mnie do pokoju Monster Młodszy
Mamo - on nie może mówić <zbudowałam> tylko <zbudowałem> przecież on jest chłopcem! - denerwuje się Monsterówna - a teraz UBRAJ mi te skarpetki, proszę - podaje mi lalkę i jej skarpetki.
UŚMIECH SIĘ - gra w radiu, a Monstery nucą pod nosem i jak ja im teraz mam wytłumaczyć, że tak się nie mówi?

czwartek, 09 grudnia 2004
Przedstawienie


Scena - szczyt <małpiego gaju > na placu zabaw.
Widownia - piach pod małpim gajem.

Artystka na scenie - w tej roli, jak można się domyślać - Monsterówna, wygłasza skomplikowany monolog wewnętrzny o niezrozumiałej dla postronnych obserwatorów, czyli Monstermamy, treści.
W końcu zwraca się do, wydaje się, będącej w temacie Widowni pod postacią Monstera Młodszego:
"Proszę państwa, teraz wystąpi.... hmmm... moje dziecko, jak ty masz na imię?"
Lobelt - zgodnie z prawdą odpowiada widownia.
"Teraz wystąpi Robert! Brawa dla Roberta!" - Widownia wraz z Konferansjerem bije brawo
"Chodź, chodź, zagrasz na sksypcach, pani ci pomoże" protekcjonalnym tonem zwraca się Pani Artystka do Przedstawiciela Widowni.
Monster Młodszy stara się grać na skrzypcach, co z wyglądu przypomina szarpanie strun kontrabasu [jest na to termin muzyczny, oj jest, a słownik pojęć muzycznych leży gdzieś głęboko zakopany], toteż zostaje skrytykowany przez Artystkę :
"Tak się nie gra na sksypcach, lepiej śpiewaj"
Młodszy śpiewa na la-la-la.
"Nie tak, nie tak - głośno kolędy śpiewaj" Z niezadowolonej Pani Artystki wychodzą chyba stresy przygotowania do Jasełek.
Maluszki Dziewczynki mają być Aniołkami, a maluszki chłopcy pasterzami.
Pierwsze pytanie Monsterówny:
"Mamusiuuuu, czy Aniołek może mieć różową sukienkę?" - ja się wykończę... oj wykończę przez ten różowy.

wtorek, 07 grudnia 2004
A imię jej...

Gaju, a jak Twoja królewna ma na imię? - zapytała Monstermama Monsterównę wpatrującą się rozanielonym wzrokiem w swój prezent od Świętego.
Raz królewna - odpowiedziała Monsterówna
Jak? - okazał zdumienie Monstertata
Monsterówna powtórzyła, a Monstermama zwinęła się w kłębek ze śmiechu.

Bo to dalej idzie tak: Raz królewna złotowłosa cudny miała sen,
że czesała swoje włosy złociste jak len.
I przyszedł do niej grajek, na skrzypcach zaczął grać.
Czy pójdziesz ma królewno
konwalie ze mną rwać?

I rzeczywiście rzeczona lalka podobnaż jest do Raz - królewny z piosenki.

Później Monsterówna stwierdziła kolejno, że jej lalka ma na imię: Julka, Zuzia oraz Barbi.
Jednak pierwsze słowo się liczy.

poniedziałek, 06 grudnia 2004
Konsumpcja i próba strojów
Monstertata przytargał choinkę, więc po pudło z ozdobami udała się Monstermama do garażu. Najpierw choinkę ubieraliśmy, potem Monster Młodszy ją rozebrał. No i stroje Mikołajkowe zostały przymierzone.
Obecnie Monstery nie rozstają się z mikołajkowymi czapkami.
Nawet podczas konsumpcji.
Własnych dzieł oczywiście.






Opowiadanie Monstera Młodszego


I tam było auto kaletka! [karetka].
Jechało.
I auto kaletka lobiło ijo-ijo-cy słysys?
I po podwólku jechało.
Matiz tez był tam.

Modlitwa Monstera Pierworodnego


Aniele - Stróżu Mój, ty zawsze przy mnie stój; kiedy się bawię, kiedy śpię, gdy do przedszkola śpieszę się; rano, wieczór, we dnie, w nocy; zawsze ku pomocy; od wszelkiego złego i poprowadź do żywota wiecznego; amen; siadamy do stolików!

sobota, 04 grudnia 2004
Pierniczymy
- A może zobaczymy, czy udało nam się ciasto na pierniczki... - pomyślała na głos Monstermama i od razu ugryzła się w język.
- Pierniczki, o tak! - zaszczebiotała Monsterówna
- Lobelt lubi pielnicki - stwierdził Monster Młodszy.
Oboje stanęli przy Monstermamie na baczność.
- No tak. Westchnęła Monstermama.
- Ale my je dopiero musimy ZROBIĆ! Czyli wałkować, wycinać, piec... to trochę potrwa, wiecie - starała się roztoczyć przerażającą wizję Monstermama i naprawić swój błąd, ale kości zostały rzucone, a monsterowe fartuchy już dobywane z zabezpieczonej, zresztą przed Monsterami, szuflady.
- Mamo, ciężko się to otwiera - zasapała Monsterówna.
- Wiesz... to jest takie zabezpieczenie... hmmm...przed... dziećmi - wydukała Monstermama
- Acha - ze zrozumieniem pokiwała głową Monsterówna
No to robimy! - zawołała, gdy obydwoje byli już opatuleni w przepastne fartuchy i stali przykładnie na krzesłach przy blacie.

Potem poszło o wałek.
Wprawdzie wałki są dwa, ale jeden pełnowymiarowy, a drugi mały, dziecinny.
Monster Pierworodny dał do zrozumienia Młodszemu, kto tu jest ten dziecinny, po czym dostał w łeb.
Tym dziecinnym na szczęście.


Po tej słowno-fizycznej przepychance obserwowanej przez Monstermamę z boku (jako nakazują Mądre Książki), doszło do czasowego rozejmu przerywanego odgłosami dosypywania mąki (na podłogę), tudzież walki o foremki.


W końcu Monstery nawrzucały pierniczków na blachę, a potem legły z nosami przyklejonymi do piekarnika czekając, aż ich dzieła się upieką.
Jak to dobrze pomyślane, że pierniczki pieką się tak szybko!
Nienauczona poprzednim doświadczeniem, Monstermama zapragnęła jeszcze dodatkowo osłodzić Monsterom dzieciństwo i rozpuściła czekoladę mleczną sztuk pół, by Monstery mogły zgrabnie ozdobić pierniki.
Zdjęć z tego etapu prac nie będzie - polewa wraz z posypką starczyła ledwo na dwa pierniki, reszta została do końca wylizana.
A Monstery ułożyły się zadowolone na kanapie,  napełnionymi brzucholami do góry.

- To kiedy przyjdzie ten Mikołaj?
- zagaiła po dłuższej chwili nicnierobienia Monsterówna.
Ale to już temat na kolejną historię.

czwartek, 02 grudnia 2004
Znawca


Czytamy z Monsterem Młodszym książkę o zwierzętach. Młodszy po kolei nazywa zwierzęta, aż zatrzymuje się na owcy.
Monstermama: A to, Robert, jakie jest zwierzątko?
Młodszy: Nie wiem.
Monstermama: To jest owca.
Młodszy (wyraźnie zniesmaczony): Nie, to balanek!

Oglądamy dalej. Dochodzimy do zwierząt w Zoo, między innymi pływających fok.
A tu foka topi się - oznajmia autorytarnie Młodszy.

Archiwum
do Monsterowa tędy