czwartek, 24 listopada 2016
the end

 

Jakoś miesiąc już mija, kiedy Monster z hukiem rzucił sport, oddał dres AZS AWF Poznań i powiedział, że jego noga na trampolinie więcej nie postanie, a ja nadal z szoku wyjść nie mogę.

Że sobie nie poradzili z Monsterem trenerzy, psycholog sportowy (po pierwszej wizycie Monster zapowiedział, że woli, bym to jemu płaciła te 100 zł za godzinę, a tak sobie tak za friko zwykle rozmawiamy), no i nam, rodzicom oraz dziadkom, też nie starczyło argumentów.

Rzuciwszy codzienne treningi, Monster całym swym sercem i umysłem zaangażował się w życie szkoły. Wreszcie mógł zapisać się do drużyny Odysei Umysłu, wreszcie nie musi się opuszczać treningu, a w związku z tym gęsto tłumaczyć się trenerowi, gdy ma ochotę brać udział w akcjach charytatywnych, toteż lata to do przedszkola, to kwestować. Generalnie nie widać, żeby za trampoliną tęsknił.

Dziwne.

I naprawdę szkoda, że facet, który talent do tego sportu ma, stracił do niego serce.

Trochę to pokomplikowało ferie, nie chcąc, żeby gnił 2 tygodnie przed kompem, zgodziłam się na megadrogi, wypasiony wyjazd na narty organizowany przez szkołę, w związku z tym zapowiedziałam, że to wyrównuje rachunki za wakacyjny wyjazd Monsterówny do Grecji. Przyjął tłumaczenie, a nawet stwierdził, że ze swoich dołoży.

Teraz muszę czekać na wyrok trenera, czy Monsterino do Wałcza się załapie, czy na ostatnią chwilę dla niego coś organizować. To jest wieczna loteria.

Generalnie jestem zła. Na klub, trenerów, sposób finansowania sportu w Polsce. Że to wszystko takie mało przejrzyste i na układach oparte jest. Na przykład Monsterino ma teraz trenera, któremu odbił kryzys wieku średniego i przestało mu się chcieć. W związku z czym niewiele nowego Monsterino się uczy, młodsze dzieci trenowane przez innych go przeganiają, motywacja mu słabnie, a trenera wyrzucić nie można, bo nauczycielem jest, karta go chroni.

Zdecydowanie inną szkołę dla Monsterunia wyszukać muszę, już mam serdecznie dosyć tych ludzi.

A nie każdy jest robocopem, jak Monsterówna. Ma ona też z tej całej bandy najlepszego trenera, który jednak posiada ograniczone możliwości przerobowe.

No i tyle. Niesmak pozostał.

Czas leci, zaraz adwent, na sylwestra nie jedziemy na narty, bo się Monstertata boi, że znowu śniegu nie będzie w Czechach, a do Austrii nie udało się zebrać ekipy. Zatem całkiem uzasadnione będzie, jeśli wpadnę w doła, bo mi się bardzo wyjazd marzył.

Albo po prostu pójdę do pracy...

środa, 02 listopada 2016
dyniowo-liściowo

 

Pewnie jestem wyjątkiem wśród katolickich rodziców, ale nie postrzegam demonów i bezbożności w halloweenowych przebierańcach. Monstery też nie zauważają, wręcz nie mogły się doczekać, kiedy oryginalne maski od cioci dolecą i po domach cukierki będą zbierać.

W tym roku łup był spory - ponad 2 kg i nikt ich nie przegonił, najwyżej nie otwierali drzwi.

Od cukru są uzależnione nasze starsze Monstery, niestety. Nie chcą odwyku, co najgorsze. I tak wymogłam na długi weekend malutki odwyczek elektroniczny, odcukrowego już nie dadzą rady przeżyć.

A propos czarów i halloweenowych symboli - dwa czarne koty (kota i kotkę właściwie) mamy w Leśnej Głuszy do wydania. Któraś czarownica potrzebuje?

Piękny długi weekend za nami - odwiedziliśmy Monsterdziadków, leśną głuszę i lokalne nekropolie.

 

Monsterówna namachała się starymi, stalowymi grabiami z solidną drewnianą rączką, gdy dziadek wydobył dwie pary nowych, leciutkich liściozagarniaczy. No, ale skoro jej matka całe życie męczyła się tymi starymi, to i ona parę godzin może.

Archiwum
do Monsterowa tędy