poniedziałek, 24 listopada 2014
zdobycie cytadeli

W niedzielę Monstery pod dowództwem Monsterdziadków zdobywały poznańską Cytadelę.

I chowali się wśród Nierozpoznanych

zdemaskowani

Poza tym dziadkowie na własnej skórze, jak odrabia się jednocześnie fizykę, angielski i niemiecki i o której Monsterówna udaje się na nocny odpoczynek, skoro po 23 przypomniała sobie, że jeszcze do szkoły MUSI przynieść pierniczki. Na szczęście ciasto już było, bo pierwszy z tym alarmem wystąpił jeszcze we wtorek Monster.

Bo składniki do wypieku zawsze mamy pod ręką.

środa, 19 listopada 2014
cyrkowiec

 

Przyszła cyrkowa kariera Monstera zaczyna nabierać realnych kształtów po tym, gdy okazał się urodzonym żonglerem na warsztatach podrzucania piłeczek. I nawet spontanicznie podziękował matce za zapisanie go na takowe! Oraz od razu umówił się na seans styczniowy, gdzie żonglerkę będzie łączył z chodzeniem na szczudłach.

Monsterinowi i Monsterównie szło gorzej, ale na szczudłach też chcą chodzić. Teraz tylko musimy złożyć się na trampolinę oraz namiot cyrkowy, a Monsterbiznes objazdowy sam się narzuca.

Ja będę siedziała na kasie:)

czwartek, 13 listopada 2014
Zmuszany za młodu

 

W tym roku wyszedł nam długi weekend w Poznaniu. Nie mogłam zmarnować takiej okazji, by przegonić młodzież po mieście.

Nie było to łatwe. Przekonanie Monsterchłopców, że odlepienie się od ekranu komputera na zdrowie im wyjdzie, zostało okupione wielkim fochem.

Wolne, a ja ich zmuszam, żeby po pierwsze primo: WYSZLI Z DOMU, a po drugie primo: CHODZILI.

*

Rozpoczęliśmy od Zamku, bo nigdy jeszcze nie zwiedzaliśmy go z przewodnikiem.

Na szczęście zaraz przy wejściu były worki sako, na których nastolatek z ostentacyjnym jękiem zaległ.

Potem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że towarzystwo do zwiedzania zebrało się dużo młodsze od naszego przedstawiciela młodzieży.

W dodatku trzeba było chodzić z PODUSZKĄ! (tu akurat podpowiedziałam, że może sobie podsypiać w trakcie wycieczki, ale popatrzył na mnie pogardliwie. Foch trwał)

Dopiero, gdy doszliśmy do sali, w której można było hałasować chodakami (zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że w takim obuwiu chodzili robotnicy z czerwca 1956)

to humorek się polepszył.

Kontynuowaliśmy w znacznie lepszych nastrojach, a jak trafiliśmy na dach Poznania

i Monster przypiął się do naleśników (Ogromny Głód nagle chwycił wszystkie Monstery)

To już zupełnie była inna wycieczka.

W Składzie Kulturalnym natknęliśmy się na Czerwone Krzesło (niewiele widać spod Monsterów)

I nawet krzyżówki i zagadki miejskie rozwiązywaliśmy.

Noc nas na Rynku zastała i trochę zziębliśmy.

W drodze powrotnej nawet nie marudzili, że znowu idą (Monsterówna tylko NIGDY nie narzeka na chodzenie i ZAWSZE jest chętna do zwiedzania).

Ulubiony zegar.

Czekanie na godzinę 17:)

Jej!

Monsterówna nieasertywnie nie odmówiła zwiedzania ponownie ze szkołą, więc weekend miała mocno spacerowy.

A my pierwszy raz EVER udaliśmy się podziwiać paradę św.Marcina (Poznań nie świętuje za bardzo podniośle 11 listopada, jako że sam musiał wywalczyć sobie wyzwolenie Powstaniem Wielkopolskim w grudniu), Poznań zajada rogale.

I paraduje. I my, nieobeznani, myśleliśmy, że coś podglądniemy. Gdzie tam! Niektórzy chyba od rana zajmują miejsca.

Jedynie szczudlarzy było widać z naszego stanowiska.

W bocznych podwórkach za to działy się interesujące rzeczy. Nie omieszkaliśmy skorzystać.

poniedziałek, 03 listopada 2014
inaczej

 

W ten weekend  wyspaliśmy się za wszystkie czasy, choć już wczoraj Monsterówna zmarnowała wyspanie siedząc do północy. Podobno Monster też czytał, zamiast iść spać. Już nie reaguję, ich wybór.

 

Archiwum
do Monsterowa tędy