niedziela, 17 listopada 2013
srebrne talenty, srebrniki w skrócie

 

Monstery wyjeżdżały o 6:30 w sobotę. Monsterówna zbudziła się z chrypą, więc płukała jeszcze gardło.

Już po starcie i dotarciu do finału jako szósta - (to bardzo dobre, punktowane miejsce - zawody były ogólnopolskie) mówiła, że na sali jest bardzo gorąco.

Wieczorem doniosła, że bolą ją oczy, więc dzwoniłam do trenera, by zmierzył jej temperaturę. Miała pod 38. Trener zorganizował nurofen i poszła spać.

Dzisiaj, po kolejnej porcji nurofenu, skoczyły synchron z Oliwią. W ich klasie były tylko dwa synchrony, więc miejsce medalowe miały zapewnione, ale jednak ta druga para była troszkę lepsza. Nic to - i tak dobrze, że się spieła i dały radę.

Przyjechała z solidnym ciężarem u szyi.

Teraz już została tylko chrypa i niech się szybko skończy, bo Monstertata nam tu grypowo zaległ i jego osiągi od czterech dni dochodzą do 40 stopni, co jest mało rozrywkowe.

 

A tu - drugi srebrny bohater.

Trafił na pudło indywidualnie w klasie młodzieżowej - prawdziwy wyczyn.

Monster Wicemistrz Polski.

 

czwartek, 14 listopada 2013
przeciwprądem

 

Rano zero stopni, Monstery jadą do szkoły rowerem, a Monsterino upiera się przy spodniach dresowych i kapturze zamiast czapki.

Monster po którymś tam z kolei porannym ochrzanie, żeby się zreflektował, iż sama bluza nie wystarczy w trakcie tej pory roku, jakoś się przyzwyczaił do kurtki, to teraz muszę to samo przechodzić z młodszym bratem. Żeby nie było nudno, jak podejrzewam.

Ogólnie listopad dołuje nastroje i dwie trzecie Monsterów ma kryzys szkolny.

Monsterino według pani wychowawczyni jest agresywny w stosunku do kolegów, a Monsterówna została wyrzucona z treningu, bo rzuciła gąbką, która uderzyła w trampolinę podczas gdy starsza koleżanka wykonywała trudny element. Monsterówna - tak właśnie ona- stworzyła niebezpieczną sytuację.

Z innej beczki: byłam w zeszłym tygodniu na treningach, by zobaczyć przygotowania do zawodów (trzymajcie kciuki już w ten weekend!) i widzę kolejny postęp od września! Tym razem Monsterówna skacze w synchronie z Oliwią, którą nie darzy zbytnią sympatią, ale obecnie to one właśnie na podobnej wysokości skaczą. Monsterówna twierdzi jednak, że za dobrze to one się nie są w stanie zgodzić. Zobaczymy, jak im wyjdzie, gdy dojdzie adrenalina. Na dwoje babka wróżyła...

Monsterowi za to w tym roku idzie genialnie. Śpiewająco i bez zbytniego siedzenia nad książkami (powiem więcej- on twierdzi, że coś tam powtarza, ale muszą być to nanosekundy, bo ja tego nawet nie rejestruję) zdobywa kolejne bdb i cel, czym nie omieszkuje się  pochwalić prosto w twarz Monsterównie, której idzie w tym roku wyjątkowo mozolnie. I zachowuje się Monster spokojnie i pamięta o wszystkim szkolnym (bo o obowiązkach domowych trzeba mu regularnie przypominać). Może to łagodzący wpływ kota? A może to cisza przed burzą dojrzewania? Tak czy inaczej, miła odmiana i oby trwała jak najdłużej.

 ***

Świętomarcińsko-niepodległościowy weekend świętowaliśmy intensywnie. I dziadkowie przybyli i patriotyczny wieczór przedsięwzięliśmy (nowa świecka tradycja zapoczątkowana przez nas w zeszłym roku) i na termach Monstery wraz z dziadkiem się wyszalały.

A jeszcze zanim się oddaliśmy szaleństwu dłuższego weekendu, wyskoczyliśmy na Stary Rynek, by wraz z Panem Płomykiem z Pikininiowego Przewodnika odwiedzić Straż Pożarną, smoki i koziołki, oczywiście.

Monster, gdy zobaczył dziatwę przygotowaną do wycieczki, to od razu swym prawie nastolatkowym tonem zawyrokował, że impreza będzie "żalska". To takie nowe słowo, przez Monsterchłopców szczególnie nadużywane. Wyraża wszystko, co nie jest ich sercom bliskie.

Ale gdy dostał Pana Płomyka do przewodzenia, to od razu humor mu się poprawił

zwiedzanie szybko stało się nocnym, więc z latarkami było bardzo klimatycznie.

A u Strażaków

i potem nad rozgrzewającą "pożarską" zupą i rozpływającą się w ustach babeczką "Pod Koziołkami" wszystkie Monstery zapowiedziały udział w zwiedzaniu z kolejnymi żywiołami.

 

Dziękujemy,

Agnieszko

za zaproszenie!

wtorek, 05 listopada 2013
gemütlich, bequem, gemächlich. Die Stadt. Im Herbst.

 

No gdzie mogliśmy brodzić w liściach (oraz pierwszy raz: rowerami) w ten pierwszy, piękny listopadowy długi weekend?

 

W zeszłym roku otworzyli po remoncie część eksperymentalną - Spektrum. Byliśmy tam parę lat temu i wtedy największe wrażenie zrobił tzn. Domek Czarownicy, który testuje pracę błędnika. Tym razem, ponieważ do domku wchodzi się po trzy osoby, Monstery weszły same.

Pani nadzorująca eksperyment wyjaśnia, że nie należy dotykać ścian domku podczas ruchu, żeby wcisnąć dzwonek, gdyby zrobiło się niedobrze.

Po wszystkim pytam Monstery, jak im było.

- Fajnie - stwierdzili jednogłośnie.

- Pani nam coś tłumaczyła - przyznała Monsterówna - a ja kiwałam głową i mówiłam "ja, ja", ale nic z tego nie zrozumiałam.

- Tak? - zdziwił się Monster - a ja myślałem, że wszystko rozumiesz, więc jej nawet nie słuchałem.

- Tak? - jeszcze bardziej zdziwił się Monsterino - to dlaczego nie kazałaś wciskać mi tego przycisku na środku?

- Na wszelki wypadek - odpowiedziała Monsterówna. Rozsądna, jak zwykle.

Eksperymentów z różnych dziedzin było sporo. Z wahadłem Foucaulta na czele (a raczej na klatce schodowej muzeum - zwaliło ze trzy kostki domina za naszej bytności)

Memo dźwiękowe (różnice w brzemieniu sześcianików -grzechotek)

powietrzne (Monster zamiast balonika - oczywiście ma własny sposób na eksperyment)

rozszczepianie światła przez Monsterina

 

Matka Ziemia Wodna - wywołuje tsunami

temperatura - i tu okazało się nieoczekiwanie, że moje ręce są zimniejsze od monstertatowych, które i tak są lodowate...

Monsterino natomiast nie ma kłopotów z krążeniem

 

Tym razem zaciągnęliśmy Monstery także w miejsca bardziej dla rodziców interesujące - Muzeum Aliantów z historią blokady Berlina i powietrznego mostu.

O murze też opowiadaliśmy trochę więcej. Próbowaliśmy wyjaśnić, dlaczego "biedniejsi" bronili ucieczki do "bogatszych", ale nie wyszło nam. Monstery nadal nie rozumieją, po co był ten mur.

- Przecież powinno im zależeć, żeby nie mieć tyle ludzi, skoro jest im gorzej i biedniej, prawda? Dlaczego zabraniali im przekraczać mur?

To samo z Koreą Północną. Trudno się dziwić Monsterom, skoro my też tego nie rozumiemy. Jednak muszę pochwalić Monstery - uprzejmie pozwalali rodzicom przeglądać gablotki, oglądać filmy i przyglądać się eksponatom. Jakby się przyzwyczaili, że na wycieczkach z rodzicami muszą odbębnić część muzealną.

Choć nie obyło się bez próby sforsowania zasieków.

The Wall. Monsterówna zdegustowana kompozycją z gum do żucia ozdabiających jeden z modułów konstrukcji.

No to Berlin nas porozpieszczał tak, że poranne wstawanie teraz jest torturą. Czego Monstery nie omieszkały dobitnie wyrazić. Szczególnie Monsterino. Bunt i oby do Święta Niepodległości.

Archiwum
do Monsterowa tędy