piątek, 30 listopada 2007

- Ty w ogóle ze mną nie rozmawiasz! - zapodała Monsterówna, gdy poszłam ucałować ją na dobranoc.

Zapowietrzyłam się na tak jawną niesprawiedliwość.

- Bo myślę, że codziennie powinnaś się myć wcześniej, wtedy, gdy oglądamy bajkę, a potem wskakiwałabyś koło mnie do łóżka i byśmy sobie gadały! - rozmarzyła się.

- A kiedy bym posprzątała kuchnię? - zapytałam

- No tak - stropiła się i ze smutkiem dodała - kuchnię posprzątać trzeba

Sprzątanie kuchni zjechało z hukiem na sam dół listy priorytetów, a ja zaproponowałam łaskawie:

- No to teraz możemy pogadać.

- Oooo, ja to mam ci dużo do powiedzenia! - zaznaczyła Monsterówna, więc rozsiadłam się wygodnie

I fruuu - poleciał słowotok. Mam wrażenie, że nie brała oddechu, żebym jej nie przerwała.

Opowiedziała o tym, jak to planuje mieć własne przedszkole, a w nim tylko jedną grupę nazywającą się Misiaczki i jak to będzie mieć tylko panie, które miło traktują dzieci (Monsterównie łatwo się narazić - nie lubi połowy personelu przedszkolnego, bo zbyt rzadko się uśmiecha i mówi niemiłe rzeczy do dzieci), że ma nadzieję, że znajdzie przyjaciółkę w szkole, bo jest bardzo nieśmiała, gdy wchodzi do nowej grupy (tymi słowy się wyraziła!) i że jest ciekawa, jaki będzie mieć plan lekcji i kiedy będzie basen, kiedy tenis, a kiedy narty i czy tańce będą. I że będzie zapisywać sobie, co ma zadane, że musi mi pokazać sekretny plan sali przedszkolnej, w której zrobiły sobie z Marysią sekretną skrytkę na największe skarby i że szkoda, że Marysia nie idzie do tej samej szkoły, ale fajnie będzie, gdy już pójdzie do szkoły i przeczytała już 23 książeczki, a jeszcze zostało jej 14, czy chcę zobaczyć...

Kilka razy otwierałam usta, ale zamykałam je, bo nie byłam w stanie dojść do głosu.

Gdy godzinę później ostatecznie dawałam już najbardziej ostatni buziaczek na dobranoc, Monsterówna jeszcze wymamrotała:

- I mieliśmy dzisiaj narysować swoje marzenie, a ja nie mogłam nic wymyślić i Marysia powiedziała, że skoro nie mam marzeń, to muszę być szczęśliwa, a ja nie wiem, czy jestem szczęśliwa, bo mam okropnych braci, to znaczy oni mi wszystko rozwalają, a ja bym chciała siostrę, ale nie można narysować siostry, bo to miało być marzenie-zabawka,a  ja już wszystko mam i chcę, żebym Mikołaj przyniósł mi po prostu niespodziankę, ale nie wiem, czy coś dostanę, bo nie byłam grzeczna...

Rodzinna legenda głosi, że monstermama, gdy była mała, stała przy płocie i zatrzymywała obcych ludzi, by z nią porozmawiali.

Dziedziczy się nie tylko kolor włosów. Co było do udowodnienia.

czwartek, 29 listopada 2007
wtorek, 27 listopada 2007

Raz na tysiąc lat wracam z pracy po osiemnastej.

Czyli raptem dwie godziny z kawałkiem po czasie. Czyli tak, jak wracałam pracując w Korporacji, i to tylko wtedy, gdy nie był to sezon, projekt czy jakoweś szkolenie w Stolycy.

Monsterino ziewał już szeroko, zrobiłam mu kąpiel i nawet nie chciał już czytać książeczek.

- Końce! - rzekł złożywszy lekturę i padł. No, ale z nim to przynajmniej pogadałam sobie rano, bo wstaje wraz ze mną o szóstej.

Z Monsterami starszymi poprzytulałam się podczas czytania książek, omówiliśmy pokrótce kilka gorących tematów dnia (Monster: Czy wiesz, że byłem jedyny w mojej grupie, który przyszedł do przedszkola w kombinezonie? Dlaczego inni nie byli przygotowani na śnieg? Dlaczego??? Monsterówna: Czy mogę zostać elfem jak dorosnę? Dlaczego pracujesz w biurze, przecież to jest nudne? Czy widziałaś kiedyś Mikołaja, bo ja w tym roku nie zasnę i go zobaczę!)

I już musieli iść spać.

Nie byli zadowoleni.

A naprawdę zazwyczaj przychodzę po nich, gdy obiecam, że przyjdę. I nie śpieszymy się ZA BARDZO idąc do przedszkola (nawet dzisiaj stworzyliśmy bałwana w przedszkolnym ogródku), a mimo to zawsze mają pretensję, że coś tam. Że powinnam była przyjść wcześniej albo później, albo powinniśmy jeszcze pójść na plac, albo do sklepu, albo się dłużej bawić, dłużej czytać, dłużej tańczyć, śpiewać kolędy (tak, tak - już ćwiczymy), albo oglądać bajkę. Że za mało jestem z nimi. Że nie śpię razem z nimi w ich łóżkach. Nawet przymierzali się do sporządzenia harmonogramu moich noclegów.

I nie syczę im w ucho, że biedne dzieci w domu dziecka doceniłyby każdą chwilę ze swoim rodzicem, bez przesady.

Takie prawo dziecka - chcieć mieć rodzica na wyłączność. Wiem, cieszę się, jestem świadoma, że już niedługo im przejdzie, będą się od nas oganiać. Ale tak się zastanawiam... czysto teoretycznie.

Gdybym nadal pracowała tak jak WTEDY. Marne szanse, nie dałabym rady, nie jestem w stanie wskoczyć w te buty jeszcze raz. Aczkolwiek znałam osobiście trzy menedżerki, które pracowały tam, gdzie ja i posiadały dzieci. Jedna wywoziła dziecko na tydzień do dziadków, a dwie miały opiekunki na co najmniej 12 godzin dziennie.

Być może sens posiadania dziecka nie polega na siedzeniu z nim 24 h na okrągło, ale czy w ogóle ma to sens, jeśli widuje się dziecko właściwie w weekendy? (choć ile razy zdarzało mi się pracować w weekendy, tego nie zliczę).

I nie, nie postuluję, by zawiesić karierę na kołku na czas dzieciństwa, o nie - każdy kowalem własnego losu.

Bo tak naprawdę, to pracujący rodzice niewidujący dzieci na codzień są na większym piedestale niż ci, którzy dzień w dzień rano i wieczorem są poddawani krytyce przez swoje latorośle. Wiem, bo z niejedną opiekunką układającą dzieci pracodawców do snu rozmawiałam. Dzieci takich rodziców nie tracą teoretycznie, bo opiekunka przejmuje ich rolę i zdejmuje z nich codzienne, upierdliwe użeranie się z rzeczywistością. Tacy rodzice nawet nie są świadomi, że mogą coś tracić. Bo co tu tracić? Rozbryzgany po kuchni obiadek czy pampersa ze średnio atrakcyjną zawartością? A rzeczywistość i konieczna powtarzalność czynności przy dziecku zabija i nudzi. Choć czasem właśnie ta codzienność daje równie dużą satysfakcję jak uścisk szefa za dobrze zrobiony projekt.

Ale pewnie, trzeba być wariatem, żeby przedłożyć układanie klocków nad układanie strategii podboju rynków Bliskiego i Dalekiego Wschodu.

Albo wybrać taką drogę. Pod górkę.

Drugi raz zrobiłabym to samo. Nigdy nie chciałabym TAM wrócić.

Ale

w Korporacji bardzo fajnie się pracuje, gdy jest się bezdzietnym. Polecam. Serio serio.

niedziela, 25 listopada 2007

- Nieskończenie wiele dróg jest na tym świecie! - westchnął Monster sekundę przed zaśnięciem - całe życie można iść! - mruknął i zasnął.
Monster znany jest z natychmiastowego zasypiania, gdy jest naprawdę zmęczony.
A pamiętam, że musiałam go kiedyś usypiać śpiewając szlagiery ze swojego dzieciństwa.
Szybko to przeleciało....


- Stasia już zmieniła zdanie i nadal kocha mnie najbardziej na świecie i aż do swojej śmierci - oznajmiła Monsterówną po balecie. Dzień wczęśniej pokłóciły się na nartach o kolejność wjazdów na orczyku i Stasia powiedziała, że już Monsterówny nie lubi.

Przeżywania było na cały wieczór. Że jak to....

- Pani ma takie małe dzieci! - westchnęła pani Inspektor z ZUS, dzięki której kolejna ryza papieru idzie na ksera dokumentów od 2003 roku, a moja bieżąca praca leży, bo muszę wyjaśniać, kserować i podpisywać za zgodność z oryginałem.
- Mój syn jest w gimnazjum! Koszmar, mówię pani, koszmar! - wzniosła oczy ku niebu i tak pomiędzy jednym protokołem a drugim odmalowała wizję sodomy i gomory, jakowa we współczesnym gimnazjum gości.

Rozdygotałam się wewnętrznie, więc postanowiłam, niczym Scarlett, pomyśleć o tym kiedy indziej.

- A tam! A tam! - Monsterino chodzi i władczym paluszkiem pokazuje nowości w naszej rzeczywistości.



Uwielbiam patrzeć na jego twarz, gdy odrywa coś nowego i się tym zachwyca. Wszystkie emocje odmalowują się na buzi, jak na obrazku.
On ogląda małpy, a ja - jego reakcję.
To na pewno jest jakiś klasyczny, patologiczny kompleks czgoś tam. A może nawet kogoś.

- Tata tam to! - właśnie rzekł Monsterino, bo siedzi u mnie na kolanach i bardzo stara się wydłubać kolejny klawisz (taaak. Jest w pół do drugiej w nocy i widocznie już się wyspał...)
A monstertata pewnie zabije mnie za publikację tego zdjęcia.



czwartek, 22 listopada 2007
poniedziałek, 19 listopada 2007

Kiedy trzecia znajoma osoba poczyniła sugestię, że powinnam była oglądnąć któryś tam z kolei odcinek Superniani, zaguglowałam program, żeby wiedzieć, co mi wmawiają.

Ależ proszzzzz.... Tamten chłopiec miał 3 lata, a nie 17 miesięcy!

Bo chodzi o patologicznie długie karmienie piersią.

Już nie mówiąc o zbyt dużym moim przywiązaniu do synusia- złotusia. Że duży chłop, a w pieluchy robi, mleko z mamy ciągnie i razem w łóżku z nami śpi.

Klasyczna patologia.

Monstertata bąka o odstawieniu Monsterina pod hasłem: "odzyskać piersi", na horyzoncie majaczy planowany wyjazd na narty, który dałby wszystkim jeżdzącym więcej, gdybyśmy Monsterina zostawili w domu.

Ale nie jestem w stanie sobie teraz tego wyobrazić.

I choć po zaśnięciu Monsterina przez dwie godziny chodzimy po chacie i odkładamy przełożone przez niego rzeczy (przykład z jednego wieczora: balsam do ciała z szuflady z garnkami, zabłocone buty z łóżka, taśmę klejącą z bębna pralki), to uwielbiam przytulać się do puchatych policzków i słuchać, gdy skanduje: "mamo, mamo", nawet jeśli w tym czasie wylewa słoik z miodem na podłogę w kuchni.

Nie wiem, dlaczego tym razem nie przeszkadza mi zupełnie takie długie karmienie piersią. Monstera musiałam odstawić, gdy miał rok, bo już miałam dosyć. Monsterówna odstawiła się sama mając 10 miesięcy.

A Monsterino nadal robi za dyżurnego bobasa w domu.

Czekam na naturalny rozwój sytuacji.

sobota, 17 listopada 2007
środa, 14 listopada 2007


Nie ma równych szans. Jedni się rodzą piękni i bogaci, a innym wiatr w oczy.

Czytamy książkę o eksperymentach z wodą. Monster chłonie każdą swoją komórką, Monsterówna też, planujemy powtórzyć zaraz doświadczenie Archimedesa i oznaczyć poziom wody w słoiku przed jego zamrożeniem, ale każde doświadczenie muszę Monsterównie jeszcze raz wolno tłumaczyć, natomiast Monster się wtrąca, też chce wyjaśniać, co tylko dodatkowo Monsterównę deprymuje. No bo jak? Młodszy brat rozumie, a ona nie?

Zadaję zagadki matematyczne.
Monsterówna misternie wpisuje kolejne cyfry do zeszytu w kratkę.
- Będę bardzo dobrą uczennicą, mamusiu! - stwierdza
Jej ołówki są zawsze natemperowane, a przybory plastyczne w wielkim porządku, posegregowane kolorystyczne.

Parę tygodni dorysowywała kolejne strony historii o konikach - poszczególne kartki łączyła klejem i ma teraz pracę na długość pokoju:




Gdy zobaczyłam, jak zmienia "fabryczne" ustawienie odcieni kredek w nowym pudle, to jakbym Bree z "Gotowych na wszystko" widziała.

Monster cyfry pisze ogryzkiem czarnej kredki, niestarannie i nawet nie usiadłszy prosto przy stole.
Ale gdy zapytałam go podczas kąpieli, ile musi dodać do 7, by mieć 10, to wystarczył mu rzut oka na palce i od razu dał prawidłową odpowiedź.
Monsterówna w tym czasie poprosiła o powtórzenie pytania.

I nie zamierzam postawić lagi na matematyce Monsterówny, ani na bałaganie Monstera.
Wyrównujemy szanse i wymagamy jednakowo.
Choć w pewnym momencie życia i tak zdolności zagrają decydującą rolę.
Taka tylko konkluzja, że z tych samych genów takie różne mieszanki wychodzą. Myślałby kto.

...chociaż do sałatki owocowej obydwoje mają dryg, to trzeba przyznać




wtorek, 13 listopada 2007


- To że ktoś jest ładny, nie znaczy, że ma dobre serce! - wygłosiła Monsterówna i zatrzepotała rzęsami

- A ktoś brzydki nie musi być zły! - kontynuowała

- A ty, Gaja, jesteś ładna i masz dobre serce! - podlizał się Monster

- Tak. - zgodziła się łaskawie Monsterówna

- Ale czasami jestem nieznośna - spuściła skromnie oczy i ręce złożyła jak do modlitwy

Oj, tak - westchnęłam w duchu. Bo Monsterówna ma czas płaczliwych histerii, gdy tylko coś idzie nie po jej myśli, oraz czas szybkiego rzucania "już cię nie lubię", jeśli ktoś jej się sprzeciwi.

Zachowanie zimnej krwi i odpowiedź: "a ja ciebie lubię bardzo" wymaga dużej samokontroli.

- Czy najpierw ma się mieszkanie czy męża? - zapytuje Monsterówna jednocześnie tworząc mapę swojej przyszłej posiadłości

- Różnie. Jak się chce - stwierdzam, niech ma poczucie, że nad tym można zapanować

- Aha. A ty jak miałaś?

- Mieszkanie najpierw - przyznaję

- O, ja też tak chcę! - wyraźnie jej ulżyło - Bo ja chce zrobić w mieszkaniu wszystko sama, jak MI się będzie podobało, a nie mężowi!

****

Katar Monsterina ewoluował w zapalenie ucha.

- Mamo, prawda, że Teoś jest najbardziej chorującym dzieckiem w naszej rodzinie? - zapytuje Monsterówna

- Prawda. - potwierdzam

- Chorutek nasz malutki - Monsterówna mizia Monsterina pod brodą, ale to się Monsterinowi średnio podoba akurat dziś, więc obgryza jej palec, a potem wcale nie bezboleśnie aplikuje prawy sierpowy

Monsterówna zwija się z bólu, ucieka płacząc do pokoju i zatrzaskuje drzwi.

- Ja chcę mieć siostrę!!!! - dochodzi ryk zranionej księżniczki

Monsterino opiera się o drzwi i łomoce obiema pięściami.

Słodkie maleństwo.

piątek, 09 listopada 2007
czwartek, 08 listopada 2007

- Komp, komp - skanduje Monsterino na widok mniejszej lub większej ilości wody w jednym miejscu

Wystarczyło odwrócić na sekundę wzrok, by kąp, kąp i wykąpał się w kałuży. (jako gotowa na wszystko natychmiast wyciągnęłam odzież na zmianę)

- Komp, komp - skanduje Monsterino i wrzuca kolejne auta do sedesu (choć od czasu kiedy rozmazał niespłukaną przez Monstera kupę po całym kibelku, każdy z nas pilnuje, by zamykać do kibelka drzwi - karą będzie sprzątanie po Monsterinie)

Bezgłośnie Monsterino wrzuca auta do kosza na śmieci (straty nieoszacowane, bo nie zauważyliśmy) i do butów (straty odczuwalne przy wkładaniu)

- Buty, buuutyyy! - śpiewa Monsterino i stara się wzuć buty na swoje obute już w kapcie stopy

- Dlaczego on zawsze idzie do ciebie?! - żali się Monsterówna, która ma zszargane nerwy, bo wymyśliła sobie, że chciałaby w tegorocznych jasełkach grać Maryję.

- Bo Maryja miała długie brązowe włosy, prawda? - zapytuje

- Raczej tak - rzucam dyplomatycznie

- No to u nas może zagrać ją tylko ja albo Klaudia! - zauważa z radością - ale Klaudia ma okulary, a przecież Maryja nie miała okularów, więc zostaję tylko ja!!! - podskakuje

- Porozmawiaj o tym z panią, dobrze? Pani Ci powie, jak będzie wybierać dzieciom role, ok? - proponuję, gdyż boję się,  że Monsterówna za dużo sobie wyobraża i sromotnie się może rozczarować

- Tak, powiem jej, co o tym sądzę! - stwierdza Monsterówna

Taaa  - coś czuję, że szykują się damskie zapasy w zerówce...

środa, 07 listopada 2007
wtorek, 06 listopada 2007
poniedziałek, 05 listopada 2007
Archiwum
do Monsterowa tędy