wtorek, 30 listopada 2004
Próba sił


Wieczorem zadaję Monsterównie kluczowe pytanie o outfit na dzień następny. Gaja mówi, że nie chce wybrać.
Wiem, że rano będzie problem, ale nie naciskam.
Rano oczywiście jest problem. Już nie z różowym, bo wszystkie ubiory mają obecnie coś różowego. Tym razem jest to typowy problem poranka, gdy ciężko się zdecydować, bo jest rano, bo za wcześnie, za ciemno, za szybko trzeba podjąć decyzję. Mogę tylko sobie pogratulować jasnowidztwa i powiedzieć (w duchu) <a nie mówiłam?>.
Nie mówię, zaciskam zęby, wypuszczam kłęby dymu uszami.
Brak decyzji skutkuje narastającą histerią, a zbliża się godzina wyjścia z domu. Trudno. To ja podejmuję decyzję wtłaczając na siłę królewnę w różowe fju-bździu. Powinna być szczęśliwa. Nie jest. Sztywnieje jak lalka, wpada w spazmy. Powinnaś dostać zdrowo w tyłek - syczę przez zęby nienawidząc siebie.
Żegnamy się ze łzami w oczach.
Cały dzień  jest ok., na basenie świetnie - ćwiczy z panem Waldkiem, aż miło, żadnych spięc.
Histeria pojawia się nagle - smaruję przed spaniem Monsterównę kremem. I nagle - ryk, prężenie się, spazmy. Bo ona nie chciała. Może powinnam zapytać? Przekonywać? Że ma trochę suchą skórę i może przydałoby się ją nawilżyć. A gdyby powiedziała - nie, to czy powinnam negocjować?
Gdy wpada w histerię nie słucha racjonalnych argumentów. Szczerze mówiąc wtedy nie słucha niczego. Próbowałam trzymając ją w objęciach i unikając ciosów czytać jej umoralniającą powiastkę pt.:"Każdy czasem wpada w złość", ale mimo, że mówiłam wprost do jej ucha nie słyszała nic, całą siłę gromadziła, by wyrwać się objęć.
Pokazując, jak bardzo nie chciała być posmarowana - opluła doszczętnie, obśliniła i obsmarkała swoją piżamkę.
I co powinnam zrobić? Bo oczywiście potem nie chciała w niej spać....
Stwierdziłam, że musi spać w obsmarkanej, bo zrobiła to wyraźnie na złość.
Wtedy rozebrała się do golasa i zaczęła pokaz: ja się zaczęłam śmiać, Monstertata z Młodszym siedzieli jak urzeczeni, a Monsterówna jak gladiator siłowała się z krzesłami, książkami, zabawkami. W domu wyglądało, jakby tornado przeszło, no ale wtedy sił w negocjacjach spróbował Monstertata.
Odpowiedzią było splunięcie na Monstetatę i wyrzucenie pościeli z własnego łóżka.
Oj, takiej obelgi Monstetata nie był w stanie znieść.
"Zabieram ci Twoje rysunki. Jak się uspokoisz i posprzątasz bałagan, który zrobiłaś, to ci je oddam".
Teraz to dopiero się zaczęło. Czatowałam przy drzwiach wejściowych, gdyby trzeba było uspokajać sąsiadów, ewentualnie odganiać opiekę społeczną.
W międzyczasie zasnął Monster Młodszy, a atak Monsterówny jakby stracił na sile. W końcu ułożyłam łkającą kobitkę do łóżka (teraz powodem oczywiście były rysunki, smarowanie kremem już dawno było zapomniane). I tak po godzinie istnego horroru Monsterówna oddaliła się w objęcia Morfeusza przyrzekając zrobienie porządku w zamian za zwrot rysunków.
Męczą mnie okropnie te próby siły. Myślę, że ją też, ale nie wiem, jak jej pomóc.
Jedynie przeczekanie histerii ją uspokaja, ale ja był raczej wolała w ogóle te ataki wyeliminować.
Może przy jej charakterze to nie jest możliwe?
Chcę, żeby potrafiła wybierać i żeby była odpowiedzialna za swoje wybory. Widzę, że podjęcie samodzielnej decyzji bardzo jej się podoba i czuje się w tym silna. A z drugiej strony zdarzają się sytuacje jak dziś.
Oby to był tylko gorszy dzień.
Bo jeśli tak jest teraz, to nie za bardzo wyobrażam sobie okres dojrzewania w wykonaniu Monsterówny. Chociaż i Monster Młodszy ma też swoje za uszami.

Chociażby dzisiaj.
Młodszy: Mamusiuuuu, nie ma tlaktora Lobelta. Dzie jest taktol Lobelta? Posukaj mi!
Monstermama: Nie wiem, gdzie jest twój traktor, poszukaj w pudle z klockami.
Młodszy (wygodnie moszcząc się na kanapie): Nie! Lobelt tu siedzi, mama posuka.
Gdy wyraziłam czynny sprzeciw, z kanapy rozległ się donośny lament.
Nie takie lamenty się przetrzymywało, pomyślała w złą godzinę Monstermama, gdyż wieczorem przeszła piekło, jak powyżej.
Hartujemy się.

poniedziałek, 29 listopada 2004
Specjalista

 

Weź to swoje auto – zarządza porządki Monsterówna wręczając Monterowi Młodszemu jego traktor.

Nie auto to! To jest tlaktol! – woła obruszony Młodszy

niedziela, 28 listopada 2004
Po łykendzie
20:45
Monstertata wróciwszy z ostatnimi sprawunkami rzuca od progu badawcze spojrzenie na zamknięte drzwi do pokoju Monsterów.
- Już? - zagaja niedowierzająco
- Tak już z 10 minut! Poszło ekspresowo. - Monstermama nie wytrzymałaby bez przechwalania się
- Spoks - odetchnął z ulgą Monstetata i odpalił zawleczkę browara.
A Monstermama z lubością wdarła się w przepastne czeluście światowej sieci.
Bo choć uwielbiamy przebywać z Monsterami i nie wzdrygamy się na myśl o weekendzie, to po dwóch dniach przebywania z nimi prawie non-stop, najbardziej podobają nam się, gdy śpią.
Oj, bo jak śpią, to ich widok rozczula na maksa. Zwłaszcza, że nawet Młodszy coraz rzadziej zasypia w dzień.

Dzisiaj wyjątkowo, bo po solidnym przegonieniu przez Monstermamę, dokończywszy zupę i schodząc już z krzesła, a jeszcze w śliniaku... zasnął:



Czasem śpią tak, że się ich dobudzić rano nie da. Choć trzeba. Nawet flesz na nich nie działa.


piątek, 26 listopada 2004
Rutyna, czyli list do K.

Droga K.!

Opowiadając na Twoją uprzejmą interpelację dotyczącą zagadnienia kładzenia SAMEMU spać dwojga małych dzieci o różnicy wieku 2 lat i 1 miesiąca, dochowując oczywiście, odpowiedniej dla ich różnego wieku, rutyny.

Otóż, po moim przykładzie widząc, jest to wykonalne, aczkolwiek dużym kosztem i dzięki żelaznej dyscyplinie oraz mglistej perspektywie wyciągnięcia się w wyrku po ogólnym ogarnięciu chaty i siebie natychmiast po tym wyczerpującym zajęciu.

Chciałaś praktycznych porad? Znowu służę li wyłącznie moim przykładem, a i Twoje dzieci mogą mieć różne od Monsterów temperamenta, życzę, by lżejsze w obejściu.

W każdym razie u nas, gdy Monstertata nie dotrze na czas wieczornej rutyny do domu, pruski dryl rozpoczyna się właściwie od porządnego przepędzenia Monsterów po dworze, w celu natlenienia i zmęczenia materiału. O tej porze roku około 17 jesteśmy w domu i tu też staramy się nie zmniejszać tempa.

Oczywiście, bez przesady, wysyłam Monstery na zajęcia w podgrupach, a sama mam czas na wrzucenie czegoś na ruszt. Niestety, trzeba to robić dyskretnie, gdyż zbyt intensywne zapachy zwabiają Monstery w stronę kuchni, a to nam zmienia napięty harmonogram. Na futrowanie Monsterów przyjdzie czas trochę później.

Zatem Monstery po przyjściu do domu zajmują się głównie sobą. Monstermama ma czas dla siebie do pierwszej krwi, czyli około 15 minut. W Twoim przypadku, droga K., ten okres może być dłuższy lub krótszy, w zależności od zażyłości Twoich pociech. Życzę by był dłuższy.

W naszym domu, po pierwszych 15 minutach wylewnego powitania i wspólnej zabawy, zaczyna wkraczać agresja, czas zatem na wejście smoka/dozorcy/ekonoma/kapo w jednym, w skrócie Monstermamy, która tonem nie znoszącym sprzeciwu rozstawia Monstery po kątach wydając z podręcznego magazynku wielce edukacyjne zabawki, przy których wdzięczne za troskę o swą przyszłość, Monstery rozwijają umiejętności wszelakie, nie mające oczywiście nic wspólnego z nagłośnionym medialnie wyścigiem szczurów już w żłobku, a fuj.

Potem zbiórka, zmiana zajęć, w trakcie sprzątanie placu boju, a nawet, gdy humory dopisują, zajęcia integracyjne, typu: zamalowywanie stołu akwarelami, zaklejanie dywanu ciastoliną, wyklejanie luster i drzwi balkonowych klejącymi paluszkami.

Aż w końcu dochodzimy do: jeszcze nie, jeszcze nie do kolacji. Kolacja usypia, więc wcześniej trzeba pobrać wybudzającą kąpiel. Gdy czuje się nerwy w powietrzu, gdy jęki i krzyki przekraczają poziom krytyczny, Monstermama wrzuca Monstery do wanny. I, uwaga, wychodzi kurcgalopkiem z łazienki, co by błyskawicznie odkurzyć połacie zamieszkane przez Monsterów i ogólnie ogarnąć Monsterlepiankę. To wszystko dzieje się około 18 - 18:30.

Monstermama nie słucha odgłosów z łazienki, gdyż zagłusza je elektrolux. I bardzo dobrze, że nie słucha, bo wtedy nie odkurzyłaby nawet dywanika w przedpokoju. W każdym razie, po pięciu minutach, można spokojnie zacząć uspokajać pogryzionych i pobitych, obmyć ewentualnie niedomyte miejsca (choć trudno na nie trafić, gdy się całe zanurzają pod wodą). Kluczowa sprawa: kolejność wyciągania z wanny. Zazwyczaj łapie się najbliżej pływającego Monstera lub najgłośniej ryczącego. Potem natychmiast drugiego, bo też zaczyna ryczeć.

Osuszanie pobieżne i tak zaraz wyschną biegając. Nakłanianie do ubrania piżamy. Przygniatanie Młodszego kolanem, by wdziać pampera i piżamę. Zdejmowanie przez Młodszego piżamy, gdy tylko odwracam się, by skontrolować Starszego. W końcu hasło: kolacja. Na zegarze: 18:30 - 19:00.

To bardzo ważny moment rytuału: Monstery trzeba nafutrować na maksa, gdyż inaczej Młodszy budzi się w nocy, a tego ze zrozumiałych względów chcemy uniknąć. Sprawdzają się: leniwe pierogi polane obficie masłem, chleb z masłem i serem białym i żółtym oraz ogórkiem. W najgorszym wypadku, jogurt/serek. Do tego mleko, albo jeszcze lepiej - kakao. Gdy brzuchacze wypełnione, Monstery jakby zwalniają. To powoduje, że nawet bez specjalnej presji psychicznej Młodszy otwiera paszczę, by Monstermama dokonała oczyszczenia uzębienia. Monster Starszy jest już fiśnięty na tym punkcie, więc nie ma z tym problemu.

Kolejny, prawie ostatni punkt programu, lektura na sen: Szczerze powiem - mam z tym problem. O tej porze Monsterówna jest tak zmęczona, że jęczy na widok każdej wyciągniętej przez Młodszego książki. I choć bardzo ciężko dobrać książkę interesującą obydwoje w równym stopniu, to jakoś brniemy przez kolejne strony. Czasem ich więcej, czasem mniej. Wszystko zależy od odbiorców. Nic na siłę. Czasem jest wręcz tylko filmowo - odcinek Krecika albo Muminków.  Albo Tubiśków (ukłon w stronę Młodszego, Starsza dostaje wtedy kartkę i kredki, albo czytamy coś indywidualnie w pokoju obok).

Już, kończę, sorry, że tak długo, ale sama chciałaś szczegółów. 19:30 - 20:00 następuje wymarsz Monsterów do łóżek. Monsterzyca już się przyzwyczaiła, że jest pokrzywdzona, bo ja kładę się z Młodszym. Czasem, gdy Młodszy zasypia wcześniej, udaje się przytulić jeszcze do Monsterzycy. Ale przeważnie Monsterówna odpada wcześniej, szczególnie, gdy Młodszy strzelił kimę w ciągu dnia.

Samo kładzenie się wystarcza rzadko, ale i tak bywa, gdy rytuał był przestrzegany co do joty. Gdy nie - trzeba wykonać jeszcze śpiewnie kilka szlagierów (oczywiście produkować się wokalnie nie musisz, możesz opowiadać bajki, albo nic nie robić - tak naprawdę, do czego dzieci przyzwyczaisz, tak będzie).

Podsumowując, w zasadzie w najgorszym wypadku do 20:30 Monstery są spacyfikowane. Oczywiście, gdy to był dzień tygodnia, a nie mega atrakcyjny weekend z późnym powrotem do domu. Ale mówimy o rutynie.

Jeszcze jedno - pewnie się zastanawiasz, dlaczego traktuję Monstery jednakowo i doprowadzam do bezpośrednich kontaktów, typu wspólna kąpiel. Otóż, próbowałam inaczej. Gdy jestem bez Monstertaty to zupełnie nie działa. I tak będą kąpać się razem, albo jedno będzie wyć pod drzwiami łazienki. A gdy Monsterównie zaproponowałabym inne zajęcie niż kąpiel - Młodszy nie da się odkleić od siostry.

Być może to różnica wieku taka. Ale nawet z tymi interakcjami jest coraz lepiej. Nie zawsze się tłuką i nie zawsze wrzeszczą. Zresztą rozmawiałam ostatnio z mamą bliźniaków i te też się tłuką, więc nie o różnicę w wieku chodzi.

Czy Ci pomogłam, choć trochę? Napisz.

czwartek, 25 listopada 2004
Liczman

"Ile masz lat, młody człowieku?" - pyta osiedlowy ochroniarz
"Policzę" - odpowiada Monster Młodszy po czym  zapada w dłuższe zamyślenie
"Być może liczy sekundy życia" - pociesza Monstermama ochroniarza
"Siedem" - pada z ust uśmiechniętego Monstera, który podnosząc prawicę do pozdrowień biegnie już witać się z panią z piekarni.

poniedziałek, 22 listopada 2004
Dojrzewanie



Jak dziewczynki rosną, to im leci krew- dla lepszego efektu Monsterówna rozcapierzyła palce w swoich pięciopalczastych, czerwonych rękawiczkach
Hmmm - wyksztusiła Monstermama zbierając szczękę z chodnika, gorączkowo zastanawiając się, o czym tak właściwie chciał zakomunikować Monster the Pierworodny.

A potem poszłyśmy do sklepu i pomiędzy regałem z produktami sypkimi, a owocami w puszkach zaatakowały nas stojaki z zabawkami.
Monsterówna stanęła jak zaczarowana i zaczęła się modlić przed ścianą złożoną z różowych pudełek.
Kupisz mi, mamusiu taką lalkę? wpadła w błagalny ton Monstercórka
To musimy napisać list do Mikołaja. Albo do Gwiazdora.-  Monstermama postanowiła potraktować sprawę wychowawczo.
Ty napiszesz, bo ja nie umiem. Ja ci powiem. Bo ja chcę lalkę - kobietę. " - na jednym wydechu wyrzuciła Monsterówna
Z długimi włosami, gzebykiem z kwiatkiem i różówą sukienką...

Rozmarzyła się Monsterówna, wybrała Disney'owską Sleeping Beauty. Na szczęście nie najdroższą, ale i tak koszmarną. Wszystkie te lalki - wyfiokowane maszkarony o pająkowatych kształtach w kiczowatych sukienkach i z badziewnymi gadżetami. Myślałam, że uda mi się uchronić Gaję przed kolorem różowym i lalkami Barbi.
I co? I g...
Wcale mi się nie chce kupować potwory, ale z drugiej strony - jeśli to jest jej marzenie, to chyba byłoby jej przyjemnie. Czy jeśli lalka-potworek będzie nieosiągalnym pragnieniem, to czy nie będzie gorzej? Czy nie będzie wtedy przywiązywać do niej większej wagi? A tak to może uczesze ją, postawi na półkę i zapomni. Oby.
Nie wiem, co zrobić. Do Mikołajków dwa tygodnie.

A oto list Monsterówny do św. Mikołaja - podpis tylko nam się rozlazł.


niedziela, 21 listopada 2004
Pierwszy śnieg...
był spadł. Korzystamy...


sobota, 20 listopada 2004
Let's talk about sex, baby
Ja jestem królewna Gajusia, a ty jesteś król - oznajmiła Monsterówna Monsterowi Młodszemu.
Nie, Lobelt tez klolewna! - zaperzył się Młodszy.
NIEEEEE! TY NIE MOŻESZ BYĆ KRÓLEWNĄ BO JESTEŚ CHŁOPAKIEM! - wydarła się Monsterówna i w swym wydarciu przypominała, niestety, własną rodzicielkę....
Nie! Lobelt nie chłopak!- uparcie twierdził Młodszy
Jesteś, jesteś chłopakiem, bo masz siusiaka! - Monsterówna wytoczyła najcięższe działa.
Nie, Lobelt nie ma ma siusiaka!- upierał się Młodszy
Masz siusiaka - sama widziałam - nikt jeszcze nie wygrał na argumenty z Monsterem Pierworodnym
Taaaaak.... - na takie dictum odpowiedź mogła być tylko jedna.

czwartek, 18 listopada 2004
rozczarowana


Wiesz, mamusiu,graliśmy dzisiaj w przedszkolu w piłkarzyki...
Tylko piłka była jedna....-  z pewnym takim zdziwieniem podsumowała Monsterówna

środa, 17 listopada 2004
... bardzo się kochają


Koniec dnia. Wszystkim puszczają nerwy, a to dopiero przed kąpielą.
Monster Pierworodny mamrocze mściwie pod nosem: Taak, kroimy Robercika... kroimy na małe kawałeczki, jak mięsko.... Albo go rozbierzemy... i walimy w tyłek...
Monster Młodszy podchodzi niezauważony i wali Pierworodną w plecy: "W tyłek NIE!"

poniedziałek, 15 listopada 2004
Dialogi okołoprzedszkolne - rozdział któryś tam z kolei


"Mamo, a Piotr Bojar zjadł mi dzisiaj moją kiełbaskę".
Zaskoczona Monstermama nie zdążyła się odezwać, gdy Monstercórka wypluła na jednym wydechu: "I pani powiedziała, że jest brzydki, a on nie jest brzydki, tylko ładny i ja go kocham."
"Taaa." Monstermama nadal w stanie skrajnego osłupienia nie wiedziała, w którą stronę potoczyć interesująco rozpoczynającą się konwersację.
"A co to znaczy, że go kochasz? " - zapytała pani Prokurator
"Kocham i już" - opowiedziała prosto Monsterówna
"To znaczy, że się z nim bawisz?" - podpuszczała Wielka Inkwizycja
"Nieee. On nie chce się ze mną bawić".


"Mamo, a Adam Hajdo mówi na mnie <Mała>".- kolejny problem egzystencjalny roztrząsany w domu.
"Łeee, nie zwracaj na to uwagi, przecież wiesz, że jesteś duża". - Monstermama bagatelizuje problem
"Ale on się tak przezywa i mnie to denerwuje"
"Rozumiem. Ale jakie jest inne wyjście?" - Monstermamie nie chce się wymyślać twórczych rozwiązań, bo zapomniała, jak jest przykro, gdy jest się przezywanym.
"Nie będę się z nim bawić po prostu" - Monster Pierworodny podejmuje decyzję, a Monstermamie wydaje się, że niezupełnie prawidłowo przeprowadziła tę ważką rozmowę.


"Mamo, a ja chcę mieć jasne włosy, jak Julka"
no, proszę. Jeszcze wczoraj chciała mieć film o Królu Lwie, a teraz już chce być blondynką jak Julka?
"I takie długie, jak Julka" gwoli ścisłości dodaje panna Naśladowniczka

Na tablicy ogłoszeń w przedszkolu wyryte wielkimi bukwami: jutro zdjęcia - proszę się ładnie ubrać.
Wypraszam sobie! Że niby w zwykły Monsterówna jest ubrana brzydko?

W drodze do domu, Monsterówna zaproponowała, by sprawdzić, czy do sklepu z bielizną nie przyszły czasem różowe rajtuzki. Przyszły. Nabyłyśmy. Zdziwiłam się, że pamiętała, iż jakiś miesiąc temu składałyśmy na nie zamówienie.
Wieczorem sama zaproponowała wymycie włosów. Dała je sobie wysuszyć bez szemrania. Nowo kupione rajtuzki powiesiła na krzesełku. Złożyła zamówienie na wyprasowanie sukienki z serduszkiem i różowej sukienki.
Tak Monsterówna szykuje się do jutrzejszej sesji.

środa, 10 listopada 2004
Galeria na święta

Próbka twórczości Monsterówny

Mój faworyt - "Mamusia w pomarańczowej sukience"

"Stasia i Gaja w nowych bucikach" - proszę zauważyć, proszę Państwa, jak szczegółowo uchwyciła fason obuwia dziecięcego!

"Gaja i Stasia" - Gaja po prawej - podpisana przez się, Stasia po lewej - miała urodziny, więc dostała kwiatka

Inna technika - akwarele "Kwiaty w słońcu" - po prostu

Jeden z pierwszych rysunków tzn głowonogów - "Mama z córeczką"

Na okrasę - typowy rysunek Monstera Młodszego, zatytuowany, jakże by inaczej: "auto".

wtorek, 09 listopada 2004
Monotematyczny


Monster Młodszy jest nadal w fazie motoryzacyjnej. Od rana przeparkowuje auta, ogląda książki z autami, chce iść na dwór, żeby oglądnąć "dzik" [dźwig] i "kopalę" [koparkę], zauważa pojazd samochodowy w gazecie Monstermamy i ulotce reklamowej. I choć nie jest to jedyny temat, na który można z nim porozmawiać, to czasem jest to nużące.

To tylko dwa teksty ostatnich dni, w którym tematem przewodnim był samochód.

Monsterzyca Pierworodna: Jutro idziemy do Kościoła. Ładnie się ubierzemy i pojedziemy.
Młodszy: Taaak. Autem! (wyraźnie ożywiony)

Wchodzimy do piekarni.
"Chcesz bułkę?" - Monstermama zadaje Monsterowi Młodszemu pytanie z serii retorycznych.

"Nie chcem" - chory, czy co -Monster Młodszy nie odmawia bułki w dowolnej porze doby.
"A co chcesz?" - Monstermama stwierdza, że być może nadszedł ciężki w życiu Monstera okres, gdy trzeba mu zawsze dawać wybór.
"Autko" - Monster Młodszy wymaszerowuje z piekarni zostawiając Monstermamę z rozdziawioną paszczą i portmonetką.

Łamiąc monotemat:

Monster Młodszy włazi na czworakach do łazienki, w której koafiurę do porządku doprowadza Monstermama.
Monstermama: "Wstawaj, tu jest mokro!"
Monster Młodszy: "Miauu, miiiaaaauuu"

A tu Monster Młodszy wyjątkowo nie z autami, tylko z wyżywaczem lub wyładowywaczem energii. W skrócie: z młoteczkiem.


Koniec świata


Koleżanki mające tylko synów pocieszały mnie, widząc jak Gaja robi awantury przy wyborze ciuszków, że chłopcy tak nie mają. Że chłopakom wszystko jedno, co mają na sobie.
Otóż niektórym zależy.
To jakiś chyba monsterowy defekt genetyczny.
Po porannej ubraniowej bitwie z Gają, z pewną nonszalancją otwieram, jak co dzień, szufladę z rzeczami Monstera Młodszego i komunikuję mu, że dzisiaj ubieramy bluzeczkę z Bobem, a on na to jak nie wrzaśnie: "Nieeee! Nie z Bobem! Nie chce! Z ludzikiem!!!" I dalej w ryk i histerię. A bluzeczka z ludzikiem dogorywa w brudach po dniu wcześniejszym.
To samo z zabawą - skubany dokładnie wie, czego chce i już nie przyjmuje substytutów. Buduje garaż, dach mu cały czas spada, ale nie chce podeprzeć go kolumną. Nie, bo wtedy mniej aut się pod dachem zmieści. Tłumaczę, choć architektem nie jestem, że pewne zasady fizyki, grawitacja, tegos, rozumiesz, nie da się, nie wymyślili jeszcze technologii, eee, no wiesz - Monster nie rozumie, nie chce rozumieć, "mama zlób", rzucanie klockami, ryk dziki, tragedia, szat rozdzieranie, depresja na dywanie w dziecinnym pokoju...
Monster Młodszy nauczył się także rozbierać do, że się tak wyrażę, końca...
Korzysta z nowej umiejętności nader często. Odwołuję zatem moje poprzednie żale, że musiałam biegać za nim z butami i skarpetkami. Teraz będę niedługo musiała w kaftan bezpieczeństwa go przyodziewać, bo w ciągu paru sekund zdejmuje bluzkę, spodnie i pieluchę. A po pierwszej fascynacji foczką, nie chce na niej siadać, więc bez pieluchy zagrożone są dywany, kanapa i łóżka. Nie odkręcam ogrzewania, co by go zimnej zmorzyć, ale się nie daje - gęsia skórka, kolor siny, ale dalej się opiera...
Proszę państwa: ogłaszam koniec wieku niewinności Monstera Młodszego.

piątek, 05 listopada 2004
Samosprawdzająca się przepowiednia

 

Monster Pierworodny układa puzzle. Męczy się, przekłada, stęka. W końcu jest! Obrazek ułożony.

Pierworodna do siebie: "Ale jestem Superlaska".

A tu Superlaska na urodzinach u Stasiulki, która od razu zapragnęła mieć taką kiczowatą, indyjską sukienkę jak Gajulka. Nie każdy ma ciocię w Indiach, oj nie każdy...

 

Monster Młodszy układa wieżę z klocków. Walczy z nią, bo się przechyla, walczy i mruczy pod nosem: "wsistko jest dobzie, jest dobzie."

czwartek, 04 listopada 2004
Cena samodzielności



- Poplamiona tapicerka foteli i kanapy kupionych w czasach przeddzieciowych, gdy wymienne pokrycie nie wydawało się sprawą pierwszej potrzeby. Dywan, wielokrotnie prany, jest na szczęście w maskujące bohomazy.

- Drzwi balkonowe i lustrzane drzwi szafy nie mają plam tylko chwilę po wypucowaniu ich przeze mnie. Dziwnym trafem śladów łapek jest zawsze stała ilość - jest to kompozycja, która zawsze musi być, po prostu.

- Tydzień po gruntownym odświeżeniu ścian- wszystkie są poplamione kredkami, pisakami i niezidentyfikowanymi składnikami pożywienia. Na ścianie przy stole kuchennym kakaowa droga mleczna słusznych rozmiarów.

- Po jednym wyjściu na podwórko spodnie nadają się do prania, kurtka starcza od biedy na dwa dni (Monster Pierworodny wyrósł już na szczęście z badania organoleptycznego wszystkich spotkanych roślinek i niekoniecznie musi poznawać ślimaka leżąc z nim nos w nos, ale Monster Młodszy jest właśnie na tym etapie)

OK., przyznaję się, czasem czuję ukłucie zazdrości, gdy widzę na spacerze Pawełka w spodniach w kancik. Choć pewnym pocieszeniem jest dla mnie fakt, że jego mama przyznała, że jej synek nie zjada sam nawet kanapki, bo boi się, że ubrudzi sobie ręce. Być może takie dzieci zatem się rodzą.

Męczy mnie gruntowne sprzątanie stołu, podłogi pod stołem i zeskrobywanie resztek jedzenia z krzeseł po posiłku Monstera Młodszego. Ale bardziej by mnie męczyło karmienie go łyżeczka po łyżeczce. Liczę także na to, że jest to inwestycja na przyszłość (Monster Pierworodny już nawet zupą się nie zachlapuje).

Pamiętam, że babcia i prababcia Monsterów były z lekka przerażone tempem przebieranek Monsterzycy Pierworodnej, które uskuteczniała w wieku 2,5 lat. Przynajmniej wtedy ubierała się bez szemrania w to, co było w szafie! Teraz są codzienne dyskusje na temat outfitu, ale gdy w końcu podejmie decyzję, to  z góry do dołu ubiera się sama (sznurówek nie sznuruje, ale takowych nie posiada, więc jest spokój). Monster Młodszy na razie potrafi rozebrać z piżamy i skarpetek/butów i nie przejawia chęci do wdziewania czegokolwiek na grzbiet, choć czekam na to z utęsknieniem, bo ganianie za nim ze spodniami zaczyna mnie nudzić.

Nie, nie, wcale nie krytykuję matek nadal karmiących i ubierających swoich trzylatków. Pewnie im tak wygodniej. Wiele rzeczy robi się z własnej wygody.
Ja też wygodnicka jestem. Jak się dzieci nie pożywią, to głodne chodzą. Jak się nie ubiorą, to gołe latają. Jak się nie zabawią, to z nudów w nosie dłubią...
Mam nadzieję, że nikt nie zadzwoni po opiekę społeczną.

Samodzielna Monsterzyca w trakcie przygotowywania kolacji.


Badanie kałuży (zdjęcie z września, bo teraz Monster byłby trochę grubiej ubrany :))


środa, 03 listopada 2004
Rodzeństwo

Monster Pierworodny <czyta> Młodszemu  Franklina: Franklin był chory, bolała go skorupka i tutaj, popatrz, musiał jechać do szpitala, a teraz my pobawimy się szpital. Ja tu leżę, a ty mnie badaj - będziesz lekarzem.

Młodszy: Nieeeee
Pierworodny: No, już, badaj, potem się zamienimy.
Młodszy posłusznie wdziewa stetoskop, dodatkowo bierze plastikowy młoteczek i wali Pierworodnego prosto w brzuch
Pierworodny: Ałłaaa! To już lepiej idź się pobaw samochodzikami...

Muszę przyznać, że Monstery coraz częściej bawią się razem także bez uszczerbku na zdrowiu.

Tutaj jadą razem - Pierworodna sama zaproponowała, by prowadził Młodszy.


Archiwum
do Monsterowa tędy