czwartek, 26 lutego 2015
albo zaraz mnie pożałuj

 

Monsterówna zadzwoniła z Wałcza z pretensjami, co nagadaliśmy przed wyjazdem trenerowi, bo jej cały czas melisę wypomina.

No cóż, wspomnieliśmy, podczas przekazywania torby z medykamentami w razie W, że melisy nie dołączamy, bo zużyliśmy, a pewnikiem się przyda. No i wygadał. Co za papla!

A jeszcze miałam się pożalić, bo w ferie oczywiście tylko Monsterówna siedziała nad książkami, bo fizyka i chemia szły jej szalenie opornie. No to w przeddzień wyjazdu w końcu zmusiłam gimnazjalistkę, by siadła i machnęła. To się okazało, że nie rozumie. Kurczę, tydzień to dusiła, naprawdę warto było poczekać....

No dobra, otworzyłam książkę, bo przecież też już nie pamiętam powłok elektronowych i konfiguracji. Przeczytałam raz, upewniłam się w googlu, że dalej nie kapuję, zawezwałam Monstertatę, siedliśmy razem i w końcu, dwoje dorosłych, po studiach, choć nie chemicznych, doszło do wniosku, że rozumiemy!

Byliśmy tacy szczęśliwi, piątki przebiliśmy, no ekstaza. A ta zołza nawet nie raczyła się uśmiechnąć!

Nic to, wspólnymi siłami i z ogromnym entuzjazmem oraz ekspresją, choć patrzyła na nas z dużą odrazą, wytłumaczyliśmy zadanie.

Ewentualnie przyjęła tłumaczenie. Bąknęła, że zrozumiała. Czad! A to dopiero pierwsza klasa gimnazjum! Dużo jeszcze przed nami.

Teraz Monsterówna dzwoni codziennie i rozmawia NORMALNIE (choć nadal przez nos).

Może to jest sposób na domową komunikację?

Pomór jakiś na obozie - jedną dziewczynkę już na drugi dzień rodzice musieli odebrać, kolega Monsterina z pokoju leżał, ale podobno tylko jeden dzień, wczoraj źle się czuł Monster.

Współczuję trenerom, ale i mam nadzieję, że nasi nie rozłożą się po raz drugi. Swoje już przecież odfajkowali.

sobota, 21 lutego 2015
nie czarujmy się: mogło być lepiej

 

 

Jasne, że miałam plany. Planowanie to moje drugie imię. Urlop na przykład zaplanowałam, a dostałam tylko częściowo, co i tak nie zmieniło niczego, jako że Monsterówna ferie przekaszlała, a zatem niewyjściowa kompletnie była.

Choć nie tylko o objawy fizyczne chodzi w tym momencie. Mianowicie Monsterówna ćwiczy się obecnie w permanentnym utrzymywaniu niezadowolonego wyrazu twarzy. Genialnie jej to wychodzi, osiąga prawdziwe rekordy, podziwiamy jej zaangażowanie.

Oczywiście trochę jeszcze pamiętam siebie z TEGO okresu życia i że wszystko było BEZ SENSU, ale nie kryję: obcowanie z wiecznie obrażonym NA WSZYSTKO człowiekiem jest bardzo ciężkie.

Zwłaszcza, że dogadać się absolutnie nie można.

Zatem odpuszczamy kontakt, ograniczamy się do podstawowych komunikatów, wdech-wydech, melisa, no ale jak ma być do przodu, skoro pytamy się, czy boli ją jeszcze gardło, no bo kaszle, a ona obdarza nas bazyliszkowym spojrzeniem i się nie odzywa. W ogóle. Jakby nie słyszała.

Zmuszona do odpowiedzi, cedzi, że nie wie... A kto ma to, do jasnej ciasnej, wiedzieć?

A z drugiej strony, tak sobie myślę, że jej samej jest źle ze sobą. Tylko przecież narzucać się nie sposób.... i tak w koło Macieju...

Koleżanka ze starszą córką donosi, że idzie lepsze. Nie ma wyjścia, trzeba zwiększyć spożycie ziółek i przeczekać.

W każdym razie trenerzy w tym roku jakoś przespali rezerwacje w ośrodku olimpijskim i okazało się, że cały klub tylko na 10 dni może jechać, zatem pierwszy tydzień ferii młodzież spędziła na dochodzeniówce, która polegała na tym, że każdy monsterchłopiec miał swój dwugodzinny trening o innej godzinie, co w sumie było korzystne, bo w tym czasie drugi z nich zajmował komputer.

Pogoda była łaskawa, ja, jak już mówiłam, miałam szeroko zakrojone plany, a tu się okazało, że chłopców wyciągnąć z domu na świeże powietrze może tylko ostry szantaż polegający groźbie wyłączenia internetu, przecięcia kabli, wyrzucenia ładowarek i takie tam tradycyjne rzucanie się starych na oślep w całkowicie BEZSENSOWNYM ŻĄDANIU wychodzenia.

- Przecież mamy ferie!

Ale Monstermatka jest jednak bezwzględną osobą (Wszystkie matki ustępują, tylko TY NIE! - żalił się Monster ) i zmuszała chłopców do unorania się błotem w ramach parkouru, ćwiczenia na parkowej siłowni i do jazdy rowerem (przecież jeździmy już na trening!). Kapral, nie matka.

Natomiast wieczorami uskutecznialiśmy to, na co zazwyczaj mamy czas tylko w niedzielę, bo partyjka trwa 2 godziny: Osadników z Catanu.

To jest jedyna rozrywka, które ewentualnie dorównuje Minecraftowi i innym grom on line (gdybym je znała, tobym tutaj się znajomością chociaż tytułów popisała, a tak to tylko wiem, z relacji, o co kaman i ile już itemów, coinsów czy innych gadżetów zdobyli, kiwam głową i na tym moje zaangażowanie w ich wirtualnym świecie się kończy.)

Każdego wieczoru podchodziliśmy do planszy z nową nadzieją na triumf, chociaż regularnie dostawaliśmy łupnia od Monstera. Raz tylko wygrał Monsterino. Raz dała się wciągnąć do gry Monsterówna i powiedziała, że nigdy więcej.

Monster radził nam, że jak teraz wyjeżdżają na obóz, to możemy z Monstertatą grać sobie w wersję dwuosobową i wtedy wreszcie któreś z nas wygra.... Kochany synek.

 

wtorek, 10 lutego 2015
pływak polityczny, albo polityk pływający, jeszcze do końca nie wiadomo

 

Monsterino odpuścił sobie startowanie w zawodach pływackich jakiś rok temu, gdy się dwa razy pod rząd okazało, iż mimo naszych obserwacji, że przypłynął na medalowym miejscu, przy ogłoszeniu wyników odchodził spod podium jak niepyszny, a dopiero tydzień później na zajęciach otrzymywał przeprosiny i stosowny medal, dyplom i co tam jeszcze w pakiecie było, bo SIĘ POMYLILI.

Też bym się zniechęciła, tym większe było moje zdziwienie, gdy w tym roku, namówiony przez trenera, postanowił jednak wystartować.

Średnio było nam to na rękę, bo jednocześnie Monsterówna miała swoją imprezę, ale co robić - dziecko chce, to się rozdwajamy - Monstertata obiecał relację na żywo.

No i klops. Znowu, mimo wizualnego drugiego miejsca, został wyceniony na brąz. Walka o sprawiedliwość była o tyle trudna, że na drugim miejscu zakwalifikowano kolegę z klasy, a ponadto Monstertata nie nakręcił wyścigu.

Cóż, tłumaczę Monsterinowi, że brąz jest ok, nagroda prawie taka sama, ale skręca go z zazdrości, bo kumpel rozgłosił swoje zwycięstwo w klasie. A Monsterino, co nam regularnie podczas seansu gier planszowych pokazuje, nie radzi sobie z przegraną. (jak usłyszał, że ten zawodnik, który wygrał, chodzi na basen 4 razy w tygodniu, natychmiast zapragnął także. Wybiliśmy mu to z głowy)

 

A jeśli o wątek polityczny chodzi, to Monsterino stwierdził, że nie podziela lęków kolegów z klasy przed wojną z Rosją.

- Tłumaczyłem chłopakom - wyjaśnia - że mamy sojusz z Ameryką i gdyby Rosja chciała na nas napaść, to Stany Zjednoczone odpalą bombę!

Natomiast monsternastolatki mają ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się polityką.

poniedziałek, 09 lutego 2015
sushiman

W zeszłym tygodniu trzy dni od szkoły odpoczywała Monsterówna, teraz chrypa i katar przeniosły się na Monstera.
Wprawdzie odgraża się, że jutro idzie, ze względu na to, że zawody już za trzy tygodnie, ale zobaczymy.

 

O Monsterze dawno tu nie było, a powinno, gdyż drzemy się na siebie regularnie. On pyskuje, a moje blokady puszczają. Ostatnio, jak wyjechał porannie z jakimś kolejnym mało dyplomatycznym tekstem, który, być może, w innych okolicznościach czasu, miejsca i stanu hormonalnego, puściłabym mimo uszu, teraz nie zdzierżyłam i stwierdziwszy, że nie mam obowiązku chama odwozić do szkoły, pojechałam tylko z Monsterinem (który wyjątkowo sprawnie się zabrał i siedział z tyłu jak trusia).

Jeśli myślicie, że wieczorem Monster wyraził skruchę czy choćby przeprosił, to się grubo mylicie.

Ponadto już od świąt Monster marudził o sushi. Rozmawiali z chłopakami w szkole, okazało się, że sushi jest podstawowym pokarmem nastolatków, a tu Monster taki zacofany i jeszcze nigdy sushi nie próbował.

Mędził i mędził, aż w końcu dostał tackę próbną (oprócz Monstertaty nikt nie był chętny, by mu cokolwiek z niej uszczknąć)


Dwa dni ją męczył. Odfajkował sushi i jest spokój. Kolejna potrawa z jadłospisu anorektyka mniej. (Ma Monster denerwujący zwyczaj zarzynania ulubionej potrawy: pożera ją tak długo, aż się przeje i nie tyka jej nigdy więcej.)

Żeby nie było dzisiaj tylko o irytujących stronach Monstera (o tym jeszcze będzie we wpisie urodzinowym, he  he), to muszę koniecznie nadmienić, że w tym półroczu Monster miał TYLKO JEDNĄ uwagę za pyskowanie, żadnej uwagi za bójki i same pochwały, więc ocenę bardzo dobrą z zachowania przyjął zasłużenie.

Ponadto w miarę się postarał i wymodził średnią 5,08, chociaż mógłby jeszcze podciągnąć się tu i ówdzie, tylko że to są oceny osiągnięte mimochodem, bez siedzenia wieczorami. Ba! Ja tam nie widzę siedzenia w ogóle (pisemne robi na lekcji, gdy reszta jeszcze przepisuje z tablicy. I pomyśleć, że Monsterówna zastanawiała się kiedyś, fakt, że było to na początku kariery szkolnej, czy takie postępowanie to nie grzech, jeśli jest to zadanie DOMOWE, a nie szkolne).

Chociaż teraz mają z kolegą prezentację na temat lasów tropikalnych i nawet Monsterówna przyznała, że ekstraordynaryjnie się starają. Oprócz zwyczajowych tablic poglądowych, ugotowali południowo amerykański przysmak do poczęstowania kolegów, aranżują scenkę rodzajową, przebierają się, no widać, że takie akcje są dla niego wreszcie jakimś wyzwaniem.

Bo resztę nudów szkolnych trzeba jakoś przetrwać. Szkoda, że większość nauczycieli nie potrafi wykorzystać twórczego potencjału młodzieży. Po Monsterze i jego kolegach widać, jak oni tego potrzebują.

czwartek, 05 lutego 2015
pajęczyna

 

Zaczęło się od ostatecznego exodusu oznak dzieciństwa z pokoju Monsterówny.

Jako, ze postanowiła przed imprezą dla dziewczyn odświeżyć image pokoju, to sobie o lalkach w łóżeczku i domku drewnianym kurzącym się od lat w kacie przypomniała i gorzko wypominając, ze nie ma komu przekazać swojego pokaźnego majątku - wystawiła go za drzwi.

To samo dotyczyło misternie budowanych Hogwartów i innych chatynek z klocków lego.

Zaraza ta objela tez Monstera, zatem Monsterino  został szczęśliwym posiadaczem wszystkich, także tych najbardziej poszukiwanych figurek, poprzesuwał pudła szybko na swoją część chłopcopieczary (czy ja już wspominałam o terytorialnym wydzieleniu ze wspólnego pokoju mini pieczary Monstera, która w wakacje ma się zmienić w prawdziwie młodzieżowy loft, a nie taką dziecięcą krainę zabaw jak pogardliwie nazywa monsterinową część?).

W każdym razie Monsterino opiniami Monstera się nie przejmuje i z ukontentowaniem zaczął dopasowywać zdobycznym figurkom arsenał zbrojny.

I wtedy Monster, który oficjalnie nie mógł się zniżyć przecież do zabawy ZABAWKAMI, postanowił, w szlachetności swej, POMÓC  młodszemu bratu i urządził figurkom z lego niciowe tyrolki wzdłuż i wszech pokoju.

Najbardziej zadowolony z obrotu rzeczy był kot, któremu śmiganie za latającymi ludzikami bardzo się spodobało.

Najmniej zadowolona była monstermatka, która w obecnym stanie nie przegina się tak lekko jak Catherina Zeta-Jones w Osaczonych

 


 

a musiała. Przez parę dni. Aż się zdenerwowała.

Teraz chłopcopieczarę ozdabiają szczątki tyrolek poprzyklejane do mebli i innym sprzętów.

Archiwum
do Monsterowa tędy