czwartek, 27 lutego 2014
zbieranie kokosików

 

Monsterówna upaja się swoim głosem czytając po niemiecku.

- Podoba ci się mój akcent? - upewnia się

- Bardzo - przyznaję, bo jest świetny, naprawdę

Nadal nie zdecydowała się na język w gimnazjum, natomiast Monster przychylił się do angielskiego. Ale Monster ma jeszcze rok.

Monstery starsze miło rozpoczęły drugie półrocze, bo od przedstawienia "Ania z Zielonego Wzgórza", lektury, którą właśnie na feriach miał wykończyć Monster. Podzielił sobie tekst na ilość dni, które mu zostały i, wyobraźcie sobie, dopiął swego. Nawet podczas ferii, co do czego miałam duże wątpliwości. Przepytałam go pobieżnie z treści (jaki kolor miała broszka Maryli, z jakiej choroby wyleczyła Ania siostrę Diany, nie mówiąc już o kluczowym - w jakim kraju i na jakim kontynencie mieści się Zielone Wzgórze) i miał 100% poprawnych odpowiedzi. Byłam pod wrażeniem.

Monstera celem bowiem jest dostanie się do gimnazjum, gdzie więcej niż 4 osoby na klasę będą się uczyć. Takie są realia obecnej klasy Monstera.

Oceny przedmiotowe to nie wszystko, bo jeszcze mamy co roku batalię o ewaluację monsterowego zachowania. Teoretycznie jest lepiej, bo nie wdaje się w bójki. Ale jeśli nasz prowokator zadaje na lekcji TECHNIKI pytanie "co to jest masturbacja", to ocena bardzo dobra nie wydaje się osiągalna bez trudu i znoju.

Poza tym mamy codzienne, mimo kolejnych ustaleń, podejmowanych zobowiązań i rozejmów - bitwy o tablet. A raczej o czas przy nim spędzanym. Już udało się ustalić, że minecraft jest tylko w weekend, bo w ciągu tygodnia się nie opłaca na godzinkę komputera odpalać, ale głupie filmiki na youtubie czy inne gierki są codziennie i muszę groźbą, konsekwencjami, diabłem i innymi strachami wymuszać czytanie ZANIM zasiądą do ekranika (mowa o chłopakach, bo Monsterówna nadal ma tyle lekcji codziennie, że o grach nie myśli).

A to czytanie w przypadku Monsterina w porywach do 10 minut dochodzi! Zastanawiam się nad eksperymentem pt. "tyle grasz, ile czytasz", ale boję się obrzydzenia czytania do cna.

I dziwię się im bardzo, bo książki, które proponuję są różne i zawsze mają możliwość wyboru. Monster deklaruje, że czyta tylko lektury, bo to obowiązkowe. Zatem co można, oprócz zaduszenia, zrobić z dzieckiem, które po przejrzeniu stosu, w którym znalazły się i Baśniobór i Wojownik Ninja i Niziurski i parę innych, starszych i nowszych przygodówek, stwierdza, że wszystko jest NUDNE. Bo nie-interaktywne, nie świeci, nie mówi i nie błyska bladoniebieskim światłem ekranu.

Zgroza. Kto wychował to dziecko??!

poniedziałek, 17 lutego 2014
a teraz, drogie dzieci,

oraz rodzice, przede wszystkim,

przywitajcie osiem tygodni bez przerw.

 

Ferie zleciały nam spokojnie.

Monsterino najpierw przez tydzień szkolił się w hokeju i rozrywkował się z dziadkami, a w drugim tygodniu załapał się na sportowe półkolonie dla wielodzietnych. Biedaczek, dosyć samotnie czuł się na początku, bo tam raczej (zgodnie z profilem) całymi klanami uczestnicy poprzychodzili, ale okazało się, że spotkał kolegę ze szkoły, a zajęcia różnorodne (i piłka i basen i lodowisko) były fajne.

Jednego dziecka w domu w ogóle nie słychać, zwłaszcza, że gdy popołudniu odfajkował  codzienny obowiązek czytelniczy, zamykał się w swoim pokoju i odpalał tablet. Ani razu nie musiałam podnosić głosu przez te dwa tygodnie - aż dziwnie, bo po godzinie do dwóch, Monsterino sam z siebie przychodził do kuchni, opróżniał zmywarkę, pomagał przy kolacji i nawet bez zbędnej zwłoki szedł się myć.

A ja po ogarnięciu chaty (zresztą, co to za ogarnięcie, skoro nikt nie brudził) miałam tyle czasu dla siebie, że spokojnie mogę ten czas nazwać wakacjami.

Może to także dlatego, że tym razem nie musiałam wisieć na telefonie, wobec czego nie byłam psychicznie wykończona pocieszaniem Monsterówny. Albowiem w Wałczu stał był się cud i życie na obozie sportowym stało się znośnym, ba - wręcz przyjemnym. Hitem tego roku zostały partyjki różnych gier planszowych, zwłaszcza Carcassonne. Do tego stopnia, że chyba nawet nie odpaliła psp, a z trzech zabranych książek przeczytała jeden rozdział! Wydaje się, że Monsterówna dorosła, rozwinęła nowe relacje z koleżankami, plan treningowy (dwa łamane w przód z półobrotem) wykonała.

Monster nie dosypiał, nie dzwonił (twierdził, że dlatego, że nie chciał sobie przypominać o domu, by się nie rozkleić - każda strategia jest dobra), plan wykonał z nawiązką, z kolegami rżnął w ping-ponga i ledwo przyjechał do domu, to już zaczął awanturę z młodszym bratem.

Zatem moje wypoczęcie feryjne zniknęło jakoś pół godziny po powrocie starszych dzieci.

No i trzeba było odchrząknąć, by podnieść głos. Inaczej nie słyszą w tym harmiderze.

Archiwum
do Monsterowa tędy