środa, 27 lutego 2013
kto rano wstaje, ten jest wiecznie zmęczony

 

Plusem choroby jest, prócz nadgonienia zaległości lekturowych, także możliwość częstszego grania w planszówki, bo nie musieliśmy śpieszyć się z wieczornym pakowaniem do łóżek, skoro mogli się wyspać. A na jedną rozgrywkę Osadników z Catanu dwie godzinki pękają jak nic. Nową opcję wdrożyliśmy - tę z barbarzyńcami i teraz tylko w tę tłuczemy. Generalnie ja przegrywam, a Monster zazwyczaj wygrywa - ale różnica punktowa pomiędzy nim a resztą dzieci jest niewielka - 1-2 punkty, nawet do Monsterina. Monsterino, mimo, że to gra od 8 lat, dobrze myśli, szybko liczy, orientuje się. I nawet nie za bardzo obraża się, gdy przegra, bo pociesza go drugie miejsce. Natomiast obaj monsterchłopcy zdenerwowali się mocno, żeby nie użyć niecenzuralnego słowa, na moją nieustanną dobrą passę w  Robalach. Robale są zdecydowanie losową grą, fajną, bo dużo się liczy i widzę, że już Monsterino nauczył się od Monstera dopełniania do dziesiątek i liczenie idzie im sprawnie. Niestety jednak mam lepszą rękę do rzutów kostką i po iluś tam dramatycznie przegranych ze mną partiach, Monsterino zaczął demolować zawartość kartonika, a Monster się popłakał ze złości.

I na nic tłumaczenia, że to przecież tylko gra. I że nawet mamusia lubi czasem wygrać (fakt, że nie pomagało im, że nuciłam potem pod nosem "jestem mistrzynią robali", ale nie mogłam się powstrzymać).

Jakaś epidemia kontuzji wśród koleżanek Monsterówny. Alinka od ferii nie ćwiczy, bo boli ją kręgosłup, Oliwia rękę skręciła, bo Simona nie podłożyła jej w porę materaca. Natalia na ostatnim treningu jakoś źle zeskoczyła i choć skacze nadal, to też niedomaga. Trener musi być podłamany.

Monster płynnie wszedł z drugiego tomu Ulyssesa w trzeci i nawet doczekałam się podziękowania za to, że dbam o jego rozrywki. Muszę to napisać, bo nie uwierzę, że doszło (hurra! nareszcie!) do tego, że czytanie traktuje tak, jak to mu od narodzin starałam przekazać.

****

Monsterzwierzyniec

I spotkanie na szczycie - żółw się schował, a chomik nie był zainteresowany

wtorek, 26 lutego 2013
spór, bo sporo

 

- Przeczytałem książkę o pierwiastkach i nawet mnie zainteresowała - przyznaje Monster. Czytanie, czyli szczyt monsterdesperacji, gdy uziemiony, niespodziewanie okazało się nie takie straszne.

- Babcia będzie się cieszyć - mówię - bo jest chemiczką, wiesz?

- Tak? - dziwią się Monstery

- Chemia będzie w gimnazjum - wyjaśnia Monsterówna - na przyrodzie było zastępstwo z panią, która uczy właśnie chemii w gimnazjum, chyba zostanę lekarzem - dodaje na jednym wydechu.

Monster nadal nie wie, kim chce być, jakoś nie widzi prostej ścieżki kariery w zawodzie antyterrorysty. Nie pociesza go zupełnie moje wyjaśnienie, że ma jeszcze dużo czasu, by zadecydować. Natomiast Monsterówna odetchnęła z ulgą, bo postanowiła, kim zostanie i teraz może odpowiadać we wszelkich konwersacjach, szczególnie na językach, łatwo i przyjemnie i bez zastanawiania, które jest najgorsze.

Monsterówna przechodzi w tym roku kurs Cambridge, który kończy się egzaminem. Na początku była przerażona,bo jednym z elementów tegoż jest rozmowa z nativem. Tematy są znane i powtarzalne, na lekcjach ćwiczą wypowiedzi. Jednak najgorsze dla Monsterówny nie było samo odpowiadanie, ale mówienie najprawdziwszej prawdy. I ja i pani tłumaczymy jej, żeby mówiła cokolwiek, co zapamiętała. Że jeśli jest pytanie o dzień w szkole, to niech mówi po kolei, jakie jej się przedmioty przypomną, ale ona najpierw zastanawiała się, który konkretnie dzień tygodnia opisać. I tak ze wszystkim. Jednak jest lepiej, pani puściła im filmiki z egzaminów i okazało się, że sporo starsi uczniowie mieli problemy z gramatyką i dogadywali się. I zdali. Więc może nie będzie tragedii.

****

Dziadek odwiedził nas na chwilkę i pojechał. Niestety, bez Term Maltańskich było tym razem, bo wszystkie Monstery leczyły infekcję. Stan osobowy na dzisiaj: 1/3 - czyli najmocniejsza Monsterówna w szkole, Monsterino prawie też, Monster dobity, bo jednak skończyło się na antybiotyku.

Monsterówna bardzo zestresowana, czy szybko po tygodniu nietrenowania wróci do formy. Bo eliminacje w mistrzostwach Polski JUŻ w maju.

Tak w ogóle to przejrzawszy kalendarz startów w tym roku wyszło, że gdyby Monsterówna zakwalifikowała się do mistrzostw, to nie dość, że sierpień ma zajęty treningami, to pierwsze dwa tygodnie lipca też. Oby się nie zakwalifikowała w takim razie, bo biedne dziecko nawet w lecie nie wypocznie.

Choć trener powiedział, że ma bardzo duże szanse, bo ogromne postępy poczyniła ostatnio.

Na przyszły rok sugestie co do treningów są takie, że codziennie dodatkowe oraz w soboty.

Do Monstera trener powiedział to samo - że w zasadzie, jakby już teraz chciał chodzić w soboty, to ma mu powiedzieć, a on przyjdzie.

Krótkie podsumowanie ilości monstertreningów (4 wf-y normalnie, jak w programie są oprócz tego):

Codziennie 1,5 h (2 godziny lekcyjne) podstawowego, plus 2 godziny (czasem krócej, półtorej) dodatkowego. Co daje 13,5 - 15,5 godzin tygodniowo, bo po jednym dodatkowym opuszczają.

Sporo.

Monsterówna przynajmniej wyspała się w czasie choroby i doczytała Sawyera, bo ją to męczyło. Lekcje też miała na bieżąco, to dzięki przyjaciółce. Ale i Monster to samo, bo udało mi się dogadać z mamą jednej, jeśli nie jedynej, przytomnej dziewczynki w klasie i ona (kochana! już planuję, jak ja jej się odwdzięczę, bo jest za co) SKANUJE mi codziennie zeszyty, dosyła, co było w ćwiczeniach i przesyła mailem! Jest naprawdę wspaniała, bo odpisywanie lekcji nawet po tygodniowej chorobie byłoby koszmarem. Może powinnam to była zostawić Monsterowi do załatwienia samemu, ale po trzech telefonach do kolegów, z których jeden był też chory, drugi nie odbierał, a trzeci, jak Monster przyznał, nie ma nawet za bardzo zeszytów, skapitulowałam. Obiecuję sobie, że w gimnazjum, to już sam będzie musiał się ogarnąć.

Monsterino też nadrobił wszystko - jego pani przysyła maile z materiałem do nadrobienia, więc nie ma problemu. Czyta też w miarę płynnie. Początkowo bardzo myliły mu się literki b i d, ale jakoś załapał. Zupełnie inna nauka z nim, bo Monster zgadywał wyrazy z kontekstu, a ten za dużo sylabizuje szepcząc pod nosem. Chyba powinien już przestać to robić - poradziłam mu, by krótkie wyrazy od razu czytał, tylko nie wiem, tak do końca, czy dobrze mu radzę. Muszę skonsultować się z panią. (ewentualni pedagodzy na sali - wypowiedzcie się - tak, tak - Aaaniu, czuj się wywołana)

***

I zagadka na koniec - co to jest?

 



środa, 20 lutego 2013
ciągle tylko obowiązki, bo to najważniejsze

 

Monstery nie mają szczególnie rozbudowanego harmonogramu obowiązków domowych, ale i tak muszę im o nich przypominać. O wyładowaniu zmywarki, zamiataniu schodów raz na tydzień (policzyli skrupulatnie,  że po 13 schodów mają, biedny byłby jedynak w tej sytuacji) i obieraniu warzyw na obiad w weekendy. Wymogłam też dobry uczynek i w sobotę rano jedno z nich idzie po gazetę dla mamusi. Ostatnio Monsterinowi spodobało się i nawet poprosił o rozszerzenie listy zakupów. Na wszelki wypadek nakazuję mu uważanie na przejściu dla pieszych, ale przecież wiemy, że ma długoletnie doświadczenie w tej kwestii...

Wracając do powinności, to rozmawiałam ostatnio z mamą sześciolatka i okazało się, że jej synek rano obowiązkowo ścieli łóżko, a wieczorem zbiera wszystkie zabawki i odkłada na półki. To mnie zmusiło do zastanowienia się nad monsterpokojami i ich ciągłym chaosem. Miałam to samo. Zupełnie nie rozumiałam mamy nakazującej złożenie klocków z dywanu, skoro dzień później chciałam wrócić dokładnie w to samo miejsce zabawy, z którego musiałam się ewakuować wieczorem. Może dlatego pokój aktualnie Monsterchłopców pokryty jest lego miastem, które regularnie ewoluuje. Owszem, czasem musimy zgarniać klocki, żeby dojść do łóżek, bo wejście boso na klocek jednak boli, ale od kiedy łóżka przysunęli bliżej drzwi, a miasto jest dalej, przejście nie wymaga już specjalistycznej ekwilibrystyki. Oczywiście wszystko się kurzy, więc mniej więcej raz w tygodniu ogarniam to miasto z kurzu, ale łóżka (oprócz Monsterówny, oczywiście!) ścielimy tylko, jak mają przyjść goście.

Teraz się zastanawiam, czy nie powinnam ich może bardziej w kwestii porządków przycisnąć. Tylko, szczerze, zmuszałoby to także do ścielenia mojego łóżka, prawda? Bo najlepiej uczyć własnym przykładem. A to już wymagałoby włączenia Monstertaty w proces (i ten krok wydaje się najtrudniejszy...;).

 ***

Ostatecznie w tym tygodniu wszystkie Monstery zostały w domu. Monsterówna, jak to ona, trzymała się najdłużej, ale jak w poniedziałek zaniemówiła, to zdecydowaliśmy o areszcie domowym. Najpierw nasza Panna Obowiązkówna się ucieszyła, bo we wtorek dwa polskie, ale potem skrzypiała, że może jednak pójdzie, bo ma sto procentową frekwencję do tej pory i chce tak trzymać.

W każdym razie teraz ma czas, by się wyspać i wyczytać. A nawet jeśli jedną książką jest Tomek Sawyer, to drugą "Piotrek zgubił dziadka oko, a Jasiek chce dożyć spokojnej starości" Lucyny Legut, którą Monsterówna bardzo poleca chichocząc co drugie zdanie (Monster przeciwnie, ale zaraz będzie co rekomenduje Monster).

Z Monsterinem za to odświeżyliśmy sobie dwie serie - jedną -  Ella i przyjaciele Timo Parvella polecamy bardzo (starsi też sobie przypomnieli słuchając w tle i rechotali zgodnie). Ella niby jest w stylu Mikołajka i Zuźki D.Zołzik, ale pokazuje trochę nieznanych nam powszechnie realiów fińskich. I jest bardzo, ale to szalenie zabawna.

Drugą serię, tym razem, polską - o  Kindze (i co z niej wyrośnie oraz i jak ją rozgryźć) i - zdecydowaliśmy zapomnieć i odłożyć w drugi rząd książek (może nawet ją wydamy do biblioteki - tak zdarzyło mi się tylko z dwoma dziecięcymi powieściami w historii kupowania książek dzieciom - nie kupujcie Ewci i drzewka szczęścia oraz Julka czyli Karpia - popełniłam ten błąd i żałuję - książki nie dość, że są złe i bzdurne, to jeszcze szkodliwe). Kinga jest beznadziejnie głupia. Naprawdę - jej historie czytaliśmy z zażenowaniem i niedowierzaniem, że taka książka w ogóle mogła przebić się na tym ciężkim w końcu rynku.

Ale muszę napisać o kolejnym naszym odkryciu, tym razem świetnym i to typ Monstera, który SAM Z SIEBIE, co mu się nigdy nie zdarza, zaczął kolejny tom i tak go wciągnęło, że pierwszy raz w życiu widziałam, że czar literatury nawet na niego zadziałał, gdy opowiadał mi, co zobaczyli za tajemniczymi drzwiami Julia, Jason i Rick.

To saga Ulyssesa Moore'a.

No i złamałam swoje postanowienie zbierania funduszy na marcowe targi książki i już idzie do nas paczka z Gandalfa (ostatnio tam kupujemy, jest taniej niż w merlinie). A cała seria ma 12 tomów!

- No to nie będziemy musieli się przez jakiś czas martwić, co następnego czytać - podsumował Monster

 ***

 

Jak widzę, ostatnio wpis nie może obyć się bez Pani Od Polskiego. Powinnam oddzielną kategorię dla niej stworzyć, bo wydaje się, że licznik jej przewinień nie ma końca. Tym razem przegięła mocno.

Jeszcze przed feriami kazała Monsterównie przygotować się do konkursu pięknego czytania. Monsterówna z trudem, ale namawiana i szantażowana uczuciowo przez panią w końcu się zgodziła. Na ferie zabrała wybraną książkę, czytała wybrany fragment, nawet na głos mi prezentowała. A teraz pani powiedziała, że przegapiła termin konkursu!

Nóż się w kieszeni otwiera! Monsterówna pociesza się, że Alinka w zeszłym roku miała gorzej, bo w dniu konkursu z kaligrafii pani pomyliły się godziny i przyjechały do szkoły, w której konkurs się odbywał już po konkursie! I powiedzcie, czy ta baba jest normalna?!

 

***

Żółw hibernuje się na noc wśród naszych toreb i plecaków. Dzisiaj rano mnie ofuknął, widocznie zbyt energicznie pozbawiłam go przytulnego przykrycia zabierając torbę przed nosa.

czwartek, 14 lutego 2013
ćwiczenia ze wszystkiego

 

Współczuję Monsterom stert ćwiczeń z przyrody, choć  akurat na przyrodę nie narzekają. Monster nawet na historię nie biadoli, lubi wręcz, o dziwo. Prawdę mówiąc traktuje ją jak michałka w stylu muzyki i plastyki (choć przecież - grzmią nauczyciele tych przedmiotów - to są najważniejsze, rozwijające wyższe potrzeby, przedmioty na świecie).

W tym odcinku nie będzie zatem jęczenia na zadania z kangurka (te akceptują), ani na słówka z angola. (bo natłukliśmy im do głów, że trzeba i nie ma innego wyjścia)

Będzie za to uskarżanie się na zachowanie Monstera. A raczej na jego przemianę ze słodkiego chłopczyka (choć może bez przesady, słodkim chłopczykiem to on był wieki temu, jako niemowlak i roczniak) w wyszczekanego, aroganckiego i butnego nastolatka. Żeby nie powiedzieć chama.

Owszem, potrafi nawet CZASEM przyznać się do błędu. Przeprosić za swoje zachowanie mu się zdarza. Ale bywa ciężko i wtedy iskrzy na całego.

I znowu musimy przypomnieć zasady, ustalić zachowania alternatywne, wymóc przestrzeganie....

Tymczasem wpadłam na zebrania u starszych. W celu przede wszystkim dowiedzenia się o drugim dnie wygrażania dzieciom, że jak nie będą chodzić na dodatkowe zajęcia, to będzie źle.

Postanowiłam być supespokojna, za to wyżyć się na Pani Od Polskiego, której nowy pomysł to posługiwanie się Monsterówną i jej przyjaciółką jako żywymi pisadłami na tablicy. W dodatku muszą odszyfrowywać pani notatki. A potem uzupełnić je w swoich zeszytach. Kompletna strata czasu, bo, co zaskakujące, nie marzą o uwiecznieniu na pomniku obok twórców ENIGMY.

Plan zatem miałam, ale gdzie tam! Byłam szósta w kolejce do pani, a przez kwadrans czekania nie przesunęłam się ani o pół rodzica! Pani jest absolutnie beznadziejnym przypadkiem, dobrze, że Monster jej nie ma.

No i nie mogę tak do końca pomstować na Monstera, bo na półrocze wyszedł na średnią 5,1 i jest najlepszy w klasie. To akurat nie jest szczególnym osiągnięciem, bo w klasie Monstera są może jeszcze ze dwie dziewczynki, które traktują naukę poważnie. Reszta nie jest partnerem w nauce. Stąd Monster całkiem serio stwierdził, że w gimnazjum to jednak chciałby mieć kolegów, którzy też się uczą (a przynajmniej nie wyzywają od kujonów). Na szczęście są jeszcze dwie równoległe klasy i może się ścigać z tamtymi. Bo przecież drugie imię Monstera to Wyścig.

Monsterówna też na czele ze średnią 5,5, jak zwykle wysoki standard. Przyzwyczaiła nas do tego, że aż sobie wyrzucam, że ją za rzadko chwalę.

A jeśli chodzi o dodatkowe zajęcia, to Ministerstwo Sportu, wbrew oficjalnym deklaracjom, że wspiera sport dzieci i młodzieży, znowu obcięło kasę na treningi, więc w sumie rozumiem trenerów, że chcą się męczyć tylko z tymi, którym zależy. Tylko nie mają pomysłu na dziecko, któremu zależy na wielu rzeczach i z niczego nie chce zrezygnować.

My też nie mamy.

*

Żółw upodobał sobie kryjówkę pod biurkiem Monstertaty - pomiędzy komputerem a listwą zasilacza. Ale jak Monstertata wstaje zza biurka, to żółw idzie za nim jak piesek.

poniedziałek, 11 lutego 2013
republika dziecięca

 

Rozmawiam wieczorem z Monsterówną o demokracji, bo właśnie przygotowuje się na poniedziałkowy sprawdzian.

Mały off topic odnośnie programu nauki historii w podstawówce. Jeśli za naszych czasów narzekano, że musimy się uczyć wiedzy encyklopedycznej, to w porównaniu z obecnym programem to i tak mieliśmy trochę więcej treści pomiędzy kolejnymi hasłami. Teraz podręcznik do historii wygląda jak wypasiony przewodnik turystyczny - dużo pięknych zdjęć plus skrótowe hasła okraszone anegdotkami na marginesie (to akurat na plus) . Właściwie każde zdanie jest to wykucia, bo lekcja historii to godzina tygodniowo, więc z naszego programu musieli wyciąć wszystko, co nie jest definicją. Jeden dział to starożytny Egipt, Grecja i Rzym (plus Indie i Chiny z wynalazkami w tle). Ja nie wiem, jak oni się w tym wszystkim odnajdują. Nie twierdzę, że my się odnajdowaliśmy zawsze i wszędzie, (przynajmniej ci z nas, którzy bardziej ścisłowcy niż humaniści byli i nie czytali dla przyjemności o starożytności), ale teraz rozumiem rodziców, którzy szukają dla swoich dzieci alternatywy szkolnej.

Widzę też, ile mam szczęścia, że Monstery łapią szybko, pamięć mają dobrą, kojarzenie też i nie cierpią na żadne dysfunkcje. Inaczej szkoła byłaby dla nich i dla nas drogą przez mękę.

Wracając do demokracji, Monsterówna zastanawia się głośno, dlaczego w Polsce nie mógłby nadal panować król i dlaczego niby demokracja lepsza.

- Możesz głosować na osobę, która cię reprezentuje, nawet sama możesz być prezydentem! - mówię - a króla masz narzuconego

- Ale ja nie chcę być prezydentem - twierdzi Monsterówna - czy król jest gorszy od prezydenta?

 

Zaczyna mi brakować argumentów w dyskusji. Muszę regularnie uzupełniać wykształcenie.

piątek, 08 lutego 2013
moja jest bardziej mojsza niż twoja twojsza (stopniowanie supernieregularne)

 

Żółw upodobał sobie monstertatowy gabinet i wytrwale towarzyszy mu w pracy, a nawet tam śpi nocną porą.

***

Pani Od Polskiego nie poprosiła (jeszcze?) o dostęp do blogu (dlaczego odmienia się blogu, a nie bloga bym się jej zapytała), więc mogę swobodnie żółci dać ujście.

Zatem Pani Od Polskiego Monsterówny wyraziła rozczarowanie, że Monsterówna nie poszła na konkurs recytatorski (zapowiedziany dzień wcześniej). Pani Od Polskiego Monstera tym bardziej. Tyle, że Monster spał w gorączce w czasie, gdy trwał konkurs, taki pech. On, Który Nigdy Nie Choruje. A akurat Monster był przygotowany i sam się na konkurs zgłosił. Już wydobrzał, więc Pani Z Matematyki się cieszy, bo dzisiaj z kolei rejonowy etap konkursu matematycznego. Wziął w kieszeń cukierki na kaszel, żeby nie rozpraszać pozostałych uczestników.

- Pani powiedziała, że matematyka jest ważniejsza od akrobatyki - uprzejmie donosi Monster

Rozdziobią was nie kruki, wrony, lecz rozszarpią nauczyciele i trenerzy.

***

Monsterino zmienił grupę na angielskim. Przeskakuje średnio jedną grupę w ciągu roku, bo za szybko chwyta, a potem się nudzi. Ale wiem, że powód zmiany był też inny - w poniedziałkowej grupie jest  rodzynkiem wśród dziewcząt i to mu szalenie odpowiada.

Jego ulubiony utwór ostatnio to Killing in the name of - Range Against The Machine.

Szczególnie lubi skandować refren:Well now you do what they told ya.


 

Jak już jesteśmy w klimatach angielskich, to Monster postanowił sprzedać pani od angielskiego kawał, który wytłumaczył mu Monstertata. Chodzi o nowego robota ze STAR WARS. Ma symbol IC-UP - znacie takiego? ;)

- Nie odważy się tego powiedzieć - wątpi Monsterówna

Założymy się?

środa, 06 lutego 2013
patrz pod nogi

 

Żółw zniknął.

Wieczorem umieszczamy go w terrarium, bo tak robili poprzedni właściciele. Żeby nie łaził, bo co, jak gdzieś wejdzie. A jak przewróci się do góry nogami i będzie tak leżeć i wierzgać? Nie uchodzi.

No tak, jednakże, by schować go, trzeba najpierw mieć kogo.

Po sprawdzeniu wszystkich podłóżek i drzwi wejściowych (raczej nieprawdopodobne, by go tam ktoś zamknął, z drugiej zaś strony, mógł się przemknąć, szybka bestia to jest), okolic kuchlonu i holu, podjęliśmy odważną decyzję o odpuszczeniu poszukiwań. Na piętro nie dał by rady się wdrapać, za wysokie progi na jego żółwie łapki, a jeśli rzeczywiście sturlał się na sam dół po schodach, to trudno - zahibernuje się.

Monstertata podzielił się frapującą historyjką o żółwiu, którego właściciele znaleźli po 30 latach pod podłogą, no ale nasz potrzebuje wody co jakiś czas.

***

Pojechałyśmy z Monsterówną na pierwsze drzwi otwarte w jednym z wybranych przez nią gimnazjów.

Tłum. Nawet nie dostałyśmy się do świetlicy, gdzie wychwalano zapewne kadrę, program i warunki. Pokręciłyśmy się zdezorientowane po jasnych, świeżych wnętrzach. Szkoła wygląda całkiem ładnie i zachęcająco.

Doczekałyśmy się wycieczki po szkole i nawet wdepnęłyśmy na lekcję fizyki. Monsterówna rozejrzała się wokół.

- To się dzieci z piątej klasy? - zdziwiła się Wokół nas siedzieli głównie rodzice, przyznam, ale i dzieci się pojawiały sporadycznie. Znacznie wyższe od Monsterówny, to fakt, ale przecież wiemy nie od dziś, że i młodsze od Monsterówny dzieci są od niej wyższe.

- Raczej to są dzieci z szóstej klasy, bo przecież to one zaraz zdają - powiedziałam zastanawiając się w duchu, co ona taka niedomyślna

- Dopiero teraz chodzą na dni otwarte?! Przecież zaraz zdają?! Powinni już wcześniej wiedzieć, gdzie chcą zdawać, nie sądzisz?!

Sądzę. Zwłaszcza, że z regulaminu rekrutacji wynika, że dużą część punktów daje świadectwo z piątej klasy, to jak teraz o tym nie pomyślą (Twoje zachowanie, Gaju - twoje zachowanie daje ci 3 punkty mniej niż zachowanie wzorowe!, to w przyszłym roku będzie po ptokach.

No i jak tu nie powiedzieć: jaka matka, taka córka.

 

****

Rano żółw wyplątał się spomiędzy monsterplecaków, worków na wf oraz akro malowniczo zrzuconych w jeden podłogowy kłąb. Może czuł się tam jak jeż w kopcu liści...

wtorek, 05 lutego 2013
boczków mnożenie i doby rozciąganie, czyli same old, same old

 

Bardzo jestem ciekawa, jak ogarniają wieczorną sesję mamy czworaczków i większej ilości drobiazgu (Kika_73 - wypowiedz się proszę:) Bo choć Monstery już wszystkie czytać potrafią (Monsterino to oczywiście na potrzeby czytanek, a nie powieści, niemniej jednak nie można powiedzieć, że nie potrafi) to bez wspólnej rytualnej lektury się nie obejdzie. No i odchodzą cyrki, kto gdzie i z której strony ma się w bok czytającej matki wtulić. Osiągnęliśmy kompromis i jest albo co dzień każdy gdzie indziej (nie mam jeszcze trzech boków, ale dodatkowo kolana - i nawet największa Monsterówna docenia swój dzień w tym miejscu), albo jest co rozdział zmiana (no i wtedy muszą być trzy rozdziały, nie ma zmiłuj się). Najlepsze jest to, że sam rytuał czytelniczy ewoluuje - przez długie lata najpierw były frakcje dla Monsterów starszych a osobna dla Monsterina (nie mówiąc już o zamierzchłych czasach czytania samej Monsterównie). Potem było czytanie dla wszystkich naraz (plus Monsterówna czytała dla siebie), dla chłopców plus dla starszych, a teraz często jest jedna dla Monsterina a druga dla starszych, z tym, że Monsterino wtedy zasypia, albo się obraża, że czytam coś, czego nie lubi.

Jest też możliwość włączenia innego czytacza w osobie taty czy babci, ale mama to mama, mimo wszystko (Moja mama jest naukochańsza na świecie - twierdzi Monsterino - chyba, że się złości - dodaje)

Tak. Ten tydzień sponsorowany jest przez neoangin plus resztę koszyczka leków podstawowych z szafki apteczki.

Monstera głowa pęka, więc leży. Moje gardło się wyłączyło, więc pojechałam do pracy samochodem zamiast rowerem - szaleństwo.

Reszta się trzyma, oprócz tego, że Monsterówna się wścieka (robi to naprawdę udanie - ma się na kim wzorować, że tak to ujmę), bo słynna Pani Od Polskiego zażyczyła sobie jej udziału w konkursie recytatorskim. Na razie wystosowała szantaż emocjonalny, ale powiedzieliśmy ciskającej się córce, że ma przekazać pani, że rodzice ZAKAZUJĄ jej udziału w konkursie. A niech zwali na nas. Bez przesady - ja już mam pani serdecznie dość (książki nadal nie znalazła, ani nie odkupiła, ba - nawet nie przeprosiła za zgubienie), a co dopiero Monsterówna.

Szaleją też trenerzy. Nie wiem, czy dostali prikaz z góry, z boku czy płynie z ich wnętrza, ale przeprowadzili z dziećmi pogadankę na temat POWAŻNEGO traktowania treningów, co oznacza nie opuszczanie ani jednego dodatkowego. Pod żadnym pozorem.

Dodatkowe treningi są oprócz tych codziennych. Przychodzą na nie także dzieci starsze, gimnazjalne i powyżej. Śmietanka klubu, które razem potem AZS reprezentują na zawodach. Monstery opuszczają po jednym dodatkowym, bo mają angielski. Monster i parę innych chłopaków ucieka także z jednego treningu na piłkę nożną w ramach SKSu, a to chyba jeszcze bardziej boli trenerów akro. Dotychczas przechodziło, w końcu to ta sama szkoła, koledzy z pracy organizują SKS, ale jak widać coś się w systemie zmieniło.

Rozumiem motywowanie do systematyczności. Rozumiem ciężką, codzienną pracę. Rozumiem, że Monstery dobrze sobie radzą, to trenerzy pragną, by radzili sobie jeszcze lepiej ku chwale ich imienia i ojczyzny.

ALE

to są jeszcze dzieci.

Oprócz harówki chcą mieć też fun. Z życia, a nie tylko z akrobatyki. Polska to nie Korea Północna.

A potem trenerzy jęczą, że na poziomie gimnazjum i wyżej coraz ciężej zmusić dzieci do treningów. Nie wiem, dlaczego się dziwią - przy tym systemie, jaki jest w polskim sporcie, ze skokami na trampolinie nie można wiązać żadnej przyszłości. No, trenerami mogą zostać, ewentualnie. Bo sami trenerzy przyznają, że dlatego nie mamy reprezentacji olimpijskiej w skokach, mimo świetnych zawodników na poziomie studiów wyższych, że ciężko się dorosłemu ze skoków utrzymać.

To, że oferują dofinansowanie obozów sportowych przestaje w pewnym wieku wystarczać.

Wydaje się, że na razie trenerzy mają problem z akceptacją tego faktu.

****

Żółw zwiedza mieszkanie. Jak się go pogłaszcze po skorupie to podnosi się na łapkach. Nie wiem, czy to oznaka akceptacji czy irytacji. Prycha, gdy podbiegnie się zbyt blisko.

Monster nakrył mnie, gdy sugerowałam żółwiowi, by ruszył w innych kierunku.

- Mamo, czy ty rozmawiasz z żółwiem? - zapytał

- Tak - odpowiedziałam zgodnie z prawdą

- Ale wiesz, że on cię nie słyszy?

(doczytałam, że układ nerwowy pozwala żółwiowi odbierać fale dźwiękowe, tyle, że te niesłyszalne dla ucha ludzkiego. Jednak Monster ma racje - żółw jest w zasadzie głuchy)

poniedziałek, 04 lutego 2013
kręci się w oku cyklonu (a niby pod latarnią najciemniej)

 

Czas bliskokolacyjny. Wszyscy oczywiście na kupie, biurka w pokojach dzieci są zbędne, wszystkim to mówię, kto planuje urządzanie dziecku pokoju, bo i tak odrabianie lekcji toczy się na dole. Monster kuje słówka z angola, Monsterówna definicję przymiotnika, a Monsterino biega wokół stołu powtarzając "Cichą noc", bo mają konkurs kolęd w szkole, a został wybrany na solistę jednej zwrotki.

- Nie wiem, jak miałabym się tego nauczyć, jeśli nie wykuć- Monsterówna na głos przyswaja definicję  "samodzielnej, odmiennej części mowy". O tym, że odpowiada na pytania jaki, jaka, i tak dalej jest dopiero w którejś z kolei linijce.

- Jak nas uczyli to najpierw było, na jakie pytania odpowiada. - sięgam po kombatanckie wspomnienia - Jak zna się pytania, na jakie odpowiada, to łatwiej skojarzyć, jaka to część mowy. A u ciebie jak było? - pytam Monstertatę

- Karaluch - rzuca Monstertata - tak, u nas też tak było - potwierdza moje spostrzeżenie jednocześnie kierując pytanie do Monstera

- Flea - próbuje Monster

- Nie!

Monster w końcu wpada na odpowiedź i w nie może się powstrzymać przed zanuceniem Gangnam Style. Ostatecznie Cicha noc też wpada w ten rytm, Monsterówna stara się znaleźć inne przykłady przymiotników niż te użyte przez panią, co kończy się zamianą "ojcowskie" na "mamy", a że "mamy" odmienia się ciężko i jednostajnie, to ostatecznie odmienia "babskie".

 

***

Klasa Monsterina zdobyła na konkursie kolęd pierwsze miejsce z wyróżnieniem.

A w weekend mieliśmy inwazję nastolatek w Monsterowie.

 

Są absolutnie boskie! Jako obsługująca imprezę mogłam podsłuchiwać i naprawdę są cudowne - Monsterówna ma szczęście do wynajdowania znakomitych przyjaciółek - jedną ma od urodzenia, jedną z przedszkola, a teraz do tego ścisłego grona dołączyła jeszcze jedna szkolna. Wszystkie są miłe, dobre, urocze, zwracają się do siebie pięknym językiem, potrafią się dogadać, negocjować na poziomie, uwielbiam je! Świat powinien do nich należeć, oby tylko potrafiły się w nim znaleźć, boję się o nie, bo trochę są z Planety Naiwność.

Na razie jednak nie muszą zbroić się do walki ze światem, mają jeszcze matki gotowe w ich imieniu przyjąć ciosy, więc wyżywają się kreatywnie. W ciągu tych kilku  godzin imprezy potrafiły wymyślić zgrabne przedstawienie, wciągnąć w to monsterchłopców , którzy teoretycznie mieli być odizolowani i jeszcze nakręcić z tego film.

Najlepszy moment nastąpił, gdy uzgadniali podkład muzyczny i wtedy wszyscy jak na sygnał wyciągnęli swoje telefony, żeby zaprezentować playlisty! Padłam.

 

A pomiędzy nimi nowy mieszkaniec Monsterowa szukał starych kapci...

 

Przedstawiam zwierzątko Monsterina (w wieku Monsterówny). Ma godne imię, ale u nas zdecydowanie został Kapciem.

Nawet nie wyobrażałam sobie, że żółw może tak szybko zaiwaniać! A już w ogóle nie wyobrażałam sobie, że żółwie lubią stare klapki...

Archiwum
do Monsterowa tędy