środa, 31 stycznia 2018
Siedemnastolatka

 

17 lat temu też była środa.

O drugiej w nocy, po tradycyjnej wizycie w toalecie, chlapnęły mi wody.

Monsterówna wyskoczyła na świat o 16:35, więc trochę w międzyczasie musiałam się nachodzić, by zechciało jej się nas przywitać.

I nastąpił ten niesamowity, jedyny w swoim rodzaju, moment, gdy życie, które przecież czujesz wewnątrz, widzisz na usg i wiesz, że tam jest, urzeczywistnia się po drugiej stronie brzucha. Cud, magia.

To była przecież moja pierwsza ciąża, więc świeżo nabytą wiedzą fachową byłam napchana po dziurki w nosie. Wiedziałam, że noworodki są czerwone, pomarszczone i brzydkie.  A Monsterówna wyszła prześliczna! Zupełnie nie mogłam uwierzyć, że to właśnie mnie wylosowała na swoją mamę!

Potem, na którymś ze spacerów, jakaś pani zachwycała się jej urodą, a spojrzawszy na mnie, skwitowała:

- To pewnie po tatusiu....

I wszystko stało się jasne.

 

****

 

Córeczko!

Ty wiesz! Jesteś wspaniała, piękna, mądra i uczynna. Życzę Ci samych dobrych chwil.

 

*******

A tu jubileuszowe zdjęcia ( będzie jeszcze więcej, na razie przepakowuję walizki i doksięgowuję dokumenty w pracy) z naszego babskiego wypadu pod wieżę Eiffel'a.

Śnieg zaskoczył Paryż, ale my się nie dałyśmy - jeździłyśmy metrem jak szalone i  wychynałyśmy na zabytki niczym krecik z kopczyka. Było pięknie - wytwornie wręcz. Monsterówna jest świetnym kompanem do zwiedzania, więc, jeśli będzie nadal chciała, to stolice, nie tylko europejskie, szykujcie się, nadchodzimy!

niedziela, 21 stycznia 2018
doczekanie

 

Przez cały tydzień jadąc do i wracając z pracy czułam się jak na stoku narciarskim bez gogli - śnieg walił mi prosto w szybę.

No i mocno trzymałam kciuki, żeby do weekendu śnieg nie stopniał. I udało się! Tylko dlaczego mam wrażenie, że w Monsterowie tylko ja się z tego ucieszyłam? Nastolatki musiałam na siłę na dwór wyciągać, a Monsterunio tak naprawdę nie wiedział, czy się cieszyć - te parę chwil po zmroku, które spędził ze śniegiem w ciągu tygodnia go nie zachwyciły: bo nie dawało się po śniegu śmigać rowerkiem.

Na szczęście zjazdy sankami mu się spodobały.

 

 

Ciągnięcie w przyczepce, której kółka wymieniliśmy na płozy, też była frajdą, zwłaszcza, że przy ciągnięciu łagodnie kołysze. To, że prawie usnął dobrze wróży na nasz wyjazd w góry na ferie, bo przynajmniej pośpi w ciągu dnia na dworze i nie będę musiała na drzemkę wracać do pensjonatu.

 I powiedzcie, czy można nie chcieć wyjść na zewnątrz, gdy tak pięknie wokół???

 

Archiwum
do Monsterowa tędy