niedziela, 31 stycznia 2016
Piętnastolatka

 

Monsterówna patrzy już z góry na jedną Monsterbabcię, dogania drugą oraz mnie. Wyprowadziła gorę niepasujących oraz zbyt dziecinnych ciuchów ze swoich komód, co dało ze trzy wielkie wory! Szafy są gotowe na przyjęcie nowości.

Piętnastolatka jest mądrą, dobrą i piękną młodą kobietą. Nie wyobrażam sobie lepszej córki.

Opiekuje się Monsteruniem, czuje się odpowiedzialna za resztę braci. Podczas mojej nieobecnoście strofuje ich, aż miło. Pani kierowniczka. Szefowa.

Trener mówi, że trudny rok przed nią, bo zmienia jej się środek ciężkości, wobec czego musi się uczyć skakania poszczególnych elementów jakby od nowa. Ale daje radę!

Ma zamiar już wkrótce podarować swój warkocz fundacji Rak'n'Roll na peruki dla kobiet podczas chemioterapii. Czyż nie jest to wspaniały gest?

Ostatnie chwile warkocza

 

Dobrego życia, córeczko!

 

środa, 20 stycznia 2016
pracowite mrówki

 

Monstery śpiewająco zakończyły pierwsze półrocze - Monster pierwszy raz w życiu otrzymał wzorowe zachowanie - nachapał pochwał, wiecznie w wolontariacie się udziela, no i kwestował na WOŚP, więc jakżeby inaczej. Pierwszy raz w życiu ma też piątkę z polskiego! Parę czwórek też jest, ale chłopak pędzi do przodu jak burza.

Monsterówna tradycyjnie - wysoki standard.

Monsterino - o dziwo, nawet na pasek by się załapał, gdyby to był koniec roku. Nie wiem, czy słyszał komentarz Monstertaty odnośnie jego piątki z niemieckiego... (nie chcę wiedzieć, jaki poziom niemieckiego prezentują ci, którzy mają czwórkę...). Ale z nim to lekko nie jest. Średnio chce mu się uczyć, a tak szybko jak starszy brat to on nie przyswaja. No, nic. Może też się wyrobi.

Teraz cała trójka skacze w Wałczu, Monstertata z ząbkującym Monsteruniem stara się przetrwać każdy kolejny dzień, a ja walczę z nowym systemem, zamknięciem roku i tysiącem bzdur pracowych, które muszę zmieścić w 7h dniu pracy, a nie za bardzo mi to wychodzi.

 

A tu przed ich wyjazdem Monsterówna zaciągnęła nas do swojego ulubionego Manekina, to po drodze chociaż krótki spacerek zaliczyliśmy.

 

W Manekinie posadzili nas od razu blisko miejsca dla dzieci. I krzesełko wysokie od razu chcieli dostawiać. Miłe. I przewijak w łazience jest. Kolejne, po IKEI, miejsce bardzo dla dzieci przyjazne.

 

 I jeszcze tutaj, zamiast na Monsteruniowym blogu,

śmiech



niedziela, 03 stycznia 2016
Borůvkové knedlíky

 

Jeszcze nigdy nie przeszliśmy tylu kilometrów po górach. Nigdy, nie że w zimie. Nawet jeśli Endomondo i tak przekłamuje te 80 km, bo przecież w poprzek poziomic jest jeszcze trudniej niż po płaskim. No i z Monsteruniem na brzuchu (tym razem głównie Monstertata). Z bezśniegowego wyjazdu na narty wycisnęliśmy maksa nogami. Nawet starsze Monstery maszerowały, choć trochę też podjeżdżały wyciągiem. A na górze w schroniskach czekały ich czeskie rarytasy

 

knedliki z dużą ilością cukru pudru i bitej śmietany i małym kleksem twarogu (w kolejnych dniach z powodu napływu turystów cały dekor został zastąpiony sosem na słodko),

albo evergreen naszych wyjazdów do Czech - Smažený sýr



Nie możemy narzekać: pogodę mieliśmy wymarzoną na wędrówki. Monstery starsze tylko trochę marudziły, ale chyba są w takim wieku.Tu kontemplują bezśnieżne stoki

 

Dla chłopców wyjazd był próbą oderwania ich od ekraników, chociaż przecież zmrok nadal szybko zapada, więc i na ekraniki był czas.

Pocieszam się jednak, że chociaż trochę świeżego powietrza wchłonęli.

No i nasza najdzielniejsza dwójka:

Jedną wycieczkę zaplanowaliśmy dłuższą, asfaltową drogą, wydawała się idealna pod wózek.

To się Monstertata spocił...

Nosidło w górach wygrywa zdecydowanie. No i w nosidle Monsterino potrafił przespać całą wyprawę z przerwą na obiad w schronisku.

Dopiero w nowy rok przyprószyło, ale tak na zjazdy na jabłuszkach. Jakoś to sobie wytłumaczyliśmy. Może uda się na nartach pozjeżdżać w któryś weekend.

Archiwum
do Monsterowa tędy