piątek, 31 stycznia 2014
Trzynastolatka

 

Och, jaką fajną nastolatkę wyrośniętą (choć najniższą w klasie) mamy!

Świetna jest - rozsądna, rezolutna, ogarnięta (nowe, najczęściej używane słowo), jeszcze do przytulenia i do pogadania bez trzaskania drzwiami (przeszło jej obrażanie się i oby nie wróciło).

Cudny moment! Niech trwa wiecznie:) Sto lat dobrego życia, córeczko!

A taka malusia była

wtorek, 28 stycznia 2014
fikołek nr 3

 

Monsterino szalenie ambicjonalnie podchodzi do wszelkiej rywalizacji, w związku z tym potrafi obrazić się w środku partyjki Osadników z Catanu, bo widzi, że Monster wygrywa. Dobrze, jak tylko się obrazi, bez rozrzucania pionków i planszy przy okazji. I tak podchodzi do wszystkich gier i zawodów. Do zbijaka, wyścigu dookoła stołu, potyczek słownych, najszybszego obrania marchewki...

Nie zdziwiłam się zatem, gdy w weekend oświadczył, że na poniedziałkowe zawody się nie wybiera, gdyż może przegrać. I co wtedy.

No właśnie, co? Koniec świata oczywiście.

A wiadomo, że przegra, bo lepsi są: Szymon, Jakub i Antek. Plus ze dwóch z klasy b.

Sama nie wiedziałam, co powiedzieć. Same frazesy o tym, jak to sam pokaz umiejętności jest ważny przychodziły mi do głowy, a przecież wiadomo, że siedmiolatek chce wygrać nagrodę, pierwszą szczególnie. Puchar na cały regał najlepiej, skoro to zawody.

Jakoś mnie zamuliło i wypłukało z pomysłów, więc tylko słuchałam. Widać, wygadanie tylko potrzebne mu było, bo w końcu w niedzielę jeszcze postanowił poćwiczyć, żeby chociaż o kolejne miejsca powalczyć. Monster go strasznie rugał, że krzywo, że nie wystał, że źle, więc trening skończył się tradycyjną, braterską potyczką, ale Monsterino ostatecznie poszedł do szkoły.

Wyglądał na mocno przejętego, gdy wytropiliśmy go w grupce tłoczącej się na ławeczkach, podczas gdy tłum rodziców zasiedlał widownię. Wcale się nie dziwię - pierwsze zawody, publiczny pokaz półtorarocznej pracy - też bym się denerwowała. Ale w końcu wyszedł na matę, układy zaprezentował, nie spalił - to już duży sukces. I punktacją wylądował na piątym miejscu, jeszcze na nagrodę się załapał. Oczywiście zazdrości Szymonowi ogromnego pucharu, ale gorycz porażki łagodzi fakt, że to kumpel. No i cztery na sześć miejsc wśród chłopców zdobyła klasa sześciolatków, to też się rzadko zdarza, ładnie się zaprezentowali.

Bardzo jestem ciekawa, jak się potoczą dalej losy sportowców. Obserwując od paru lat widzę,  że dzieci regularnie wykruszają się z treningów w starszych klasach. I tak jak w klasie Monstera było ich początkowo 24, teraz jest 15, to trampolinę trenuje 3, w tym na poziomie ogólnopolskim on jedyny się ostał, ścieżkę - 1, dżudo 5 i to by było na tyle. Z całej sportowej klasy.

U Monsterówny jedno więcej - nikt dżudo, troje ścieżkowców, i siedmioro - trampolinę.

Dużo trzeba mieć samozaparcia, żeby połączyć trening z nauką w klasach IV-VI, poza tym nie chce się wstawać trzy razy na siódmą, oj nie chce. Kolejny etap buntu i trudności jest w gimnazjum, jak twierdzą trenerzy, bo dodatkowo się hormony włączają, toteż trener już się pyta, o której Monsterówna będzie kończyć lekcje w wybranym przez nią gimnazjum, by na treningi zdążała i o głupotach, typu facebook, nie myślała.

 

a tu układy - pierwszy

drugi



poniedziałek, 20 stycznia 2014
niech żyje bal

 

W zeszły poniedziałek Monsterówna pisała ostatni próbny test z wielkimi fanfarami: na galowo, w sali gimnastycznej, przyrządy w plastikowym woreczku ("nieszeleszczącym" - w ostatniej chwili przypomniała sobie, że takie nieszeleszczące mieliśmy na czas podróży samolotem, więc ani chybi są w którejś walizce. I był: jeden, ostatni. Ostatecznie pani dyrektor zarządziła, że przyrządy (czarny długopis! - tylko dwa na kilkanaście w chacie - rzadko reklamowe pisadełka mają czarny wkład, jak się okazało) mają dzierżyć w dłoni. Odbieranie testów z sejfu szkolnego odbyło się w asyście przewodniczących klas, czyli Monsterówny między innymi - normalnie matura (maskotek na stołach też miało nie być).

Test szóstoklasisty dopiero w kwietniu, a już w marcu test predyspozycji językowych do gimnazjum. Nie, Monsterówna jeszcze ostatecznie nie zdecydowała, czy niemieckie, czy angielskie gimnazjum bliższe jej sercu. Na razie pierwsze dni otwarte zorganizowało gimnazjum sportowe, które jest w zespole szkół razem z obecną podstawówką i dyrektor bardzo, ale to bardzo chce przyciągnąć dobrych uczniów, a zarazem sportowców tam właśnie. Jeden się zgłosił li jedynie, co za poruta dla dyrekcji. Impreza, która była wielogodzinnymi warsztatami, jak się okazało (odebrałam rozchichotaną nastolatkę po 22!) była bardzo udana i Monsterówna wyraziła szczere zdziwienie, że szkoła niby o niskim poziomie w powszechnym odczuciu (i historycznych danych na podstawie testów) może zrobić takie fajne spotkanie.

Próbne testy odfajkowane, to teraz wszechobecnym tematem na ustach szóstoklasistów jest bal. No i oczywiście kto z kim idzie. Bo to jak studniówka: polonez, suknia, partner. Dobrze, że w szkole, a nie w lokalu.

Monsterówna codziennie donosi o nowych śmichach-chichach i giełdzie par. Niektórzy w klasie już się podobierali, a ona otrzymywała sygnały, że nijaki Gerard z klasy równoległej chciałby ją zaprosić, a to jej nie w smak było, więc się dziewczyna spięła i sama sygnał wysłała w świat, kogo by na partnera w polonezie widzieć chciała.

I wyobraźcie sobie - sygnał został odebrany! Cała akcja trzymała w napięciu - lepszy film z gwałtownymi zwrotami się w szkole w tym tygodniu rozgrywał, bowiem wybrany kawaler szepnął MONSTEROWI, że zaprosi jego siostrę na bal. Ale, że to tajemnica jest.

To się Monster niczym na mękach zwiijał z egzystencjonalnego bólu, albowiem dotrzymywanie TAKICH SEKRETÓW jest ponad jego siły. Komunikował nam na głos, jaki on kiepski w dotrzymywaniu obietnic jest, męczył się, jęczał, ale pary nie puścił. W końcu ta prawie love story dostąpiła szczęśliwego zakończenia, Monsterówna ma parę na bal, a Monster odetchnął z ulgą.

Do czasu.

Okazało się, że partner Monsterówny jakoś ma słabość do zawierzania tajemnic Monsterowi, bo po paru dniach szepnął mu, że ma dla Monsterówny prezent na urodziny, który da jej w szkole, ale ma go rozpakować dopiero w domu. Oj, coś mi się zdaje, że szykuje się kolejny rozdział pasjonującej historii jednej znajomości.

W każdym razie Monsterówna donosi, że od kiedy Janek zaprosił ją na bal, częściej do niej zagaduje, a dziewczyny wtedy się chichrają i robią dziwne miny. Najgorzej, że choć ją wysłuchuję, to chyba zbyt mało empatii wykazuję, bo moje usta też się wyginają w uśmiechu.

No biedna jest Monsterówna.

He, he.

czwartek, 09 stycznia 2014
rzeź rytualna, czyli klasyfikacja półroczna

 

Monster spać nie może, bo się denerwuje. Co rano z nowym schorzeniem wstaje - we wtorek nie wykręcił odpowiednio jakiejś kombinacji salt, co się nazywa Holandia (nie pytajcie, dlaczego) i głowa go bolała, bo na nią wylądował, więc nie dziwota. Wczoraj kot go drapnął, dzisiaj rano - gardło boli.

No jak nic - paluszek i główka. Ale uczy się, bo mu się generalnie oceny "wahają." Jak bardzo mogą się wahnąć, to nie wiem, ale jak zobaczyłam wpis pani w zeszycie od polskiego ("niestaranny, braki, błędy, ndst"), to stwierdziłam, że chyba mocno. Monster jednak pociesza, że nadal wychodzi mu średnia 4, a on się na przykładzie licznych ocen z polskiego wyspecjalizował w liczeniu średniej.

Monsterówna, jak zwykle systematyczna, nie ma spektakularnych poprawek, ale zaległe sprawdziany sprzed świąt, gdy chorowała. To się delikatnie uniosłam, gdy okazało się, że w dniu, na który przygotowywała się solidnie z historii i mniej solidnie z niemieckiego, wyszli na cały dzień z chórem na festiwal kolędowy i tyle było z jej odfajkowywania listy zaległości. A normalnie, jak mają wyjść gdziekolwiek to wielkie podpisywanie zgody, karteczki w dzienniczku, cuda-wianki, a tu Pan od Chóru wziął, zabrał i już.

- Naprawdę szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, bo bym się nie zgodziła, żebyś szła! - marudzę, gdy już po 22, a Monsterówna kolejne zeszyty z dnia odpisuje (bo skoro nie dość, że nie napisała zaległych sprawdzianów, to bieżące lekcje też stały się zaległe.

Monsterówna wzdycha.

Bo lubi śpiewać z chórem.

***

Tymczasem szósta klasa żyje testem szóstoklasisty. Już przy pierwszym próbnym zapowiedziałam Monsterównie, że w ogóle nie ma się do niego przygotowywać, że nie ma się nim przejmować, bo on tylko jest dla szkoły, a przy rekrutacji do gimnazjum nic nie robi.

Monsterówna znowu wzdycha, bo tak się nie da. Ja się mogę nie przejmować, ale nauczyciele przejmują się bardzo (no i tak powinno być, w końcu, to ten test świadczy o ich zdolnościach do nauczenia) i zadają w ramach zadań domowych kolejne zeszyty ćwiczeń. Na ocenę. Bieżącą.

A oceny, przynajmniej te z półrocza, dają w rekrutacji punkty.

No to biedna Monsterówna znowu siedzi wieczorami nad zbiorkami, kserówkami i zeszytami.

Oj, ona to by z zeszytu szóstkę dostała. Gdyby akurat jej pani od polskiego zeszyt oceniała.

 

Na szczęście to ostatnie dni do klasyfikacji, potem odliczanie do ferii. Chociaż Monsterówna znowu jest niepocieszona, bo do Wałcza nie jedzie jej przyjaciółka. A miało być tak pięknie - poszła fama, że klub nie ma pieniędzy na obóz (w sensie dopłaty, bo rodzice płacą połowę ceny) i będzie stacjonarny - dochodzeniowy. Ucieszyłam się, że wiszenia na telefonie mi odpadnie, ale większość rodziców zaprotestowała, że co do za ferie bez wyjazdu i jednak dopłacamy więcej, ale obóz jest.

Dużo mam krytycznych uwag, co do porządku, organizacji i komunikacji w klubie, tylko nie wiem, czy przekazanie ich trenerowi polepszy czy pogorszy naszą własną komunikację z nim oraz naszych dzieci traktowanie, a skoro nadal chcą trenować, to się nie ciskam.

I jak kto pyta - to nadal polecam naszą szkołę.

czwartek, 02 stycznia 2014
chociaż mały, a stabilny mrozik przez parę dni

by się przydał na ten Nowy Rok. Co by bakterie wymroził, bo drżę (taka trauma), że nadal fruwają w powietrzu złośliwce zajadłe.

- Mamy globalne ocieplenie - tłumaczy Monsterówna

- Taaa, ale jakby miało spaść znowu w okolicach Wielkanocy, to ja dziękuję - odparowuję

Monsterówna przeżyła swoją pierwszą imprezę sylwestrową. Do czwartej szalała, toteż Nowy Rok przeziewała.

 

W ogóle przez ten czas świąteczny rozregulowały się Monsterom zegary biologiczne , a już Monsterowi to wybitnie. Wstają po 10, to nie dziwota, że wieczorem nie ciągnie ich do łóżek. Ale jeśli Monster o północy nadal jęczy, że przeczytał już DWA rozdziały książki (Księgowir go wciągnął, ale bez przesady - dwa rozdziały to jak na niego ocean czytania).

Ponadto Monster wkroczył kalendarzowo w wiek nastoletni, jak twierdzi, więc uważa, że jego pyskowanie jest całkowicie zgodne z fazą rozwoju. Psychologię rozwoju dziecka mi podiwanił, czy co?

Natomiast Monsterówna do swoich bliskich urodzin podchodzi ze spokojem. Do późnego chodzenia spać też - po prostu metodycznie kolejne książki nocą zalicza - Trylogię Agnieszki Grzelak o Szklarce łyknęła między barszczem a szampanem, a teraz sama się zmitygowała, że Bajki Robotów ma na prawie już, więc Lemuje. Ale podoba jej się.

Całkiem a propas lektury -  nasza zmora wolnych dni - Cyborgmonstery popodłączane do różnych urządzeń elektronicznych. Gdyby im pozwolić (a na święta Wujek Z Hameryki zsynchronizował im tablet z komórką tak, że chłopcy grali w Minecrafta on-line), to by przy tych ekranikach siedzieli 24/7.

Już nie mówiąc o tym, że teraz nasze podróże samochodowe wyglądają jednako: pasy zapięte, telefony wyjęte i oby ładowarka samochodowa zdążyła obsłużyć wszystkie po kolei, jeśli podróż się przedłuża, to wszyscy są szczęśliwi.

Teraz to nawet uważam Wii za mniejsze zło, bo przynajmniej poskaczą przed ekranem (sama dałam się wciągnąć i przyznaję, że ręce mnie bolały po siedmioetapowym wyścigu... rowerowym).

Wam też rosną cyborgi?

A z drugiej strony szybcy są w używaniu technologii - Monsterówna stłukła rękę próbując być zaawansowaną skejterką. Być może w jej ocenie sytuacji nie wystarczająco zajęłam się problemem, bo rzuciłam tylko - przyłóż sobie zimny okład, znajdę ci maść na stłuczenia i zajęłam się czymś innym, bo chwilę później przyszła do mnie z telefonem w ręce i mówi:

- Potwierdziłam i rzeczywiście mam wszystkie objawy stłuczenia. Sprawdziłam też, że mam w pierwszym dniu robić okłady zimne, w kolejnych dniach - ciepłe.

Dr Google, jak zwykle niezawodny.

Mówiłam już, że Monstery przemieniają się w bajty? A jak tam u Was z dziećmi przyspawanymi do komputera?

 

Archiwum
do Monsterowa tędy