czwartek, 31 stycznia 2013
Dwunastolatka

 

Dwunastolatka jest cudowna! Kochana, taktowna, ale i pyskata. Zdecydowanie humor jej się ostatnio wyostrzył i jak nam czasem zapoda tekstem to w pięty idzie. A mimo tego posiada duży poziom empatii, więc raczej dyplomatycznie się odzywa. Ma wrodzone poczucie przyzwoitości.

Wspaniały czas jeszcze przed nami, bo z nastoletnich przypadłości to na razie (tylko!) weszła na szybką ścieżkę wzrostu i pochłania gigantyczne porcje pożywienia (dwa obiady to standard), a kocha nas jeszcze. Nadal:)

 

Przedurodzinowo odpaliliśmy już jedną racę, gdyż monsterbabcia przyjechała specjalnie z tortem.

Znakiem rozpoznawczym prac Monsterówny stało się stosowanie waty - bo tak genialnie naśladuje i puch i śnieg. Tutaj konkursowa praca (wyróżniona!) - ilustracja do wiersza Danuty Wawiłow -

NOCĄ

Kto idzie drogą,
księżycową drogą?

Nie widać nikogo.

Idziemy, idziemy
po cienkim promieniu,
oszronionym niebem,
zaśnieżoną ziemią,
poprzez pola wietrzne,
poprzez drogi mleczne…

Lepimy ze śniegu
synka i córeczkę.



 A tu projekt Sheep, który robiła wraz z dwiema koleżankami, ale pismo i rysunki oraz wyklejenie tak staranne są jej autorskim dziełem. (Poza tym miały pomysł dziewczyny - zamiast zwykłej planszy lub prezentacji w power poincie, bo forma była dowolna, zrobiły interaktywną książeczkę, wprost jak dla amerykańskiego kuzyna:)

Córko Nasza, Doskonała! Dziękuję Bogu, że właśnie do nas trafiłaś.

Mam nadzieję, że czujesz naszą miłość i masz świadomość, że nieustannie masz w nas oparcie.

Niech Ci się darzy!

wtorek, 29 stycznia 2013
choćbyście wiedzieli wszystko, to i tak z nieoczekiwanej strony rąbnie

 

Monsterówna skacze podwójne salto.

Nie, nie widziałam tego jeszcze na żywo i nie jestem pewna, czy chcę to oglądać, albowiem wystarczy mi, że zobaczyłam Alinkę parę dni po tym, gdy takie salto PRZEkręciła. Zdarta skóra na czole i nosie już się była zasklepiła...

Monster dumny zaliczył klasę III (w skokach!), mimo, że na jego rocznik wystarczyłaby mu klasa młodzieżowa.

To są bezpośrednie zdobycze obozu. Przeżyli, wytrwali. Ale czy to był wypoczynek, to polemizowałabym.

Monsterbabcia rzuciwszy okiem na wnuczęta stwierdziła, że bladzi, jakby powietrza nie oglądali. Ale że musieli na każdy posiłek przechodzić do innego budynku, to chociażby dzięki temu na powietrzu bywali. Jednak zupełnie nie równa się to z nartami! Bolejemy nad tym wszyscy, ale nie da się mieć wszystkiego w tym samym czasie, do tego doszliśmy w toku burzliwych monsterdyskusji (Wobec czego Monsterino planuje nam wakacje AD 2014, no ewentualnie AD 2015. Na narzucające się natychmiast pytanie, dlaczego już, odpowiedź jest równie krótko - bo te lata bezplanowe aktualnie są...).

Za to z wyżywienia feriowego bardzo zadowoleni oboje. Do tego stopnia, że w porównaniu z Wałczem to mamine jedzenie jest kiepskie (choć nigdy nie startowałam w rywalizacji o złotą chochlę!)

Jakoś też w miarę wskoczyliśmy w tryby wszyscy. Nawet o dziesięć minut przed czasem byliśmy w szkole w poniedziałek (zaplanowany taktycznie niczym bitwa).

Mała rysa na tym obrazku to zgubiony przez Monstera zestaw książek z angielskiego wraz z piórnikiem. Po prześledzeniu wszelkich możliwości zostawienia (była to ostatnia lekcja przed feriami) wydaje się, że jedynie pani od angielskiego mogła przechować zgubę. Dzisiaj dzień prawdy.

Przez te zbyt wcześnie rozpoczęte i zakończone ferie semestr dopiero kończy się w przyszłym tygodniu, ale proponowanymi ocenami cieszyłam oczy już dawno. Monstery bardzo pięknie się postarały, Monster dobił do czwórki!!!! z polskiego, a jedyne moje zdziwienie to jedynie bardzo dobre zachowanie Monsterówny zamiast wzorowego.

Pewnie przez pyskowanie. Bo jeśli Monsterówna nie zachowuje się wzorowo to albo ja nie rozumiem definicji wzoru, albo nie znam pełnego obrazu zachowania mojej córki w szkole.

czwartek, 24 stycznia 2013
dłużyzna

 

Już wystarczy. Codziennie jeżdżę na pamięć: praca - basen i gdy mam wejść do wody, to mam ochotę natychmiast uciec. Nawet z przyjemnościami można przesadzić.

Monstertata ostentacyjnie podkręca potencjometr w stereo i kolorze, bo nikt mu nie jęczy: "ścisz, tato", ale ja już mam dosyć. Fakt, że zaległości pracowe odrobione, ale już niech wracają, ileż można pracować do nocy!

Monsterówna dostarcza ploteczek z Ośrodka Przygotowań Olimpijskich.

- Oliwia akurat się przebierała, więc Simona stwierdziła, że zawoła Piotrka, żeby to zobaczył, no to Alinka postanowiła zastawić jej drogę, a drzwi były całe ze szkła.... - nadaje

Koniec końców była szyta ręka. Ale golizna nie została ujawniona, godność, cześć i dobre imię zachowane. Poza tym Monster jakoś się wpasował w towarzystwo okropnych (koszmarnie przeklinają i rozkazują, bo są starsi) kolegów, ale gra też w ping-ponga, a trener robi czasem filmowe seanse dla doborowego grona tych, którzy nie zostali wyposażeni przez podłych i skąpych rodziców w PSP i laptopy.

Zresztą Monstery stwierdziły optymistycznie, że przynajmniej będą miały cel oszczędzania swojego kieszonkowego. Monster sprytnie wyliczył, że zbieranie na notebooka zajmie mu 7 lat.

Monsterino ma luz. Oczywiście w tych nielicznych momentach, kiedy akurat dziadek z babcią nie dostarczają mu kolejnej rozrywki (chyba nie muszę omawiać podstawowego standardu wypoczynku u Monsterdziadków: łyżwy, gokarty, teatr, kino, basen?)

Plan jest taki, że wszyscy śpimy razem, jak się wreszcie zjadą. Duży deficyt przytulania nastąpił w narodzie i trzeba nadrobić. Ale krótko będzie, bo potem od poniedziałku do kieratu.

Chociaż jeśli chodzi o odpoczynek psychiczny, to Monstery starsze zregenerują się dopiero po powrocie.

 

 

 
 
 
piątek, 18 stycznia 2013
lux, torpeda także

 

Wypadałoby poskarżyć się, jak nam smutno i pusto, bo w domu tylko chomik hałasuje, ale nie oszukujmy się - mamy z Monstertatą luksusowe wakacje. Siedzę w pracy, ile muszę, sprzątać w domu nie trzeba, bo się nie brudzi, prasować nie trzeba, bo nawet we dwójkę prania nie możemy nazbierać, by uruchomić pralkę. Zakupów robić nie trzeba, bo wyjadamy zapasy. Czytamy książki i oglądamy filmy na kopy. Jednym słowem: rozpusta!

(Czy wspomniałam już, że CODZIENNIE jestem na pływalni? Oto bezstresowe życie człowieka bezdzietnego!)

No dobra - troszeczkę tęsknimy i odrobinkę myślimy o tym, co Monstery porabiają. Ale mając świadomość, że to jedynie parę dni luzu, a potem czekają nas całe dwa miesiące bez dłuższych przerw dodaje nam pałeru. Nawet na mroźny koncert Luxtorpedy się wybraliśmy.

Celnym posunięciem było pozbawienie Monsterów telefonów. Monsterówna dzwoni więc tylko raz dziennie i musi się streszczać, Monsterino dzwonił raz, ale pan Marcin na bieżąco uzupełnia fotorelację z zimowiska na blogu dla rodziców, więc wiem, że jest  genialnie, jak to na wyjazdach z Dziecięcą Akademią Przygody. Monster jak to on - odcina emocje, by przetrwać, więc nie kontaktuje się.

A to już prawie tydzień jak wybyli.

Monsterino przyszedł do nas już o trzeciej sprawdzić, czy już nie trzeba się zbierać

 

Starsze nerwowo przytupywały na mrozie, bo odjazd się opóźniał.

 

czwartek, 10 stycznia 2013
podsłuch, radary i zawody przyszłości

 

- Zapytałem panią, czy mięso jest z gospodarstwa i pani powiedziała, że tak, więc nie wziąłem - chwali się Monsterino

Chwilę nie jarzę, aż wtajemnicza mnie Monster. Informacje o pandemii grypy i motylicy wątrobowej mało się mnie trzymają jednak.

Tłumaczę Monsterinowi, że w szkolnej stołówce na pewno mają badane mięso i że spokojnie może jeść. Swoją drogą bardzo jestem ciekawa, czy to kolejna imaginacyjna konwersacja Monsterina czy rzeczywiście taki dialog miał miejsce.

- Czy sprzątaczka dużo zarabia? - zainteresował się Monsterino podnosząc nogi przed mopem w basenowej szatni

- Raczej niedużo - odpowiadam

- Ale czy ona wszędzie sama sprząta? - dopytuje

- Tak, wszędzie, ale pewnie jest ich więcej niż jedna - odpowiadam zastanawiając się nad drugim dnem tego pytania

- A jak one pod wodą sprzątają? Z butlami tlenowymi?

Po nas wchodzą nurkowie, to widział ten sprzęt. A dno, jak widać - było pod wodą.

 

Oprócz epizodu z zostaniem tajnym agentem oraz sprzątaczką, Monsterchłopcy na dzień dzisiejszy chcą zostać piłkarzami zawodowymi.

- Myślałam, że raczej chciałbyś wykorzystywać w pracy swój umysł, a nie tylko nogi - mruczę z przekąsem w stronę Monstera

- Na boisku też trzeba myśleć nad kolejnym zagraniem - broni z drżeniem w głosie, zaraz się rozpłacze, co za facet!

Dużo mnie kosztuje, by z udawanym przekonaniem powiedzieć:

- Zostaniesz tym, kim chcesz!

Nie wiem, czy uwierzył, bo się obraził, że mu przeszkadzam w karierze.

 

Rano Monsterino jęczy, że mam go wypisać z religii. Czyż nie słyszałam tego jęku ze trzy lata temu z ust starszego brata?

- Pani jest głupia, krzyczy i za dużo kolorowanek nam zadaje! - tłumaczy

- Siostra, nie pani - koryguje Monster nie tykając jednak epitetu

Niewychowawczo ignoruję epitet. Niestety mam to samo zdanie.

- Ale przecież ty jesteś przyzwyczajony do krzyku, niemożliwe, że siostra krzyczy głośniej od mamusi! - mówię

- Naprawdę krzyczy głośniej - twierdzą unisono synowie. Dobre dzieci:)

 

- Wiem, że macie za dużo kolorowanek, Robert też się na to skarżył. Jakoś przeżył. Potem już jest coraz mniej  - tłumaczę Monsterinowi

- Hubert dostaje za swoje rysunki szóstki, a ja pięć minus, bo robię dziury w kartce - zwierza się uciśniony uczeń

 

Zwyczajowy sposób radzenia sobie przez Monsterina z zadaniem, którego nie chce zrobić - likwidacja. Może zostanie jednak agentem specjalnym, jak dorośnie.

 

 

 

 

 
środa, 09 stycznia 2013
tydzień sponsorowany przez szantaż

 

Pani od polskiego regularnie szturmuje sumienie Monsterówny szantażując ją emocjonalnie.

Monsterówna tkwi w okopach, bo ma w stosunku do pani od polskiego wiele zarzutów, gadulstwo, słowolejstwo i nietrzymanie się tematu, żeby choć to jedno wymienić, a poza tym od ponad roku przetrzymuje książkę Monsterówny, której omówienie w ramach lektury dodatkowej tak się pani spodobało, że zapragnęła książkę przeczytać. "Konia na receptę". A następnie posiała ją skutecznie.

Szczytem cynizmu było przyznanie się, że nawet na przeprosimy zakupiła Monsterównie czekoladę, ale w międzyczasie sprawdzała prace klasowe, więc ją zjadła!

No powiedźcie - jak tu wytrzymać z taką babą? Podejrzewam, że to ciągłe nagabywanie do udziału w zajęciach dodatkowych i konkursach bierze się z braku innych kandydatur - klasy piąte są tylko dwie, a prymusi jednocześnie są bardzo zajętymi akrobatami. No to próbuje deprecjonować ich wybory słowami: Uczyć się trzeba, bo sport kończy się kontuzją i wtedy co zrobicie?

Tyle tylko, że właśnie zapomniała, że mówi do dzieci, które już lepiej uczyć się nie mogą.

- Bo siódemek nie ma - podsumowuje Monsterówna

Podziwiam ją i doskonale rozumiem jej chęć zminimalizowania kontaktów z tą panią. Jeszcze półtora roku - może w gimnazjum trafi jej się polonistka z głową.

 
 Tymczasem w tym tygodniu jedynym argumentem, dzięki któremu Monsterino robi to, co do niego należy jest niebezpieczeństwo niedopuszczenia do imprezy urodzinowej Huberta. Mało wyrafinowany szantaż, przyznaję i w dodatku działa tylko do czwartku, ale jest niesamowicie skuteczny, więc nie mogę się oprzeć. Choć miałam postanowienie noworoczne, oj miałam.
Na szczęście trochę roku jeszcze zostało.
Ponadto Monsterówna skoczyła układ klasy II, taki ze śrubą oraz baranem z salta. Musicie uwierzyć na słowo, że to duże osiągnięcie (Polski Związek Akrobatyki wymaga klasy II od 13-14 latków), skoro nawet trener b. zadowolony. Drugi trener, ten nieulubiony Monstera, sam podszedł do Monstertaty i pochwalił Monstera, więc tkwimy w szoku, bo jeszcze dwa miesiące temu ten sam człowiek twierdził, że nigdy nie jest zadowolony i nie chwali. Dziwy, panie, dziwy.
PS.
Monsterówna ugięła się w końcu i zdecydowała się na uczestnictwo w konkursie pięknego czytania.
Teraz ma inny problem: który fragment, której książki przeczytać.
poniedziałek, 07 stycznia 2013
pasjonująca historia znikającej szufelki i śmietniczki

 

Tydzień przed wyjazdem Monsterów na zimowiska (przepraszam - Monsterina na zimowisko, a starszych na OBÓZ SPORTOWY - wiecznie mnie poprawiają) mam klasyczny reisefieber.

Walizy, wielkością odwrotnie proporcjonalnie do wieku dziecka, leżą rozbebeszone w pokojach, a ja dorzucam to tu, to tam szafując dobrymi radami i co rusz przypominam sobie, czego jeszcze nie powiedziałam, nie nauczyłam i nie uczuliłam na. Przede wszystkim ściska mnie w dołku, gdy myślę o wyjeździe Monsterina. Wiem, że sobie poradzi, tęsknić nie będzie, bo na zimowiskach z panem Marcinem z Dziecięcej Akademii Przygody dzieci nie mają czasu tęsknić.

Ale. No, wiecie.

- Zobacz, musisz pamiętać o bluzie, jeszcze o bluzie, zanim włożysz kurtkę - upominam go z paniką w głosie, bo już widzę, jak wybiega niedoubrany, albo gorzej - widzę, jak ubiera się za grubo, potem nie rozepnie się i go przewieje - no czarnowidztwo zupełnie mnie niegodne uprawiam.

- Mamo - uspokaja mnie Monsterówna - oni tam zwracają uwagę, jak się ubiera na dwór

To z kolei wpadam w panikę, że starsi będą niedopilnowani, bo na obozach sportowych, to już nikt nie zwraca uwagi na nic. Oczywiście że starsi, doświadczeni, a także kiedyś muszę sami o siebie dbać, nawet na własnych błędach się uczyć. (He, he - już widzę, że na to pozwolę!) Co nie zmienia faktu, że troszeczkę histeryzuję. Ale mocno wewnętrznie.  Staram się nie okazywać tego na zewnątrz, mam nadzieję, że kamufluję się skutecznie.

Monstery jak zwykle są dzielne. Poza tym będą razem, wesprą się, jakby co. Zresztą już i tak na przykład pakuję komiksy do Monstera, bo ma większą walizę.

- Przekażcie sobie - sugeruję

- No, jasne - potakuje Monster

- Zamierzamy oprowadzić cię z Alinką po ośrodku - oświadcza Monsterówna - Alinka jeszcze o tym nie wie, ale na pewno się zgodzi.

Monsterino ogólnie jest nastawiony pozytywnie do wyjazdu, czasem tylko ma momenty zwątpienia, ale wtedy starsi dzielą się swoimi entuzjastycznymi wspomnieniami , już nie mówiąc o zazdrości o  jazdę na nartach, a oni wiadomo. Jedno i to samo trzy razy dziennie, aż do perfekcji wykonania.

Ale rozumieją, mimo wszystko. Aż jestem zaskoczona,  że się z tym tak łatwo godzą, że takie są koszty uboczne poświęcenia się jednej dyscyplinie. Ani chybi, muszą to lubić.

A co z tytułową szufelką i śmietniczką?

Po dwóch dniach mojego ciskania się, że gdzie się mogła podziać, przesłuchiwania świadków i innych czynności detektywistycznych, znalazła się przypadkowo w szafce między kaszą, a mąką.

Cieszmy się z małych rzeczy:)

 

 

 

Archiwum
do Monsterowa tędy