sobota, 29 stycznia 2011
Dziesięciolatka


W tym roku wyprzedzam fakty, bo nie wiem czy w Cernym Dule będzie internet. Bierzemy ze sobą babkę pełniącą rolę urodzinowego tortu i świeczki. A Monster gitarę, bo w tajemnicy przed siostrą nauczył się grać Sto lat . (w związku z czym kufer na dach trzeba było zamontować, by cały sprzęt pomieścić).

W poniedziałek, 31 stycznia, o 16:35 pomyślcie ciepło o Monsterównie.

Nasza dziesięciolatka jest cudowna! Wspaniała, jedyna na świecie! Jest silna, śmiała, mądra i akuratna. Do tańca i do różańca.

Jest taka dzielna, gdy walczy z kolejnymi elementami obowiązkowymi na egzamin z akrobatyki, gdy metodycznie odrabia każde zadanie domowe. Gdy tworzy prace plastyczne, gdy opowiada, co się działo w szkole.

Czasami zastanawiam się, czym zasłużyłam na taką córkę.

Dziękuję Ci, córeczko, za te dziesięć lat!





(wpadłam na lekcję i z zaskoczenia cyknęłam - chciała, żebym obserwowała trening, ale nie miałam robić zdjęć - stąd taka mina)

poniedziałek, 24 stycznia 2011
nadrabianie


Początek roku zawsze wiąże się u mnie z nie-do-obrobienia w zwykłym czasie pracy stertą papierów. Mogłabym posiedzieć wieczorami, ale po co tak się męczyć, skoro sobota w robocie Monsterom nie przeszkadza, bo wizytę w pracy traktują jako rozrywkę. Właściwie po ostatniej, gdy z latarką zwiedzały ciemne korytarze oraz zrobiły z odrzutów makulaturowych lotnisko wraz z międzynarodową flotą odrzutowców, stwierdziły, że wolą wizytę w pracy, niż warsztaty w muzeum, choć i tu i tam nie wszystko jest do dotykania (i choć i tu i tam wydaję polecenie: nie krzyczcie i nie biegajcie - przynajmniej, gdy widzi was strażnik - dodaję w myślach, bo po ciemnych oknach biurowca klasy D nie widać, by pracowałby ktoś jeszcze poza mną).

- Dlaczego nie możemy krzyczeć? - pyta bezczelnie Monsterówna - przecież możemy zapytać się ochroniarza, czy jeszcze ktoś pracuje. A jak nikt, to co?

Doprawdy - brak mi argumentów.

W każdym razie, jak sobie rozliczam, podsumowuję i zestawiam, to młodzież robi podchody. Potem daję im glinę, zabezpieczając stół i podłogę folią. Pół godziny na pracę. Potem Monstery sprzątają zalaną łazienkę. Potem są głodne, potem robią zadania w książeczkach.

Pewnie efektywniej pracowałoby mi się samej. Ale o wiele nudniej...

Już prawie kończę, zaraz wychodzimy, porównuję właśnie dwie, długie kolumny liczb, gdy na ich wierzchu ląduje pomazana kartka - Monsterino pyta się o niebywale istotny szczegół wymodzonego właśnie przed chwilą szkicu długopisem.

- Tylko nie odpowiadaj: "yhy"! - ostrzega - Tylko popatrz i normalnie mi odpowiedz!

****

Chłopaki taekwondują.

Jaki ojciec, taka córka.

Tu układają już trzecie pudełko (od świąt) z ponad tysiącem kawałków, obecnie są przy dwóch tysiącach.


środa, 19 stycznia 2011
stukot młotka niczym muzyka środka



Życie w starym domu oznacza remontowy styl bycia i z tym się pogodziłam.
Bezproduktywne bicie piany w stylu obrażenia się na piec, który znowu zgasł, czy ciskanie inwektyw w przeciekający dach nie pomagają, o dziwo, w poprawie ani tychże urządzeń, ani nastroju.
Zatem gdy pękła rura i trzeba było zdemontować pół ściany w pokoju Monsterina, kwestią było tylko, czy zrolować wykładzinę i jak bardzo przesunąć zabawki.

ale wróć.

Gdyż w tej (pasjonującej!) opowieści należy wrócić do samego początku.

To Monsterówna pierwsza wyartykułowała myśl, że jej pokój jest ZA DUŻY.
No wiem,że to był kolejny przytyk w sprawie siostry, ale abstrahując od stałego tematu, pierwszą moją myślą było święte oburzenie.
- Poprzewracało się dziewczynie w głowie! Niektórzy całe życie pragną własnego pokoju, a tej się nie podoba, bo za duży!

Coś tam zmełłam pod nosem, na szczęście chyba cicho. Nie miałam zbyt dużo czasu, by akurat nad takim problemem myśleć. W każdym razie parę miesięcy później Monster stwierdził, że on to najbardziej ostatnio lubi bawić się z Monsterinem. I w ogóle, to mają dużo wspólnych zabawek i najlepiej byłoby, gdyby mieszkali razem.

- Następny! - pomyślałam. Ale potem zaczęłam obserwować.
I rzeczywiście. Budowle wspólne, wyścigi i inne przewalanki. Sztama i ramię w ramię, wespół w zespół.

Nieśmiało zaproponowałam Monstertacie klasyczny, coroczny wakacyjny remoncik.
Jak to u nas.
Monstertata westchnął ciężko.
Potem, jakoś tak wyszło, że przesunęliśmy termin, by może zaskoć dzieci, gdy wrócą z ferii.

Aż w końcu pękła rura. Wzięliśmy głęboki wdech oraz kolegę do dźwigania, a zamiast warsztatów malarstwa w muzeum, Monstery miały w weekend warsztaty aranżacji wnętrz.

Monstertata przeniósł firmę z sypialni do gabinetu, więc teraz w sypialnio-bibliotece można się gonić.

A Monstery?
Od kiedy chłopcy śpią razem, Monsterino nie zszedł do nas w nocy (a byliśmy przygotowani - połączyliśmy łóżka, więc powierzchnia do spania ma teraz rozmiar lądowiska dla helikopterów).

Monsterówna ma swój przytulny pokój oraz pół podłogi obłożonej puzzlami z półtora tysiąca kawałków.
Ale o tym w następnym odcinku.



piątek, 14 stycznia 2011
zjawiska nie tylko pogodowe



Szlak ku przedszkolu można przemierzyć dwoma poboczami drogi - cywilizowanym chodnikiem, o który dbają właściciele oraz obecnie wieczną zmarzliną przy terenie niezabudowanym (nie mówiąc o ostatnich metrach dziur w asfalcie, bo tak już przecież u nas się dzieje, że przedszkole zbudowano, ale już parę metrów drogi dojazdowej, to inny budżet jest, więc pewnie w tym miejscu droga planowana jest dopiero za trzydzieści lat).
W każdym razie łatwo zgadnąć, którą drogę wybiera Monsterino, a ja zazwyczaj nie oponuję, bo gdzież znajdę drugie takie lodowisko o siódmej trzydzieści... (chociaż Monsterino jest wiecznie rozżalony, że nie pozwalam mu po lodzie jechać rowerem).

Dzień jak co dzień - Monsterino rozpędza się i ziuuuuu - hucznym ślizgiem pokonuje dobrych parę metrów, a potem - bums - z chichotem ląduje na siedzeniu.
- Ale jechałem! - wrzeszczy
Ja jednak ślizgam się zachowawczo, doganiam go więc dopiero po paru sekundach.
Z właściwej, chodnikowej, strony drogi przygląda nam się starsza pani.
- Pani przejdzie tu z dzieckiem! - mówi stanowczo - tu już nie ma lodu.
- Dziękuję - odmawiam - wszystko pod kontrolą!


Przypomina mi się scenka z Bambiego. Wiecie, ta na zamarzniętym jeziorze, z przyjacielem-królikiem.
Dokładnie rozjeżdżam się jak młody jelonek...
Nie patrzę na panią po drugiej stronie, ale czuję jej wzrok na swoich plecach. Pędzimy dalej.
Nagle Monsterino staje jak wryty.
Lodową pokrywę przecina długa i głęboka szczelina.

- Co tam jest pod spodem? Ziemia? - pyta Monsterino
- Tak. Chodnik. - mówię zgodnie z prawdą.
- Ale czy tu jest granica PŁYT TEKTONICZNYCH? - indaguje Adibumaniak

***

Czas karnawału w placówkach.
Chłopcy zdecydowali, że przebiorą się w Lorda Vadera. Byłabym była zaoszczędziła na kostiumach, gdybym zaczekała - jeden kostium na dwóch, dobrze, że impreza nie w tym samym dniu w przedszkolu i szkole. Monsterino miał być strażakiem Samem, ale po rozmowie z kolegami okazało się, że WSZYSCY będą starwarsami, no więc jak on mógłby być kimś innym...

- To oni już w przedszkolu interesują się Star Wars? - dziwi się Monsterówna
- Też mnie to zastanawia. Robert w przedszkolu interesował się gormitami i bakuganami. No i Ben10-em - przypominam sobie
- Widocznie teraz dzieci szybciej dorośleją - pociesza mnie córka, która sama sobie zdała sprawę, że jeszcze tylko rok NIE będzie nastolatką. I, ku mojemu zdziwieniu, się tego boi.
To jest nas dwie.



wtorek, 11 stycznia 2011
nie robi różnicy


- Oszukiwanie to jest robienie coś, co inni nie wiedzą - tłumaczy Monsterino wyjaśniając tym samym, że jego naciąganie reguł podczas  gry w planszówki absolutnie oszukiwaniem nie jest, bo przecież WSZYSCY wiedzą, że jeśli wypadnie mu niekorzystna ilość oczek, to należy powtórzyć rzut...

Granie z Monsterinem jest słodko-gorzką przyjemnością, zwłaszcza, gdy gra się nie tylko z nim. Szczególnie Monster jest na niego cięty. Może dlatego, że sam generalnie interpretuje zasady na swoją korzyść i nienawidzi przegrywać. W głupią planszówkę! Mam nadzieję, że nie zostanie politykiem, gdy dorośnie ... (ostatnio twierdzi, że zostanie antyterrorystą)

Natomiast jeśli chodzi o wykonywanie poleceń (innych, niż pochodzące od rodziców, trzeba podkreślić), to muszę przyznać, że ostatnio odnotowuję naprawdę dużą poprawę. Monsterino jest chwalony na basenie (twierdzi, że kraul i żabka nie mają przed nim sekretów - no, zobaczymy na lekcji pokazowej, ale myślę, że na razie to mit), a na taekwondo mnie samej opadła szczęka, gdy zobaczyłam jak karnie uczestniczy w zajęciach (bo bardzo chciał już, z Monsterem). Jedno słowo trenera, a on skacze, kopie, powtarza, staje w kolejce i nawet nikogo nie szczypie po drodze. Aż miło, że nie muszę zlewać się z lamperią na ścianie sali gimnastycznej...

Z kolei w przedszkolu w czasie, gdy jego grupa ma angielski, pani czyta z Monsterinem proste wyrazy, bo spostrzegła, że większość liter Monsterino już rozpoznaje (czy ja już pisałam, że z przedszkolnego angielskiego Monsterino wypisał się argumentując, że nudzi go powtarzanie cały czas teddy bear i doll...?)
Wielkie brawa dla pani, Monsterino ma szczęście, bo szczerze powiedziawszy myślałam, że przeniosą go na ten czas do innej grupy, albo wręczą kredki i kartkę...

- Bo trzeba wykorzystać ten moment, kiedy on tak bardzo się interesuje słowem pisanym! - tłumaczy mi pani pewnie widząc moją zdziwioną minę. No, ale jak ja mam jej tłumaczyć, że może niesłusznie obniżyłam swoje wymagania w stosunku do instytucji edukacyjno-opiekuńczych (minimum: żeby uniemożliwili mu samodzielny powrót do domu...)

*****

I jeszcze mała refleksja na temat różnic w zabawach dziewcząt i chłopców.

Nie pokuszę się o generalizowanie, bo choć całkiem sporo młodzieży przetoczyło się przez nasz dom w ostatnich tygodniach, to jednak do próbki statystycznej nadal nam daleko. W każdy razie, na potrzeby mojej oceny wystarczy. Mimo, że Monsterówna nie odbiega temperamentem od braci, to jednak damskie zabawy różniły się od męskich ilością urazów (i nie chodzi tu tylko o urazy ciała, przedmioty nieożywione też zazwyczaj dostają w kość). To jeden element różnicujący, drugi jest taki, że podczas wizyt i nocowanek wielu koleżanek u Monsterówny jeszcze NIGDY nie zdarzyło się, by przyszły do mnie z zapytaniem o włączenie playstation, komputera, czy dvd. Podczas gdy przyjdą goście do Monstera, ZAWSZE, kwestia tylko czasu, następuje to pytanie.

Wnioski mogą być różne, tak jak różne są dzieci. Więc nie wyciągam, tylko opisuję.

A tu jeden z przykładów: chłopięca kanapka (dziewczęta w tym czasie z poduch budowały dom...)


wtorek, 04 stycznia 2011
odpukiwanie


Jeśli prawdą jest powiedzenie, że jaki 1 stycznia, taki cały rok, to ja się jak najbardziej zgadzam: będzie wesoło i bez zgrzytów...

Dwunastka dzieci plus niemowlę świętowało wraz z rodzicami w Monsterowie nadejście Nowego Roku. A tradycję mogliśmy spokojnie odfajkować odkorkowując dziecięcego szampana.

Po dwutygodniowym odwyku od codziennych obowiązków z uwagą wypatrywałam u Monsterów pierwszych oznak nadchodzącej depresji. By zdławić w zarodku, oczywiście.

Ale, odpukać, nikt nie kwękał, nie mędził, wręcz przeciwnie: wczoraj cała drużyna była gotowa do wymarszu na pół godziny przed czasem!

To jeszcze nic: Monster sam z siebie pamiętał, żeby przynieść zeszyt z dyktandem do poprawki!!

Odpukuję po trzykroć - ludzie, co to się dzieje!?

Wydaje się też, (gdzie to niemalowane drzewo???), że jakieś przesilenie u Monsterina zanotowuję, może już mu bliżej do równowagi pięciolatka? Jakoś częściej rozsądnie reaguje i docierają do niego argumenty.

I chociaż potrafi jeszcze wrzasnąć, tak spod przepony:

-Ja jestem najmłodszy, więc ja tu rządzę!

Jest też w stanie podejść do mnie z czapką nasuniętą na oczy i zapytać słodkim głosikiem:

- Czy myślisz, że możesz przesunąć tę czapkę, żebym mógł coś widzieć, PROSZĘ KOCHANA MAMUSIU?

****

Wszyscy, odpukać bardzo głośno, zdrowi, narty za cztery tygodnie i dzień coraz dłuższy - czyż to nie superoptymistyczny początek roku?


Archiwum
do Monsterowa tędy