niedziela, 31 stycznia 2010
Dziewięciolatka



 Oto pannica, która uczyniła mnie Mamą.



Dziewięć lat temu.
Ha! Gdy położna odezwała się per "niech mama", to nie zareagowałam. Że to do mnie.
Też przeżyłyście TEN moment? To zaskoczenie, że ja? To o mnie? Mama?!
Nie mogłam uwierzyć, że to wrzeszczące, czerwone z czarnym wiechciem włosów było jeszcze przed chwilą we mnie. Ale cud!
Ze mnie. To ja. Moje własne wrzeszczydełko.
****

Dziewięciolatka jest tak na granicy - jeszcze dzidziuś, co to na kolanach lubi posiedzieć i wtulić się pod ramię, a czasem jak się spojrzy, jak coś powie, to nastolatka w pełnej krasie. Raz słoneczko do rany przyłóż, raz chmura gradowa.
Moja córka. Taka ode mnie różna, choć bywa, że tak podobna.
Mam nadzieję, że nigdy nie zapominasz, że jestem po Twojej stronie, córeczko!


czwartek, 28 stycznia 2010
odreagowanie


Jakie odczuwanie temperatury jest względne! Gdy po tak długim okresie eskimosowania złapałam dzisiaj rano w nozdrza wiatr, stwierdziłam, że wiosna. Ani chybi, wiosna!
A było minus trzy.
Natychmiast poleciałam po hiacynty w doniczce.

Monsterówna jednak dzwoni. Wieczorami. Zdaje relację, co robili (pieczenie chleba, seans Załogi G, ale przede wszystkim narty - hitem są dwuosobowe orczyki). Monsterówna wylicza także szczegółowo, na co wydała drobniaki i ile jej zostało. Co do grosza.
Monster nie dzwoni, nigdy specjalnie nie lubił rozmów telefonicznych.
A Monsterino podobno współpracuje i robi użytek z zimy.



Zastanawia mnie, czy jego zrównoważone zachowanie świadczy o uporaniu się z kryzysem trzylatka, czy kryzys na czas ferii i nieobecności rodziców pozostał w uśpieniu i obejrzymy go w całym rozkwicie po powrocie.
Zaraz się przekonamy.
W każdym razie mamy już bardzo duże dzieci. Samodzielne. Odchowane.
I nie będę tu w ogóle przytaczać westchnień Monstertaty, który stwierdził, że nadal podoba mu się imię Szczepan. Albo Jagoda.
I, że mu się wydaje, że, być może, kogoś brakuje nam tu jeszcze.... tfu, tfu ....

...a teraz zmienimy gładko temat, bo jak nie wrócę natychmiast do kolejnej hałdy dokumentów do rozparcelowania/przepracowania/skatalogowania/ad acta odłożenia, to znowu nocny stróż będzie mnie wyganiał z biura.


poniedziałek, 25 stycznia 2010
słomiani rodzice



Monsterino wraz z monsterdziadkami zniknęli za horyzontem, a monsterrodzice wrócili do cichego i pustego domu.
Kilkanaście psiknięć PanaMięśniaka później miałam nareszcie bezłapkowe spojrzenie za okno. Bo przy Monsterinie wspinającym się na parapety nie ma zupełnie sensu wycieranie ofuflanych tafli, skoro za chwilę wygląda tak samo.
Tak naprawdę to teraz też nie miało sensu - ledwo zdążyłam przetrzeć, już zapadł zmrok.
Za to obejrzeliśmy sobie z monstertatą film. Zupełnie oficjalnie w ciągu nadal trwającego dnia, a nie koło północy! Rozpusta! Dwa razy reflektowaliśmy się, że jest za głośno i zaraz zbudzimy dzieci i dwa razy opadaliśmy z powrotem na kanapy.
Bardzo dziwnie tak bez dzieci w domu. Za cicho i za pusto. Z tego spokoju i braku codziennych zwykłych czasozajmowaczy zaczęłam kręcić się w kółko, z niepokojem wpisując na listę co tam jeszcze muszę zrobić, zanim wszystko wróci do normy i znowu z niczym się nie będę wyrabiać.

Rozmawiałam z Monsterem, kiedy wczoraj właśnie wracali z Kopalni Złota i donosił, iż nabył drogą kupna jedną sztabkę.
"Dla całej rodziny" - dodał. Dodał zapewne dlatego, że przed wyjazdem przeprowadziłam krótki wykład o wartości pieniądza nie tylko w czasie (bo dostali kieszonkowe), ze szczególnym uwzględnieniem konieczności przemyślanych decyzji zakupowych. No, ale pamiętam z własnej autopsji , że kupienie pamiątek jest sprawą szalenie ważną. Poza tym Monster pełen euforii: w kopalni było super, w pokoju zbudowali sobie bazę, jest świetnie.
Dzisiaj po obiedzie dorwałam Monsterównę. Rano jeździli na nartach, stoki są wspaniałe, wyciągi dwuosobowe i jest cudownie. Popołudniu jechali na basen.
Czyli jest dobrze i nie będę już nękać ich telefonami. Niech się bawią, zamiast zdawać relację, bo ledwie się obejrzą, a tu tydzień się skończy.






Jedno pewne: śniegu nikomu w tym roku nie brakuje (a organizatorzy zimowiska niesamowici są: późną nocą przysłali pierwsze zdjęcia z rekonesansu okolicy).

Monsterdziadkowie natomiast przeżyli monsterinowy pierwszy raz na łyżwach.




sobota, 23 stycznia 2010
tylko macocha wygoniłaby biedne dzieci w taki mróz...



Gdy pociąg ruszał, wyświetlacz na horyzoncie pokazał minus dziewiętnaście.
Turnus maluchów ma superekskluzywną opiekę - wszystkich dzieci jest siódemka -  Monster i jego kolega tworzą elitarną grupę męską...W tych warunkach z dopilnowaniem nie powinno być problemów. (tak się pocieszam) A tak naprawdę, to czuję, że będą się dobrze bawić.




czwartek, 21 stycznia 2010
i gdy wychynął zza węgła



Z braku motywowaczy do wczesnowstania, by zdążyć na punkt ósma, ranek z samym Monsterinem rozwija się długo, aczkolwiek dynamicznie.
- Cy ja dzisiaj pójdę do psedskola? - pyta drżącym głosem, bo rano jest zdecydowanie na nie.
- NIE CHCĘ, JESTEŚ GUPIA - wrzeszczy Monsterino, więc ostentacyjnie strzelam focha mówiąc mojego kochanemu synusiowi, że jest mi przykro, każdemu byłoby przykro, gdyby został tak nazwany (choć przecież wiem, że on doskonale o tym wie)
- A tobie nie byłoby przykro, gdybym powiedziała do ciebie: "jesteś głupi"! - mówię poglądowo (pewnie, że tak naprawdę mam w nosie, co tam strzela w nerwach, ale pewnikiem używa takich sformułowań w przedszkolu, a kolegom czy koleżankom może być nieprzyjemnie naprawdę)
- Nie chce mi się z tobą rozmawiać - rzuca Monsterino odwracając się do ściany (przyrzekam, że nie oglądał ostatnio Psów Pasikowskiego).


Nie, to nie - przynajmniej twarz namaluję w spokoju.


Kwadrans później w końcu dociera do łazienki.
- Chcę płatki! - ordynuje wciąż nachmurzony
- A magiczne słowo? - wychowanie to repetycje i ciągłe zachowanie czujności
- NIE BĘDĘ CI MÓWIŁ! - tupie Monsterino i wraca do swojego pokoju


Wdech-wydech. To nawet bywa komiczne...


Jestem gotowa, Monsterino w proszku. Z przygotowanych rzeczy nie ubiera nic, za to wybierając koszulkę, resztę stosiku wyrzucił z szafy. Wybraną wciąga tył na przód, tak samo majtki, w dodatku przewrócił je na lewą stronę, ale nie da sobie poprawić. E, tam. Ważne, że w tej furii ubrał się sam.
Parę przerzutek słownych później jakoś się dogadujemy, a potem, gdy już trzeba brnąć przez zaspy i zagaić meteorologiczne, wraca dobry humor:
- Dopadało w nocy! Mozna robić ślady!
W szatni jest git - zazwyczaj śpieszy się, by wyprzedzić inne rozbierające się dzieci.
- Miłego dnia i Ci obiecuję, że nie będę bić dzieci! - żegna mnie Monsterino , a ja czuję, jak rodzice rozdziewające swoje skarbeńki mimowolnie, kwoczym ruchem zagarniają swoje młode pod skrzydła, tfu, poły, kurtek i płaszczy...


wtorek, 19 stycznia 2010
ferie



Specgrupa w składzie: Monsterbabcia jako dyrektor ka-owiec oraz Monsterdziadek jako dyrektor ds. sportu i rekreacji wprowadzili w czyn intensywny harmonogram zajęć dla wnuków. Osobom postronnym może się wydawać, że rezerwacja lodowiska na ósmą rano jest mordęgą, zwłaszcza przy założeniu, że basen jest o ósmej wieczorem, ale dziadkowie wiedzą, co robią, bo znają wysoki poziom wytrzymałości swoich zstępnych. I mogliby spokojnie zmienić kariery, by organizować turnusy feryjno-kolonijne dla szerszej rzeszy małolatów, do takiej perfekcji doszli...
A monsterrodzice? Ano uczą się od starszych:) W końcu, jeśli każde z Monsterów obdarzy nas chociażby jednym wnuczęciem, to będzie co robić...a gdyby tak rozmnożyli się w postępie geometrycznym... strach pomyśleć!

Jedna z Sióstr w Wielodzietności słusznie zauważyła, iż posiadanie jednego dziecka na stanie powinno być karalne. Na swoje usprawiedliwienie wyjaśnię tylko, że zamiast hulanek i swawoli, zaoszczędzony czas przeznaczam w całości na zadowolenie urzędu skarbowego oraz pracowników (dostaną wcześniej pity, to wcześniej się rozliczą, wcześniej dostaną zwrot i dzięki temu wcześniej pojadą na Kanary lub chociaż zniwelują debet w koncie...)

Przeczytałam ostatnio wspomnienia sześciodzietnej matki i tam pojawiło genialne sformułowanie odnośnie brania urlopu, że dla czwórki, szóstki to się jeszcze opłaca, ale dla jednego? To tak na marginesie gimnastykowania się, gdy dzieci mają wolne od szkoły. Trochę tych dni jest w ciągu roku...

A tu Monsterdziadek przysłał pierwsze zdjęcia...









Tymczasem Monsterino, pomimo pewnych oporów, po tygodniu siedzenia w domu podreptał do przedszkola. Wieczorem się zwierza:
- Nina ma małego dzidziusia w domu, Daria tez i Staś, Madzia będzie mieć jutro, a ja kiedy będę mieć?
- A co ty byś robił z takim dzidziusiem? - zmieniam kierunek rozmowy
- Pokazywał mu skoki i robił jak train... - tłumaczy
- Ale wiesz, że taki mały dzidziuś to tylko leży, śpi albo płacze, robi kupę w pieluchy i mama karmi go z cycusia? - pytam, bo wydaje mi się, że Monsterino myśli o takim już podrośniętym roczniaku, bo ostatnio byliśmy w gościach u takiego i tłumaczył mu z wielkim zacięciem, że TAKIE MAŁE DZIECI nie mogą bawić się autkami....
- Robi kupę w pieluchę?! - dziwi się Monsterino, a potem wybucha śmiechem - niemozliwe!

He. A ja mam wrażenie, że ledwie wczoraj on sam był taki.



piątek, 15 stycznia 2010
ostatki



Na zebranie do Monsterówny poleciałam ja, do Monstera - Monstertata.
Nie, żebym nie chciała świecić oczami za Monstera, ale że u Monsterówny ciąży mi funkcja kasozbieracza, to podział był prosty.
Jakoś nie potrafię przejąć się klasyfikacją na poziomie nauczania początkowego, ale oczywiście miło widzieć czarno na białym, że wszystkie umiejętności przeznaczone na ten etap edukacji mają opanowane. Czyste sumienie na ferie.

Monsterówna tylko kwęka, pani rozdała im na ferie przykładowe ćwiczenia z "Kangurka":
- Nawet nie myśl o tym, że będę je robić na zimowisku! - ostrzega
- No co, Ty!  W życiu bym ich ci nie dała na zimowisko! - zaperzam się - zrobimy zanim wyjedziesz... - dodaję w ramach żartu, bo przecież wiem, że akurat trzaskanie zadań z matmy nie jest dla Monsterówny odrabianiem pańszczyzny (przy okazji robi te zadania także Monster, choć trochę wolniej oczywiście)
- Ok, tak to może być - zgadza się łaskawie Monsterówna
Pani leci przed feriami z programem, oprócz zadań mają też teksty piosenek do wykucia na blachę, bo zaraz po feriach mają kolejny prosinfonikowy koncert i dwa dni nauki odpadają na próby w filharmonii.
No, ale o tym pomyślimy potem, teraz pakowanie ekwipunku. Właściwie razy dwa, bo najpierw Monstery wyskakują jeszcze na parę dni do dziadków na łyżwy.







czwartek, 14 stycznia 2010
wychowawczy plaskacz


Przyzwyczaiłam się już do podpisywania uwag w dzienniczku Monstera, to fakt. No, ale przegiął: pani w świetlicy wypunktowała przeklinanie, wrzaski plus rzucanie dzienniczkiem w odpowiedzi na przegraną. Wiemy, że Monster ma problemy z przegrywaniem i  wiemy, że imponuje mu o dwie głowy wyższy kolega, który ma niewybredny słownik, ale cóż, zasady są zasadami, nie powinien akurat tego przyjmować i uczyć się, więc zastosowaliśmy z Monstertatą gadkę wychowawczą. Monster pokiwał głową. Może dotarło, może nie.
Miał przez noc wymyślić, jakim słowem zastąpić to brzydkie, na "k". Rano powiedział, że chce mówić "cholibka", tak jak Hagrid....

Monsterówna za to popadła w szloch wieczorny z powodu konieczności napisania pięciu zdań na temat oferty kulturalnej rodzinnego miasta, a w szczególności muzealnej. W końcu zgodziłam się tkwić koło niej podczas tego męczącego procesu i chyba o to chodziło z tym płaczem. Łzy wyschły natychmiast, a Monsterówna zaczęła kombinować. Z muzeum archeo poszło łatwo. Następnie narodowe...

- Mogę napisać, że są tam niemiłe panie, które krzyczą na biegających i ciągle marudzą, że nie należy ruszać eksponatów - prowokuje Monsterówna

- Pewnie, pisz - mówię - dlaczego, nie?

- E, raczej napiszę, że CZASAMI są tam fajne warsztaty plastyczne - pasuje Monsterówna. Pewnie boi się, że gdy pani każe przeczytać je to na głos, to wzbudzi śmiech, a ona nie jest, w przeciwieństwie do Monstera, osobą, która lubi błaznować.

Gdybym pracowała jako guwernantka, to te długie minuty wpatrywania się, jak to Monsterówna kreśli litery by mi nie przeszkadzały, a tak to siedzę jak na szpilkach i układam sobie listę, że jeszcze pranie, jeszcze odkurzyć, a co na kolację.
Monster znowu wszystkie zadania domowe robi w świetlicy i gdy go specjalnie nie poproszę, to nie weźmie żadnej książki do domu. Bo po co.
Czytanki są za łatwe i już je potrafi na pamięć, zadania za krótkie i już je zrobił w szkole, biednemu dziecku brakuje zajęć. Intensywnie myślę zatem nad wprowadzeniem mu jakiegoś instrumentu do grania. Najlepiej takiego, do którego opanowania potrzeba codziennych, żmudnych ćwiczeń.

- Perkusja - bąka Monster - albo gitara elektryczna...

Oczywiście, już lecę...

No nic, jeszcze tylko recenzja z koncertu Grupy MoCarta . Świetny kabaret muzyczny, dobrze bawiłyśmy się z Monsterówną, więc spodziewam się, że te parę zdań pójdzie z płatka.

- Napiszę, że koncert był interesujący (pani zakazuje używania słowa: "fajny" - przyp. monstermamy) i że najlepsze były, gdy panowie używali różnych innych przedmiotów do grania, swojej buzi, na przykład - zapowiada Monsterówna - i jak jeden pan tańczył jak Michael Jackson, bo ja też tak tańczę!

No i git. Grupę MoCarta polecam na żywo i najlepiej zająć miejsca gdzieś blisko, co by nie stracić żadnego szczegółu. A szczegółów jest mnóstwo...

Co by było o wszystkich do kompletu, Monsterino po całym dniu wykrztuszania płuc, w końcu otrzymał mega-super-ekstra specyfik i nareszcie przestał. Nawet sobie nie zdawałam sprawy, jak to miło słyszeć w domu... ciszę.


wtorek, 12 stycznia 2010
tylko nie denerwujcie mamusi



Monsterino, od weekendu zamknięty w czterech ścianach z powodu kataru i kaszlu, wchodzi na wyżyny swoich umiejętności demontażu i generalnej rozwałki. Monstertata wyjątkowo dobrze znosi działalność swojego syna, choć gdy wreszcie nadciągam, grubo po siedemnastej (cięęęężki styczeń w pracy, naprawdę), oboje wyglądają na wykończonych.
Urządzam Monsterinowi stanowisko ważenia mąki na precyzyjnej wadze zwędzonej Monstertacie. Monstertata się krzywi, ale za to jakie mamy rezultaty!
- Cy to jus
- pyta Monsterino po dodaniu kolejnej kopiastej łyżki żytniej, chlebowej
- Nie, musi być 4 - 6 - 0 na wyświetlaczu - mówię, choć przecież wiem, że nie rozróżnia cyfr. Ale niech kombinuje.
Wykombinował. Przywołał starszą siostrę.

Monster prezentuje układ słoneczny w swoim wykonaniu.
- Są wszystkie planety, widzisz! - jest wyraźnie dumny, nawet wpisał nazwy i tylko jedno Z jest napisane w odbiciu lustrzanym - księżyca nie narysowałem, bo jest za mały w porównaniu do planet!

- Nie nudziłem się, tylko chciałem narysować!
- ok, przyjął do wiadomości, że komunikat "nudzę się" działa na mamusię jako czerwona płachta na byka, więc nie nadużywa. Wytresowane, posłuszne dziecko.
Za to młodszy brat nigdy się nie nudzi, gdyż zawsze można kogoś ponaciągać na rozrywkę.

- Chodź, pogonimy się, goń mnie - proponuje bratu - pierszy!
- Mówi się, "pierWszy". powtórz! -
poucza Monster
- Psecies będziesz ostatni! - chichocze Monsterino i odbiega na bezpieczną odległość

Uuuuuu... ta zniewaga krwi wymaga.
Co ochoczo czynią.
- Pięć minut spokoju, zanim nie będę musiała opatrywać ran - myślę
- Ani pięciu minut spokoju nie ma - mruczy pod nosem dosłownie w tej samej chwili Monsterówna i zasiada mi na wreszcie pustych kolanach.
Koniec przerwy.




piątek, 08 stycznia 2010
jeden tramwaj jest czerwony, a drugi jedzie w lewo


Gdzieś tak pomiędzy taryfą celną, a e-deklaracjami wpadłam w panikę, że przecież miał być kolorowy filc oraz średniogruby drucik o długości ok. 30 cm. Po szybkim zeskanowaniu terminarza (czy było to w nowym czy w starym), wyszło, że dopiero na wtorek. Uff... Za to Monsterówna zapomniała fletu do szkoły, a dziś występ, no ale dzielnie poradziła sobie: z telefonu koleżanki zadzwoniła do Monstertaty. (dobrze, że Monstertata nie pracuje po drugiej stronie miasta....)

Dzisiaj oprócz rozliczania roku mamy Jasełka u Monsterówny, a Monster w tym czasie jedzie na urodziny kolegi.

Ile to będzie plus vat?

A moja córka chce wiedzieć, co robimy w weekend...a tu jeszcze mam złożyć wniosek o niezaleganiu (rozumiem, że jak jej odpowiem, że chcę się wyspać, to się obrazi...)

Monsterino ugryzł kolegę i uszczypnął innego.

Czy zabrzmi to głupio i pesymistycznie, że oczekiwałam takiego komunikatu od tygodni?

Dokumentowanie uzyskanej pomocy de minimis to droga przez mękę.

Monster awansował do grzeczniejszej grupy na akrobatyce i mówi, że życie czasem jest piękne. (szczególnie, gdy się planuje swoje urodziny, choć są dopiero za dwa miesiące)

- Nie mogę pokazać ci mojego nowego przerzutu, bo trener powiedział, że tylko na sali można to ćwiczyć - tłumaczy mi Mój Mały Prymusik - to tak jak Harry Potter nie mógł czarować w wakacje! - przechwala się

Tak, Monstery zmusiły mnie do drugiego tomu Harrego, choć zastrzegałam, że może za trudny i powinniśmy choćby do wakacji poczekać. W międzyczasie połknęli bardzo rozrywkowy Nikczemny Spisek i okropnie odpychającego, ale mimo wszystko zabawnego Pana Gumę , a Monsterówna jeszcze Czarodziejskie Drzewo i tak jęczeli, że w końcu ulęgłam.

Miękolkiem jestem, jeśli chodzi o wieczorne czytanie. Naciągają mnie na jeszcze jeden rozdział, a potem kolejny. A ja ulegam, choć wiem, że następny ranek jest zawsze trudny.

Ale ich rozumiem, bo sama tak robię. I gdy Monster stoi na głowie podczas czytania też nie powinnam się denerwować, że nie słucha, bo jak sam stwierdzi, ma podzielność uwagi.

Po mamusi...




środa, 06 stycznia 2010
góry na horyzoncie, a tymczasem...




- To moje pierwsze zaproszenie - stwierdził Monster pokazując mi kolorowy karnecik z High School Musical
- Pierwsze w tym roku? - upewniłam się
- No nie, pierwsze od DZIEWCZYNY - Monster pokraśniał i spuścił oczy - Bo wiesz, ja jestem jedynym zaproszonym chłopakiem i mam oceniać, jak dziewczyny będą się przebierać i tańczyć - wymamrotał
- Tak? - zainteresowała się Monsterówna - i ty chcesz iść do samych dziewczyn?! - wypowiedziała na głos moją myśl
- Nie wiem - zmieszał się Monster - nie, chyba, nie...
- To pomyśl, czy chcesz. To miło, że cię zaprosiła i ma dla ciebie zajęcie, ale może się upewnij, czy rzeczywiście będziesz jedyny, co? A ja zadzwonię do jej mamy. - zaproponowałam, a potem zadumałam się głęboko

Taaaak.Troszkę inaczej wyglądało to za moich czasów.
Chyba dłużej towarzystwo trzymało się jednopłciowo, nie sądzicie?
A teraz już nawet  Monsterino został zaproszony przez koleżankę z przedszkola,  ale ostatecznie stchórzył, bo też nie miało być innych chłopców.

Natomiast Monsterówna stwierdziła, że na tegorocznych urodzinach chce mieć wyłącznie GIRL POWER.
Trzeba będzie braci wraz z tatą wyekspediować do kina natenczas.
Ale, hola, hola, do urodzin jest jeszcze kupa wydarzeń do przeżycia! Intensywne dwa tygodnie szkoły z Jasełkami, balikami i dniami babć oraz dziadków, a potem...

tadam, tadam

zimowisko

Każda, dosłownie każda znajoma matka dzieci w podobnym wieku, której mówiłam, że Monstery jadą w góry z nieznajomymi patrzyła na mnie długo i uważnie. Większość, przez grzeczność, nie czyniła uwag.
Ale,wiecie, kiedyś trzeba zacząć. (jeździć,a nie czynić uwagi)
Zatem odhaczamy kolejne punkty z poradnika (ujęli mnie przewidywaniem wszelkich możliwych scenariuszy, bo oprócz uważnej lektury "do to list", wymieniliśmy kilkanaście maili). A ja staram się nie wpaść w depresję, gdyż w tym roku oprócz, także białych, gór papierzysk pracowych, innych nie zobaczę.
Co ja mówię! Nie mam czasu wpaść w cokolwiek - już tkwię, a przecież dopiero trzeci dzień roboczy nowego roku, w czarnej dziurze niedoczasu.
Monstertata odlicza tygodnie do wiosny.
A co tam u Was w Nowym Roku?



piątek, 01 stycznia 2010
jaki nowy rok, taki się potem calutki ciągnie



oby.
bo to był dobry dzień





(przez ostatnie dni mieliśmy do kompletu koleżankę Monsterówny na stanie i teraz myślę, że gdyby dodatkowo był z nami kolega dla Monstera i towarzysz dla Monsterina, to mogłabym siedzieć w fotelu i dyndać nóżką... To taka  rewolucyjna myśl na przyszłe dłuuugie weekendy...)

Wszystkie złote myśli i inne kwiatki Monsterów z ostatnich dni przebił Monsterino historią, jaką sprzedał mamie kolegi, u którego byli razem z Monsterem w odwiedzinach. Monstertata pojechał ich odebrać, a tu mama kolegi składa kondolencje z powodu śmierci naszego psa.
- Jakiego psa? - pyta skonsternowany Monstertata
- No tego, co wam zginął - wyjaśnia, nie mniej zdziwiona, mama.
Otóż Monsterino opowiedział jej łzawą historyjkę o tym, jak to mieliśmy psa, który zginął, bo wpadł na baterię. Nie wiadomo dokładnie, o co Monsterinowi chodziło z baterią, bo przyparty do muru, czemu takie kity wali, stwierdził, że przecież opowiadał o złotej rybce, która zginęła wpadłwszy na baterię łazienkową...
Normalnie domorosły bajkopisarz....

A tu jeszcze wampirka mamy:




Wróżka Zębuszka w Monsterowie ma etat, bo czwórkę straciła też Monsterówna. Po czym przyłapałam Monsterina walącego sobie klockami we własne uzębienie.
Chciał przyśpieszyć proces....


Archiwum
do Monsterowa tędy