sobota, 31 stycznia 2009
Ośmiolatka



Dorośleje nam córeczka.
Osiem lat!
Chce już być nastolatką (och, nie, co nas czeka!)
My tu myślimy, że mamy w domu dziewczynkę, a tu jak czasem na nas popatrzy KOBIETA, to aż strach się bać.











Typowa poza. Najczęstsza ostatnio.

Niech Ci, córeczko, nigdy nie zabranie lektury!
piątek, 30 stycznia 2009
a ptaszki już śpiewają



- To jest IDEALNA pola na puscanie latawców! - stwierdził przed wyjściem Monsterino

- Mój drogi, teraz jest idealna pora, żeby zrobić siku - zaoponowałam, bo tańczył już od pewnego czasu, ale uparciuch jeden, stwierdził, że absolutnie nie.

Po czym musiałam pomóc mu zmienić gacie, spodnie i nawet koszulkę...

Łatwo nie jest.


Na spacerze szukaliśmy dzieci... w zimie ciężko kogoś spotkać, więc jak już zobaczyliśmy z daleka jakąś dziewczynkę, to...

....





wtorek, 27 stycznia 2009
dzie? ówdzie



- To ja psyniese hełm! -  wykrzyczał Monsterino

Popatrzyliśmy na niego z lekkim zdziwieniem. Przez ostatnie kilkanaście minut to ja wykrzyczałam, przekrzykując monologującego Monsterina, dwa rozdziały Ani z Zielonego Wzgórza. Monster okopał się na lewej flance i zamierzał zachrapać, bo Ania go generalnie nudzi (oprócz tych chwil, kiedy świruje, więc na potrzeby lektury młodocianych, skracam zasadniczo opisy przyrody i przeskakuję do kolejnych wariactw).
Gdy Monsterino nie zaśnie wystarczająco wcześnie, mamy cyrk lektury wieczornej. Bo on, jako ten pies ogrodnika - sam nie słucha, bo już swoje wysłuchał, a i innym słuchać nie da.

- Możesz mówić chwilę szeptem, w innym pokoju na przykład? - proponuję

- Dlacego? - pyta Monsterino z rozbrajająco szczerym uśmiechem - Cecies ja kocham mamcię moją i ce tutaj być blisko!

No, na takie dictum miękną serca i nawet zasłuchana Monsterówna proponuje, żebym
dalej go przekrzykiwała, skoro nie da rady inaczej.

Tak oto rodzi się wymuszacz rodzinny, beniaminek, dzidziuś etatowy, patologia. Co tam sobie skreślić czy podkreślić podwójnie.

A wcześniej wieczorem, Monsterino wypuszczony na dwór biegnie, niczym dziki mustang na wolności.
- Bieganie to wspaniała zabawa! - deklaruje mądrość życiową - I ja tak lubie biegać... i biegać... i biegać... - w końcu staje-  Az się zmęcyłem toseckę i ce na loncki - kończy zadowolony


a że ochotników do dźwigania (go) brak, pogodzony z tym faktem idzie już wolniej, drąc się na całe gardło:

- Chu chu cha, chu chu cha, nasza zima zła!






poniedziałek, 26 stycznia 2009
z powrotem



wśród żywych.

To był zaiste dom kaszlących wariatów przez ten ostatni tydzień.
Ale i czas cudów. Że starsze nie podłapały infekcji, na przykład.
Że Monsterino obroniony inhalacjami, li jedynie, odpukać.

Zabrakło mi pary rąk, by opisać niektóre, podsłuchane w malignie, perełki słowotwórcze.

Monsterino generalnie gada bezustannie, do ludzi przeważnie (włączając swoją skromną osobę), ale z braku towarzystwa rozmawia też z zabawkami, czy z ... kartonem po soku:

- Pusty jesteś jus? Zobacymy, dobla? Tlochę wycęsiemy, moze coś tam jesce jes....

Ciekawe było odkryć, iż zobaczywszy, że nikt za bardzo nie kwapi się, żeby mu pomóc zapaść w drzemkę poobiednią, sam poszedł do pokoju, rozebrał spodnie (nie wiem, po co, ale rozebrał) i zasnął. Zorientowałam się po paru minutach, gdy zbyt duża cisza pognała mnie, by poszukać, co tam kombinuje, skoro nie hałasuje.

A z innej beczki, to coś mi się wydaje, że Monsterowo globalnie przejdzie na wegetarianizm, jako, że z braku mięsa w formie bezkształtnej, zaserwowałam Monsterom pieczone udka. Kurze.

- To są kości! - stwierdził Monster, który przecież niby wszystko je, ale i też szybko się obrzydza

- To są kości kurczaka - uprzedziła mnie Monsterówna, która bardzo lubi kurczaka, szczególnie przypieczoną skórkę, no ale gdy wypowiedziała przy stole nazwę potrawy, zrobiło się straszno.

- Czyli ktoś musiał tego kurczaka zabić, tak? - zapytał Monster i odsunął od siebie talerz - nie będę tego jadł!

Monsterino bez słowa odsunął swój talerz i sięgnął po moją rybę.
Monstery starsze zjadły same ziemniaki z brokułami. Nie mam sumienia zmuszać ich do mięsa, zwłaszcza, że sama myślę, to samo, co one.
Dzień później wybierały na bok, przemycone w lazanii, mięso mielone.
Na następny weekend szukam zatem potraw z soczewicy. Ktoś ma coś sprawdzonego?



czwartek, 22 stycznia 2009
nieczynne do odwołania



Od paru dni w Monsterowie grasuje CÓŚ niedobrego. Roztopy, kryzys globalny, niby-grypa, Obama, czort wie!
Powaliło nas nie po kolei i z wyjątkami, walczymy dzielnie, nie dajemy się, ale roszady, kto z kim, kiedy wyjdzie/przyprowadzi/odprowadzi (w sensie kto mniej chory, bo Monstery starsze uniknęły pandemii, tfu, odpukać i lepiej, żeby przebywały w placówkach edukacyjnych niż z wirusami, choć i tam pomór), i kto w jakim łóżku/pokoju i z kim śpi (w sensie: frakcje kaszlących versus sparkających), są męczące i zajmują dużo czasu.



Zatem, do wiosny, oby!
poniedziałek, 19 stycznia 2009
kostką go



- Zobac, co mam w ręcach! - Monsterino staje przede mną z tajemniczą miną i z rękami założonymi do tyłu.
Sądząc po okrzykach Monstera dochodzącymi z pokoju chłopaków ("Gdzie jest ten głupek!!! Znowu zabrał kostkę!!!) nie ma w rękach laurki na dzień babci.

- Bojem się pilani! - Monsterino mości się na moich kolanach i skrywa się szczelnie pod pachą, bo starszy brat już nadciągał wymachując rękami.

- ODDAWAJ KOSTKĘ!!!! - Monster wypuszcza nosem obłoczki pary. Młody byk na łące. - Mamo, on nie potrafi grać, zrób coś z nim!

Oto nasz bieżący problem. Przejściowy, ale pilny. Monsterino bardzo chce grać w gry planszowe, ale cierpliwości wystarcza mu może na dwa ruchy pionkiem i jeden rzut kostką.
Zresztą, jak sam mawia, powtarzając za Kamyczkiem: "Ja lubiem, zeby zawse była moja kolej"

Tłumaczę Monsterowi po raz kolejny na jakim etapie rozwojowym jest Monsterino, ale oczywiście trudno wymagać, żeby go to obchodziło. Zatem gramy na dwie gry: ja z Monsterem w piranie, obok pomagam Monsterinowi ułożyć puzzle. Co jakiś czas jednak Monsterino ładuje się obok atakujących piranii i zabiera nam, a to kulkę z rybką, a to kostkę.

- Nie bój się lybko! - peroruje - Ta gloźna pilania jest tylko na zdjeńciu!

Jakoś docieramy na szczęśliwego (dla Monstera) końca gry.
Na stół wjeżdząją bierki - ulubiona gra Monstera, bo zawsze wygrywa. Monsterówna u Stasi, więc nie będzie jęczeć, że przegrała, a ja pojęczę tylko na pokaz.
Jest jednak jeszcze Monsterino.

- Ja ce się bawić glabkami! - oznajmia i wyciąga spod stosu bierek jeden z trójzębów
Monster zgrzyta zębami, a ręce oponowuje wyłącznie dlatego, że siedzę obok.

W końcu młodzież zajmuje się każdy swoim naręczem klocków. Monsterino buduje z dużych, Monster chroni przed nim swoje małe.
Monsterinowi buzia się nie zamyka.
- Zobac, ja tutaj buduję WIELOBALWNĄ wiezę, mamusiu!
Rośnie wieża większa od Monsterina, na końcu, już wysiłkiem i na palcach nakłada skośny klocek.
- A to będzie dasek, zeby na dziecko nie padał desc... i jak zapadnie zmlok.... (i tu się Monsterino zamyślił)

- No, gotowe! - otrzepał ręce - Zbudowałem świetny zamek dla dinozaula! - stwierdza z dumą, a ja napomykam przy okazji,że Monsterino jest pierwszym z Monsterów, który mówi od początku "dinozaur,a  nie dinozarł", musiał się wcześnie osłuchać...

- A telaz mi powiedz, mamusiu, dzie mozna schować moją wieze?

- Może położyć pod łóżkiem! - proponuje z drugiego końca pokoju Monster. Wcale nie złośliwie...



piątek, 16 stycznia 2009
humor toaletowy niestety



Monsterino nadal niestety nie opanował nocnikowo defekacji, zatem co jakiś czas (bardzo nieregularnie, co też nie pomaga), mamy śmierdzące zajęcie.

Światełkiem w tunelu jest to, że przynajmniej zauważa, że coś się stało i że biegnie jednak do kibelka.

Wczoraj wypadek zdarzył się w czasie prawie kąpielowym, więc zaproponowałam, że już nie będziemy zmieniać gaci, tylko dłużej pobawi się w wannie.

- Z kupą? – pyta Monsterino autentycznie zainteresowany

- Niee, no co ty! – wzdrygam się

- Aaaa – kiwa głową ze zrozumieniem – Kupa będzie bawić się sama!





No pewnie. Na ściekowej zjeżdżalni...

czwartek, 15 stycznia 2009
wykorzystani



- Mamusiu - Monsterino przyszedł do mnie do kuchni i pociągnął za spodnie - chodź, zobacyć, Gajusia nie ce się ze mną bawić - poskarżył się

Oderwałam się od produktów na ciasto, zadysponowałam obieranie marchwi przez Monstera i poszłam zobaczyć, cóż to za kataklizm nastał, że Monsterówna nie chce się ze swoim ulubionym bratem bawić.

Monsterówna siedziała, owszem, na dywanie, nawet obok palmy zbudowanej przez Monsterina...



...ale czytała swoją książkę.
Podniosła na mnie wzrok mówiący "aleosochodzi" i wyszło na to, że zagrać w małpki muszę ja.

- To skończ rozdział, ale potem cię proszę o obranie dwóch marchwi - zaproponowałam

- Po co? - burknęła Monsterówna

- Na ciasto marchewkowe na jutro do przedszkola - wyjaśniłam

- Jak dla Roberta, to niech on obiera - obruszyła się Monsterówna

- Już obiera, myślałam, że też chcesz kawałek ciasta do szkoły - zagrałam chytrze

- No, dobra - Monsterówna łaskawie się ruszyła - ale czy to nie ty powinnaś upiec ciasto, a nie dzieci? - zapytała z głupia frant

- JA ce piec ciasto! - Monsterino wyprzedził Monsterównę w drodze do kuchni i rzucił się po mikser - Do plądu ceba włącyć, ja będę tsymać!

- Ja chcę trzymać! - zaperzył się Monster nad stertą obranych marchewek, więc okazało się ostatecznie, że pomoc Monsterówny jest zbędna

Zatem Monsterówna zakwitła nad lekturą, a chłopaki upiekły ciasto na przedszkolny dzień babci. ( w międzyczasie trzeba było przebrać Monsterina z góry na dół, bo raz, że oblał się wodą, a dwa nie zdążył do kibelka)



Natomiast Monsterówna z wielkim oporem poszła dokonać wieczornych ablucji i znowu zastygła.
Tylko czemu u chłopaków w pokoju, tego nie wyjawiła.
Bo na pewno nie z powodu lepszego tam światła.



A na koniec się jeszcze na mnie obraziła, że nakazuję jej pójść spać, skoro ona jeszcze nie skończyła czytać. (a do końca książki jakoś 1/4 jej została...)
środa, 14 stycznia 2009
wciągnięci



Myjemy zęby.
Monsterino myje moje, ja jego. Taka faza, po fazie szczoteczki elektrycznej, pokazywania ząbków w lustrze, śpiewania o szczotce, hej szczoteczce i innych cyrkach.

Zatem trzymam paszczę rozdziawioną, a Monsterino komenderuje:
- Telaz umyję gólne zęby, więc otwós sezej!
- Dobla. Telaz zlób jak wilki! - szoruje mi przednie
- I natychmiast wypluj! No, jus!

Ja w tym samym czasie usiłuję dotrzeć do zakamarków jego paszczy, co nie jest łatwe, bo nie da się jednocześnie trzymać buzi szeroko otwartej i gadać.

Monsterówna obserwując nasze zmagania zauważa:
- Wiesz, Teoś to ma bardzo dobrą pamięć, bo on mówi dokładnie to, co ty zawsze do niego!

Może niekoniecznie każę mu pluć NATYCHMIAST...ale reszta poleceń, no, cóż, zgadza się.

Monster pięknie zaprezentował się w Jasełkach dla przedszkolaków, potem dla rodziców, teraz ("Już na szczęście ostatni raz, nie wytrzymam, mam już dosyć tych występów!") będzie przedstawienie dla babć i dziadków.
Monsterówna znowu zła, bo w tym roku jej klasa Jasełek nie wystawiała.
Ale za to ma dzisiaj bal, choć tak naprawdę wolałaby siedzieć w domu i czytać książkę.
Wciągnęło ją, na serio ją wciągnęło - kolejną książkę z biblioteki czyta rano, popołudniu, czyta przed zaśnięciem, nawet wybiera książkę zamiast bajki w tv. Ba! naciąga mnie, żeby nie wyłączać jej wieczorem światła, bo "tylko jeszcze jeden, krótki rozdział, jeszcze jedna strona, jeszcze parę słów do końca kartki".
Opiera się do dwudziestej drugiej, a potem rano jest dramat ze wstawaniem.
Kogoś mi to przypomina...tylko czekać, jak będzie się z rańca posiłkować podwójną kawą, bo zarwała noc na lekturę.... ha! skąd ja to znam...

A i muszę napomknąć, jak bardzo mnie wzrusza, że wystarczyło parę dni, żeby  bobas z pieluchą między nogami przeobraził się w małego chłopca, który przerywa zabawę, żeby pogalopować na nocnik, który SAM ubiera gacie "jedna noga w jedną dziulę, duga noga w dugą dziulę, a metka dzie?".
I ile jest niebezpieczeństw na tej drodze: można nie dolecieć i spóźnić się o parę centymetrów, można nie zdążyć zdjąć gaci, albo siusiak czasem płata figle i wyskakuje zza nocnikowej ścianki i obsikuje ubranie. Albo przy wylewaniu zawartości do kibelka można się potknąć...
Ale ogólnie - zupełnie nowa jakość.



poniedziałek, 12 stycznia 2009
i już


To był czwartek, chyba, gdy Monsterino rano stwierdził, że nie chce już nosić pieluchy.
Pisałam już nie raz, jak to Monsterino wielu rzeczy ostatnio bardzo nie chce lub szalenie i natychmiast chce, ale akurat z pieluchą oczywiście zgadzaliśmy się z nim (choć na wszelki wypadek, by nie zrobił klasycznie na przekór, nie pokazaliśmy po sobie, jak bardzo się z nim zgadzamy). W trakcie dnia Monstertata donosił, że Monsterino nareszcie odczuwa dyskomfort podczas wypadków.
To była nowość, bo przecież o to chodziło dotychczas, że zsikane gacie miał w pompie.
W piątek nareszcie dał się namówić do siadania na nocniku, gdy przestępował z nogi na nogę i widać było, że na coś się zanosi (kolejna nowość w zachowaniu: wcześniej po prostu leciało mu zgodnie z grawitacją). Sukcesy miał częściowe.
W weekend było coraz lepiej.
Dzisiaj wstał rano z suchą pieluchą i dokonał aktu mikcji w odpowiednim miejscu.
To jednak jest prawda, że do clue odpieluchowywania to dojrzałość dziecka.
Znaczy się: dojrzał. (choć z defekacją nie jest jeszcze tak różowo. Ale, na Boga, dajmy mu czas!)


sobota, 10 stycznia 2009
triumf



Krótko, a treściwie, bo roboty huk i końca nie widać

Tym razem na zawodach triumfował Monster. Przed zawodami zadał niewinne pytanie, czy jeszcze coś się dostaje, czy TYLKO medal. Napomknęłam o nagrodach dla najszybszych.

To jak się się zawziął



To płynął tak szybko...



że najszybciej w swoim roczniku



- Wiesz mamo, ja mam już DAWNO za małe kapcie na basen!
- Widzę, synu, ZUPEŁNIE wcześniej nie zauważyłam! (biedne dziecko z wielodzietnej rodziny)

Monsterówna ze swojego pływania była zadowolona



dopóki się nie okazało, że raczej na nagrodę nie ma szans
mały dramat zaczął się już w szatni i w zasadzie cały wieczór już miała do kitu.
malutkie pocieszenie, że kolejne zawody już w czerwcu....

jutro będzie o triumfie Monsterina, ale na razie zmykam konserwować powierzchnie płaskie...
środa, 07 stycznia 2009
czupurki



- Jesteś GUPI!
- Ty jesteś gupi!
- Gupi blat!
- Ty głupi brat!

trzask, bum, brzdęk, ryk.

łubudu.

cisza.
podejrzana cisza.

skradam się, żeby zobaczyć, czy padli po walce, czy może duszą się nawzajem.

- To pościgamy się telaz autami? - pada zanim docieram do pokoju
- No pewnie - odpowiada Monster, jak gdyby nigdy nic

Koguty dwa. Czasem trzy. Biją się, drapią (szczególnie Młodszy - Monster ma rozorane ramię, Monsterówna szramę na policzku). Potem rozejm i potrafią zatracić się we wspólnej zabawie.
do czasu.

Monsterówna tymczasem odwiedziła szkolną bibliotekę i odkryła serię: "czytamy bez mamy". No to jak bez mamy, to bez mamy. I czyta. Normalną książkę z dużą ilością treści i małą ilością obrazków (bo wcześniej czytała tylko, oprócz czytanek, krótkie książeczki Monsterinowi). Na początku bała się, że nie zdąży skończyć przed upływem dwóch tygodni, a na tyle można wypożyczać, ale gdy sama zobaczyła, jak jej szybko idzie, to napompowała się dumą i teraz czuje się "jak drugoklasistka, która już bardzo dobrze czyta".
Aż miło popatrzeć (posłuchać już się nie da, bo czyta po cichu, dorośle, ech!)

***

Monsterino bawi się w lekarza.
Obadał mnie już dokładnie, teraz podchodzi do mnie z syropem.
- To twój sylopek, specjalnie dla ciebie kupiłem! - oznajmia
- Nie chcę! - postanawiam dać odczuć Monsterinowi, jak jest po drugiej stronie barykady
- Zjedź, plosę, plosę, plissss... dobly sylopek - ćwierka
- NIE, NIE, NIE, nie lubię syropków - wczuwam się w rolę
- Ale musis, bo jesteś chola! Dam ci cukielecka! - przekonuje
- Nie chce cukiereczka! - daję czadu
- Nie, to nie, musis to wypić i koniec! - Monsterino też się wczuł w rolę - OTWIERAJ PASCĘ!




poniedziałek, 05 stycznia 2009
i komu to przeszkadzało...


- Mamuśku, mamusiu, nie idź do placy! - Monsterino wskoczył mi na klatę i wtulił się w policzek - jesteś taka przytulna! - wymruczał - i mięciutka!

Rano spodziewałam się większych fochów, a nie było tak źle. Monster już nie mógł się doczekać i od paru dni trzymał w przedpokoju spakowany plecak. Nawet o pracy domowej nie zapomniał. Monsterówna trochę gorzej, nie za bardzo chciała się pakować, ale mimo wszystko pilnie ćwiczyła czytanie, pisanie i granie na flecie.

Ale że do dobrego łatwo się przyzwyczaić, więc Monstery szybko oznaczyły w kalendarzu ferie i teraz skreślają dni, niczym na ścianie więzienia.

Mogłoby trochę jeszcze śniegu dopadać, bo Monstery wykorzystały większość z tego spadniętego do ogrodu.








Tak się długo czaił, aż w końcu wsypał mi śnieg za kołnierz, fąfel jeden!



Monsterino natomiast zgromadził arsenał i ma.



A tu instrukcja robienia aniołków, albo orłów, jak kto woli:



czwartek, 01 stycznia 2009
literalnie



- Dlaczego ty znowu czytasz i ciągle TYLKO leżysz w łóżku? - rozczochrana, ale ubrana Monsterówna przyczłapała do sypialni

W myślach zmięłam najprostszy argument, że są święta, należy mi się, i te de, i te pe, tylko bąknęłam, że wprawdzie owszem, czytam, ale śniadanie jest przygotowane i że bardzo fajnie, że się ubrała, a jedynie mogłaby ogarnąć włosy.

- Nieee! - ryknęła - Ja to chcę wreszcie zjeść Z KIMŚ śniadanie! I nie będę się czesać, bo mam dzisiaj dzień CZAROWNICY!  - obróciła się nie pięcie i wyszła

(oczywiście walczyłam ze sobą, czy aby spełnić zachciankę księżniczki, czy dalej miło wylegiwać się pod kołdrą, ale w międzyczasie Monsterino zaświergotał: Gajusiu, moja kochana Gajusiu, co tutaj tak smakowicie pachnie!  I udobruchana Monsterówna poszła uzupełnić braki kalorii)

Co do uczesania, to konsekwentnie nie zmieniła zdania:



Monster stwierdził natomiast, że jemu najlepiej w stroju kościotrupa, zatem kalorii, przynajmniej tych śniadaniowych, nie zamierza przyjmować.



Monsterino też ma swoje zasady. Teraz jest etap "Ja SAM", choć oczywiście nadal ta zasada nie obejmuje  nocnika.

- Czy ty jesteś niemowlaczek, że nadal chcesz sikać do pieluchy? - pytam, jak mi się wydaje, chytrze

- TAAAK! - rozjaśnia się pyszczek w uśmiechu - ja jestem niemowlacek kochany mamusi! - i przytula się ściśle

W ramach rozrywek świątecznych, tym razem wyciągnęłam na stół bierki.
Zły pomysł, bardzo zły pomysł.
Po dwóch, przegranych z Monsterem, razach Monsterówna wybuchła płaczem.
Po weryfikacji zasad gry (bo nie pamiętałam, że jak się nie potrąci, to ciągnie się dalej do potrącenia i powiedziałam Monsterom, że ciągnie się po kolei, chyba, że oczywiście poruszy się bierkę), w ryk wpadł Monster, bo coś mu nie wyszło i gra w bierki została odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość.

A potem Monstery zobaczyły przez okno szron na trawie i stwierdziły, że natychmiast ulepią bałwana.



... czego sie nie udało, o dziwo, uczynić..
Ale okazało się, że zamarznięte kałuże są idealne do tracenia równowagi i lądowania na pupie.
I tacy byli przy tym zadowoleni! (może to świadczy o dużej wytrzymałości dzięcięcych tyłków, wbrew kampanii "nie bij!")



A wracając do czytania, musiałam odłożyć na wyższą półkę niektóre Maksy, bo za często używa się w nich przymiotnika "głupi" i teraz jest to pierwszy argument Monsterina w każdej dyskusji.
Natomiast, co do jednego z moich ostatnich czytadeł, to  tekst Idy ze "Sprężyny" Musierowicz przeczytałam z ukontentowaniem i nie zawaham się go użyć przy najbliższej okazji:
"Jestem matką trójki dzieci i kobietą pracującą. Ja po prostu nie mam czasu na te twoje fochy. Wybacz."

Zaraz sobie te słowa wyhaftuję na sztandarze.



Archiwum
do Monsterowa tędy