niedziela, 25 czerwca 2017
lepszego początku wakacji nie można było sobie wymyślić

 

 

Świętowanie lata zaczęliśmy właściwie w czwartek wieczorem na uroczystym zakończeniu gimnazjum.

Były wzruszenia, dużo radości, zwłaszcza, gdy uczniowie odczytywali fraszki na nauczycieli, niektóre wybitnie udane. Monsterówna dostała GIM'a, czyli gimnazjową statuetkę w kategorii sport, wreszcie została doceniona i zauważona.Reszta bez zaskoczeń - świetne wyniki z testu, świadectwo z samymi piątkami i szóstkami - zapracowała sobie na ten sukces.

W piątek pojechała złożyć wszystkie świadectwa, dyplomy i zaświadczenia do liceum. Wiemy już, że do IB się nie dostanie, bo tworzą jedną klasę z samych laureatów, ale to po jej myśli, bo w sumie okazało się, że wcale nie była do tej nauki taka chętna.

Do której klasy dostanie się ostatecznie, będzie wiadomo w połowie lipca.

Monstera świadectwo do końca było niepewne, ale i on jakieś dodatkowe sprawdziany napisał, projekty przedstawił i czerwony pasek jest.

Monsterino z kolei czerwony pasek miał w kieszeni - u niego sprawa była bardziej honorowa - najstarsze Monstery miał w każdym roku podstawówki tytuł prymusa, czyli średnią powyżej 5,0, a jemu w zeszłym roku zabrakło 0,10. W tym się tak spiął, że poszybował z dużym okładem.

Na zakończeniu u Monsterina też miałam być kosztem zamykania miesiąca po nocach, bo Monsterino brał udział w przedstawieniu, a ponadto śpiewał w chórze (jego odkryta w połowie roku pasja). Śpiew z dnia matki (psalm Piotra Rubika) był tak pompatyczny, że niestety zbyt trzęsie mi się ręka ze śmiechu, by to opublikować, ale na jedną zwrotkę wakacyjnej piosenki się skuszę.

 

 

Natomiast największym zaskoczeniem były zawody akrobatyczne. Monsterino tak się bronił, żeby jakiekolwiek postępy w tym kierunku robić, powiedział, że absolutnie nie mam się pokazywać na zawodach - on na nie idzie, bo musi, a tu nagle dzwoni: szybko, szybko, przyjeżdżaj, bo za 10 minut dekoracja, mam brąz!

Taki ten nasz Monsterino jest. Teraz znowu mu się akro podoba.... do czasu pierwszej trudności w nowym elemencie.

 

 W tym samym czasie Monster pocił się podczas meczy badmintona, który jest teraz dla niego najważniejszym sportem świata. No i wstydu nie było, jak to ocenił Monstertata. Grał z graczami, którzy ładnych kilka lat trenują, a i tak zajął czwarte miejsce. Od nowego roku będzie w klubie. Jedyny minus, że te kluby, w których może grać i nie zbankrutujemy z tego powodu, są daleko od nas.(co najmniej godzinę drogi komunikacją miejską, samochodem też by tyle zajęło, gdybyśmy byli helikopterowymi rodzicami). Monsterowi to na szczęście nie przeszkadza - mówi, że śpi w autobusie w czasie drogi, albo książkę czyta.

Rekreacyjne łupanie ojca z synem weszło na wyższy poziom profesjonalizmu, zwłaszcza, że i Monstertata trenuje.

Ale to wszystko mało, jeśli chodzi o sobotnią aktywność fizyczną Monsterów. Podsumowując: od samego rana Monsterino był na zawodach akro, a Monster na turnieju badmintona, z którego przyjechał ledwo żywy. Monsterówna wyjątkowo lajtowo tylko w parku linowym była...

Wieczorem zaś wszyscy, prócz Monsterunia, który tym razem tylko w wózku zaległ, biegliśmy w Nocnym Biegu Świętojańskim. Chłopcy wprawdzie uprzedzali, że nie dadzą rady, ale Monsterino jak wyrwał do przodu to kolejny brązowy medal zdobył. Plus puchar, a puchary to on uwielbia, jak sam przyznał.

Jak się dobrze przyjrzycie, to na wielkim pniu w tle siedzi Monstertata i fil(m)uje z góry.

Monsterino biegł na 800 m, Monster, nie czując nóg, dał radę na 1500m,  a Monsterówna, pierwszy raz biegła już w biegu głównym - na 4,3 km. Ustawiła się w strefie czasowej ze mną, choć mówiłam jej, by do  przodu się przepchnęła, bo ja sobie będę spokojnie z wózkiem dreptać, a ona w tym tłumie będzie musiała wyprzedzać.

- Ja lubię wyprzedzać - skwitowała. I tak też zrobiła.

Nie muszę dopisywać, że była pierwsza w kategorii 16-19 lat? Z czasem 22:22. Ja dokulałam Monsterunia 5 minut później.

Monstertata biegł na 10 km i choć nie pobił życiówki, to i tak w swojej kategorii był trzeci.

To już wiadomo, po kim Monstery mają tak szybko przebierające kończyny.

*

Na tym dzień się nie skończył.

Przyjechaliśmy znad jeziora, przebraliśmy się, Monsterunia wrzuciliśmy dziadkom do usypiania i pognaliśmy na koncert - finał wzgardzonego przez obecną władzę festiwalu Malta.

Koncert Laibach  z orkiestrą symfoniczną, z chórem! W centrum miasta, koło przejeżdżających ekspresów w stronę morza lub stolicy - był genialny!

I gdy najpierw zagrali patetycznie Hymn Unii Europejskiej, a zaraz potem Europe is falling apart

to ciarki przechodziły po plecach.

Po Barbarians are coming ... and now you will pay miałam ochotę od razu zacząć działać na rzecz uchodźców.

Mocny, poruszający koncert.

*

Po koncercie Monstertata spakował rowery starszych Monsterów i zawiózł ich do leśnej głuszy.

MMS'a z pozdrowieniami dostałam o 4:47. Wariaci!


wtorek, 13 czerwca 2017
Jedenastolatek

 

11 lat temu to też był wtorek:) Monsterino wyskoczył, sam odkasłał wydzielinę i nawet nie zapłakał. Tak mu zostało na długo - zadowolony był. Z naciskiem na był.

Obecnie Monsterino to nastolatek pełną gębą. I nie chodzi tu o jego generalnie większy od starszego, anorektycznego brata, rozmiar.

Człowiek wielu twarzy. Tak naprawdę od pewnego czasu miota się w nim wiele istnień. I mam nadzieję, że miota, a nie że celowo i perfidnie wykorzystuje i rozgrywa nas swoimi humorami. Bo to by było dopiero przerażające.

Monsterino to człowiek uzależniony od technologii. A ponieważ nadal stoimy na stanowisku, że przywiązanie do urządzeń elektronicznych nie jest tylko właściwe i pożądane, ale i niebezpieczne, to nadal nadzorujemy i ograniczamy to uzależnienie. Choć to zabawa w kotka i myszkę.

To samo dotyczy słodyczy. Jak już nie kupuję, to teraz znajduję papierki po batonikach pod szafą i łóżkiem, kupione z kieszonkowego...

Z dobrych strony Monsterina, to prymusem jest. Nauka mu idzie w miarę lekko, naprawdę nie siedzi nad książkami, a średnią powyżej 5 ma. I w tym roku nawet nie przeglądam mu zeszytów (bo mnie odrzucają jego bazgroły), a i przepytywać czasu za bardzo nie mam, więc sam musi kontrolować, co i na kiedy. I daje radę. Ogarnia;)

 

Poza tym wciąż gra w piłkę,

 

natomiast w akrobatyce nie ma żadnych ambicji, więc w tym roku nawet na obóz letni nie jedzie. Odkąd przestałam go na angielski z native'm naciskać, to chodzi na angielski w domu kultury i według niego więcej się uczy. Na pewno, skoro sam z siebie, a nie pod przymusem.

Ciężki czas przeżywamy zatem z naszym jedenastolatkiem i bardzo mocno życzyłabym sobie i jemu, by ten ciężki czas szybko minął i nareszcie z kokona wychynął piękny motyl.

Bo jestem bliska wyjścia z siebie, a monstertata czyni to prawie codziennie.

A taki mamusiny syneczek był....

(bywają momenty, gdy nadal jest)

czwartek, 01 czerwca 2017
ciu-ciu-ciu moje słoneczka najsłodsze, aniołeczki najdroższe

 

Daleka jestem od słodko-pierdzącego oglądu na macierzyństwo. Być może zdarzyły mi się w przeszłości takie MOMENTY, no i teraz przy Monsteruniu naprawdę trudno pozostać surową matką, jako że nasza maskotka (bardzo trafne określenie - zemści się na nas takie jego traktowanie, ale nie widzę alternatywy) jest w cudownym wieku.

Starsze Monstery mają swoje dni lepsze i gorsze, za to Monsterino ostatnimi czasy trwale po ciemnej stronie mocy się znajduje. Lledwo wczoraj od nieodpowiedzialnych kretynów go wyzwałam, co przeczy WSZYSTKIM PORADNIKOM I KURSOM, które przeczytałam i przeszłam. Nigdy w życiu nie powinnam tego była robić, ale widocznie potrzebuję wakacji, odpoczynku od niego i szkoły, bo mi żyłka pęknie.

Rozumiem, że facet dojrzewa i jest ciężko.

Ale kto nie ma ciężko, niech się cieszy i nie wychyla, bo fortuna kołem się toczy.

Po raz kolejny, ba - codziennie -  trzeba powtarzać to samo: odnośnie sprzątania po sobie oraz w sprawie treningu, na który musi zaraz wyjść, by zdążyć, a na który nie wychodzi, bo nie wiadomo, dlaczego. Czy chce dalej tę piłkę trenować czy nie, niemożliwością jest się dowiedzieć.

No i należy przed nim CHOWAĆ i HASŁOWAĆ wszelkie urządzenia z ekranikami (dotyczy to także - i tu muszę przestrzec Monsterbabcię przed wakacjami - najstarszych modeli telefonów, które mają li jedynie grę typu wąż. Też się nada). Wprost mówi, że owszem, jest uzależniony. I co zrobisz takiemu? Uzależnienie to choroba.

Zatem zanim odwyk wakacyjny nastąpi, jeszcze parę prac niestety trzeba wykonać na komputerze, a przy tym, jeśli nie stoi się bezpośrednio nad nim, zawsze możliwe są prace równoległe na innych otwartych oknach. Multitasking ma opanowany, to trzeba przyznać.

 

A właściwie, czego ja wymagam od młodzieży.

Nienajkrótsza anegdotka z pracy.

Przyjmujemy na stanowisko instalator-monter. Do przyuczenia, wykształcenie techniczne średnie się nada, przez rozmowy przechodzi dwudziestolatek, który ledwo technikum kończy, ale bystry jest, proponują mu pracę. Chłopak ledwo 4 lata od Monsterówny starszy, dzieci już zaczynają pracować, zgroza!

W każdym razie prosimy go o dane, wystawiamy skierowanie na badania, ma przyjechać odebrać.

Nie można się do niego dodzwonić.

W dniu badań dzwoni, że zgubił telefon, ale już ma nową kartę i czy można przesunąć badania, bo on nie ma jak dojechać (20 km do firmy z domu). Zdarza się.

W cv ma mistrza w taekwondo, więc myślę, że na rowerze mógłby, no ale cóż. Może nie chce się spocić.

Pytamy, jak będzie dojeżdżać do pracy, bo na rozmowie to nie był dla niego problem.

Otóż rodzice go będą "wyrzucać", bo sami jeżdżą.

Ok.

Ostatecznie godzinę przed badaniami (niech pan niczego nie je, bo badania krwi - tylko zjadłem na śniadanie kanapkę z szynką) zajeżdża z ..... dziadkiem.

Dziadek tarabani się do dyrektora chcąc jeszcze o warunkach pracy porozmawiać.

Dyrektor wyprasza dziadka, mówiąc, że wnuk jest pełnoletni i to z nim jest podpisywana umowa.

Wręczone przez nas skierowanie i ankietę personalną dziadek wyrywa z rąk młodzieńca.

Czarno widzę przyszłość takiego pracownika i naszą z takim pracownikiem.

Ma przyjechać z badaniami podpisać umowę.

Ostatecznie nie stawia się na badaniach i nie odbiera telefonu.

Dyrektor podejmuje decyzję, że nie będzie rozmawiać z rocznikami powyżej 91, ale chyba generalizuje...

wtorek, 30 maja 2017
nagły wzrost okularników w rodzinie oraz inne wpadki w rodzinie wielodzietnej

 

Dobijała się do nas szkolna pani pielęgniarka, bo się w ostatnich miesiącach wzrok Monsterina pogorszył, a my nic z tym nie zrobiliśmy.

Ups. Problem wielodzietnej rodziny - może coś tam umknąć. A że nie skarżył się Monsterino na bieżąco, to się o wizycie u okulisty zapomniało.

Aż nadszedł ten wiekopomny dzień, który ukazał, że monsterdziadek nie tylko Monsterównie przekazał swoją wadę... Monsterino ma taką samą, tylko głębszą. A już myśleliśmy, że możemy winę na komputer zwalić, a tu nic z tego: znowu winny jest dziadek...

Teraz musimy się wybrać do optyka. Choć Monsterino lepszy na zakupach od Monsterówny (uwaga  - udało nam się kupić suknię na bal oraz parę podstawowych ciuchów w ciągu dwóch godzin! chyba doprowadzamy zakupy do perfekcji - aczkolwiek Monsterunia zostawiłyśmy w domu)

to już mi cierpnie skóra na myśl o ponownym odwiedzeniu centrum handlowego. No, co ja poradzę, gdy nie lubię.

A tymczasem zupełnie zapomnieliśmy, że pylą trawy i Monster w zasadzie nie powinien żadnych aktywności sportowych na zewnątrz wykonywać, a tu w jeden weekend biegł w Color Run (5 km plus dobiegnięcie do i z mety, razem spokojnie pod 10 km),

 

a potem jeszcze w Tarnowie Podgórnym w ramach Biegu Lwa machnął 2 km.

I padł.

Pani doktor potępiła spojrzeniem Monstertatę, ale na naszą obronę muszę przyznać, że dzięki odczulaniu naprawdę już zapomnieliśmy o alergii Monstera. Już prawie w ogóle nie ma ataków.

Prawie było w zeszły weekend. Teraz już jest dobrze.

Wracając do Monsterina - on też biegł, i tu i tam. My się tylko z Monsteruniem wymiksowaliśmy w tym roku.

 Z innych nieszczęść, to Monsterówna zgubiła Pekę i kartę bankową, bo jej się z ogrodniczek wysunęły.

Na szczęście kartę udało się zablokować, zanim ktoś odkrył, że można płacić dotykowo, a zanim duplikat peki dostanie, niestety rowerem do szkoły dojeżdżać będzie musiała. Wiem, wiem - nie wypada i koszmar.

I gdyby nie była w rodzinie wielodzietnej, to by się ją pod szkołę podwoziło.

Nie wiem. Może. Tylko po co takie gdybanie.

piątek, 19 maja 2017
maj miesiącem rekrutacji

 

Niepostrzeżenie nadszedł maj i panika, bo Monsterówna nadal niezdecydowana, które liceum (chociaż tyle, że liceum, a nie szkołę zawodową) wybrać.

W tym roku wielkimi bukwami na stronie rekrutacji wytłuścili, że nie ma możliwości zmiany szkoły po złożeniu wniosku, więc tym bardziej blady strach na nią padł.

No bo koniec: jak wybierze, tak będzie.

Złośliwie czyniłam przytyki, że ewentualnie może poczekać, jak wszyscy inni wybiorą i brać, co zostanie, ale nie wzięła tego sposobu na poważnie, nie wiedzieć, czemu.

Metodą eliminacji negatywnej (bo sobie pozwiedzała szkoły na dniach otwartych i targach) wybrała dwa licea. Trener byłby zadowolony, gdyby do pierwszego się dostała, bo najbliżej i jest szansa, że będzie lądować na sali nie zawsze ostatnia, jak dotąd.

Rekrutacja odbywa się on line, ale wypełniony i wydrukowany wniosek, podpisany przez oboje rodziców, musi zostać złożony w szkole pierwszego wyboru. W przeźroczystej koszulce:) Wtedy dopiero jest zatwierdzony! Cudowne połączenie nowoczesności z tradycją. Pani w sekretariacie jak zwykle rules.

Do klas dwujęzycznych i IB nabór kończył się wczoraj. No i kiedy Monsterówna złożyła podanie?

I tu Was zaskoczę

- o nie, nie 10 minut przed zamknięciem sekretariatu, nie.

Rano.

Zadzwoniła do mnie, żeby poinformować, że zdążyła.

Specjalnie do szkoły swojej obecnej nie poszła, żeby zdążyć.

To się nazywa: poświęcenie dla rekrutacji.

Do IB ma egzamin w weekend, szanse marne, bo dzikie tłumy - 3 osoby na miejsce, a laureaci w olimpiadach, którymi Monsterówna nie jest, mają pierwszeństwo. Jedynie na wielodzietność oraz punkty za osiągnięcia sportowe w dwóch dyscyplinach ma (bo i biegi w lidze gimnazjalistów jej pięknie wyszły - dostała brąz na 1000m).

Ale ponieważ do końca przekonana do IB nie jest, żałować nie będzie. W kolejności następnej wybrała jednak biol-chem, a na końcu mat-geo i mat-fiz.

Jakby się nie wydarzyło, będzie dobrze. Uwielbiam jej podejście do życia!

piątek, 05 maja 2017
lepiej nie sugerować się prognozą pogody

 

Prawie dwa dni zajął Monstertacie generalny przegląd naszej floty rowerowej. A później dobrych parę godzin pakowaliśmy monsterautobus: trzy rowery na bagażniku, dwa wewnątrz, a jeszcze przyczepka w kufrze. Teraz mamy to opanowane i wracając poszło nam szybciej.

Wbrew prognozom pogody mieliśmy fantastycznie - choć chłodno, ale słonecznie. Monstery odpuściły sprzeczki, mają doskonałą kondycję, więc tylko pytały - ile kilometrów i dawały na maksa do przodu. Ja ledwo nadążałam w ogonie.

 

Odetchnęliśmy, uśmiechnęliśmy się, przydał się nam wszystkim taki głęboki oddech

piątek, 28 kwietnia 2017
punkty zwrotne, albo zapalne

 

Monsterówna zaczęła mieć żołądkowe przeboje, więc po kilku wizytach u pani gastroenterolog i kuracji antybiotykowej, rozpoczęła życie na diecie eliminacyjnej. Bez laktozy i glutenu. Jest trochę lepiej, ale na pewno mozolnie, jeśli chodzi o komponowanie posiłków. Zresztą dieta nastolatków to temat na osobny wpis.

Monsterówna ma ciągłe pretensje, że za mało zajmujemy się jej problemem i że pichcenie kukurydzianych naleśników czy owsianych placuszków zajmuje mnóstwo czasu. Nie biorę skarg do siebie, ja mam minimum czasu dobowego do niepracowej egzystencji i w żadnym scenariuszu w wolnym czasie nie gotuję.

Zazwyczaj wychodzę z domu tak wcześnie, że prawie cała ekipa jeszcze śpi, ale dzisiaj, w związku z pakowaniem się na majówkę, postanowiłam pracować z domu. No i zobaczyłam, jak to Monsterówna czyta książkę przegryzając jogurtem (bez laktozy) jeszcze o 7:30 i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że to moja wina, iż skończyło się właśnie jej mleko i że MUSI CHYBA ZJEŚĆ DZISIAJ OBIAD W SZKOLE (zgroza!).

To nic, bo o 7:30 Monster przewracał się na drugi bok, gdy zdziwiona poszłam zrobić przegląd ciuchów do prania. 

Okazało się, że on wstaje o 7:35 i od razu leci na tramwaj. Czyli nasze napominania o śniadaniu, jako najważniejszym posiłku dnia ma w głębokim poważaniu. On nie jest rano głodny.

Rzeczy do prania też nie ma w koszu na brudy za dużo, ale zlokalizowałam już dwie, interesujące sterty - jedną na środku pokoju Monsterówny, drugą przy komodzie Monstera.

Może to jest odpowiedź. No nic - w lesie, wśród błota i może śniegu, lekko przechodzone rzeczy będą ok.

Ja ze swojej strony zapakuję wszystkim czapki i szaliki. A na rowery jedziemy, nie na narty.

 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017
sama radość

 

- Jak odbieram Monsterunia ze żłobka, to go pani Karolina zawsze ulizuje - skarżę się Monsterównie

- A ile razy go odebrałaś? Dwa? A już mówisz, że zawsze - strofuje mnie Monsterówna

****

Późny wieczór, ciemno i zimno, ja już udaję się do sypialni, a tu widzę, że Monster szykuje się do wyjścia.

 

- Dokąd idziesz? - pytam wcale nie agresywnie

- A co, nie pozwolisz mi? - napada na mnie Monster

- Pozwolę, tylko chcę wiedzieć, dokąd idziesz i na jak długo?

- Po co?

- Żeby wiedzieć, co powiedzieć policji, jak nie będziesz za długo wracać - tłumaczę

Monster przewraca oczami, oczywiście nie dotrzymuje czasu powrotu, jeździ rowerem po nocach w parku, bo wtedy nie ma ludzi wokół i pewnie może szaleć po górkach. Nie wiem.

Z nastolatkami jest wesoło.

Wiecznie trzeba się albo im tłumaczyć, jeśli czegokolwiek się od nich chce. I obrażają się pasjami.

Ale z drugiej strony lazagne zrobią, dziecko przypilnują, testy napiszą.

No ja bym testów gimnazjalnych już nie zdała. Szczególnie z przyrody. Szacun dla młodych.

sobota, 15 kwietnia 2017
najpierw wokół jeziora, a potem ze święconką

tym razem malutki sukces Monsterunia - nareszcie bieg do przodu - 200 metrów do mety:)

Świąteczne uściski dla Was wszystkich od króliczej mamy i króliczka

 

Relacje z lekkim poślizgiem

Od najbardziej aktualnych,czyli monsterowy występ miesiąc temu:)

Dalej nie przeszli, ale dobrze się bawili w Gdyni, podglądali najlepszych i mają duże chęci spróbować być jeszcze bardziej kreatywnymi w przyszłym roku.

Jakość filmu, szczególnie dźwięku, wymaga skupienia i pump up the volume.



 

Oraz zawody sprzed tygodnia.

Monsterówna, dzielna i najbardziej pracowita sportsmenka, którą znam nareszcie z sukcesem wystąpiła na Pucharze Polski.

Miliony powtórzeń, lata treningu (9lat!), nigdy nie powiedziała, że jej się nie chce...

 



wtorek, 07 marca 2017
Na finał, do Gdyni!

 

 

Popłakałam się ze śmiechu i wzruszenia na odysejowym przedstawieniu monsterowej drużyny.

Jestem pełna podziwu dla ich pracowitości i twórczego umysłu, duma mnie rozpiera! A pomysł i staranne wykonanie każdego elementu mnie ZADZIWIŁY!

No i sam występ - głośno, wyraźnie - w dodatku cały tekst rymowany. Super.

Spontany też im genialnie poszły i na 1 miejscu w grupie przeszli do finału!

Boscy są:) A że druga drużyna ze szkoły też przeszła, to do Gdyni będzie jechać wesoły autobus. Wiwat, publiczne gimnazjum!

Niewyraźne zdjęcie z wejścia na scenę

 

Tutaj spowiadają się sędziom z niuansów występu

 

I cieszą się z udanego przedstawienia

Mały kibic też się zapatrzył

Temat przedstawienia ze strony Odysei Umysłu: Bohater bardzo super...cdn

Streszczenie:

Kreatywność jest w niebezpieczeństwie… Z pomocą przybywa więc heros, jakiego jeszcze nie było! Członkowie zespołu powinni stworzyć i odegrać humorystyczne przedstawienie o wymyślonym przez nich super-bohaterze, który w trzech różnych sytuacjach próbuje obronić zagrożoną jakoś kreatywność. Rzeczona postać – chociaż zazwyczaj nie odstaje od reszty społeczeństwa – to gdy rusza do akcji na ratunek twórczości, uruchamia specjalne super-zdolności, ewidentnie odróżniające ją od innych. Zaskakującego herosa wspierać będzie niezdarny pomocnik, do konfrontacji z nim stanie pewien Mściwy Przeciwnik, na scenie zaprezentowany zostanie układ choreograficzny wyobrażający bitwę, zaś fabuła spektaklu zakończy się w sposób nagły i dramatyczny, pozostawiając widzów w niepewności co do dalszego rozwoju wypadków…



czwartek, 02 marca 2017
Czternastolatek

 

Monster w najbliższy weekend bierze udział ze swoją gimbazą w regionalnym etapie konkursu "Odyseja Umysłu", zatem obecnie najczęściej używanym przez niego przymiotnikiem jest KREATYWNY.

Trzeba przyznać, że gimnazjaliści są naprawdę sprawni w myśleniu. Pewnie najwytrwalsi czytacze Monsterowa pamiętają, jak to w pierwszej klasie Monsterówny zorganizowałam i trenowałam odysejową drużynę siedmiolatków. Chociaż byli prawdziwie zaangażowani i kochani, to jednak za pomoc rodziców dostali całą furę punktów karnych. A teraz Monster nawet sam dekorację wiózł tramwajem do szkoły, nie mówiąc już o tworzeniu przebrania (szył! Igłą! Z nitką!). Jakieś narzędzia z zestawu Duży i Poważny Majsterkowicz do tworzenia scenografii też się używało (i musiał zaiwaniać ze śrubokrętem, bo wkrętarkę mu ojciec z dziadkiem gdzieś posiali).

Oj, dzieje się w życiu Monstera sporo, od kiedy z hukiem rzucił treningi.

Biega, ale nieregularnie. Ot, tak, żeby się nazywało, że czasem się rusza.

 

W ramach wolontariatu co tydzień pomaga w przedszkolu i uważa, że dzieci go uwielbiają. [Skromność to drugie imię naszego Czternastolatka]

Raz przez dwie godziny temperował wszystkie przedszkolne kredki (wyszedł z odciskami na palcach), raz segregował prace, ale głównie bawi się, albo rozmawia z dziećmi.

W domu potrafi zabawić Monsterunia. Tylko w przypadku głębszej afery pieluszkowej wzywa pomoc.

Oprócz wolontariatu uczestniczy we wszystkich kółkach zainteresowań, które nie nachodzą na siebie. Otwiera kółko graczy RPG, gdzie jest postacią pół-elfa. (postać ma dłuższą historię, jest kowalem po traumatycznych przeżyciach, dosyć czasu spędził, żeby wszystkie szczegóły wymyślić łącznie ze szkicem)

Czternastolatek chciałby mieć motor oraz zostać aktorem (gra w szkolnym przedstawieniu) albo lekarzem, bo lubi biologię oraz chemię. No, a lekarz może pracować wszędzie i zarobić kupę kasy i mieć wtedy dom pod miastem (blisko lasu, by jeździć tam na crossie) z podwójnym garażem, żeby parkować w nim i motor, i samochód.

Jak widać Monster dosyć precyzyjny w swoich marzeniach jest.

I powiem Wam tak: stawiam na to, że mu się wszystko to, co zechce, spełni.

Życzę Ci zatem, synu, byś osiągnął te materialne marzenia jak najszybciej, odsapnął, a potem miał czas, żeby wreszcie pomyśleć o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne.

czwartek, 23 lutego 2017
siłacze

 

Palmę pierwszeństwa w upierdliwości nastolatkowej dzierży obecnie Monsterino.

Wcześnie dojrzewa, ale na karb niczego innego jego wahań nastroju i pyskowania zrzucić nie mogę.

Życie jest ciężkie, ciągle czegoś od niego się wymaga, jego podstawowe prawa (oglądania vlogerów oraz grania na tablecie) nie są respektowane, w dodatku limituje się mu słodycze. Zgroza.

Kotłują się ze starszym bratem, przepychają się, nie tylko słownie, także z ojcem. No i podczas jednego z takich przekomarzań w drzwiach lodówki, Monsterino przytrzymał się ich, a następnie poszybował z całą zawartością na środek kuchlonu.

Monsterunio, chociaż przez drzwi nie został przywalony, podniósł rwetes, a potem popędził w stronę pobojowiska, natomiast reszta zamarła (Monstertata tylko krwisto raz po raz przeklinał) kontemplując widok.

A było co podziwiać: jajka, zbite słoiki, popękane półki, rozciapciane zawiniątka. Że też tyle się na tych półeczkach mieściło!

No i Monstertata znowu miał dwa dni z kalendarza wyjęte na poszukiwania nowej lodówki. Bo kupno nowych zawiasów plus rozbitych półek do 10 letniej sztuki agd zupełnie się nie opłaca.

Tymczasem Monsterino po raz nie-wiadomo-który rzuca trampolinę (bo jakiś element mu nie wychodzi) oraz piłkę (bo drużyna jest słaba i nie wygrali turnieju), a także rzuca angielski, bo mu się nie chce i nie możesz mnie zmusić.

Kosmici zabrali mojego kochanego syneczka, a zostawi nastokoszmar!

Pocieszającym jest (patrząc po Monsterze, który upiekł dwa ciasta, dzień po dniu, jedno na dyskotekę, a drugie na moje urodziny, a także zrobił mi herbatę, nadmuchał balony, narysował kartkę z życzeniami, wstawił świeczki w ciasto oraz po Monsterównie, która zrobiła mi ciasto na urodzinowe gofry oraz kartkę z życzeniami) oni wracają. Po latach, ale wracają.

Chyba, że miało na to zbawienny wpływ gimnazjum, a teraz młodzież do dorosłości będzie kisić się w podstawówce, wobec tego wiecznie niedorosła zostanie. Oby nie.

środa, 15 lutego 2017
dzień świstaka, tfu, monstermamy

 

Ledwo ferie się zaczęły i młodzież wybyła, a już wróciła. Całe szczęście, bo jak są na miejscu, wtedy nie muszę z Monsteruniem robić wszystkiego razem, tylko jeden po drugim zajmują się najmłodszym. Chętnie. Nie muszę im płacić, ani szantażować.

[Tak, byłabym gotowa robić i jedno i drugie...]

Ostatnie tygodnie spędzam głównie w robocie na przemian zaczynając (rok, miesiąc) oraz kończąc (rok, miesiąc, rozliczenia, budżety).  Monstery chyba się przyzwyczaiły, bo jak raz wróciłam o normalnej porze, to Monster przerażony zapytał, czy mnie zwolnili. A ja tylko na urlopie byłam.

W każdym razie ferie śmignęły niczym Monster na desce w Dolomitach. Monsterówna i Monsterino nadal trampolinują, Monsterino nawet postęp poczynił, ale u niego to huśtawka - jak mu wychodzi, to jest gwiazdą trampoliny, a jak nie, to rzuca sport w cholerę. Z każdym sportem tak ma.

Monster wychwala obóz snowboardowy pod niebiosy i całe szczęście. Taka kasa na to poszła, że byłoby głupio, gdyby na marne.

No a wczoraj walentynki. Monsterino sprokurował hand-made z serduszkami, z własnym tekstem, co odkryłam dopiero widząc efekt końcowy. Wcześniej myślałam, że ma sprawdzian z ortografii, bo konsultował pisownię:

- "Hipnotyzować" przez samo h?

(to oczy koleżanki go zahipnotyzowały).

Od swojej sympatii otrzymał także walentynkę, więc git.

Monster również się przygotował, ale ostatecznie zapomniał zabrać. Co za facet!

Ja wstałam jak zwykle, a Monstertata jak zwykle wcześniej ode mnie i zrobił mi dwie kawy (jedną na pobudkę i jedną to go). I to codzienne poranne poświęcenie plus sałatka do pracy jest największą walentynką, goździkiem na dzień kobiet, a nawet może zastąpić prezent urodzinowy. (Serio, serio, my darling).

Monsterówna skoro świt piekła serduszkowe gofry dla babci, która w tym dniu ma urodziny.

Ale moją aranżację śniadania docenili.

Słodko, białomącznie, ale jabłka na zdrową okrasę.

wtorek, 31 stycznia 2017
Szesnastolatka

 

Monsterówna Sweet Sixteen, uwierzycie? Ale to szybko minęło. Ledwo wczoraj sama miałam tyle lat!

Jaka Monsterówna jest, każdy wie i widzi: mądra, uważna, lojalna, pracowita, utalentowana, troskliwa. Piękna, oczywiście.

Wiadomo, wiek nastoletni ma swoje prawa, więc bywa czasem niesłyszącą i buntowniczą. Ale naprawdę w dolnych granicach normy.

Obecnie na obozie w Wałczu, nadal znajduje czas na codzienne treningi. Wybór liceum przed Nią.

Byłyśmy w poradni zawodowej, odpowiedziała na kilka kwestionariuszy i testów. Wyszło, że nie ma czasu, żeby zastanowić się tak naprawdę, co tak naprawdę Ją interesuje. Gdyż wszystko w zasadzie.

Córeczko,

jeśli to czytasz: najlepszy czas w życiu przed Tobą! Silne korzenie już masz, teraz rozkładaj skrzydła i leć! Błogosławieństwo na drogę:) A my tu jako te latarnie w bezpiecznym porcie. Zawsze czekamy, że zawitasz.

 

poniedziałek, 02 stycznia 2017
jęk zawodu

rozległ się w narodzie na myśl o powrocie do kieratu.

Wprawdzie tydzień krótki, ale w szkole mają intensywny, bo przedpółroczny.

W pracy już chyba nie ma okresów nieintensywnych. To się nazywa podniesienie wydajności pracy. Lepiej nie będzie.

Tym bardziej trzeba się cieszyć z momentów.

Z pięknej pogody w ten krótki, sylwestrowy weekend.

 

z małych przyjemności: partyjki gry, zabawy w chowanego po zmroku (dla tych, co z Poznania - w gonito), ogniska na mrozie.

 

Życzę Wam w tym roku zauważania samych takich ulotnych chwilek i każdej z nich osobno.

Monsterchłopcy znaleźli pod lodem na jeziorze dyszkę.

 

Oznaczyli miejsce na stałych elementach lądu i mają zamiar wrócić do leśnej głuszy zaraz po roztopach w roli Monstermorsów.

poniedziałek, 19 grudnia 2016
czasami myślę, że zwariuję

 

Monsterino ćwiczy pieśń "Jest taki dzień" na szkolne Jasełka. Bardzo się przykłada, bo śpiewa solówkę, ale w miejscach strategicznych mija się z tonacją, delikatnie mówiąc. Nie zraża go moja sugestia posłuchania oryginału choćby przez chwilę.

Monster NATYCHMIAST potrzebuje wpisania przez e-dziennik zgody na samodzielne przejście ze szkoły do przedszkola, bo pełni rolę przedszkolnego św. Mikołaja. Przedszkolakom nie przeszkadza jego mikra postura.

Monsterówna jedzie do koleżanki na pieczenie pierniczków, tyle, że wsiada do autobusu jadącego w inną zupełnie stronę. Nie wiem, dlaczego ja mogę pilotować ją przez telefon, podczas gdy taką samą aplikację może sobie odpalić w telefonie.

Monsterunio wisi mi w tym czasie u kolan WYJĄC bo zamknęłam przed nim zakazaną szafkę, albo wyłuskałam z łapek przepiękny śrubokręt, który miał czelność znaleźć się na brzegu stołu - a ze stołu już jest wstanie zagarnąć, jeśli coś blisko krawędzi leży.

Coraz mniej miejsc jest monsteruniobezpiecznych, a on nadal destrukcyjne operacje prowadzi. Choć nie - potrafi też sprzątać. Namiętnie wyrzuca nam do kosza. Tyle, ze niekoniecznie śmieci. Klocki ostatnio wybieram spośród obierek.

Z tego wszystkiego zamiast sprzątać, czego i tak nie widać, poszliśmy szlajać się po mieście.

Już nie trzeba jeździć do Berlina na bożonarodzeniowy jarmark, bo w Poznaniu całkiem podobny mamy.

Ale podsumowując weekend z Monsterami, w szczególności nastoletnimi oraz z tym aspirującymi do nastoletnich, Anglicy w sumie nieźle to sobie wymyślili ze szkołami z internatem - gdy młodzież wyśle się w odpowiednim wieku z daleka od domu, to potem gdy przyjeżdżają raz na parę miesięcy, to szalenie się ich kocha. I vice versa.

czwartek, 15 grudnia 2016
Ranking plusów posiadania nastolatka na stanie

 

Zaczynam.

Zapraszam do dodawania.

1. Samodzielność

To cudownie, gdy dziecko tylko oznajmia, że idzie do kina i wróci późno. Odpada zawożenie, przywożenie, organizowanie rozrywek. Jak sobie przypomnę logistykę przy przedszkolakach albo wczesnoszkolniakach....

2. Bycie na fali

Wiesz, czego się słucha, co jest modne, o czym się mówi. Jesteś obeznany z literaturą, sztuką i kulturą głównego bądź niszowego obiegu, jeśli trafi Ci się emo.

3. Trenowanie umysłu

Nigdy nie wiesz, skąd cios nadejdzie. Ćwiczysz sprawność i PRECYZJĘ wypowiedzi. Uczysz się klarownego wykładania swoich racji. Argumentowania. Przemawiania. Demostenes byłby dumny.

4. Trenowanie ciała

Wciągasz brzuch i zmarszczki, tuszujesz plamy i ubytki. Ćwiczysz, bo jak inaczej, jeśli nie na swoim przykładzie, pokażesz, że to jest ważne. Zdrowo się odżywiasz, bo każde ciasteczko zamiast brokuła jest zauważone i wypominane.

5. Samoświadomość

Musisz (w końcu) obronić swój światopogląd. Nastolatkom znacznie trudniej odpowiedzieć niż czterolatkowi, dlaczego nie masz co roku nowego samochodu, natomiast co parę lat nowe dziecko. A i częściej niż czterolatki zadają pytanie "dlaczego".

 

Jest też parę minusów, ale to się wytnie.

Nie wiem, do której kategorii zaliczyć śpiewanie przebojów na cały, mutacyjny głos...

poniedziałek, 05 grudnia 2016
mikołajkowo

Monstery starsze utworzyły klub czwartych (bo każde z nich zakończyło swój bieg na IV miejscu).

Najnajstarsze biegły pierwszy raz w tej samej kategorii. Monster gonił Monsterównę. Ma to przećwiczone od urodzenia.

Monsterino w tym roku najmłodszy w swojej grupie wiekowej, więc to miejsce pierwsze za podium to duży sukces.

Monsterunio debiutował na ostatnim (wg klasyfikacji na 3 od końca, ale nie zauważyliśmy, żeby ktokolwiek był za nami). Musieliśmy go nasterować, gdyż w przeciwną do mety stronę chciał iść. (to, że mu czapka na oczy opadała, to insza inszość)

Taki mały, taki duży może świętym być

 

czwartek, 24 listopada 2016
the end

 

Jakoś miesiąc już mija, kiedy Monster z hukiem rzucił sport, oddał dres AZS AWF Poznań i powiedział, że jego noga na trampolinie więcej nie postanie, a ja nadal z szoku wyjść nie mogę.

Że sobie nie poradzili z Monsterem trenerzy, psycholog sportowy (po pierwszej wizycie Monster zapowiedział, że woli, bym to jemu płaciła te 100 zł za godzinę, a tak sobie tak za friko zwykle rozmawiamy), no i nam, rodzicom oraz dziadkom, też nie starczyło argumentów.

Rzuciwszy codzienne treningi, Monster całym swym sercem i umysłem zaangażował się w życie szkoły. Wreszcie mógł zapisać się do drużyny Odysei Umysłu, wreszcie nie musi się opuszczać treningu, a w związku z tym gęsto tłumaczyć się trenerowi, gdy ma ochotę brać udział w akcjach charytatywnych, toteż lata to do przedszkola, to kwestować. Generalnie nie widać, żeby za trampoliną tęsknił.

Dziwne.

I naprawdę szkoda, że facet, który talent do tego sportu ma, stracił do niego serce.

Trochę to pokomplikowało ferie, nie chcąc, żeby gnił 2 tygodnie przed kompem, zgodziłam się na megadrogi, wypasiony wyjazd na narty organizowany przez szkołę, w związku z tym zapowiedziałam, że to wyrównuje rachunki za wakacyjny wyjazd Monsterówny do Grecji. Przyjął tłumaczenie, a nawet stwierdził, że ze swoich dołoży.

Teraz muszę czekać na wyrok trenera, czy Monsterino do Wałcza się załapie, czy na ostatnią chwilę dla niego coś organizować. To jest wieczna loteria.

Generalnie jestem zła. Na klub, trenerów, sposób finansowania sportu w Polsce. Że to wszystko takie mało przejrzyste i na układach oparte jest. Na przykład Monsterino ma teraz trenera, któremu odbił kryzys wieku średniego i przestało mu się chcieć. W związku z czym niewiele nowego Monsterino się uczy, młodsze dzieci trenowane przez innych go przeganiają, motywacja mu słabnie, a trenera wyrzucić nie można, bo nauczycielem jest, karta go chroni.

Zdecydowanie inną szkołę dla Monsterunia wyszukać muszę, już mam serdecznie dosyć tych ludzi.

A nie każdy jest robocopem, jak Monsterówna. Ma ona też z tej całej bandy najlepszego trenera, który jednak posiada ograniczone możliwości przerobowe.

No i tyle. Niesmak pozostał.

Czas leci, zaraz adwent, na sylwestra nie jedziemy na narty, bo się Monstertata boi, że znowu śniegu nie będzie w Czechach, a do Austrii nie udało się zebrać ekipy. Zatem całkiem uzasadnione będzie, jeśli wpadnę w doła, bo mi się bardzo wyjazd marzył.

Albo po prostu pójdę do pracy...

środa, 02 listopada 2016
dyniowo-liściowo

 

Pewnie jestem wyjątkiem wśród katolickich rodziców, ale nie postrzegam demonów i bezbożności w halloweenowych przebierańcach. Monstery też nie zauważają, wręcz nie mogły się doczekać, kiedy oryginalne maski od cioci dolecą i po domach cukierki będą zbierać.

W tym roku łup był spory - ponad 2 kg i nikt ich nie przegonił, najwyżej nie otwierali drzwi.

Od cukru są uzależnione nasze starsze Monstery, niestety. Nie chcą odwyku, co najgorsze. I tak wymogłam na długi weekend malutki odwyczek elektroniczny, odcukrowego już nie dadzą rady przeżyć.

A propos czarów i halloweenowych symboli - dwa czarne koty (kota i kotkę właściwie) mamy w Leśnej Głuszy do wydania. Któraś czarownica potrzebuje?

Piękny długi weekend za nami - odwiedziliśmy Monsterdziadków, leśną głuszę i lokalne nekropolie.

 

Monsterówna namachała się starymi, stalowymi grabiami z solidną drewnianą rączką, gdy dziadek wydobył dwie pary nowych, leciutkich liściozagarniaczy. No, ale skoro jej matka całe życie męczyła się tymi starymi, to i ona parę godzin może.

poniedziałek, 17 października 2016
hałdy

 

Niesamowite, jaki niewielki margines odchyleń od rutyny jesteśmy w stanie znieść.

Nasza pralka, prawdopodobnie najciężej eksploatowany sprzęt agd w Monsterowie, zażądała odpoczynku.

Monstertata zna już te numery: błąd E02 czy E03 nie są mu obce, więc poprzeczyszczał co trzeba było i odpalił ponownie.

Ale tym razem jednorazowe wskrzeszenie nie wystarczyło.

Dodatkowo Monster ozdobił swoją pościel oraz spory kawał pokoju intensywnym pawiem, Monsterówna dotarła do kibelka, ale chociaż po sobie posprzątała łazienkę, dodatkowe ciuchy też były do prania.

No i się wobec tego spiętrzyło nam: hałdy namoczonych lub tylko wilgotnych ciuchów czekających na swoją kolej oraz  pralka w stanie strajku. Co ją popychać trzeba za każdym ładunkiem.

Nie dziwota zatem, że się Monsterino przejął i postanowił wygrać dla nas pralkę w biegu rodzinnym Samsunga w Szamotułach.

Pralki dawali tym razem za miejsce 6 i 166. Monsterino biegł i liczył, wyrwał do przodu, dał się przegonić i biegł na tej szóstej pozycji. Niestety, na mecie o krok wyprzedziła go chyba też startująca do pralki nastolatka.

Kolejną pralkę dawali za miejsce 166, a tu niestety ja nie trafiłam.

No i klops, Monstertata nadal będzie walczył ze śrubokrętem. A na wczorajszym półmaratonie wybiegł życiówkę. Niestety, zbyt odległe od pralki miejsce. Za życiówki na poziomie 1h43' nie dawali.

Udało się ściągnąć lepsze zdjęcia

Undercover runner

poniedziałek, 03 października 2016
czarny protest

 

Pracodawca wręcz wyrzuca żeńską część załogi na demonstrację, więc zabieram Monsterunia i lecę.

Ale najpierw krótkie podsumowanie weekendu.

W piątek uszczęśliwiłam Monstery wejściówkami na fizyczne Water Show na Nocy Naukowców, które okazało się nudne. Trochę pochodzili jeszcze po innych, niebiletowanych pokazach, ale wyciągnąć się w piątkowy wieczór z domu to było dopiero osiągnięcie! Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie.

Z kolei w niedzielę zaproponowałam warsztaty ze średniowiecznych rzemiosł w słowiańskim grodzie i tu mnie nawet Monsterówna, oczywiście zajęta uczeniem się, projektami i generalnie bez wolnego czasu, że ona bardzo takie rękodzielnicze imprezy lubi i chętnie sobie coś utka albo ulepi.

Ja też bardzo lubię takie imprezy - i podpłomyka, i pszenicę na słodko warzyli po starosłowiańsku (dla Monsterina - grochówę w kotle - jego ulubiona, festynowa zupa) i pokaz tańców się odbywał i na szczudłach można było pochodzić. W grę terenową zagrać. Aż szkoda, że we wszystkich grodach festyny odbywały się w jednym czasie. W listopadzie zapowiada się klimatycznie: ma być rekonstrukcja obrzędu dziadów!

 

No i fajnie. Monster się tylko wymiksował, bo na urodzinową imprezę szedł. Ale dzwonił, byśmy mu wracając klopsiki z Ikei przywieźli.

Młodszy brat się podzielił, bo on to głównie brokuły pochłania. Widzicie CAŁY KAWAŁ łososia w lewej rączce - tak sobie dziobie, jakby skubał skibkę chleba.

 

Z kolei w sobotę jak się wyrwałam z Monsteruniem do lasu, tak dopiero po 3h wróciliśmy.

Deszcze dopiero w nocy nas napadły - wszystko dlatego, że w piątek zdecydowałam się oddać samochód do myjni.

 

 

czwartek, 29 września 2016
horror

 

W pewnym wieku należy się wysypiać, bo inaczej można przestraszyć się twarzy w lustrze.

A ja nawet nieszczególnie lubię horrory.

Ciemną nocą ruszyłam do pracy, a kawa, którą przed piątą ugotował mi, heroicznie wstawszy nawet przede mną, Monstertata, została zapomniana w kuchni! Ależ byłam wściekła, gdy to, już przed bramą zakładu, odkryłam.

Monsterunio czujnie złapał za swoją żywą butelkę, zanim wychynęłam spod kołdry, więc jeszcze na wyjście się wyprzytulaliśmy. Monsterunio posiada podobny czujnik obecności, w jaki wyposażony był starszy brat, ale ten egzemplarz daje się oszukać innym, ciepłym ciałem, z czego ochoczo korzystam delegując do usypiania któreś ze starszych Monsterów. Rano Monsterunio przylega do Monstertaty i jeszcze dosypiają. Rekordowo napompowane są po takiej nocy pieluchy - wielorazowe nie dawały rady - pampki trzeszczą w szwach.

Fatum historii w tym tygodniu nadal rządzi. Tyle, że Monsterino, co by nie wyjść na naciągacza, poszedł do szkoły, przetrwał fatalny przedmiot, ale rozłożył się na akro, po czym ozdobił womitem samochód, gdy na cito wezwany Monstertata wiózł go ze szkoły. Resztę popołudnia i nocy przespał, po czym dzień później obudził się o czwartej jak nowonarodzony.

Zobaczymy, co się wydarzy w przyszły wtorek.

Monstery mają dosyć aranżowania weekendów przez Monstermatkę, znaczy w spokoju pragną być zostawione i bezproduktywnemu nałogowi komputerowemu oddać się we władanie.

Monsteruniowi byle las wystarczy, o tym już pisałam, ale Monsterina chciałam przewlec przez grody średniowieczne, jako że naprawdę wstyd, mieszkając tak blisko, żeby ich wszystkich nie znać.

Pewnie go znowu muszę zaszantażować blokadą dostępu do tabletu, bądź w ostateczności marchewką w postaci porcji zbędnych węglowodanów połechtać, bo jak zostawiłam sprawy własnemu biegowi, co by chwilę pożyć bez wrzasków, marudzenia i nerwów szargania, to do mojego sumienia i obowiązku rodzicielskiego Monsterówna, na zajęciach o cyberuzależnieniach chowana, się odwoływała, rwąc włosy z głowy nad moim lekceważącym do sprawy podejściem.

No to teraz nie lekceważę i cały przegląd najgorszego zachowania i po stronie dziecka, i rodzica, na bieżąco mam.

Aha - i po co właściwie ja się tak zrywam po nocach do roboty?

Po co w ogóle do roboty, skoro w domu chlew i gemyla oraz taki ciu-ciu-ciu Piękny Liściozjadacz

Z potrzeby rozrywki, oczywiście.

poniedziałek, 26 września 2016
radości Wam powiedam

 

Cały weekend oraz pół piątku Monsterówna spędziła na Mistrzostwach Polski Juniorów w Zielonej Górze i nawet zadowolona wróciła, choć potem jak utknęła nad książkami, tak jej już do północy zostało.

Monster z kolei jakiś zestresowany ilością nauki, nawet do kina wziął zeszyty, co by powtarzać w trakcie początkowych reklam. Dziwne.

Monsterino bardziej wyluzowany, choć poniedziałek zawsze nadchodzi za szybko. No, ale ograł nas w "Osadników", a że miał marzenie, żeby wreszcie rodzinnie zagrać, zatem ukontentowany. Teraz wieczory coraz dłuższe będą, to i więcej partyjek się uda machnąć, może nawet Monstertata kiedyś wygra i mu się humor polepszy...

Dla Monsterina sobota była jednym z jego najlepszych dni w życiu, ponieważ na swoim szlagierowym dystansie - 400m - wywalczył puchar, jakiego jeszcze nie miał w swojej kolekcji.

Ogromiasty

Natomiast tytuł Najbardziej Niezadowolonego Dziecka Weekendu przypada tym razem Monsteruniowi. W sumie trudno mu się dziwić - katar cały czas mu spływa, a to nosem, a gardłem, za glutoodciąganiem nie przepada. Dodatkowo czwórka kolejna się wyrzyna, zatem palce w paszczy, ale niekoniecznie - mogą być inne akcesoria - czyści ściółkę leśną z patyków, na przykład.

Albo likwiduje stóg.

Przynajmniej pogoda nas rozpieszczała, a na zewnątrz jakoś łatwiej z bólem egzystencji sobie poradzić.

I jeszcze mała refleksja po kolejnym spacerze w zoo: roczniakowi zupełnie nie są potrzebne zwierzęta w zoo. Wręcz przeszkadzają. Skrzypiące furtki są świetne, szeleszczące liście pod nogami, też, a melex dowożący karmę dla kóz - idealny do eksplorowania. (Dlaczego Pan Obsługujący Pojazd tak szybko się ewakuował?!)

Starszy brat opiekuńczo pilnował, by młodszy nie utracił paluszków pod wielkim dziobem.

Kozy, chyba przejedzone, nie interesowały się pulchnymi kończynami naszego Robaczka. I dobrze. Nawet takie wytytłane są bardzo całuśne.

Jeśli chodzi o poranki, to już, niestety, nadszedł moment wstawania po ciemku. Oby do wiosny.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy