piątek, 05 lutego 2010
ech
Nastrój padł mi. Plotki krążyły od jakiegoś czasu, ale wczoraj pani dyrektor przedszkola oficjalnie poinformowała, że monsterinowe przedszkole, choć formalnie nadal istnieje, ale faktycznie, cała załoga i te dzieci, których rodzice oczywiście zechcą, zostaną od września przeniesione do nowego budynku. Teoretycznie wszystko wygląda rewelacyjnie: nowoczesny budynek zaprojektowany specjalnie pod przedszkole - parterowy, ogromne okna do ziemi i wewnętrzny ogród w atrium. Starodrzew wokół, dla nas nawet lepsza droga, bo bez przekraczania dwupasmówki, czyli bez porannego czekania, aż sznur samochodów łaskawie stanie w korku. No i załoga oraz pani dyrektor przechodzi, więc jest szansa, że projekty i styl prowadzenia przedszkola zostanie w nowe miejsce przeflancowany. Ale. Musi być jakieś "ale", prawda? "Ale" jest tradycyjne w Mieście Poznaniu - farma kurza, czyli opłacalne dla miasta dzieci hodowanie jest tylko wtedy, gdy stłoczy się je w tłumie - przedszkole jest zaprojektowane na 7 oddziałów! 175 dzieci! Małe osiedle. Tak sobie Miasto kuchennymi drzwiami wykosi małe przedszkola w okolicy. Bo fakt, mieszczą się one w starych domach i wymagają inwestycji, a tak rachu- ciachu i miasto wyprzeda nieruchomości na pniu. I kasa za wybudowanie nowego, ale jednego budynku zwróci się z nawiązką! Boczne uliczki Grunwaldu, kto by nie reflektował na kawałek ziemi, nawet jeśli trzeba istniejący budynek wypruć do gołych murów, albo wręcz zrównać z ziemią. Nie walczę tym razem (czy to nie symptomatyczne dla Monsterów, że każde z nich musi zmienić w swojej karierze przedszkole?), bo byłaby to walka z wiatrakami - różnica pomiędzy willą adaptowaną na przedszkole, z osiemnastoosobowymi małymi salkami, a przestronnymi halami bez schodów jest porażająca. I będzie pewnie przecięcie wstęgi z wielką pompą, uśmiechnięty prezydent pokazujący, jak to miasto dba, bo nawet wielka sala na przedstawienia i zajęcia taneczne będzie. Ale czy naprawdę o to chodzi? Przy trzylatkach? Hektary przestrzeni i 25 dzieci w grupie? Pani dyrektor mnie pociesza, że Monsterino się na pewno tam zaaklimatyzuje, że instytucję tworzą ludzie, a ci zostają. Niby fakt. Choć dla mnie przejście z trzydziestoosobowego przedszkola do dwa razy większego było szokiem. A to ma być prawie trzy razy takie! Już nie będzie ogólnoprzedszkolnych wyjazdów i imprez. Już nigdy nie będzie kameralnych rad rodziców i znania się po imieniu prawie ze wszystkimi... - Ale będzie osobna sala na doświadczenia i odkrycia (przedszkole, jako, że przy Obserwatorium Astronomicznym oraz na ulicy Księżycowej, ma mieć nazwę Małych Odkrywców...) I jednak, ech. Bo znowu się czepiam, może niesłusznie. Tak samo, jak się czepiam, że gdy Monsterówna miała dwa dni prób w filharmonii to wypadły dwa pełne dni lekcji. Oczywiście, że Monsterówna bardziej zadowolona z prób niż z lekcji, więc dlaczego w głębi czuję, że to nie w porządku... Jeden jasny punkt w tym zapracowanym tygodniu, to ocena, jaką dostał Monster za swoje popisy na akrobatyce. Okazało się, że jest zdyscyplinowany (sic!), bo że silny i gibki, to wiemy. Muszę skserować tę laurkę i przypominać sobie, gdy Monster przyniesie kolejną uwagę z angielskiego (ostatnio nie potrafi trzymać gęby na kłódkę i gdy widzi, że ktoś ma trudności z odpowiedzią, to mu podpowiada...) To tak dla równowagi, żebym nie napuszyła się z dumy za bardzo.
wtorek, 02 lutego 2010
to tak to to, tak to
Wypadałoby parę słów o zimowiskowych przeżyciach Monsterów opowiedzieć, a tu czas leci, jak głupi - dzisiaj Monsterino występuje na Dniu Babci i Dziadka - Monsterbabcia przyjechała specjalnie - pierwszy raz mając okazję uczestniczyć w imprezie przedszkolnej. Monsterino dostał kilkuwersowy wierszyk do nauczenia, ale tak się uparł, że nie będzie mówił, że już myślałam, że będzie grać tło (jeśli w ogóle wyjdzie na scenę). Panie pocieszają, że swoją rolę zna i na próbach performuje, ale zobaczymy, jak to będzie, gdy zobaczy licznie zgromadzoną publiczność. A co do Monsterów starszych, to ledwo wypadły na peron, nawet nie zdążyły się przywitać, a już Monster wypalił: - I MUSISZ mnie zapisać na to następne... no, jak będzie... CIEPŁOWISKO! -Tak się nie mówi! - skorygowała od razu Monsterówna - tylko mówi się: LETNISKO! Zatem wiadomo, że Monstery reflektują na kolonię w lecie. A na zimowisku przede wszystkim bardzo dobrze się bawiły. Zajęć i wycieczek było mnóstwo. Oczywiście narty. ...ale i papieru wytwarzanie... ![]() ... oraz chleba pieczenie... ![]() ... gry, zabawy, konkursy i świrusowanie... ![]() Nawet strzelali z wiatrówek! Monstery sprawiły się rewelacyjnie. Potrafiły o siebie zadbać, ubrać się, przebrać, spakować i dowieźć wszystkie rzeczy z powrotem nie zgubiwszy się po drodze. Monsterówna wykazała się nawet jako dobra starsza siostra i dzielnie broniła Monstera przed koleżankami, które przezywały go "kurdupel". Zuch dziewczyna! *** Powrót do kieratu roku szkolnego jest bolesny. Monster znalazł na to jakiś sposób. Zasypiając szepcze mi do ucha: - Wiesz, ja sobie wyobrażam, że jest już lato i strzelamy farbą do kukieł! Hmm, hmm.Jeśli dzięki temu zaśnie przed dwudziestą pierwszą, to nie zamierzam interweniować.
niedziela, 31 stycznia 2010
Dziewięciolatka
Oto pannica, która uczyniła mnie Mamą. Dziewięć lat temu. Ha! Gdy położna odezwała się per "niech mama", to nie zareagowałam. Że to do mnie. Też przeżyłyście TEN moment? To zaskoczenie, że ja? To o mnie? Mama?! Nie mogłam uwierzyć, że to wrzeszczące, czerwone z czarnym wiechciem włosów było jeszcze przed chwilą we mnie. Ale cud! Ze mnie. To ja. Moje własne wrzeszczydełko. **** Dziewięciolatka jest tak na granicy - jeszcze dzidziuś, co to na kolanach lubi posiedzieć i wtulić się pod ramię, a czasem jak się spojrzy, jak coś powie, to nastolatka w pełnej krasie. Raz słoneczko do rany przyłóż, raz chmura gradowa. Moja córka. Taka ode mnie różna, choć bywa, że tak podobna. Mam nadzieję, że nigdy nie zapominasz, że jestem po Twojej stronie, córeczko!
czwartek, 28 stycznia 2010
odreagowanie
Jakie odczuwanie temperatury jest względne! Gdy po tak długim okresie eskimosowania złapałam dzisiaj rano w nozdrza wiatr, stwierdziłam, że wiosna. Ani chybi, wiosna! A było minus trzy. Natychmiast poleciałam po hiacynty w doniczce. Monsterówna jednak dzwoni. Wieczorami. Zdaje relację, co robili (pieczenie chleba, seans Załogi G, ale przede wszystkim narty - hitem są dwuosobowe orczyki). Monsterówna wylicza także szczegółowo, na co wydała drobniaki i ile jej zostało. Co do grosza. Monster nie dzwoni, nigdy specjalnie nie lubił rozmów telefonicznych. A Monsterino podobno współpracuje i robi użytek z zimy. ![]() Zastanawia mnie, czy jego zrównoważone zachowanie świadczy o uporaniu się z kryzysem trzylatka, czy kryzys na czas ferii i nieobecności rodziców pozostał w uśpieniu i obejrzymy go w całym rozkwicie po powrocie. Zaraz się przekonamy. W każdym razie mamy już bardzo duże dzieci. Samodzielne. Odchowane. I nie będę tu w ogóle przytaczać westchnień Monstertaty, który stwierdził, że nadal podoba mu się imię Szczepan. Albo Jagoda. I, że mu się wydaje, że, być może, kogoś brakuje nam tu jeszcze.... tfu, tfu .... ...a teraz zmienimy gładko temat, bo jak nie wrócę natychmiast do kolejnej hałdy dokumentów do rozparcelowania/przepracowania/skatalogowania/ad acta odłożenia, to znowu nocny stróż będzie mnie wyganiał z biura.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
słomiani rodzice
Monsterino wraz z monsterdziadkami zniknęli za horyzontem, a monsterrodzice wrócili do cichego i pustego domu. Kilkanaście psiknięć PanaMięśniaka później miałam nareszcie bezłapkowe spojrzenie za okno. Bo przy Monsterinie wspinającym się na parapety nie ma zupełnie sensu wycieranie ofuflanych tafli, skoro za chwilę wygląda tak samo. Tak naprawdę to teraz też nie miało sensu - ledwo zdążyłam przetrzeć, już zapadł zmrok. Za to obejrzeliśmy sobie z monstertatą film. Zupełnie oficjalnie w ciągu nadal trwającego dnia, a nie koło północy! Rozpusta! Dwa razy reflektowaliśmy się, że jest za głośno i zaraz zbudzimy dzieci i dwa razy opadaliśmy z powrotem na kanapy. Bardzo dziwnie tak bez dzieci w domu. Za cicho i za pusto. Z tego spokoju i braku codziennych zwykłych czasozajmowaczy zaczęłam kręcić się w kółko, z niepokojem wpisując na listę co tam jeszcze muszę zrobić, zanim wszystko wróci do normy i znowu z niczym się nie będę wyrabiać. Rozmawiałam z Monsterem, kiedy wczoraj właśnie wracali z Kopalni Złota i donosił, iż nabył drogą kupna jedną sztabkę. "Dla całej rodziny" - dodał. Dodał zapewne dlatego, że przed wyjazdem przeprowadziłam krótki wykład o wartości pieniądza nie tylko w czasie (bo dostali kieszonkowe), ze szczególnym uwzględnieniem konieczności przemyślanych decyzji zakupowych. No, ale pamiętam z własnej autopsji , że kupienie pamiątek jest sprawą szalenie ważną. Poza tym Monster pełen euforii: w kopalni było super, w pokoju zbudowali sobie bazę, jest świetnie. Dzisiaj po obiedzie dorwałam Monsterównę. Rano jeździli na nartach, stoki są wspaniałe, wyciągi dwuosobowe i jest cudownie. Popołudniu jechali na basen. Czyli jest dobrze i nie będę już nękać ich telefonami. Niech się bawią, zamiast zdawać relację, bo ledwie się obejrzą, a tu tydzień się skończy. ![]() ![]() Jedno pewne: śniegu nikomu w tym roku nie brakuje (a organizatorzy zimowiska niesamowici są: późną nocą przysłali pierwsze zdjęcia z rekonesansu okolicy). Monsterdziadkowie natomiast przeżyli monsterinowy pierwszy raz na łyżwach. ![]()
sobota, 23 stycznia 2010
tylko macocha wygoniłaby biedne dzieci w taki mróz...
Gdy pociąg ruszał, wyświetlacz na horyzoncie pokazał minus dziewiętnaście. Turnus maluchów ma superekskluzywną opiekę - wszystkich dzieci jest siódemka - Monster i jego kolega tworzą elitarną grupę męską...W tych warunkach z dopilnowaniem nie powinno być problemów. (tak się pocieszam) A tak naprawdę, to czuję, że będą się dobrze bawić.
czwartek, 21 stycznia 2010
i gdy wychynął zza węgła
Z braku motywowaczy do wczesnowstania, by zdążyć na punkt ósma, ranek z samym Monsterinem rozwija się długo, aczkolwiek dynamicznie. - Cy ja dzisiaj pójdę do psedskola? - pyta drżącym głosem, bo rano jest zdecydowanie na nie. - NIE CHCĘ, JESTEŚ GUPIA - wrzeszczy Monsterino, więc ostentacyjnie strzelam focha mówiąc mojego kochanemu synusiowi, że jest mi przykro, każdemu byłoby przykro, gdyby został tak nazwany (choć przecież wiem, że on doskonale o tym wie) - A tobie nie byłoby przykro, gdybym powiedziała do ciebie: "jesteś głupi"! - mówię poglądowo (pewnie, że tak naprawdę mam w nosie, co tam strzela w nerwach, ale pewnikiem używa takich sformułowań w przedszkolu, a kolegom czy koleżankom może być nieprzyjemnie naprawdę) - Nie chce mi się z tobą rozmawiać - rzuca Monsterino odwracając się do ściany (przyrzekam, że nie oglądał ostatnio Psów Pasikowskiego). Nie, to nie - przynajmniej twarz namaluję w spokoju. Kwadrans później w końcu dociera do łazienki. - Chcę płatki! - ordynuje wciąż nachmurzony - A magiczne słowo? - wychowanie to repetycje i ciągłe zachowanie czujności - NIE BĘDĘ CI MÓWIŁ! - tupie Monsterino i wraca do swojego pokoju Wdech-wydech. To nawet bywa komiczne... Jestem gotowa, Monsterino w proszku. Z przygotowanych rzeczy nie ubiera nic, za to wybierając koszulkę, resztę stosiku wyrzucił z szafy. Wybraną wciąga tył na przód, tak samo majtki, w dodatku przewrócił je na lewą stronę, ale nie da sobie poprawić. E, tam. Ważne, że w tej furii ubrał się sam. Parę przerzutek słownych później jakoś się dogadujemy, a potem, gdy już trzeba brnąć przez zaspy i zagaić meteorologiczne, wraca dobry humor: - Dopadało w nocy! Mozna robić ślady! W szatni jest git - zazwyczaj śpieszy się, by wyprzedzić inne rozbierające się dzieci. - Miłego dnia i Ci obiecuję, że nie będę bić dzieci! - żegna mnie Monsterino , a ja czuję, jak rodzice rozdziewające swoje skarbeńki mimowolnie, kwoczym ruchem zagarniają swoje młode pod skrzydła, tfu, poły, kurtek i płaszczy... ![]()
wtorek, 19 stycznia 2010
ferie
Specgrupa w składzie: Monsterbabcia jako dyrektor ka-owiec oraz Monsterdziadek jako dyrektor ds. sportu i rekreacji wprowadzili w czyn intensywny harmonogram zajęć dla wnuków. Osobom postronnym może się wydawać, że rezerwacja lodowiska na ósmą rano jest mordęgą, zwłaszcza przy założeniu, że basen jest o ósmej wieczorem, ale dziadkowie wiedzą, co robią, bo znają wysoki poziom wytrzymałości swoich zstępnych. I mogliby spokojnie zmienić kariery, by organizować turnusy feryjno-kolonijne dla szerszej rzeszy małolatów, do takiej perfekcji doszli... A monsterrodzice? Ano uczą się od starszych:) W końcu, jeśli każde z Monsterów obdarzy nas chociażby jednym wnuczęciem, to będzie co robić...a gdyby tak rozmnożyli się w postępie geometrycznym... strach pomyśleć! Jedna z Sióstr w Wielodzietności słusznie zauważyła, iż posiadanie jednego dziecka na stanie powinno być karalne. Na swoje usprawiedliwienie wyjaśnię tylko, że zamiast hulanek i swawoli, zaoszczędzony czas przeznaczam w całości na zadowolenie urzędu skarbowego oraz pracowników (dostaną wcześniej pity, to wcześniej się rozliczą, wcześniej dostaną zwrot i dzięki temu wcześniej pojadą na Kanary lub chociaż zniwelują debet w koncie...) Przeczytałam ostatnio wspomnienia sześciodzietnej matki i tam pojawiło genialne sformułowanie odnośnie brania urlopu, że dla czwórki, szóstki to się jeszcze opłaca, ale dla jednego? To tak na marginesie gimnastykowania się, gdy dzieci mają wolne od szkoły. Trochę tych dni jest w ciągu roku... A tu Monsterdziadek przysłał pierwsze zdjęcia... ![]() ![]() ![]() ![]() Tymczasem Monsterino, pomimo pewnych oporów, po tygodniu siedzenia w domu podreptał do przedszkola. Wieczorem się zwierza: - Nina ma małego dzidziusia w domu, Daria tez i Staś, Madzia będzie mieć jutro, a ja kiedy będę mieć? - A co ty byś robił z takim dzidziusiem? - zmieniam kierunek rozmowy - Pokazywał mu skoki i robił jak train... - tłumaczy - Ale wiesz, że taki mały dzidziuś to tylko leży, śpi albo płacze, robi kupę w pieluchy i mama karmi go z cycusia? - pytam, bo wydaje mi się, że Monsterino myśli o takim już podrośniętym roczniaku, bo ostatnio byliśmy w gościach u takiego i tłumaczył mu z wielkim zacięciem, że TAKIE MAŁE DZIECI nie mogą bawić się autkami.... - Robi kupę w pieluchę?! - dziwi się Monsterino, a potem wybucha śmiechem - niemozliwe! He. A ja mam wrażenie, że ledwie wczoraj on sam był taki.
piątek, 15 stycznia 2010
ostatki
Na zebranie do Monsterówny poleciałam ja, do Monstera - Monstertata. Nie, żebym nie chciała świecić oczami za Monstera, ale że u Monsterówny ciąży mi funkcja kasozbieracza, to podział był prosty. Jakoś nie potrafię przejąć się klasyfikacją na poziomie nauczania początkowego, ale oczywiście miło widzieć czarno na białym, że wszystkie umiejętności przeznaczone na ten etap edukacji mają opanowane. Czyste sumienie na ferie. Monsterówna tylko kwęka, pani rozdała im na ferie przykładowe ćwiczenia z "Kangurka": - Nawet nie myśl o tym, że będę je robić na zimowisku! - ostrzega - No co, Ty! W życiu bym ich ci nie dała na zimowisko! - zaperzam się - zrobimy zanim wyjedziesz... - dodaję w ramach żartu, bo przecież wiem, że akurat trzaskanie zadań z matmy nie jest dla Monsterówny odrabianiem pańszczyzny (przy okazji robi te zadania także Monster, choć trochę wolniej oczywiście) - Ok, tak to może być - zgadza się łaskawie Monsterówna Pani leci przed feriami z programem, oprócz zadań mają też teksty piosenek do wykucia na blachę, bo zaraz po feriach mają kolejny prosinfonikowy koncert i dwa dni nauki odpadają na próby w filharmonii. No, ale o tym pomyślimy potem, teraz pakowanie ekwipunku. Właściwie razy dwa, bo najpierw Monstery wyskakują jeszcze na parę dni do dziadków na łyżwy.
czwartek, 14 stycznia 2010
wychowawczy plaskacz
Przyzwyczaiłam się już do podpisywania uwag w dzienniczku Monstera, to fakt. No, ale przegiął: pani w świetlicy wypunktowała przeklinanie, wrzaski plus rzucanie dzienniczkiem w odpowiedzi na przegraną. Wiemy, że Monster ma problemy z przegrywaniem i wiemy, że imponuje mu o dwie głowy wyższy kolega, który ma niewybredny słownik, ale cóż, zasady są zasadami, nie powinien akurat tego przyjmować i uczyć się, więc zastosowaliśmy z Monstertatą gadkę wychowawczą. Monster pokiwał głową. Może dotarło, może nie. Monsterówna za to popadła w szloch wieczorny z powodu konieczności napisania pięciu zdań na temat oferty kulturalnej rodzinnego miasta, a w szczególności muzealnej. W końcu zgodziłam się tkwić koło niej podczas tego męczącego procesu i chyba o to chodziło z tym płaczem. Łzy wyschły natychmiast, a Monsterówna zaczęła kombinować. Z muzeum archeo poszło łatwo. Następnie narodowe... - Mogę napisać, że są tam niemiłe panie, które krzyczą na biegających i ciągle marudzą, że nie należy ruszać eksponatów - prowokuje Monsterówna - Pewnie, pisz - mówię - dlaczego, nie? - E, raczej napiszę, że CZASAMI są tam fajne warsztaty plastyczne - pasuje Monsterówna. Pewnie boi się, że gdy pani każe przeczytać je to na głos, to wzbudzi śmiech, a ona nie jest, w przeciwieństwie do Monstera, osobą, która lubi błaznować. Gdybym pracowała jako guwernantka, to te długie minuty wpatrywania się, jak to Monsterówna kreśli litery by mi nie przeszkadzały, a tak to siedzę jak na szpilkach i układam sobie listę, że jeszcze pranie, jeszcze odkurzyć, a co na kolację. - Perkusja - bąka Monster - albo gitara elektryczna... Oczywiście, już lecę... No nic, jeszcze tylko recenzja z koncertu Grupy MoCarta . Świetny kabaret muzyczny, dobrze bawiłyśmy się z Monsterówną, więc spodziewam się, że te parę zdań pójdzie z płatka. - Napiszę, że koncert był interesujący (pani zakazuje używania słowa: "fajny" - przyp. monstermamy) i że najlepsze były, gdy panowie używali różnych innych przedmiotów do grania, swojej buzi, na przykład - zapowiada Monsterówna - i jak jeden pan tańczył jak Michael Jackson, bo ja też tak tańczę! No i git. Grupę MoCarta polecam na żywo i najlepiej zająć miejsca gdzieś blisko, co by nie stracić żadnego szczegółu. A szczegółów jest mnóstwo... Co by było o wszystkich do kompletu, Monsterino po całym dniu wykrztuszania płuc, w końcu otrzymał mega-super-ekstra specyfik i nareszcie przestał. Nawet sobie nie zdawałam sprawy, jak to miło słyszeć w domu... ciszę.
wtorek, 12 stycznia 2010
tylko nie denerwujcie mamusi
Monsterino, od weekendu zamknięty w czterech ścianach z powodu kataru i kaszlu, wchodzi na wyżyny swoich umiejętności demontażu i generalnej rozwałki. Monstertata wyjątkowo dobrze znosi działalność swojego syna, choć gdy wreszcie nadciągam, grubo po siedemnastej (cięęęężki styczeń w pracy, naprawdę), oboje wyglądają na wykończonych. Urządzam Monsterinowi stanowisko ważenia mąki na precyzyjnej wadze zwędzonej Monstertacie. Monstertata się krzywi, ale za to jakie mamy rezultaty! - Cy to jus - pyta Monsterino po dodaniu kolejnej kopiastej łyżki żytniej, chlebowej - Nie, musi być 4 - 6 - 0 na wyświetlaczu - mówię, choć przecież wiem, że nie rozróżnia cyfr. Ale niech kombinuje. Wykombinował. Przywołał starszą siostrę. Monster prezentuje układ słoneczny w swoim wykonaniu. - Są wszystkie planety, widzisz! - jest wyraźnie dumny, nawet wpisał nazwy i tylko jedno Z jest napisane w odbiciu lustrzanym - księżyca nie narysowałem, bo jest za mały w porównaniu do planet! - Nie nudziłem się, tylko chciałem narysować! - ok, przyjął do wiadomości, że komunikat "nudzę się" działa na mamusię jako czerwona płachta na byka, więc nie nadużywa. Wytresowane, posłuszne dziecko. Za to młodszy brat nigdy się nie nudzi, gdyż zawsze można kogoś ponaciągać na rozrywkę. - Chodź, pogonimy się, goń mnie - proponuje bratu - pierszy! - Mówi się, "pierWszy". powtórz! - poucza Monster - Psecies będziesz ostatni! - chichocze Monsterino i odbiega na bezpieczną odległość Uuuuuu... ta zniewaga krwi wymaga. Co ochoczo czynią. - Pięć minut spokoju, zanim nie będę musiała opatrywać ran - myślę - Ani pięciu minut spokoju nie ma - mruczy pod nosem dosłownie w tej samej chwili Monsterówna i zasiada mi na wreszcie pustych kolanach. Koniec przerwy.
piątek, 08 stycznia 2010
jeden tramwaj jest czerwony, a drugi jedzie w lewo
Gdzieś tak pomiędzy taryfą celną, a e-deklaracjami wpadłam w panikę, że przecież miał być kolorowy filc oraz średniogruby drucik o długości ok. 30 cm. Po szybkim zeskanowaniu terminarza (czy było to w nowym czy w starym), wyszło, że dopiero na wtorek. Uff... Za to Monsterówna zapomniała fletu do szkoły, a dziś występ, no ale dzielnie poradziła sobie: z telefonu koleżanki zadzwoniła do Monstertaty. (dobrze, że Monstertata nie pracuje po drugiej stronie miasta....) Dzisiaj oprócz rozliczania roku mamy Jasełka u Monsterówny, a Monster w tym czasie jedzie na urodziny kolegi. Ile to będzie plus vat? A moja córka chce wiedzieć, co robimy w weekend...a tu jeszcze mam złożyć wniosek o niezaleganiu (rozumiem, że jak jej odpowiem, że chcę się wyspać, to się obrazi...) Monsterino ugryzł kolegę i uszczypnął innego. Czy zabrzmi to głupio i pesymistycznie, że oczekiwałam takiego komunikatu od tygodni? Dokumentowanie uzyskanej pomocy de minimis to droga przez mękę. Monster awansował do grzeczniejszej grupy na akrobatyce i mówi, że życie czasem jest piękne. (szczególnie, gdy się planuje swoje urodziny, choć są dopiero za dwa miesiące) - Nie mogę pokazać ci mojego nowego przerzutu, bo trener powiedział, że tylko na sali można to ćwiczyć - tłumaczy mi Mój Mały Prymusik - to tak jak Harry Potter nie mógł czarować w wakacje! - przechwala się Tak, Monstery zmusiły mnie do drugiego tomu Harrego, choć zastrzegałam, że może za trudny i powinniśmy choćby do wakacji poczekać. W międzyczasie połknęli bardzo rozrywkowy Nikczemny Spisek i okropnie odpychającego, ale mimo wszystko zabawnego Pana Gumę , a Monsterówna jeszcze Czarodziejskie Drzewo i tak jęczeli, że w końcu ulęgłam. Miękolkiem jestem, jeśli chodzi o wieczorne czytanie. Naciągają mnie na jeszcze jeden rozdział, a potem kolejny. A ja ulegam, choć wiem, że następny ranek jest zawsze trudny. Ale ich rozumiem, bo sama tak robię. I gdy Monster stoi na głowie podczas czytania też nie powinnam się denerwować, że nie słucha, bo jak sam stwierdzi, ma podzielność uwagi. Po mamusi...
środa, 06 stycznia 2010
góry na horyzoncie, a tymczasem...
tadam, tadam zimowisko
piątek, 01 stycznia 2010
jaki nowy rok, taki się potem calutki ciągnie
oby. bo to był dobry dzień (przez ostatnie dni mieliśmy do kompletu koleżankę Monsterówny na stanie i teraz myślę, że gdyby dodatkowo był z nami kolega dla Monstera i towarzysz dla Monsterina, to mogłabym siedzieć w fotelu i dyndać nóżką... To taka rewolucyjna myśl na przyszłe dłuuugie weekendy...) Wszystkie złote myśli i inne kwiatki Monsterów z ostatnich dni przebił Monsterino historią, jaką sprzedał mamie kolegi, u którego byli razem z Monsterem w odwiedzinach. Monstertata pojechał ich odebrać, a tu mama kolegi składa kondolencje z powodu śmierci naszego psa. - Jakiego psa? - pyta skonsternowany Monstertata - No tego, co wam zginął - wyjaśnia, nie mniej zdziwiona, mama. Otóż Monsterino opowiedział jej łzawą historyjkę o tym, jak to mieliśmy psa, który zginął, bo wpadł na baterię. Nie wiadomo dokładnie, o co Monsterinowi chodziło z baterią, bo przyparty do muru, czemu takie kity wali, stwierdził, że przecież opowiadał o złotej rybce, która zginęła wpadłwszy na baterię łazienkową... Normalnie domorosły bajkopisarz.... A tu jeszcze wampirka mamy: Wróżka Zębuszka w Monsterowie ma etat, bo czwórkę straciła też Monsterówna. Po czym przyłapałam Monsterina walącego sobie klockami we własne uzębienie. Chciał przyśpieszyć proces....
środa, 30 grudnia 2009
krtaniowo
Ładny koszmarek senny swoją drogą... W celu urozmaicenia monsterwarsztatów naukowych miał wybuchnąć wulkan Zaparty dech, a tu taki psik zamiast erupcji... Monstery usiłowały uratować honor producenta, dosypując materiałów wybuchowych. Nic z tego. Ale nie poddają się. Monsterówna sporządziła listę potrzebnych substancji do swojej listy eksperymentów do wykonania.
środa, 23 grudnia 2009
nieludzkim głosem
- Wies, co najbardziej lubią robić osy? - pyta Monsterino szarym rankiem Zanim pomyślę, zanim odpowiem, spod kołdry słychać stłumione: - Cztery razy cztery równa się szesnaście! - Monster przychodzi zziębnięty nad ranem. Nie wiem, czy mu za każdym razem kołdra spada, czy tak po prostu lubi się przytulić. W każdym razie tabliczka mnożenia jest jego nową pasją. Oraz nie ma drugiej jedynki z przodu. Wygląda jak wampir. - Mamuuuś - Monsterino kontynuuje wątek - Osy lubią uządlować tyłki! Robią duzo, duuuuzzzzo dziurek w tyłku! - chichocze - No i machają sksydełkami! Ano. Prababcia przyjechała do nas ze swoją kotką. Kotka pochodzi z leśnej głuszy, jest po przejściach (straciła oko), ale teraz zachowuje się jak najbardziej domowy kot, jaki może być. Monsterina głos wchodzi na wysokie tony, gdy przemawia do kotki. Jest bardzo czuły i delikatny. - Widzis, kiciu, tam mozes zrobić kupę! - pokazuje kuwetę. Kotka nie jest akurat zainteresowana. - No spójs, tutaj, tu - ostrożnie nakierowuje kotkę w odpowiednią stronę - tu, NA WPROST! - A teraz będziemy bawić się we wróbelki! - zapowiada Monsterino kotce Kotka mruczy, parskam śmiechem wpychając sobie maskarę w kącik oka. Monsterino zerka na mnie z powagą. - Jak będziecie się bawić z kicią we wróbelki? - pytam Monsterino patrzy na mnie z politowaniem. - Będziemy razem dziubać ziemię! Czuję, że to będzie niezła zabawa...
wtorek, 22 grudnia 2009
i przed , a jeszcze
- To była historia pses duze em! - emocjonuje się Monsterino relacjonując jedną z licznych opowieści z życia swoich hot-wheelsów. No i jak tu się nie roześmiać, mimo, że teoretycznie powinnam być BARDZO obrażona na moje najmłodsze dziecko. Bo rozumiem odkurzać, domowe porządki pochwalam, ale żeby prawie CALUSIEŃKĄ ziemię wprost z doniczki mojego fikusa benjaminka? No i świąteczna machina się toczy. Niechaj śnieg nam zalega, bo klimat tworzy uroczy, ale może zamiast minus dziesięć, tak z siedem stopni więcej, ha? Spokój, zen, dystans i głęboki oddech. Dziadkowie obejmują opiekę nad wnuczętami, więc mogę delektować się nadganianiem dokumentów w pracy. Fryzura, french na paznokciach i nowa kiecka. Dłuższy sen to priorytet, porządki zostawiamy na wiosnę, a jak nie będzie dwunastu potraw, to się nam nic nie stanie, bo kto uczciwie pościł, to ma przecież skurczony żołądek...;). Wyspania i świątecznego wyluzowania sobie i Wam wszystkim życzę, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! I piszcie, co tam u Was.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
co by tak można
Pragnienie by mieć zwierzątko domowe, nadal tkwi w najmłodszym mieszkańcu Monsterowa. Zdecydowanie najmłodszy ma gorzej, że nikt po nim nie następuje. Gdy w Kościele jakiś o głowę niższy młodzieniec starał się dosyć wiernie powtarzać monsterinowe ruchy polegające głównie na wskakiwaniu i zeskakiwaniu ze stopnia komunijnego, Monsterino zdenerwował się nie na żarty i musiałam mu założyć nelsona, by nie znokautował młodszego kolegi. - To moze pójdziemy do sklepu zologicnego i tam będą klóliki, LISY, BOBRY i Frankliny - wyjaśnił (Monsterino zaczyna wymawiać "r" w niektórych słowach i to BOBRY zadźwięczało pięknie) To już wiemy, jak ewentualny żółw miałby mieć na imię. Poza tym tradycja w narodzie nie ginie i Monstery otworzyły świąteczne monsterwarsztaty kartkowe, a przez to ja, chcąc nie chcąc, musiałam nadzorować żonglowanie klejem przez najmłodszego. Abselutnie (jak mówi Lisbet, siostra Madiki) nie było to łatwe, zwłaszcza, gdy Monsterino zobaczył brokat, którym Monsterówna hojnie obsypywała swoje prace. No to teraz spotykamy brokat w różnych miejscach naszego domostwa. Już po gruntownych porządkach, zresztą. Ale dzięki tym, że Monsterówna zrobiła raban, że to już najwyższy czas, by z kartkami zdążyć, taka krótka refleksja mnie naszła, że naprawdę sztafeta trwa - wystarczyło parę lat, a Monstery już mają przynajmniej jedną tradycję zakodowaną. I cykl: adwent-roraty-pierniczki-kartki-choinka i" pamiętaj mamo, żebyś kupiła jeden talerz więcej na Wigilię", gdy przy zamawianiu nowych skorup liczyłam, ile będzie nam potrzebne. A tak w ogóle to przez te liczne wigilie, spotkania jasełkowe i kiermasze po kolei w każdej z trzech instytucji edukacyjnych Monsterów plus na zajęciach dodatkowych, czuję, jakby te święta już się zaczęły. No a przecież po świętach i karnawał i kolejne jasełka i bale i dzień babci i dziadka, a i ferie w Wielkopolsce w tym roku wcześnie, bo też w styczniu, także maraton będzie trwał i po świętach. O feriach jeszcze będzie nie raz, bo Monstery w tym roku pierwszy raz jadą na zimowisko. Na razie odliczają tygodnie (równolegle z odliczaniem dni do świąt - w książce Tajemnice Bożego Narodzenia odliczają rozdziały - matematyka na każdym kroku). Przeczytałam ostatnio, że dzieciństwo to ciągłe czekanie - a to na święta, a to na wakacje, a to na urodziny. I fakt - dzieci żyją przyszłością, generalnie ciągle nie mogą się czegoś doczekać. A ja bym sobie jeszcze poczekała...
piątek, 18 grudnia 2009
choinka jeszcze w lesie
- Ciekawe - parska Monsterówna - nie słyszałam, żeby mierzenie temperatury likwidowało gorączkę! Taaa. Ja też nie (poza tym nie podoba mi jeszcze jedna opcja w tej grze: na ból głowy podaje się natychmiast pain killer. A zwierzaczek mówi głosem dziecka. Rozumiem, że to tylko gra i chodzi o ćwiczenie słówek, ale czy rzeczywiście Monsterówna powinna wyćwiczyć sobie taką zależność - jak boli, to nie dociekamy dlaczego, nie stosujemy czegoś naturalnego, tylko tabletka z krzyżykiem i po krzyku? Nawet jeśli to tylko po angielsku. Że tak trochę pojątrzę...) A poza tym u nas biało. Monstery szaleją ze szczęścia. Monster wracał ze szkoły ruchem nurkowym. Literalnie czołgał się po śniegu z rozchichotaną gębulą. Monsterównę odprowadziłam przez park na zajęcia "Cepelii" - rżała i galopowała po puchu jak młode źrebiątko. Po zajęciach wracałyśmy godzinę, bo jeszcze chciała sturlać się z górki. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. Monsterino pobaraszkował w ogrodzie i on chyba z całej trójki, choć zadowolony ze śniegu, to tak najmniej zachłannie do niego podchodzi. Być może starsze już są tego świadome, że trzeba wykorzystać śnieg, póki jest. Bo może być to, niestety, krótko.
czwartek, 17 grudnia 2009
szczerbatek i awans
Najpierw w zeszły czwartek, bodajże, Monster wrócił ze szkoły szalenie zadowolony, bo Pani, patrząc na jego poziom pisania ołówkiem, pozwoliła mu wreszcie pisać piórem. Strasznie dumny jest z tego awansu. W piątek, specjalnie wcześniej wyszłam z pracy, by zerknąć do sali podczas ich akrobatyki i zobaczyć, jak ćwiczą. Trochę czasu minęło, zanim mnie zauważył, więc widziałam, że słucha i pilnie ćwiczy. I że są rzeczywiście nadpobudliwe jednostki, którym ręce i nogi pracują niezależnie od zaleceń pani. Trenerzy muszą być święci, żeby permanentnie nie wybuchać. W niedzielę, pod koniec Mszy, zwierzył się, że dzisiaj to przynajmniej się nie nudził. Bardzo byłam ciekawa, co takiego rozwiało kościelną nudę, i okazało się, że to intensywne czynności ekstrakcyjne tak go zaabsorbowały. I taki teraz jest skutek (a w nocy śnił mu się Rumburak, zamiast Wróżki Zębuszki, o dziwo) Późnym popołudniem całą rodziną zjechaliśmy się, by podziwiać Monstera w przedstawieniu bożonarodzeniowym (za mało pikseli ma ten nasz aparat-staruszek, żeby zdjęcia robione z daleka miały jakąkolwiek ostrość) Z cyklu: opiekuńczy starszy brat (zawsze mnie to wzrusza) Wczoraj pojechałam z klasą Monstera na wycieczkę do gigantycznej, maksymalnie zautomatyzowanej sortowni poczty w Komornikach. Teraz rozumiem,dlaczego giną listy - dziwię się, że w ogóle większość dochodzi - było tam tego na kopy! Chcecie hardcore-u? Czterdziestka pierwszoklasistów (dwie klasy) pierniczących w muzeum regionalnym w Stęszewie. - Powinniśmy dzisiaj jechać małym pługiem! Od razu odśnieżylibyśmy chodnik! - wrzeszczał dzisiaj Monster, gdy ubranego w narciarskie ciuszki, wiozłam na bagażniku roweru do szkoły - Super, świetnie, fantastycznie, ale czad! - krzyczał jak opętany, ciesząc się z zimowej aury I jeszcze zeskoczywszy przed drzwiami musiał ulepić kilka kulek, choć śnieg zbyt sypki był do lepienia, obrzucił się tym puchem i musiałam go pogonić, bo by chyba nie zdążył dojść do klasy przed dzwonkiem. A swoją drogą, nie wiedziałam, że moje dziecko zna tyle synonimów słowa "fajnie".
poniedziałek, 14 grudnia 2009
adwent muzycznie
Adwent przeżywamy w tym roku bardzo muzycznie. Przede wszystkim dzięki Monsterównie ćwiczącej kolejne kolędy, a to na flecie, a to na keyboardzie. Poza tym zanim zapłonęła pierwsza świeczka na wieńcu, byliśmy na operze Brundibar ,którą bardzo polecamy. Aczkolwiek akurat my, z racji premiery, mieliśmy spotkanie z panią grającą 60 lat temu w pierwszych, gettowych przedstawieniach i tłumaczenie Monsterom na bieżąco, dlaczego dzieci wtedy umierały, co to było z tym gazem i czemu jechały w wagonach, by umrzeć, powodowało, że musiałam niezłą ekwilibrystykę szeptaną wykonywać, a siedzieliśmy w dodatku w pierwszym rzędzie, więc priorytetem była dyskrecja w działaniu... A teraz, nim zapaliliśmy trzecią świeczkę, podziwialiśmy muzyczne klasy ze szkoły Monsterówny, w bożonarodzeniowym koncercie w ramach Pro Sinfoniki. Pięknie było. Ogromnie przedsięwzięcie, więc czapki z głów przed nauczycielami, szczególne uznanie należy się wiekowej już pani reżyser. Przy naprawdę tylko trzech dużych próbach i ostatniej porannej, gdzie jeszcze były problemy z synchronizacją wejść, to, że wyszło bezbłędnie, płynnie i bez wpadek, to wielki sukces. Wzruszyłam się. Monsterówna pląsała i śpiewała w chórze. I podziwiała koleżanki, które miały solówki. Że się nie denerwowały. Bo ona by tak nie mogła. Ozdoby na sukience zawdzięczamy monsterbabci, która, gdy nas odwiedziła, wzięła suknię w własne, zręczne ręce. Dzieci wspaniale się zachowywały, a przecież musiały być w sobotę już o ósmej rano w filharmonii, obecne i przytomne, a potem dwa koncerty z krótką przerwą na obiad. Dzielni artyści!
piątek, 11 grudnia 2009
ignor
- Miau, miau - Monsterino wychynął spod ręcznika i wyprężył grzbiet - Och, jesteś milusim koteczkiem! - zaświergotała Monsterówna schylając się nad bratem - NIE! - warknął Monsterino - jestem zółwikiem i wyłazę ze swojej skolupki! - Żółwie nie miauczą! - obruszyła się Monsterówna - Dlacego nie miaucą? - zdziwił się Monsterino - Bo nie - kategorycznie zakończyła dyskusję Monsterówna - Ale jaki odgłos wydają żółwie? - zastanowiła się głośno - MAMOOO?! - Nie wiem. Żółwie widuję tylko w Zoo. Może po prostu tupią? - przyznałam się do ignorancji - Jus wiem! - ucieszył się Monsterino - zółwie sklobią w skolupkę! Sklop-sklop! I ja chcę mieć zółwia. - Pewnie na urodziny - pośmiechuje się Monsterówna, bo Monsterino cokolwiek fajnego zobaczy albo zamarzy, zamawia sobie na urodziny. Tym sposobem mamy już harmonogram prezentów aż do jego pełnoletności. *** Dzień później Monsterino powtarza manewr z przykrywaniem się ręcznikiem, więc gdy w końcu wysuwa spod niego głowę, uśmiecham się: - Witaj, żółwiku! - Mamo! - wydyma policzki Monsterino - psecies ja nie jestem SKOLUPIAKIEM! *** A tak w ogóle to Monsterino ma w tym tygodniu tylko trójkę kolegów w swojej grupie przedszkolnej. (obłożenie spadło o jeden od zeszłego tygodnia) Głównie ospa wymiotła, ale sezonowe przeziębienia pewnie też, a Monsterino się trzyma. Więc plujemy z Monstertatą przez lewe i prawe ramię oraz odpukujemy w niemalowane, choć bez farby to u nas tylko gałązki cisu uświadczysz. A przede wszystkim na wszelki wypadek ZUPEŁNIE o tym nie rozmawiamy. Zdrowienie przez niezapeszenie.
wtorek, 08 grudnia 2009
tv a sprawa polska - czyli rodzice dzieciom zgotowali ten los
... chyba, że Monstery zapragną ponegocjować. Cóż, jestem otwarta na propozycje... hmm....współpracy z ich strony...
niedziela, 06 grudnia 2009
tradyszyn
Druga świeczka na adwentowym wieńcu, więc Monstermanufaktura Pierniczkis Bez Ograniczeń w szczytowej formie. Nieśmiało zaproponowałam na kolejny weekend małą odmianę: muffinki, ewentualnie ciasteczka migdałowe. Monstery popatrzyły na mnie z uwagą, a potem Monsterówna rzekła: - No dobrze... ale pierniczki też, tak? Lata praktyki sprawiły, że ozdabianie idzie im błyskawicznie. Zapasy powinny starczyć nam do sylwestra, ale przy założeniu niewielkiej, wręcz symbolicznej konsumpcji w czas postu. Oto nasz bohater akcji szkolnej - dla dzieci z klasy postanowił upiec... krokodyle. I jeszcze dla pani, i dla pani trenerki i dla pani ze świetlicy i dla pana trenera.... 27 własnoręcznie wyciętych i ozdobionych krokodyli. Święty Mikołaj też dostał swoją dolę. I się odwdzięczył.
piątek, 04 grudnia 2009
na wyłączność
Kiedy grubo po pierwszej w nocy kończyłam świąteczne karneciki jako mój wkład na kiermasz adwentowy w szkole Monsterówny, a jednocześnie sprawdzałam, czy mamy już wszystko do kolejnej partii pierniczków, tym razem na szkolne spotkanie u Monstera, uderzyło mnie, może przez tę nocną ciszę, jak bardzo ważny jest dla każdego z moich licznych dziatek mój gest. Bo ja mam roboty razy trzy, ale każde z nich przyniesie coś, postawi i powie: "to od nas, to moja mama zrobiła" Albo razem zrobiliśmy. I choć przecież byłam świadoma, że każde z nich jest samo w grupie, w takim sensie, że jest jedynym przedstawicielem rodziny, a reszta dzieci może nie wiedzieć, że w ogóle ma jakieś rodzeństwo , to gdy widziałam na zdjęciach Monsterina prezentującego naszą rodzinę wspomagając się planszami, które nocą kleiłam, to oprócz wzruszenia, jak on to pięknie robi, dotarło do mnie coś, co przecież wiedziałam już wcześniej. JAKIE TO WAŻNE. Żeby każde z nich czuło się wyróżnione. Jedyne. Zrobiłam to SPECJALNIE dla Ciebie. Jak bardzo jest istotne kibicowanie każdemu dziecku w jego indywidualnych wydarzeniach, bicie brawa i podziwianie na występach. Właśnie jego. Ekskluzywnie. Jakby nie było całej reszty świata. Bo w tym momencie nie ma. Jest tylko ono i wydarzenie dla NIEGO najważniejsze w tej chwili. Ktoś kiedyś zapytał mnie odnośnie Monsterina i jego występu w przedszkolu, że niby dlaczego tak się podniecam, jak przecież już dwa razy to przerabiałam, to czym się tu denerwować.... JAK TO CZYM??? To można mieć takie podejście, że skoro to moje kolejne dziecko, to jego debiut jest mniej ważny niż pierworodnego? Zresztą pani Monsterówny bardzo się zdziwiła, gdy właściwie już pod koniec roku pojawiliśmy się całą rodziną na rajdzie. Że można tak angażować się w życie dziecka, skoro to nie jedynak. Prawie takimi słowy to ujęła... Ale to przecież tak trzeba! Bo w tej placówce, w tej klasie, są jedynakami! A nawet gdyby byli bliźniakami w jednej klasie, to przecież i tak każde z nich musi czuć, że jest jedyne w swoim rodzaju. I zostać dopieszczone. Zatem idę dzisiaj dyżurować przy kiermaszu u Monsterówny, a na poniedziałek robię aniołki na wystawę w przedszkolu. Znowu za 2 tygodnie jadę z klasą Monstera na wycieczkę. Bo chcę. Bo tak trzeba. Bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. |
Archiwum
Zakładki:
Monsterowo bywa...
Reszta świata
Siostry W Wielodzietności
|