czwartek, 29 września 2016
horror

 

W pewnym wieku należy się wysypiać, bo inaczej można przestraszyć się twarzy w lustrze.

A ja nawet nieszczególnie lubię horrory.

Ciemną nocą ruszyłam do pracy, a kawa, którą przed piątą ugotował mi, heroicznie wstawszy nawet przede mną, Monstertata, została zapomniana w kuchni! Ależ byłam wściekła, gdy to, już przed bramą zakładu, odkryłam.

Monsterunio czujnie złapał za swoją żywą butelkę, zanim wychynęłam spod kołdry, więc jeszcze na wyjście się wyprzytulaliśmy. Monsterunio posiada podobny czujnik obecności, w jaki wyposażony był starszy brat, ale ten egzemplarz daje się oszukać innym, ciepłym ciałem, z czego ochoczo korzystam delegując do usypiania któreś ze starszych Monsterów. Rano Monsterunio przylega do Monstertaty i jeszcze dosypiają. Rekordowo napompowane są po takiej nocy pieluchy - wielorazowe nie dawały rady - pampki trzeszczą w szwach.

Fatum historii w tym tygodniu nadal rządzi. Tyle, że Monsterino, co by nie wyjść na naciągacza, poszedł do szkoły, przetrwał fatalny przedmiot, ale rozłożył się na akro, po czym ozdobił womitem samochód, gdy na cito wezwany Monstertata wiózł go ze szkoły. Resztę popołudnia i nocy przespał, po czym dzień później obudził się o czwartej jak nowonarodzony.

Zobaczymy, co się wydarzy w przyszły wtorek.

Monstery mają dosyć aranżowania weekendów przez Monstermatkę, znaczy w spokoju pragną być zostawione i bezproduktywnemu nałogowi komputerowemu oddać się we władanie.

Monsteruniowi byle las wystarczy, o tym już pisałam, ale Monsterina chciałam przewlec przez grody średniowieczne, jako że naprawdę wstyd, mieszkając tak blisko, żeby ich wszystkich nie znać.

Pewnie go znowu muszę zaszantażować blokadą dostępu do tabletu, bądź w ostateczności marchewką w postaci porcji zbędnych węglowodanów połechtać, bo jak zostawiłam sprawy własnemu biegowi, co by chwilę pożyć bez wrzasków, marudzenia i nerwów szargania, to do mojego sumienia i obowiązku rodzicielskiego Monsterówna, na zajęciach o cyberuzależnieniach chowana, się odwoływała, rwąc włosy z głowy nad moim lekceważącym do sprawy podejściem.

No to teraz nie lekceważę i cały przegląd najgorszego zachowania i po stronie dziecka, i rodzica, na bieżąco mam.

Aha - i po co właściwie ja się tak zrywam po nocach do roboty?

Po co w ogóle do roboty, skoro w domu chlew i gemyla oraz taki ciu-ciu-ciu Piękny Liściozjadacz

Z potrzeby rozrywki, oczywiście.

poniedziałek, 26 września 2016
radości Wam powiedam

 

Cały weekend oraz pół piątku Monsterówna spędziła na Mistrzostwach Polski Juniorów w Zielonej Górze i nawet zadowolona wróciła, choć potem jak utknęła nad książkami, tak jej już do północy zostało.

Monster z kolei jakiś zestresowany ilością nauki, nawet do kina wziął zeszyty, co by powtarzać w trakcie początkowych reklam. Dziwne.

Monsterino bardziej wyluzowany, choć poniedziałek zawsze nadchodzi za szybko. No, ale ograł nas w "Osadników", a że miał marzenie, żeby wreszcie rodzinnie zagrać, zatem ukontentowany. Teraz wieczory coraz dłuższe będą, to i więcej partyjek się uda machnąć, może nawet Monstertata kiedyś wygra i mu się humor polepszy...

Dla Monsterina sobota była jednym z jego najlepszych dni w życiu, ponieważ na swoim szlagierowym dystansie - 400m - wywalczył puchar, jakiego jeszcze nie miał w swojej kolekcji.

Ogromiasty

Natomiast tytuł Najbardziej Niezadowolonego Dziecka Weekendu przypada tym razem Monsteruniowi. W sumie trudno mu się dziwić - katar cały czas mu spływa, a to nosem, a gardłem, za glutoodciąganiem nie przepada. Dodatkowo czwórka kolejna się wyrzyna, zatem palce w paszczy, ale niekoniecznie - mogą być inne akcesoria - czyści ściółkę leśną z patyków, na przykład.

Albo likwiduje stóg.

Przynajmniej pogoda nas rozpieszczała, a na zewnątrz jakoś łatwiej z bólem egzystencji sobie poradzić.

I jeszcze mała refleksja po kolejnym spacerze w zoo: roczniakowi zupełnie nie są potrzebne zwierzęta w zoo. Wręcz przeszkadzają. Skrzypiące furtki są świetne, szeleszczące liście pod nogami, też, a melex dowożący karmę dla kóz - idealny do eksplorowania. (Dlaczego Pan Obsługujący Pojazd tak szybko się ewakuował?!)

Starszy brat opiekuńczo pilnował, by młodszy nie utracił paluszków pod wielkim dziobem.

Kozy, chyba przejedzone, nie interesowały się pulchnymi kończynami naszego Robaczka. I dobrze. Nawet takie wytytłane są bardzo całuśne.

Jeśli chodzi o poranki, to już, niestety, nadszedł moment wstawania po ciemku. Oby do wiosny.

czwartek, 22 września 2016
wirus

 

Wirus przeszedł w zeszłym tygodniu przez Monsterowo zbierając obfite żniwo. Co do Monsterina, to mam nie poparte żadnymi twardymi dowodami, podejrzenie, że oprócz wirusa żołądkowego tam się jakaś alergia na przedmiot szkolny wdarła. Gdyż dwa razy, gdy miał we wtorek do przybytku edukacji się udać, a wtedy właśnie jest jedyna w tygodniu historia, lądował na kanapie z miską w pobliżu.

No cóż, niektórzy nie chcą się poddać historycznej prawdzie.

Swoją drogą zgadałam się z rodzicami, że nauczyciel za bardzo to im życia praojców naszych, Słowian nie przybliża (gra na telefonie w czasie lekcji, zadaje im do przeczytania podręcznik, a potem naprawia komputer,  a w Poznaniu mieszkając i z takimi o dziedzictwiez muzeami się stykając, to aż wstyd.

I chyba poruszymy temat na forum szkolnym.

No nic - starsi wkuwają historyczne terminy po angielsku, zasuwają w gimnazjum jak pracowite pszczółki, tymczasem Monsterino awansował na kolejny poziom samodzielności i wraz z trójką kolegów na angielski z native'em udaje się bezpośrednio ze szkoły. Mogą się przejść lub przejechać tramwajem. Tyle, że są ograniczeni czasem i jeśli tramwaj im ucieknie, to powinni iść. Ale gdzie tam - przecież oni nie lubią chodzić!

Na razie pracujemy nad komunikacją, także z native'em, bo Monsterino twierdzi, że go nie czai (ma prawo), tyle tylko dlaczego zatem uważa, że native obraża ich prawie wszystkich, poza Idealnym Jakubem, mówiąc, że nie mają tak dobrego mózgu jak Jakub.

- Tę zniewagę zrozumiałeś, a reszty ni w ząb? - zżymam się

- Nie lubię go i koniec - irytuje się Monsterino

Monster spędza po 3 godziny dziennie na treningu, w sobotę też chodzi, a w niedzielę jeszcze na jump arenę. Trampolinowy ADHD! Monsterówna spokojniej podchodzi do wszystkiego, rzekłabym - flegmatycznie, tylko nie chcę cierpieć jej fochów, jak to przeczyta.

Monsterówna generalnie ma czas i zdąża na wszystko, tylko, że robi to przeważnie na ostatnią chwilę. Ja tak nie lubię, Monster też nie, więc jak mamy wyjść razem, albo oni we dwójkę gdzieś idą, to tarcia się ogromne.

W sobotę ledwie zdążyliśmy odebrać pakiety startowe na zawodach (co nie przeszkodziło Monsterównie doskonale pobiec i łyknąć drugie miejsce, ale prawdziwą sensacją był start Monstertaty, który zdobył pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej!), w niedzielę mieli wyjść do teatru wcześniej, ja już tam byłam, bo na wcześniejszy spektakl z Monsteruniem pojechałam, ale wyszli później i cała złożona logistyka przesiadek im się posypała.

- Przecież zdążyliśmy! - argumentuje Monsterówna - następnym razem wyjdźcie bez mnie wcześniej.

Na szczęście spektakl wszystkim się podobał i go polecają.

Żeby zaciągnąć Monstera do teatru (akurat tak się złożyło, że w jednym tygodniu), musiałam wystawić mu zaświadczenie dla trenera, że go zmuszam do ochamiania się, tfu, ukulturalniania.

I jeszcze mam NICZEGO nie planować do przodu na soboty bez jego wyraźnej zgody. Ewentualnie, jeśliby to były regularne wizyty w jump arenie, to mam jego błogosławieństwo.

wtorek, 13 września 2016
jaki poniedziałek, takie całe życie

 

Oczywiście zawsze mogło być gorzej. Bo akurat obie szkoły zażyczyły sobie wszystkie trzy zebrania na tę samą godzinę. A mogło dojść jeszcze żłobkowe, prawda? Zamiast tego mieliśmy tradycyjne odczulanie Monstera, więc i tak bez zaangażowania monsterdziadków się nie obeszło.

O treści zebrań się nie wypowiem, bo dopiero zbiorę (nomen omen) wszystkie informacje, ale w gimnazjum wrze, bo nauczyciele zaczynają rozglądać się za pracą... Akurat tym z TEGO gimnazjum się dziwię, bo to zespół szkół z podstawówką, więc jak dla mnie to mechanizm przekształcenia będzie prosty - ale rozumiem nauczycieli w samodzielnych szkołach - jak dostaną jakąkolwiek propozycję, gdziekolwiek, to uciekną jak najszybciej. I okaże się, że w ostatnim roku gimnazjów nie będzie komu dzieci uczyć.

Piękna pogoda za oknem, a dzieci w szkole popadają w depresję. Współczuję im i sobie - też siedząc za biureczkiem w okularach przeciwsłonecznych, bo akurat tak nisko słońce operuje, czuję się nie na miejscu.

W weekend biegaliśmy, choć upał był nieznośny, w Lesznie. Byłam jedyną matką z wózkiem, biegło się kiepsko, bo po trawie, bez cienia, rekordów nie pobiłam. Chłopców wyciągnęłam na szeroko reklamowany poligon wojskowy, który okazał się klapą totalną - miała być musztra, pole minowe, noszenie sprzętu, strzelanie - a było trochę kapiszonów, zadymiony namiot i 10 strzałów w sumie może z 30 sekund wszystkiego - myślałam, że mnie Monster rozszarpie, że na takie g... z treningu zrezygnował.

Jedyną pociechą to zbieranie tą akcją pieniędzy na Ostoję dla emerytów - schronisko dla zwierząt mundurowych odchodzących ze służby.

Na biegach dziecięcych brylował Monsterino i tak mu się spodobało, że w niedzielę nad Rusałką też postanowił pobiec. I znowu wygrał.

Monster, który dojechał nad Rusałkę, gdy już się wyspał, stwierdził, że nagrody kiepskie. Ale do frajda parku (co nagrodą za bieg było) też chciał wejść, więc wykombinowali jakąś skomplikowaną bajeczkę, że on jest niby Monsterina opiekunem. Nie wiem, jak to obsługa parku łyknęła, ale wpuścili ich. Grunt to mieć tupet.

piątek, 09 września 2016
wrześniunio

 

Monsterino ma dzisiaj pierwszy sprawdzian z matmy, więc tłukliśmy przez ostatni tydzień ułamki dziesiętne. Jak po grudzie szło. Chyba nie potrafię tłumaczyć (monstertata, monsterdziadek, Monster i Monsterówna też nie). Nie każdy musi być geniuszem matematycznym, ale żeby na poziomie V klasy już odpaść, to się nie godzi.

Poza tym ze zdziwieniem skonstatowałam, że po rozpoczęciu roku brakuje mi czasu, żeby z każdym z Monsterów porozmawiać, wysłuchać skarg i zażaleń oraz zanotować wszystkie potrzeby.  A jak rozmawiam z jednym, to już Monsterunio leci i przekrzykuje towarzystwo. Taki rozpuszczony!

Chociaż trzeba przyznać, że mu starsi przebaczają wszystko i kochają nad życie, zatem mniej rozpuszczony raczej nie będzie.

W związku z początkiem roku szkolnego i początkiem nowych sezonów zapisywania na zajęcia, wyrośniętych ciał, głównie stóp, po wakacjach oraz innymi wydatkami, taka mnie refleksja naszła, jak to pojechałam w III klasie liceum na rok do szkoły w Stanach i miałam jedne buty sportowe, czyli tzn. adidasy, dla mnie super - kupione w tanim sklepie typu aldi w Niemczech, ale w porównaniu z tym, co było wówczas na straganach w Polsce (bo to 1992 rok był) - fantastyczne. No i ja w tych butach wszystkie dyscypliny, od siatkówki do biegów zaliczyłam w tamtym pamiętnym roku szkolnym. Podczas, gdy moi amerykańscy koledzy na każdy sport mieli inne buty, co mnie do śmiechu doprowadzało.

No i się doczekaliśmy takich czasów teraz w Polsce: Monsterino na piłkę ma 3 pary różnych butów w tym samym rozmiarze, gdyż: normalnie gra na boisku ze sztuczną nawierzchnią - żeby się nie ślizgać potrzebne są buty z podeszwą turfy, na halę - halówki, a na ligę, graną na trawie - korki.

Dobrze, jak się uda wynegocjować niezupełnie najnowszy model.

Za to Monster poleciał po taniości - tylko lekkie buty i na wf i na codzienne chodzenie i wyraził przyzwolenie, by najtańsze nike'i mu kupić na piłkę, bo to naprawdę nie ma sensu, żebyś przepłacała. Łaskawca:)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016
jump day, czyli ta ostatnia niedziela

 

Monstery zostały wciągnięte przez starszych, pracujących już zawodników w działania promocyjne Jump Areny, dzięki czemu tę prawdziwie upalną ostatnią niedzielę wakacji mogliśmy spędzić nad jeziorem, a dzieci zakosztować takich sportów ekstremalnych jak blob, czyli katapultowanie do wody za pomocą gigantycznej poduszki z gumy. To nic, że Monsterówna prawie nos złamała, a twarz ją jeszcze wieczorem paliła, Monsterino też narzekał na twarz, a Monster na głowę, ważne, że było EPICKO.

Same salta na trampolinie już im spowszedniały, ale na oklaski łase są, bo im przeszkadzało,

mało energicznie się rozlegały.

Monster już liczy kasę, jaką będzie zarabiał jako instruktor na jump arenie w niedalekiej przyszłości.

 

Monsterunio tradycyjnie zjadał piasek, tym razem mokry.

Mistrzów drugiego planu nie oglądajcie - moja znajomość obróbki zdjęć nie obejmuje tak wyrafinowanych technik jak zlikwidowanie tła.

Teraz Monstery starsze pogrążyły się w depresji w oczekiwaniu na początek roku szkolnego.

To straszne, że nawet troszeczkę nie chcą tam wrócić. A ja myślałam, że generalnie dobrze się tam czują. Widocznie była to sugerowana przez mnie odpowiedź. Bardzo jestem ciekawa, czy gdyby ich wysłać do szkoły demokratycznej, gdzie uczniowie sami decydują o swoim planie dnia, to mieliby ochotę na rozszerzenie swojej wiedzy, czy tylko graliby (Monster) albo czytali (Monsterówna). No nic, już się nie przekonam. Bo w Poznaniu akurat nie słyszałam dobrych opinii o demokratycznej.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
taki mamy klimat

 

oj, zła byłam od samego rana w niedzielę, gdy ten deszcz zobaczyłam, co wsiąkał nie wiadomo jak długo w wypraną kołdrę wełnianą, na taras do suszenia wystawioną. Bardziej nasiąknęła niż z prania wyszła.

Naprawdę musi lać akurat w niedzielę?!

No i do zoo na karmienie zwierząt nie zdążyliśmy, bo lało. Nawet nie wiem, czy ktoś tam dotarł. Popołudniu niedobitki w kaloszach snuły się po parku, my weszliśmy do pawilonu zmiennocieplnych.

Piranie miały ochotę na Monstery. Normalnie podążały za nimi - starsze osłaniały zatem swojego najsłodszego przedstawiciela.

A chłopców to na siłę musiałam do zoo zawlec. A potem stwierdzili, że jednak fajnie, bo dużo się zmieniło, odkąd byli tam ostatni raz.

Wilk, na przykład, bardziej wypolerowany w miejscach, gdzie go dzieci dosiadają.

Ostatni tydzień wakacji przed Monsterami - strasznie jakoś nieprzygotowane do rozpoczęcia nowej harówki. Monsterino szczególnie nie widzi sensu, skoro według nowych planów Ministerstwa, ma spędzić w podstawówce jeszcze kolejne lata.

Jejku, jak mi szkoda gimnazjów...

środa, 17 sierpnia 2016
wyjście

Nie tylko on dał radę

http://imghumour.com/assets/Uploads/Escape-He-Finally-Did-It.jpg

My też ulegliśmy modzie.

Perwersja - płacić za to, żeby się dać zamknąć i jeszcze ścigać się z czasem, żeby się wydostać.

Z braku doświadczenia spróbowaliśmy z łatwym tajemniczym pokojem, 

toteż Monstery wyrobiły się dwa razy szybciej niż miały, ale poznaliśmy zasadę, sprawdziliśmy, o co w tym zamykaniu się chodzi, zatem następnym razem musimy wyżej podnieść poprzeczkę.

W grobie może damy się zakluczyć. Albo w Czarnobylu. Escape roomów wyrosło u nas jak grzybów po deszczu.

Wy też już daliście się wciągnąć?



poniedziałek, 08 sierpnia 2016
olimpiada in progress

 

Rio w TV, a tymczasem przyszli olimpijczycy trenują tradycyjnie w Wałczu, nietradycyjnie przez pierwszą połowę sierpnia. Wszyscy dają radę, Monsterino został, biedulek, sam w pokoju, bo koledze tęskniło się tak bardzo, że go rodzice zabrali. No, proszę. To mimo płaczów przez telefon, Monsterówna okazała się i tak dzielna na początku swojej obozowej kariery. Teraz to seniorka:)

Troszkę się tylko zdenerwowałam w ciągu tego tygodnia - bo okazał się deszczowy, a Monster zostawił w domu kurtkę. Orzekł, że biegał pomiędzy kroplami, a jak naprawdę lało, to i tak by kurtka nie pomogła. Drugi raz podniosło mi się ciśnienie, gdy Monsterino przyznał, że przeczytał już swoje książki, a nie zadzwonił, bym mu coś dowiozła. Rany! W domu półki uginają się od nowości, a ten bez lektury na tydzień został! Nakazałam przegląd lektur kolegów (choć słabo to widzę...).

Naszym sportowcom nawet w niedzielę dają wycisk - oj, tam - przebiegnijcie 7 km wokół jeziora, zanim dotrą rodzice. Tylko poniżej 40 minut, bo inaczej siłówka! Ja bym w takim czasie nie dała rady, a oni i owszem. Wszystko, by uniknąć dodatkowej siłówki:)

A potem padli.

 

A tymczasem, na moście wiszącym przerzuconym przez jezioro urzędował najmłodszy przyszły olimpijczyk (chociaż Monsterówna twierdzi, że inną szkołę dla niego powinnam wybrać. Muzyczną najlepiej)

 

A! Monsterówna zaproponowała odblokowanie bloga współczując mi, gdyż nikt moich wypocin nie czyta i nie komentuje.

Bez przesady, nie po to piszę, a poza tym w obecnych czasach aktywność ludzka na instagramie i snap czacie siedzi, ale w takim razie czasowo odblokujemy.

wtorek, 02 sierpnia 2016
lubimy lokalną służbę zdrowia

 

Monstery są bardzo dzielnymi piechurami, choć Monsterino długo się ociąga, często nie chce wyjść, dopiero potem, grając na szlaku w państwa-miasta, się rozgrzewa.

Przegoniwszy przez Pieniny, przenieśliśmy się do Istebnej, do teoretycznie bardziej rozrywkowego niż schronisko, miejsca, bo z parkiem wodnym, kinem i osobnym pokojem do starszych Monsterów.

I co się okazało? Że atrakcje- fajnie, ale wspólnie granie w karty też jest super. A nawet, gdy ich wyganialiśmy wieczorem do kina (mogli sobie seans zapodać na wygodnych fotelach sali kinowej), to czwarty dzień z rzędu już mieli dosyć.

Chodzenia po górach w sumie też;)

Oto reakcja na mój radosny, do wycieczki zagrzewający, okrzyk:

Mam, co chciałam. Przecież czytanie jest preferowane.

Z innej beczki - udało się w tym roku osiągnąć prawie miesięczny odwyk od urządzeń elektronicznych i trzeba powiedzieć, że nawet nie było to okupione specjalnie uciążliwym jęczeniem. Nawet ze strony Monsterina, więc sukces.

Teraz jednak pojechali tradycyjnie do Wałcza i tam już nie będzie tak unplugged, no ale nie można wymagać niemożliwego.

Wracając do służby zdrowia. Najpierw zaczęły pylić alternaria, a Monster zapomniał swojego sprayu do nosa. W aptece w Wieprzu (po drodze akurat tam się zatrzymaliśmy) polecili ośrodek zdrowia po drugiej stronie drogi, w którym wizytę u lekarza i receptę załatwiliśmy w godzinę!

Da się?

Błędem było niepokazanie u tego samego lekarza nogi Monsterunia, który to otarł sobie łydkę w ten jeden, jedyny dzień, kiedy mocno padało i na spacer na stronę słowacką ubrałam go w kalosze.

Najpierw rana była mała, ale z dnia na dzień rosła. Wydawało się, że zagoi się sama, jednak w Energylandii, do której zawitaliśmy na sam koniec wakacji, pani Ratownik Medyczna postraszyła mnie, że zakażenie blisko. A poszłam do niej, bo otarcie brzydko pękło i zaczęło się sączyć. I Monsterunio gorączki dostał.

No to dokończyliśmy szaleństwo rollercoasterowe (starsze Monstery i Monstertata). Nawet Monsterino się przekonał do superszybkich kolejek, zaaplikowałam Monsteruniowi nurofen i też dobrze spędziliśmy czas na baby safari czy innych traktorkach.

A po zamknięciu parku, wracając już do leśnej głuszy, wstąpiliśmy na nocny dyżur do szpitala w Ozimku.

Jeśli kiedykolwiek coś Wam się, odpukać, stanie w okolicach jezior turawskich, to jedźcie tylko tam. 4 lata temu przed wylotem na wakacje przyjęli nam Monsterównę, teraz, w nocy przyjęto nas z Monsteruniem. Bez zbędnych ceregieli, szybko, sprawnie i na temat. Wspaniali pracują tam ludzie!

A rana Monsterunia już blednie.

niedziela, 24 lipca 2016
kilometrami

 

Zeszliśmy trochę Gorców (Turbacz), Pienin - no tutaj Monstery pokazały swoją formę - całą koronę od Trzech Koron po Sokolicę i z powrotem w jeden dzień, a na koniec Beskid Śląski plus Pilsko na okrasę.

I dobrze, bo przy opcji noclegu z wyżywieniem zapuścilibyśmy boczki bez tych kalorii spalanych kilometrami pionowymi i poziomymi.

Dopiero, gdy w jeden dzień pożyczyliśmy rowery, zobaczyliśmy, co to znaczy mieć do szkoły (ba - wszędzie - pod górkę). Mocno garbaty krajobraz mają miejscowi.

Widoków zazdrościmy

Monsterunio spał na monstertatowej klacie. Jedynym dniem, kiedy przeważnie wył, było to w przyczepce rowerowej (wypasionej, pożyczonej specjalnie na wyjazd). Potem już nawet nie chciał wsiąść do niej, a co dopiero jechać.

Choć trzeba przyznać, że bardzo zwrotne przednie kółko ma - spokojnie manewrowałam rydwanem jedną ręką ( na drugiej siedział Monsterunio).

Teraz nadrabiam w pracy, a pralka musi nadrobić w domu. O podążaniu szlakiem przychodni i pomocy doraźnej województwa śląskiego w następnym odcinku.

poniedziałek, 04 lipca 2016
doczekanie

 

Monstery szkolne zakończyły rok biało-czerwonymi paskami i nie były to paski na dolnej - tylnej stronie ciała.

Cała trójka dała czadu pod koniec - średnia Monsterównej w ogóle jakieś niebotyczne wielkości osiągnęła, ale od roku nie za bardzo śledzę ich postępy, co mi regularnie wypominają. Ale naprawdę wystarczy mi ich słowo.

Ale teraz mają relaksik (oprócz tego, że się Monsterowi śniło raz, że już się wakacje skończyły - kłócił się podobno w śnie, że jak to, dopiero się przecież zaczęły!)

 

Monsterunio się podnosi i roznosi. Z nowych osiągnięć: rozbicie lampki spadkiem z łóżka.

Huśtawka dla wielodzietnych

W lesie jagody i ...komary, których niecne praktyki odczuwam do teraz (co za niespodzianka!)

No i świętowaliśmy przy przepysznym torcie

poniedziałek, 13 czerwca 2016
dziesięciolatek

 

Nasz dziesięciolatek to człowiek o wielu twarzach.

Kochany misiaczek potrafi zgrabnie naginać rzeczywistość pod swoje potrzeby. Jego interpretacja braku upływu czasu podczas grania (a nie jest to bynajmniej ćwiczenie na flecie czy nawet kopanie piłki) jest godna sprokurowania teorii zawieszenia czasoprzestrzeni wokół urządzenia, na którym obecnie gra. Mimo reglamentacji słodyczy, zawsze uda mu się znaleźć kolejną ich kryjówkę (obecnie zaczynam przesuwać rzędy książek w biblioteczce, żeby tam upchnąć mało co nieco racjonowane dla starszych).

W sobotę samo sobie uczynił prezent zdobywając swoje pierwsze srebro na międzywojewódzkich zawodach w skokach na trampolinie. A ile razy w tym roku rzucał akrobatykę, to nie zliczę.

Monsterino nadal woli nie podejmować wyzwania, jeśli nie ma wygranej w kieszeni, a że w klasie jest co najmniej dwóch równie dobrych w skokach chłopców oraz jeden, z którym nie ma szans, to się chłopak regularnie zniechęca.

Oczywiście nie jest tak, że musi, skoro starsi trenują. Ale skoro nie zamiata tam tyłów i tak naprawdę całkiem fajnie mu to wychodzi, to staramy się, żeby cały czas tę ogólnorozwojówkę uprawiał. Zwłaszcza, że przy jego miłości do jedzenia nie utrzymałby figury.

Drugi sport, który równolegle namiętnie uprawia i regularnie rzuca (gdy się trafi lepszy przeciwnik bądź z powodu wahnięcia nastroju) to piłka nożna.

Od zeszłego roku Monsterino stanowi naprawdę silną podporę swojej drużyny.

Na górze filmik z ostatniej ligi - długi on, tylko dla wytrwałych. Monsterino przewija się tam w koszulce nr 10, ale najfajniejsze akcje to ok. minuty 7:30 i potem po 8 minucie - fajna główka Monsterina filmik kończy.

 No i jeszcze o szkole według dziesięciolatka: daje radę. Bywa ciężko, niektóre zeszyty często się gubią (miał wymówkę, że młodszy brat je zjada, póki nie przenieśliśmy całego regału na górę), ale stara się, zależy mu na lepszych ocenach, robi dodatkowe projekty (tylko czemu informuje nas o tym o 8 wieczorem?), poprawia sprawdziany. Czyta. Ale drzemy się na siebie dosyć często.

Wiem, że wyrośnie ten nasz raptus i jeszcze nam wszystkim pokaże. A na dziesięciolecie swojej bytności na ziemi przyjmij, synu, życzenia powodzenia w swoich działaniach!

poniedziałek, 06 czerwca 2016
kolorowa komercha

 

Mimo, że co to za bieg bez pomiaru czasu, dobrze się bawiliśmy. Dystans dla dzieci wydawał się maratoński, a ostatecznie nawet Monsterino przebiegł 5 km bez akcji specjalnych, ani pomocy z zewnątrz. Teraz tak mu się spodobało, że teraz tylko na długie dystanse mam go zapisywać. Monster miał ciężko, bo gorąco, a on z gipsem, ale dał radę. I na galerię zdjęć na "Wyborczej" się załapał.

 Monstery cztery - jeszcze czyste - na linii startu

I na mecie

Monsterunio zdrzemnął się pod folią przeciwproszkową (folia tylko na czas przebiegania przez kolorowe bramy, więc spokojnie - miał czym oddychać)

Orzeźwienie

A tu gwiazda internetu w trakcie (gips miał być zasłonięty, żeby kolorów nie złapał, ale i tak wyglądał po wszystkim jak psu z gardła)

poniedziałek, 30 maja 2016
o, matko, czyli ulało mi się

 

Im dłuższego stażu macierzyńskiego się dorabiam, tym bardziej upewniam się, że każde dziecko przychodzi na świat już absolutnie gotowe i tak naprawdę niewiele możemy zrobić, by je zmienić. To, że newborn nie jest tabula rasa, to wiedziałam od zawsze, ale że zdecydowanie mieszanka genów ma nad wychowaniem przewagę, to do tego dojrzałam.

A obecnie na codzień mam wizualizację nastoletnich umysłów - totalny rozgardiasz, stare połączenia nerwowe zerwane, a nowe jeszcze nie potworzone.

I prawdą jest oczywistą, że nastolatkom można nabimbać. Nie łudziłam się, że jest inaczej, ale ostatnio dzień po dniu mam to na talerzu. Nastolatek pokazuje w pełni swoje prawdziwe oblicze. Pod względem edukacyjnym u nas nie jest tak źle, bo starsi sami z siebie dają radę ze szkołą i doprawdy dziwię się rodzicom, którzy na zebraniu walczą, bo któreś nie radzi sobie z którymś przedmiotem. Czy te dzieci nie mają głosu, jak im coś nie odpowiada? Porozmawiać z nauczycielem nie mogą? Z tego, co słyszę, nauczyciele gimnazjalni są prawdziwymi aniołami, że z młodymi ludźmi w tym wieku dzień w dzień wytrzymują.

Niech mi się, przy okazji dnia matki i dziecka, trochę uleje, bo już uszami wychodzi.

Taka Monsterówna, na pierwszy ogień. Sama z siebie pilna i odpowiedzialna. Perfekcjonistka superkrytyczna  do wszystkich na około. Chyba już się nadaje na wyjazd z domu, bo dom według naszej organizacji jej nie odpowiada.

A na Dzień Matki dowiedziałam się, że nigdy się z nimi, jako małymi dziećmi, nie bawiłam. O!

Monster. Możesz kupić gościowi kask. Nie, żeby najtańszy, z Decathlonu, nie. Musi być lepszy, z Intersportu. Możesz nawet zmusić gościa, żeby ten kask włożył na łeb, gdy jedziemy do parku. A potem odwrócisz się w kierunku wysportowanych siatkarzy plażowych, a on 13-stolatek najmądrzejszy w całej wsi, wyruszy na tor dla rowerów, skoczy, przewróci się i rozetnie łuk brwiowy oraz stłucze rękę. A kask porzucony na trawie...

Trener go zamorduje, bo w maju wyskakał trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski, potem na innych drugie drużynowo i w synchronie szóste, olimpiada pod koniec czerwca, a on na tydzień (jak dobrze pójdzie!) wyłączony z treningów.

Monsterino. Najdłużej chuchany i dmuchany.  Godzinami zabawiany lekturą. Teraz uzależniony od gier elektronicznych i od słodyczy. Kłamie w żywe oczy, jeśli chodzi o te dwie powyższe rzeczy. Mam nadzieję tylko, że nie wymusza słodyczy na kolegach w szkole.

Monsterunio na razie jest poza klasyfikacją, tylko ostatnio budzi się z nieutulonych krzykiem. Ani chybi z powodu krzyków wydawanych przez matkę.

Poodychałam głęboko leśną głuszą, ale pomogło tylko na czas biegu.

piątek, 06 maja 2016
masakra piłą mechaniczną

 

Lament nad leśną głuszą! Normalnie serce mi stanęło, gdy skutki działalności ekipy drwali zobaczyłam. Głusza nasza stopniowo przestaje być leśna!

Oby to tylko wycinki planowe były i nasiania nowe powstały, a nie dobra zmiana.

żeby unaocznić.

teraz jest tak

A 13 lat temu na tę samą drabinkę Monsterówna wchodziła w takim otoczeniu

Może za bardzo marudzę, bo parę ścieżek leśnych, genialnych do biegania, jazdy na rowerze i ogólnego dzikowania zostało (idealnych do jazdy na crossach według niektórych), co też robiliśmy i było tak pięknie, że się wyjeżdżać bardzo nie chciało.

Po drodze tradycyjnie przeszukaliśmy Wrocław pod kątem nowych krasnoludków.

Monster przyssał się do jednego szczególnie (o dziwo, nie zrzucił tego na motorze)

Chociaż mimo wszystko troszkę większy od krasnoludka jest:)

środa, 20 kwietnia 2016
DziaDki górą

 

Testy gimnazjalne oznaczają w tym roku dla starszych Monsterów ogromnie oczekiwaną przerwę. Monstera nosiło, więc poddał pod rozwagę pomysł, by nalot na monsterdziadka w leśnej głuszy zrobić (słomianego wdowca, gdyż monsterbabcia bawi za oceanem najmniejszą monsterkuzyneczkę).

Trener wprawdzie na dłużej Monsterówny nie chciał puścić, bo zawody w przyszłym tygodniu, ale na dwa dni Monstery się spakowały i poprosiły o kupno biletów na pociąg.

Monstery miały okazję korzystać z PKP w swoim życiu, ale widać takie ćwiczenie co jakiś trzeba przeprowadzać, bo jak Monstertata zaprowadził naszych gimnazjalistów na dworzec, to chwilę trwało, gdy zorientowali się, jak rozpoznać, którym pociągiem i z którego peronu wyruszyć. Gdy się nie wysiada na stacji końcowej, a stacje pośrednie akurat niewywołane na tablicy, to mapę Polski trzeba przed oczy przywołać.

W każdym razie Monstery pojechały, dziadek je porozpieszczał, kuzynka także rozerwała i z wielkim żalem wróciły.

Natomiast jeszcze dzień wcześniej świętowaliśmy rocznicę chrztu Polski na stadionie, ale Monsterunia zdecydowaliśmy nie targać. Na szczęście Monsterdziadek poznański podjął się zadania  i trzy godziny wnuka zabawiał (założenie, że będzie spać, bo to wieczorem się odbywało, okazało się błędne, więc tym bardziej szacun dla dziadka!)

 

wtorek, 12 kwietnia 2016
niedoceniony

 

Wybrałam się wczoraj do podstawówki na zebranie do Monsterina wraz z Monsteruniem przywiązanym do brzucha.

Dawno mnie tam nie było, więc od razu zauważyłam nową tabliczkę z napisem: "zwierząt i rowerów nie wprowadzamy do szkoły". Moje chroniczne zmęczenie osiąga chyba fazę kulminacyjną, gdyż zatrzymałam się przed takim dictum intensywnie myśląc, czy aby nie podpadam pod którąś z powyższych kategorii.

Ostatecznie weszłam i nawet udało mi się spotkać z monsterinową wychowawczynią zanim oficjalne zebranie się zaczęło.

I tu mnie miła niespodzianka spotkała, gdyż ponieważ Pani szalenie dobrze o zachowaniu (kulturalnym!) i wiedzy Monsterina (słownictwo!) się wyraziła! Upewniłam się, czy mówimy o tym samym dziecku. Na to nadeszła Pani Od Muzyki i także pochwaliła Monsterina, że zdolny, ładnie śpiewa i w ogóle.

A i nawet na wzorowe zachowanie by zasłużył, gdyby w bójki korytarzowo-boiskowe się nie wdawał, ale obie zgodziłyśmy się, że nie należy wymagać zbyt wiele.

Z ortografią kuleje, jak i większość klasy, toteż Pani zainaugurowała zajęcia dodatkowe. Chwała jej za to.

Wyszło na to, że bez Monstera podszczypującego i dołującego w każdej sytuacji, Monsterino z lepszej strony się pokazuje. Jak dla mnie - rewelacja!

Pochwaliłam biedne dziecko zaraz jak wróciłam do domu - Monsterino aż podskoczył z radości.

Dobrze się tydzień zaczął.

Na Pyrkonie obczailiśmy nowe planszówki, ale niedosyt po paru godzinach grania i łażenia pozostał. W przyszłym roku Monster zamierza nocować na targach (jest taka opcja, ale nie wiem, czy czasem nie dotyczy tylko pełnoletnich graczy).

Monsterówna przebrała się za piratkę. Dosyć sexy ta piratka była, zdjęć z przejęcia nie zrobiłam zastawiając się, czy powinniśmy w takim stroju córkę z domu wypuścić. Dobrze, że za jasności wracała.

Swoją drogą, gdy z wybrała się z koleżanką do kina w sobotę i wracała o 22, to dziwiła się, że nie martwimy się, że jej jeszcze nie ma.

- Ale przecież wiem, gdzie jesteś - bronię się

- A rodzice Klaudii dzwonili do niej co godzinę i mówili, ze o 22 to oni dopiero na studiach wracali!

No i teraz nie wiem - powinnam była zabronić, żeby czuła się otoczona opieką?

Już nie mówiąc o tym, że WSZYSCY rodzice odwożą swoje dzieci do szkoły, a już po zmroku to na pewno, a my każemy komunikacją miejską się poruszać. Patologia, pani, patologia.

czwartek, 07 kwietnia 2016
samcze rozgrywki

 

Ciągle jeszcze nie zrobiłam transparentów z najczęściej wydawanymi komendami:

"brudy do kosza", "talerze do zmywarki", "komiksy na półkę", "zbierzcie strzałki"...

Co tydzień robię rachunek sumienia, że bezsensownie strzępię język po raz kolejny pytając: "umyłeś zęby?" czy "posprzątałeś kotu?"

Co tydzień obiecuję sobie chociaż jeden tydzień bez przypominania i jak dotąd poległam, ba - nawet jednego DNIA nie wytrzymałam!

Codziennie mamy też teatr w wykonaniu starszych Monsterchłopców. Czasami kończy się przerwaniem ciągłości powłok skóry, czasami tylko na wyzwiskach i "mamo, powiedz mu", na co ostatnio roześmiałam im się w twarz z bezradności. Chyba zaczęli kręcić sobie kółeczka na czole za moimi plecami.

Monster, budzisuka - jak to nazywa nasz znajomy, podjudzacz doskonały - potrafi Monsterinowi dogadać tak, że temu dym uszami wychodzi i zdzierżyć nie daje rady rzucając się z pięściami. A wtedy Monster - król spokoju i dyplomacji wygłasza: widzisz, mamo, jaki ja opanowany jestem, a on taki i owaki.

A najlepsze jest to, że bywają momenty piękne. Takie, gdy nawet nie orientują się, jak świetnie im idzie dogadywanie się razem. I że bez siebie byłoby im nudno. Choć może nie, bo ostatnio co weekend i jeden i drugi ma swoje towarzystwo, które albo przybywa do nas, albo oni wybywają do. Ciężko nadążyć, gdzie które dziecko aktualnie się znajduje - bardzo przydałby się taki zegar, jak Weasley'owie z Harrego Pottera mieli w kuchni.

Niby są telefony, ale trzeba je jeszcze nosić ze sobą i w dodatku naładować od czasu do czasu!

(już prędzej Monsterino o nerfie pamięta, by go naładowanym mieć pod ręką)

Fajnie, że już i nawet Monsterino samodzielny jest, bierze rower i do kumpla jedzie, ale z drugiej strony, a parku przepadł na parę godzin (biegali z karabinami w krzaczorach) i potem się okazało, że u znajomego jego znajomego w domu był i ten mu wino (WINO?) jako napój zaproponował.

Podobno Monsterino skosztował, kwaśne toto było, więc odmówił i nadal spragniony ostatecznie do domu wrócił, ale Monster miał używanie, jak to Monsterino pijakiem zostanie, Monsterówna spać nie mogła wieszcząc rychły upadek brata środkowego, a tak do końca nie wiemy, czego w ogóle spróbował ten nasz Nerfowiec, bo podobno w nieoznaczonej butelce to było.

Zakazaliśmy mu chodzić do domów ludzi, których nie zna i nosić swoje własne napitki.

Normalnie nie przewidzisz wszystkiego.

sobota, 02 kwietnia 2016
no przecież już wiosna nadeszła

 

W święta testowaliśmy kolejną przyczepkę biegową

Troszeczkę wrobiłam Monstertatę zapisując go na ten przełaj i wciskając mu Monsterunia w wózku na dokładkę, i dobrze zrobiłam, bo bym sobie z takimi podbiegami i korzeniami nie poradziła. A Monstertata nawet dobry czas wykręcił.

Ze starszych tylko nasza faworytka biegła i bardzo niezadowolona, bo ledwie 3 miejsce zajęła.

A w domu Monsterino postanowił sam zrobić ciasto, bo skoro Monsterbabcia za ocean wybyła, to ktoś musi godnie ją zastąpić.

A Monster już czeka na lato

niedziela, 27 marca 2016
maskotka

Cała prawda o tym, kto się bawi zabawkami Monsterunia

 

Wszystkie trzy starsze Monstery bardzo chętnie zajmują się najmłodszym.

Wychowują go i BARDZO dbają, żeby nie był:

1. ROZPUSZCZONYM BACHOREM

2. płaczkiem

3.jęczącą marudą

Monsterunio czasem lepiej znosi szorstką miłość siostrzano-braterską, czasem gorzej. Wtedy wyzywają go jak wyżej. (na szczęście za plecami, a nie prosto w twarz - może zakaz przyklejania etykietek działa. Muszę jeszcze im napomknąć o samosprawdzającej się przepowiedni)

Monsterunio rozwija się swoim własnym tempem, czyli niespiesznie. Troszeczkę to niepokoi starszych, ale ponieważ jest słodki, to uchodzi mi to na sucho.

poniedziałek, 14 marca 2016
trudności obiektywne

 

W zeszłym tygodniu starsze wykoleiły się kolejno i zaległy w swoich pieczarach. Wyspały się, wymęczyły oczy urządzeniami elektronicznymi oraz wynudziły. W niedzielę dołączył do nich Monsterino.

Monsterówna miast lekturę czytać, ze trzy powieści pochłonęła, a potem molestowała Monstertatę o zaistalowanie audiobooka Quo Vadis w telefonie, bo zaraz ma sprawdzian z tejże. Monster, skoro już ustaliliśmy, że jest najgorzej traktowany i najmniej kochany, mimo wszystko nadal systematycznie nagabuje nas w jednym temacie, mianowicie motoru crossowego. Mam serdecznie dosyć motywu, więc sugeruję mu poszukanie szkoły z internatem, bo jak zaczynają z Monsterinem wokół granicy ustanowionej we wspólnym pokoju naparzać się mieczami z czegobądź, mam ochotę wyjść z domu i nie wrócić.

Dzisiaj zawoziłam Monsterównę skoro świt, więc już o północy postanowiliśmy z Monstertatą tradycyjny krótki kwadransik z serialem sobie przed snem zapodać.

Ledwie się ukokosiliśmy przed ekranikiem, Monsterunio zaczął brękolić. Normalne to, więc ustawiłam blokadę z poduszek (już, skubany, zerka na ruszające się obrazki) i karmię zezując.

Może pięć minut udało się zobaczyć, weszła Monsterówna. Właściwie nie wiem, o co jej chodziło - chyba, co tam spakować na wycieczkę do Stolycy. Zbyliśmy ja chyba zbyt obcesowo, bo się obraziła. Zagroziła zresztą, że nam Monsterunia zabierze, chociaż serial nie był drastyczny czy nadmiernie seksem epatujący.

Po następnych paru minutach u drzwi naszych stanął Monster. Że zasnąć nie może, bynajmniej nie z powodu odgłosów dobiegających z naszej sypialni. Wyspał się za bardzo w ciągu tygodnia, co się dziwić.

Nakazałam lekturę w celu znużenia.

Zanim dokończyliśmy trzecie 5 minut filmu zastanawialiśmy się, czy zejdzie do nas jeszcze Monsterino.

Monsterunio zbudził się na poranny posiłek jeszcze przed budzikiem, o czwartej.

O 4:15 zaświergoliła komórka.

Na piątą czterdzieści zawoziłam Monsterównę na zbiórkę. Ptaki śpiewały i jasno było, ale szyby musiałam skrobać. Nie ma jak zacząć pracę o szóstej, ledwie zaspany cieć bramę otworzył.

Monstertata też ma teraz środek dnia oraz dodatkowe urozmaicenie poniedziałku - wizyta z synami u pediatry. Po analizie szafki z lekami okazało się, że żaden z sześciu czy siedmiu syropów już się nie nadaje do użycia. W tej sytuacji można się pocieszać, iż świadczy to o sporadycznych epizodach chorobowych w Monsterowie.

środa, 02 marca 2016
Trzynastolatek

 

 

Oj, nastolatek pełną gębą. Gimnazjalista. Wreszcie w dobrym miejscu i czasie - wszystko mu wychodzi, ogarnia, daje radę. I szkołę i treningi. Skacze jak nakręcony - za 10 dni pierwsze zawody po Wielkiej Przemianie - i na razie myśli o tym pozytywnie. W natłoku codziennych problemów na różnych frontach miło myśleć, że choć jedno dziecko przez chwilę (oby dłużej) jest szczęśliwe. Chociaż bywa, że psioczy na szkołę i walczy z bratem. Oj, tak. I o okupowanie komputera też.

Waleczny, jak zawsze, więc dyskusje z nim rozgrzewają nas oboje do czerwoności. I czasem padają słowa, których oboje żałujemy i musimy się przepraszać.

Do przodu, synu, oby tak dalej, będzie dobrze!

 

Trzynastolatek z nieodłącznym atrybutem

niedziela, 31 stycznia 2016
Piętnastolatka

 

Monsterówna patrzy już z góry na jedną Monsterbabcię, dogania drugą oraz mnie. Wyprowadziła gorę niepasujących oraz zbyt dziecinnych ciuchów ze swoich komód, co dało ze trzy wielkie wory! Szafy są gotowe na przyjęcie nowości.

Piętnastolatka jest mądrą, dobrą i piękną młodą kobietą. Nie wyobrażam sobie lepszej córki.

Opiekuje się Monsteruniem, czuje się odpowiedzialna za resztę braci. Podczas mojej nieobecnoście strofuje ich, aż miło. Pani kierowniczka. Szefowa.

Trener mówi, że trudny rok przed nią, bo zmienia jej się środek ciężkości, wobec czego musi się uczyć skakania poszczególnych elementów jakby od nowa. Ale daje radę!

Ma zamiar już wkrótce podarować swój warkocz fundacji Rak'n'Roll na peruki dla kobiet podczas chemioterapii. Czyż nie jest to wspaniały gest?

Ostatnie chwile warkocza

 

Dobrego życia, córeczko!

 

środa, 20 stycznia 2016
pracowite mrówki

 

Monstery śpiewająco zakończyły pierwsze półrocze - Monster pierwszy raz w życiu otrzymał wzorowe zachowanie - nachapał pochwał, wiecznie w wolontariacie się udziela, no i kwestował na WOŚP, więc jakżeby inaczej. Pierwszy raz w życiu ma też piątkę z polskiego! Parę czwórek też jest, ale chłopak pędzi do przodu jak burza.

Monsterówna tradycyjnie - wysoki standard.

Monsterino - o dziwo, nawet na pasek by się załapał, gdyby to był koniec roku. Nie wiem, czy słyszał komentarz Monstertaty odnośnie jego piątki z niemieckiego... (nie chcę wiedzieć, jaki poziom niemieckiego prezentują ci, którzy mają czwórkę...). Ale z nim to lekko nie jest. Średnio chce mu się uczyć, a tak szybko jak starszy brat to on nie przyswaja. No, nic. Może też się wyrobi.

Teraz cała trójka skacze w Wałczu, Monstertata z ząbkującym Monsteruniem stara się przetrwać każdy kolejny dzień, a ja walczę z nowym systemem, zamknięciem roku i tysiącem bzdur pracowych, które muszę zmieścić w 7h dniu pracy, a nie za bardzo mi to wychodzi.

 

A tu przed ich wyjazdem Monsterówna zaciągnęła nas do swojego ulubionego Manekina, to po drodze chociaż krótki spacerek zaliczyliśmy.

 

W Manekinie posadzili nas od razu blisko miejsca dla dzieci. I krzesełko wysokie od razu chcieli dostawiać. Miłe. I przewijak w łazience jest. Kolejne, po IKEI, miejsce bardzo dla dzieci przyjazne.

 

 I jeszcze tutaj, zamiast na Monsteruniowym blogu,

śmiech



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Archiwum
do Monsterowa tędy