wtorek, 07 marca 2017
Na finał, do Gdyni!

 

 

Popłakałam się ze śmiechu i wzruszenia na odysejowym przedstawieniu monsterowej drużyny.

Jestem pełna podziwu dla ich pracowitości i twórczego umysłu, duma mnie rozpiera! A pomysł i staranne wykonanie każdego elementu mnie ZADZIWIŁY!

No i sam występ - głośno, wyraźnie - w dodatku cały tekst rymowany. Super.

Spontany też im genialnie poszły i na 1 miejscu w grupie przeszli do finału!

Boscy są:) A że druga drużyna ze szkoły też przeszła, to do Gdyni będzie jechać wesoły autobus. Wiwat, publiczne gimnazjum!

Niewyraźne zdjęcie z wejścia na scenę

 

Tutaj spowiadają się sędziom z niuansów występu

 

I cieszą się z udanego przedstawienia

Mały kibic też się zapatrzył

Temat przedstawienia ze strony Odysei Umysłu: Bohater bardzo super...cdn

Streszczenie:

Kreatywność jest w niebezpieczeństwie… Z pomocą przybywa więc heros, jakiego jeszcze nie było! Członkowie zespołu powinni stworzyć i odegrać humorystyczne przedstawienie o wymyślonym przez nich super-bohaterze, który w trzech różnych sytuacjach próbuje obronić zagrożoną jakoś kreatywność. Rzeczona postać – chociaż zazwyczaj nie odstaje od reszty społeczeństwa – to gdy rusza do akcji na ratunek twórczości, uruchamia specjalne super-zdolności, ewidentnie odróżniające ją od innych. Zaskakującego herosa wspierać będzie niezdarny pomocnik, do konfrontacji z nim stanie pewien Mściwy Przeciwnik, na scenie zaprezentowany zostanie układ choreograficzny wyobrażający bitwę, zaś fabuła spektaklu zakończy się w sposób nagły i dramatyczny, pozostawiając widzów w niepewności co do dalszego rozwoju wypadków…



czwartek, 02 marca 2017
Czternastolatek

 

Monster w najbliższy weekend bierze udział ze swoją gimbazą w regionalnym etapie konkursu "Odyseja Umysłu", zatem obecnie najczęściej używanym przez niego przymiotnikiem jest KREATYWNY.

Trzeba przyznać, że gimnazjaliści są naprawdę sprawni w myśleniu. Pewnie najwytrwalsi czytacze Monsterowa pamiętają, jak to w pierwszej klasie Monsterówny zorganizowałam i trenowałam odysejową drużynę siedmiolatków. Chociaż byli prawdziwie zaangażowani i kochani, to jednak za pomoc rodziców dostali całą furę punktów karnych. A teraz Monster nawet sam dekorację wiózł tramwajem do szkoły, nie mówiąc już o tworzeniu przebrania (szył! Igłą! Z nitką!). Jakieś narzędzia z zestawu Duży i Poważny Majsterkowicz do tworzenia scenografii też się używało (i musiał zaiwaniać ze śrubokrętem, bo wkrętarkę mu ojciec z dziadkiem gdzieś posiali).

Oj, dzieje się w życiu Monstera sporo, od kiedy z hukiem rzucił treningi.

Biega, ale nieregularnie. Ot, tak, żeby się nazywało, że czasem się rusza.

 

W ramach wolontariatu co tydzień pomaga w przedszkolu i uważa, że dzieci go uwielbiają. [Skromność to drugie imię naszego Czternastolatka]

Raz przez dwie godziny temperował wszystkie przedszkolne kredki (wyszedł z odciskami na palcach), raz segregował prace, ale głównie bawi się, albo rozmawia z dziećmi.

W domu potrafi zabawić Monsterunia. Tylko w przypadku głębszej afery pieluszkowej wzywa pomoc.

Oprócz wolontariatu uczestniczy we wszystkich kółkach zainteresowań, które nie nachodzą na siebie. Otwiera kółko graczy RPG, gdzie jest postacią pół-elfa. (postać ma dłuższą historię, jest kowalem po traumatycznych przeżyciach, dosyć czasu spędził, żeby wszystkie szczegóły wymyślić łącznie ze szkicem)

Czternastolatek chciałby mieć motor oraz zostać aktorem (gra w szkolnym przedstawieniu) albo lekarzem, bo lubi biologię oraz chemię. No, a lekarz może pracować wszędzie i zarobić kupę kasy i mieć wtedy dom pod miastem (blisko lasu, by jeździć tam na crossie) z podwójnym garażem, żeby parkować w nim i motor, i samochód.

Jak widać Monster dosyć precyzyjny w swoich marzeniach jest.

I powiem Wam tak: stawiam na to, że mu się wszystko to, co zechce, spełni.

Życzę Ci zatem, synu, byś osiągnął te materialne marzenia jak najszybciej, odsapnął, a potem miał czas, żeby wreszcie pomyśleć o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne.

czwartek, 23 lutego 2017
siłacze

 

Palmę pierwszeństwa w upierdliwości nastolatkowej dzierży obecnie Monsterino.

Wcześnie dojrzewa, ale na karb niczego innego jego wahań nastroju i pyskowania zrzucić nie mogę.

Życie jest ciężkie, ciągle czegoś od niego się wymaga, jego podstawowe prawa (oglądania vlogerów oraz grania na tablecie) nie są respektowane, w dodatku limituje się mu słodycze. Zgroza.

Kotłują się ze starszym bratem, przepychają się, nie tylko słownie, także z ojcem. No i podczas jednego z takich przekomarzań w drzwiach lodówki, Monsterino przytrzymał się ich, a następnie poszybował z całą zawartością na środek kuchlonu.

Monsterunio, chociaż przez drzwi nie został przywalony, podniósł rwetes, a potem popędził w stronę pobojowiska, natomiast reszta zamarła (Monstertata tylko krwisto raz po raz przeklinał) kontemplując widok.

A było co podziwiać: jajka, zbite słoiki, popękane półki, rozciapciane zawiniątka. Że też tyle się na tych półeczkach mieściło!

No i Monstertata znowu miał dwa dni z kalendarza wyjęte na poszukiwania nowej lodówki. Bo kupno nowych zawiasów plus rozbitych półek do 10 letniej sztuki agd zupełnie się nie opłaca.

Tymczasem Monsterino po raz nie-wiadomo-który rzuca trampolinę (bo jakiś element mu nie wychodzi) oraz piłkę (bo drużyna jest słaba i nie wygrali turnieju), a także rzuca angielski, bo mu się nie chce i nie możesz mnie zmusić.

Kosmici zabrali mojego kochanego syneczka, a zostawi nastokoszmar!

Pocieszającym jest (patrząc po Monsterze, który upiekł dwa ciasta, dzień po dniu, jedno na dyskotekę, a drugie na moje urodziny, a także zrobił mi herbatę, nadmuchał balony, narysował kartkę z życzeniami, wstawił świeczki w ciasto oraz po Monsterównie, która zrobiła mi ciasto na urodzinowe gofry oraz kartkę z życzeniami) oni wracają. Po latach, ale wracają.

Chyba, że miało na to zbawienny wpływ gimnazjum, a teraz młodzież do dorosłości będzie kisić się w podstawówce, wobec tego wiecznie niedorosła zostanie. Oby nie.

środa, 15 lutego 2017
dzień świstaka, tfu, monstermamy

 

Ledwo ferie się zaczęły i młodzież wybyła, a już wróciła. Całe szczęście, bo jak są na miejscu, wtedy nie muszę z Monsteruniem robić wszystkiego razem, tylko jeden po drugim zajmują się najmłodszym. Chętnie. Nie muszę im płacić, ani szantażować.

[Tak, byłabym gotowa robić i jedno i drugie...]

Ostatnie tygodnie spędzam głównie w robocie na przemian zaczynając (rok, miesiąc) oraz kończąc (rok, miesiąc, rozliczenia, budżety).  Monstery chyba się przyzwyczaiły, bo jak raz wróciłam o normalnej porze, to Monster przerażony zapytał, czy mnie zwolnili. A ja tylko na urlopie byłam.

W każdym razie ferie śmignęły niczym Monster na desce w Dolomitach. Monsterówna i Monsterino nadal trampolinują, Monsterino nawet postęp poczynił, ale u niego to huśtawka - jak mu wychodzi, to jest gwiazdą trampoliny, a jak nie, to rzuca sport w cholerę. Z każdym sportem tak ma.

Monster wychwala obóz snowboardowy pod niebiosy i całe szczęście. Taka kasa na to poszła, że byłoby głupio, gdyby na marne.

No a wczoraj walentynki. Monsterino sprokurował hand-made z serduszkami, z własnym tekstem, co odkryłam dopiero widząc efekt końcowy. Wcześniej myślałam, że ma sprawdzian z ortografii, bo konsultował pisownię:

- "Hipnotyzować" przez samo h?

(to oczy koleżanki go zahipnotyzowały).

Od swojej sympatii otrzymał także walentynkę, więc git.

Monster również się przygotował, ale ostatecznie zapomniał zabrać. Co za facet!

Ja wstałam jak zwykle, a Monstertata jak zwykle wcześniej ode mnie i zrobił mi dwie kawy (jedną na pobudkę i jedną to go). I to codzienne poranne poświęcenie plus sałatka do pracy jest największą walentynką, goździkiem na dzień kobiet, a nawet może zastąpić prezent urodzinowy. (Serio, serio, my darling).

Monsterówna skoro świt piekła serduszkowe gofry dla babci, która w tym dniu ma urodziny.

Ale moją aranżację śniadania docenili.

Słodko, białomącznie, ale jabłka na zdrową okrasę.

wtorek, 31 stycznia 2017
Szesnastolatka

 

Monsterówna Sweet Sixteen, uwierzycie? Ale to szybko minęło. Ledwo wczoraj sama miałam tyle lat!

Jaka Monsterówna jest, każdy wie i widzi: mądra, uważna, lojalna, pracowita, utalentowana, troskliwa. Piękna, oczywiście.

Wiadomo, wiek nastoletni ma swoje prawa, więc bywa czasem niesłyszącą i buntowniczą. Ale naprawdę w dolnych granicach normy.

Obecnie na obozie w Wałczu, nadal znajduje czas na codzienne treningi. Wybór liceum przed Nią.

Byłyśmy w poradni zawodowej, odpowiedziała na kilka kwestionariuszy i testów. Wyszło, że nie ma czasu, żeby zastanowić się tak naprawdę, co tak naprawdę Ją interesuje. Gdyż wszystko w zasadzie.

Córeczko,

jeśli to czytasz: najlepszy czas w życiu przed Tobą! Silne korzenie już masz, teraz rozkładaj skrzydła i leć! Błogosławieństwo na drogę:) A my tu jako te latarnie w bezpiecznym porcie. Zawsze czekamy, że zawitasz.

 

poniedziałek, 02 stycznia 2017
jęk zawodu

rozległ się w narodzie na myśl o powrocie do kieratu.

Wprawdzie tydzień krótki, ale w szkole mają intensywny, bo przedpółroczny.

W pracy już chyba nie ma okresów nieintensywnych. To się nazywa podniesienie wydajności pracy. Lepiej nie będzie.

Tym bardziej trzeba się cieszyć z momentów.

Z pięknej pogody w ten krótki, sylwestrowy weekend.

 

z małych przyjemności: partyjki gry, zabawy w chowanego po zmroku (dla tych, co z Poznania - w gonito), ogniska na mrozie.

 

Życzę Wam w tym roku zauważania samych takich ulotnych chwilek i każdej z nich osobno.

Monsterchłopcy znaleźli pod lodem na jeziorze dyszkę.

 

Oznaczyli miejsce na stałych elementach lądu i mają zamiar wrócić do leśnej głuszy zaraz po roztopach w roli Monstermorsów.

poniedziałek, 19 grudnia 2016
czasami myślę, że zwariuję

 

Monsterino ćwiczy pieśń "Jest taki dzień" na szkolne Jasełka. Bardzo się przykłada, bo śpiewa solówkę, ale w miejscach strategicznych mija się z tonacją, delikatnie mówiąc. Nie zraża go moja sugestia posłuchania oryginału choćby przez chwilę.

Monster NATYCHMIAST potrzebuje wpisania przez e-dziennik zgody na samodzielne przejście ze szkoły do przedszkola, bo pełni rolę przedszkolnego św. Mikołaja. Przedszkolakom nie przeszkadza jego mikra postura.

Monsterówna jedzie do koleżanki na pieczenie pierniczków, tyle, że wsiada do autobusu jadącego w inną zupełnie stronę. Nie wiem, dlaczego ja mogę pilotować ją przez telefon, podczas gdy taką samą aplikację może sobie odpalić w telefonie.

Monsterunio wisi mi w tym czasie u kolan WYJĄC bo zamknęłam przed nim zakazaną szafkę, albo wyłuskałam z łapek przepiękny śrubokręt, który miał czelność znaleźć się na brzegu stołu - a ze stołu już jest wstanie zagarnąć, jeśli coś blisko krawędzi leży.

Coraz mniej miejsc jest monsteruniobezpiecznych, a on nadal destrukcyjne operacje prowadzi. Choć nie - potrafi też sprzątać. Namiętnie wyrzuca nam do kosza. Tyle, ze niekoniecznie śmieci. Klocki ostatnio wybieram spośród obierek.

Z tego wszystkiego zamiast sprzątać, czego i tak nie widać, poszliśmy szlajać się po mieście.

Już nie trzeba jeździć do Berlina na bożonarodzeniowy jarmark, bo w Poznaniu całkiem podobny mamy.

Ale podsumowując weekend z Monsterami, w szczególności nastoletnimi oraz z tym aspirującymi do nastoletnich, Anglicy w sumie nieźle to sobie wymyślili ze szkołami z internatem - gdy młodzież wyśle się w odpowiednim wieku z daleka od domu, to potem gdy przyjeżdżają raz na parę miesięcy, to szalenie się ich kocha. I vice versa.

czwartek, 15 grudnia 2016
Ranking plusów posiadania nastolatka na stanie

 

Zaczynam.

Zapraszam do dodawania.

1. Samodzielność

To cudownie, gdy dziecko tylko oznajmia, że idzie do kina i wróci późno. Odpada zawożenie, przywożenie, organizowanie rozrywek. Jak sobie przypomnę logistykę przy przedszkolakach albo wczesnoszkolniakach....

2. Bycie na fali

Wiesz, czego się słucha, co jest modne, o czym się mówi. Jesteś obeznany z literaturą, sztuką i kulturą głównego bądź niszowego obiegu, jeśli trafi Ci się emo.

3. Trenowanie umysłu

Nigdy nie wiesz, skąd cios nadejdzie. Ćwiczysz sprawność i PRECYZJĘ wypowiedzi. Uczysz się klarownego wykładania swoich racji. Argumentowania. Przemawiania. Demostenes byłby dumny.

4. Trenowanie ciała

Wciągasz brzuch i zmarszczki, tuszujesz plamy i ubytki. Ćwiczysz, bo jak inaczej, jeśli nie na swoim przykładzie, pokażesz, że to jest ważne. Zdrowo się odżywiasz, bo każde ciasteczko zamiast brokuła jest zauważone i wypominane.

5. Samoświadomość

Musisz (w końcu) obronić swój światopogląd. Nastolatkom znacznie trudniej odpowiedzieć niż czterolatkowi, dlaczego nie masz co roku nowego samochodu, natomiast co parę lat nowe dziecko. A i częściej niż czterolatki zadają pytanie "dlaczego".

 

Jest też parę minusów, ale to się wytnie.

Nie wiem, do której kategorii zaliczyć śpiewanie przebojów na cały, mutacyjny głos...

poniedziałek, 05 grudnia 2016
mikołajkowo

Monstery starsze utworzyły klub czwartych (bo każde z nich zakończyło swój bieg na IV miejscu).

Najnajstarsze biegły pierwszy raz w tej samej kategorii. Monster gonił Monsterównę. Ma to przećwiczone od urodzenia.

Monsterino w tym roku najmłodszy w swojej grupie wiekowej, więc to miejsce pierwsze za podium to duży sukces.

Monsterunio debiutował na ostatnim (wg klasyfikacji na 3 od końca, ale nie zauważyliśmy, żeby ktokolwiek był za nami). Musieliśmy go nasterować, gdyż w przeciwną do mety stronę chciał iść. (to, że mu czapka na oczy opadała, to insza inszość)

Taki mały, taki duży może świętym być

 

czwartek, 24 listopada 2016
the end

 

Jakoś miesiąc już mija, kiedy Monster z hukiem rzucił sport, oddał dres AZS AWF Poznań i powiedział, że jego noga na trampolinie więcej nie postanie, a ja nadal z szoku wyjść nie mogę.

Że sobie nie poradzili z Monsterem trenerzy, psycholog sportowy (po pierwszej wizycie Monster zapowiedział, że woli, bym to jemu płaciła te 100 zł za godzinę, a tak sobie tak za friko zwykle rozmawiamy), no i nam, rodzicom oraz dziadkom, też nie starczyło argumentów.

Rzuciwszy codzienne treningi, Monster całym swym sercem i umysłem zaangażował się w życie szkoły. Wreszcie mógł zapisać się do drużyny Odysei Umysłu, wreszcie nie musi się opuszczać treningu, a w związku z tym gęsto tłumaczyć się trenerowi, gdy ma ochotę brać udział w akcjach charytatywnych, toteż lata to do przedszkola, to kwestować. Generalnie nie widać, żeby za trampoliną tęsknił.

Dziwne.

I naprawdę szkoda, że facet, który talent do tego sportu ma, stracił do niego serce.

Trochę to pokomplikowało ferie, nie chcąc, żeby gnił 2 tygodnie przed kompem, zgodziłam się na megadrogi, wypasiony wyjazd na narty organizowany przez szkołę, w związku z tym zapowiedziałam, że to wyrównuje rachunki za wakacyjny wyjazd Monsterówny do Grecji. Przyjął tłumaczenie, a nawet stwierdził, że ze swoich dołoży.

Teraz muszę czekać na wyrok trenera, czy Monsterino do Wałcza się załapie, czy na ostatnią chwilę dla niego coś organizować. To jest wieczna loteria.

Generalnie jestem zła. Na klub, trenerów, sposób finansowania sportu w Polsce. Że to wszystko takie mało przejrzyste i na układach oparte jest. Na przykład Monsterino ma teraz trenera, któremu odbił kryzys wieku średniego i przestało mu się chcieć. W związku z czym niewiele nowego Monsterino się uczy, młodsze dzieci trenowane przez innych go przeganiają, motywacja mu słabnie, a trenera wyrzucić nie można, bo nauczycielem jest, karta go chroni.

Zdecydowanie inną szkołę dla Monsterunia wyszukać muszę, już mam serdecznie dosyć tych ludzi.

A nie każdy jest robocopem, jak Monsterówna. Ma ona też z tej całej bandy najlepszego trenera, który jednak posiada ograniczone możliwości przerobowe.

No i tyle. Niesmak pozostał.

Czas leci, zaraz adwent, na sylwestra nie jedziemy na narty, bo się Monstertata boi, że znowu śniegu nie będzie w Czechach, a do Austrii nie udało się zebrać ekipy. Zatem całkiem uzasadnione będzie, jeśli wpadnę w doła, bo mi się bardzo wyjazd marzył.

Albo po prostu pójdę do pracy...

środa, 02 listopada 2016
dyniowo-liściowo

 

Pewnie jestem wyjątkiem wśród katolickich rodziców, ale nie postrzegam demonów i bezbożności w halloweenowych przebierańcach. Monstery też nie zauważają, wręcz nie mogły się doczekać, kiedy oryginalne maski od cioci dolecą i po domach cukierki będą zbierać.

W tym roku łup był spory - ponad 2 kg i nikt ich nie przegonił, najwyżej nie otwierali drzwi.

Od cukru są uzależnione nasze starsze Monstery, niestety. Nie chcą odwyku, co najgorsze. I tak wymogłam na długi weekend malutki odwyczek elektroniczny, odcukrowego już nie dadzą rady przeżyć.

A propos czarów i halloweenowych symboli - dwa czarne koty (kota i kotkę właściwie) mamy w Leśnej Głuszy do wydania. Któraś czarownica potrzebuje?

Piękny długi weekend za nami - odwiedziliśmy Monsterdziadków, leśną głuszę i lokalne nekropolie.

 

Monsterówna namachała się starymi, stalowymi grabiami z solidną drewnianą rączką, gdy dziadek wydobył dwie pary nowych, leciutkich liściozagarniaczy. No, ale skoro jej matka całe życie męczyła się tymi starymi, to i ona parę godzin może.

poniedziałek, 17 października 2016
hałdy

 

Niesamowite, jaki niewielki margines odchyleń od rutyny jesteśmy w stanie znieść.

Nasza pralka, prawdopodobnie najciężej eksploatowany sprzęt agd w Monsterowie, zażądała odpoczynku.

Monstertata zna już te numery: błąd E02 czy E03 nie są mu obce, więc poprzeczyszczał co trzeba było i odpalił ponownie.

Ale tym razem jednorazowe wskrzeszenie nie wystarczyło.

Dodatkowo Monster ozdobił swoją pościel oraz spory kawał pokoju intensywnym pawiem, Monsterówna dotarła do kibelka, ale chociaż po sobie posprzątała łazienkę, dodatkowe ciuchy też były do prania.

No i się wobec tego spiętrzyło nam: hałdy namoczonych lub tylko wilgotnych ciuchów czekających na swoją kolej oraz  pralka w stanie strajku. Co ją popychać trzeba za każdym ładunkiem.

Nie dziwota zatem, że się Monsterino przejął i postanowił wygrać dla nas pralkę w biegu rodzinnym Samsunga w Szamotułach.

Pralki dawali tym razem za miejsce 6 i 166. Monsterino biegł i liczył, wyrwał do przodu, dał się przegonić i biegł na tej szóstej pozycji. Niestety, na mecie o krok wyprzedziła go chyba też startująca do pralki nastolatka.

Kolejną pralkę dawali za miejsce 166, a tu niestety ja nie trafiłam.

No i klops, Monstertata nadal będzie walczył ze śrubokrętem. A na wczorajszym półmaratonie wybiegł życiówkę. Niestety, zbyt odległe od pralki miejsce. Za życiówki na poziomie 1h43' nie dawali.

Udało się ściągnąć lepsze zdjęcia

Undercover runner

poniedziałek, 03 października 2016
czarny protest

 

Pracodawca wręcz wyrzuca żeńską część załogi na demonstrację, więc zabieram Monsterunia i lecę.

Ale najpierw krótkie podsumowanie weekendu.

W piątek uszczęśliwiłam Monstery wejściówkami na fizyczne Water Show na Nocy Naukowców, które okazało się nudne. Trochę pochodzili jeszcze po innych, niebiletowanych pokazach, ale wyciągnąć się w piątkowy wieczór z domu to było dopiero osiągnięcie! Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie.

Z kolei w niedzielę zaproponowałam warsztaty ze średniowiecznych rzemiosł w słowiańskim grodzie i tu mnie nawet Monsterówna, oczywiście zajęta uczeniem się, projektami i generalnie bez wolnego czasu, że ona bardzo takie rękodzielnicze imprezy lubi i chętnie sobie coś utka albo ulepi.

Ja też bardzo lubię takie imprezy - i podpłomyka, i pszenicę na słodko warzyli po starosłowiańsku (dla Monsterina - grochówę w kotle - jego ulubiona, festynowa zupa) i pokaz tańców się odbywał i na szczudłach można było pochodzić. W grę terenową zagrać. Aż szkoda, że we wszystkich grodach festyny odbywały się w jednym czasie. W listopadzie zapowiada się klimatycznie: ma być rekonstrukcja obrzędu dziadów!

 

No i fajnie. Monster się tylko wymiksował, bo na urodzinową imprezę szedł. Ale dzwonił, byśmy mu wracając klopsiki z Ikei przywieźli.

Młodszy brat się podzielił, bo on to głównie brokuły pochłania. Widzicie CAŁY KAWAŁ łososia w lewej rączce - tak sobie dziobie, jakby skubał skibkę chleba.

 

Z kolei w sobotę jak się wyrwałam z Monsteruniem do lasu, tak dopiero po 3h wróciliśmy.

Deszcze dopiero w nocy nas napadły - wszystko dlatego, że w piątek zdecydowałam się oddać samochód do myjni.

 

 

czwartek, 29 września 2016
horror

 

W pewnym wieku należy się wysypiać, bo inaczej można przestraszyć się twarzy w lustrze.

A ja nawet nieszczególnie lubię horrory.

Ciemną nocą ruszyłam do pracy, a kawa, którą przed piątą ugotował mi, heroicznie wstawszy nawet przede mną, Monstertata, została zapomniana w kuchni! Ależ byłam wściekła, gdy to, już przed bramą zakładu, odkryłam.

Monsterunio czujnie złapał za swoją żywą butelkę, zanim wychynęłam spod kołdry, więc jeszcze na wyjście się wyprzytulaliśmy. Monsterunio posiada podobny czujnik obecności, w jaki wyposażony był starszy brat, ale ten egzemplarz daje się oszukać innym, ciepłym ciałem, z czego ochoczo korzystam delegując do usypiania któreś ze starszych Monsterów. Rano Monsterunio przylega do Monstertaty i jeszcze dosypiają. Rekordowo napompowane są po takiej nocy pieluchy - wielorazowe nie dawały rady - pampki trzeszczą w szwach.

Fatum historii w tym tygodniu nadal rządzi. Tyle, że Monsterino, co by nie wyjść na naciągacza, poszedł do szkoły, przetrwał fatalny przedmiot, ale rozłożył się na akro, po czym ozdobił womitem samochód, gdy na cito wezwany Monstertata wiózł go ze szkoły. Resztę popołudnia i nocy przespał, po czym dzień później obudził się o czwartej jak nowonarodzony.

Zobaczymy, co się wydarzy w przyszły wtorek.

Monstery mają dosyć aranżowania weekendów przez Monstermatkę, znaczy w spokoju pragną być zostawione i bezproduktywnemu nałogowi komputerowemu oddać się we władanie.

Monsteruniowi byle las wystarczy, o tym już pisałam, ale Monsterina chciałam przewlec przez grody średniowieczne, jako że naprawdę wstyd, mieszkając tak blisko, żeby ich wszystkich nie znać.

Pewnie go znowu muszę zaszantażować blokadą dostępu do tabletu, bądź w ostateczności marchewką w postaci porcji zbędnych węglowodanów połechtać, bo jak zostawiłam sprawy własnemu biegowi, co by chwilę pożyć bez wrzasków, marudzenia i nerwów szargania, to do mojego sumienia i obowiązku rodzicielskiego Monsterówna, na zajęciach o cyberuzależnieniach chowana, się odwoływała, rwąc włosy z głowy nad moim lekceważącym do sprawy podejściem.

No to teraz nie lekceważę i cały przegląd najgorszego zachowania i po stronie dziecka, i rodzica, na bieżąco mam.

Aha - i po co właściwie ja się tak zrywam po nocach do roboty?

Po co w ogóle do roboty, skoro w domu chlew i gemyla oraz taki ciu-ciu-ciu Piękny Liściozjadacz

Z potrzeby rozrywki, oczywiście.

poniedziałek, 26 września 2016
radości Wam powiedam

 

Cały weekend oraz pół piątku Monsterówna spędziła na Mistrzostwach Polski Juniorów w Zielonej Górze i nawet zadowolona wróciła, choć potem jak utknęła nad książkami, tak jej już do północy zostało.

Monster z kolei jakiś zestresowany ilością nauki, nawet do kina wziął zeszyty, co by powtarzać w trakcie początkowych reklam. Dziwne.

Monsterino bardziej wyluzowany, choć poniedziałek zawsze nadchodzi za szybko. No, ale ograł nas w "Osadników", a że miał marzenie, żeby wreszcie rodzinnie zagrać, zatem ukontentowany. Teraz wieczory coraz dłuższe będą, to i więcej partyjek się uda machnąć, może nawet Monstertata kiedyś wygra i mu się humor polepszy...

Dla Monsterina sobota była jednym z jego najlepszych dni w życiu, ponieważ na swoim szlagierowym dystansie - 400m - wywalczył puchar, jakiego jeszcze nie miał w swojej kolekcji.

Ogromiasty

Natomiast tytuł Najbardziej Niezadowolonego Dziecka Weekendu przypada tym razem Monsteruniowi. W sumie trudno mu się dziwić - katar cały czas mu spływa, a to nosem, a gardłem, za glutoodciąganiem nie przepada. Dodatkowo czwórka kolejna się wyrzyna, zatem palce w paszczy, ale niekoniecznie - mogą być inne akcesoria - czyści ściółkę leśną z patyków, na przykład.

Albo likwiduje stóg.

Przynajmniej pogoda nas rozpieszczała, a na zewnątrz jakoś łatwiej z bólem egzystencji sobie poradzić.

I jeszcze mała refleksja po kolejnym spacerze w zoo: roczniakowi zupełnie nie są potrzebne zwierzęta w zoo. Wręcz przeszkadzają. Skrzypiące furtki są świetne, szeleszczące liście pod nogami, też, a melex dowożący karmę dla kóz - idealny do eksplorowania. (Dlaczego Pan Obsługujący Pojazd tak szybko się ewakuował?!)

Starszy brat opiekuńczo pilnował, by młodszy nie utracił paluszków pod wielkim dziobem.

Kozy, chyba przejedzone, nie interesowały się pulchnymi kończynami naszego Robaczka. I dobrze. Nawet takie wytytłane są bardzo całuśne.

Jeśli chodzi o poranki, to już, niestety, nadszedł moment wstawania po ciemku. Oby do wiosny.

czwartek, 22 września 2016
wirus

 

Wirus przeszedł w zeszłym tygodniu przez Monsterowo zbierając obfite żniwo. Co do Monsterina, to mam nie poparte żadnymi twardymi dowodami, podejrzenie, że oprócz wirusa żołądkowego tam się jakaś alergia na przedmiot szkolny wdarła. Gdyż dwa razy, gdy miał we wtorek do przybytku edukacji się udać, a wtedy właśnie jest jedyna w tygodniu historia, lądował na kanapie z miską w pobliżu.

No cóż, niektórzy nie chcą się poddać historycznej prawdzie.

Swoją drogą zgadałam się z rodzicami, że nauczyciel za bardzo to im życia praojców naszych, Słowian nie przybliża (gra na telefonie w czasie lekcji, zadaje im do przeczytania podręcznik, a potem naprawia komputer,  a w Poznaniu mieszkając i z takimi o dziedzictwiez muzeami się stykając, to aż wstyd.

I chyba poruszymy temat na forum szkolnym.

No nic - starsi wkuwają historyczne terminy po angielsku, zasuwają w gimnazjum jak pracowite pszczółki, tymczasem Monsterino awansował na kolejny poziom samodzielności i wraz z trójką kolegów na angielski z native'em udaje się bezpośrednio ze szkoły. Mogą się przejść lub przejechać tramwajem. Tyle, że są ograniczeni czasem i jeśli tramwaj im ucieknie, to powinni iść. Ale gdzie tam - przecież oni nie lubią chodzić!

Na razie pracujemy nad komunikacją, także z native'em, bo Monsterino twierdzi, że go nie czai (ma prawo), tyle tylko dlaczego zatem uważa, że native obraża ich prawie wszystkich, poza Idealnym Jakubem, mówiąc, że nie mają tak dobrego mózgu jak Jakub.

- Tę zniewagę zrozumiałeś, a reszty ni w ząb? - zżymam się

- Nie lubię go i koniec - irytuje się Monsterino

Monster spędza po 3 godziny dziennie na treningu, w sobotę też chodzi, a w niedzielę jeszcze na jump arenę. Trampolinowy ADHD! Monsterówna spokojniej podchodzi do wszystkiego, rzekłabym - flegmatycznie, tylko nie chcę cierpieć jej fochów, jak to przeczyta.

Monsterówna generalnie ma czas i zdąża na wszystko, tylko, że robi to przeważnie na ostatnią chwilę. Ja tak nie lubię, Monster też nie, więc jak mamy wyjść razem, albo oni we dwójkę gdzieś idą, to tarcia się ogromne.

W sobotę ledwie zdążyliśmy odebrać pakiety startowe na zawodach (co nie przeszkodziło Monsterównie doskonale pobiec i łyknąć drugie miejsce, ale prawdziwą sensacją był start Monstertaty, który zdobył pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej!), w niedzielę mieli wyjść do teatru wcześniej, ja już tam byłam, bo na wcześniejszy spektakl z Monsteruniem pojechałam, ale wyszli później i cała złożona logistyka przesiadek im się posypała.

- Przecież zdążyliśmy! - argumentuje Monsterówna - następnym razem wyjdźcie bez mnie wcześniej.

Na szczęście spektakl wszystkim się podobał i go polecają.

Żeby zaciągnąć Monstera do teatru (akurat tak się złożyło, że w jednym tygodniu), musiałam wystawić mu zaświadczenie dla trenera, że go zmuszam do ochamiania się, tfu, ukulturalniania.

I jeszcze mam NICZEGO nie planować do przodu na soboty bez jego wyraźnej zgody. Ewentualnie, jeśliby to były regularne wizyty w jump arenie, to mam jego błogosławieństwo.

wtorek, 13 września 2016
jaki poniedziałek, takie całe życie

 

Oczywiście zawsze mogło być gorzej. Bo akurat obie szkoły zażyczyły sobie wszystkie trzy zebrania na tę samą godzinę. A mogło dojść jeszcze żłobkowe, prawda? Zamiast tego mieliśmy tradycyjne odczulanie Monstera, więc i tak bez zaangażowania monsterdziadków się nie obeszło.

O treści zebrań się nie wypowiem, bo dopiero zbiorę (nomen omen) wszystkie informacje, ale w gimnazjum wrze, bo nauczyciele zaczynają rozglądać się za pracą... Akurat tym z TEGO gimnazjum się dziwię, bo to zespół szkół z podstawówką, więc jak dla mnie to mechanizm przekształcenia będzie prosty - ale rozumiem nauczycieli w samodzielnych szkołach - jak dostaną jakąkolwiek propozycję, gdziekolwiek, to uciekną jak najszybciej. I okaże się, że w ostatnim roku gimnazjów nie będzie komu dzieci uczyć.

Piękna pogoda za oknem, a dzieci w szkole popadają w depresję. Współczuję im i sobie - też siedząc za biureczkiem w okularach przeciwsłonecznych, bo akurat tak nisko słońce operuje, czuję się nie na miejscu.

W weekend biegaliśmy, choć upał był nieznośny, w Lesznie. Byłam jedyną matką z wózkiem, biegło się kiepsko, bo po trawie, bez cienia, rekordów nie pobiłam. Chłopców wyciągnęłam na szeroko reklamowany poligon wojskowy, który okazał się klapą totalną - miała być musztra, pole minowe, noszenie sprzętu, strzelanie - a było trochę kapiszonów, zadymiony namiot i 10 strzałów w sumie może z 30 sekund wszystkiego - myślałam, że mnie Monster rozszarpie, że na takie g... z treningu zrezygnował.

Jedyną pociechą to zbieranie tą akcją pieniędzy na Ostoję dla emerytów - schronisko dla zwierząt mundurowych odchodzących ze służby.

Na biegach dziecięcych brylował Monsterino i tak mu się spodobało, że w niedzielę nad Rusałką też postanowił pobiec. I znowu wygrał.

Monster, który dojechał nad Rusałkę, gdy już się wyspał, stwierdził, że nagrody kiepskie. Ale do frajda parku (co nagrodą za bieg było) też chciał wejść, więc wykombinowali jakąś skomplikowaną bajeczkę, że on jest niby Monsterina opiekunem. Nie wiem, jak to obsługa parku łyknęła, ale wpuścili ich. Grunt to mieć tupet.

piątek, 09 września 2016
wrześniunio

 

Monsterino ma dzisiaj pierwszy sprawdzian z matmy, więc tłukliśmy przez ostatni tydzień ułamki dziesiętne. Jak po grudzie szło. Chyba nie potrafię tłumaczyć (monstertata, monsterdziadek, Monster i Monsterówna też nie). Nie każdy musi być geniuszem matematycznym, ale żeby na poziomie V klasy już odpaść, to się nie godzi.

Poza tym ze zdziwieniem skonstatowałam, że po rozpoczęciu roku brakuje mi czasu, żeby z każdym z Monsterów porozmawiać, wysłuchać skarg i zażaleń oraz zanotować wszystkie potrzeby.  A jak rozmawiam z jednym, to już Monsterunio leci i przekrzykuje towarzystwo. Taki rozpuszczony!

Chociaż trzeba przyznać, że mu starsi przebaczają wszystko i kochają nad życie, zatem mniej rozpuszczony raczej nie będzie.

W związku z początkiem roku szkolnego i początkiem nowych sezonów zapisywania na zajęcia, wyrośniętych ciał, głównie stóp, po wakacjach oraz innymi wydatkami, taka mnie refleksja naszła, jak to pojechałam w III klasie liceum na rok do szkoły w Stanach i miałam jedne buty sportowe, czyli tzn. adidasy, dla mnie super - kupione w tanim sklepie typu aldi w Niemczech, ale w porównaniu z tym, co było wówczas na straganach w Polsce (bo to 1992 rok był) - fantastyczne. No i ja w tych butach wszystkie dyscypliny, od siatkówki do biegów zaliczyłam w tamtym pamiętnym roku szkolnym. Podczas, gdy moi amerykańscy koledzy na każdy sport mieli inne buty, co mnie do śmiechu doprowadzało.

No i się doczekaliśmy takich czasów teraz w Polsce: Monsterino na piłkę ma 3 pary różnych butów w tym samym rozmiarze, gdyż: normalnie gra na boisku ze sztuczną nawierzchnią - żeby się nie ślizgać potrzebne są buty z podeszwą turfy, na halę - halówki, a na ligę, graną na trawie - korki.

Dobrze, jak się uda wynegocjować niezupełnie najnowszy model.

Za to Monster poleciał po taniości - tylko lekkie buty i na wf i na codzienne chodzenie i wyraził przyzwolenie, by najtańsze nike'i mu kupić na piłkę, bo to naprawdę nie ma sensu, żebyś przepłacała. Łaskawca:)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016
jump day, czyli ta ostatnia niedziela

 

Monstery zostały wciągnięte przez starszych, pracujących już zawodników w działania promocyjne Jump Areny, dzięki czemu tę prawdziwie upalną ostatnią niedzielę wakacji mogliśmy spędzić nad jeziorem, a dzieci zakosztować takich sportów ekstremalnych jak blob, czyli katapultowanie do wody za pomocą gigantycznej poduszki z gumy. To nic, że Monsterówna prawie nos złamała, a twarz ją jeszcze wieczorem paliła, Monsterino też narzekał na twarz, a Monster na głowę, ważne, że było EPICKO.

Same salta na trampolinie już im spowszedniały, ale na oklaski łase są, bo im przeszkadzało,

mało energicznie się rozlegały.

Monster już liczy kasę, jaką będzie zarabiał jako instruktor na jump arenie w niedalekiej przyszłości.

 

Monsterunio tradycyjnie zjadał piasek, tym razem mokry.

Mistrzów drugiego planu nie oglądajcie - moja znajomość obróbki zdjęć nie obejmuje tak wyrafinowanych technik jak zlikwidowanie tła.

Teraz Monstery starsze pogrążyły się w depresji w oczekiwaniu na początek roku szkolnego.

To straszne, że nawet troszeczkę nie chcą tam wrócić. A ja myślałam, że generalnie dobrze się tam czują. Widocznie była to sugerowana przez mnie odpowiedź. Bardzo jestem ciekawa, czy gdyby ich wysłać do szkoły demokratycznej, gdzie uczniowie sami decydują o swoim planie dnia, to mieliby ochotę na rozszerzenie swojej wiedzy, czy tylko graliby (Monster) albo czytali (Monsterówna). No nic, już się nie przekonam. Bo w Poznaniu akurat nie słyszałam dobrych opinii o demokratycznej.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
taki mamy klimat

 

oj, zła byłam od samego rana w niedzielę, gdy ten deszcz zobaczyłam, co wsiąkał nie wiadomo jak długo w wypraną kołdrę wełnianą, na taras do suszenia wystawioną. Bardziej nasiąknęła niż z prania wyszła.

Naprawdę musi lać akurat w niedzielę?!

No i do zoo na karmienie zwierząt nie zdążyliśmy, bo lało. Nawet nie wiem, czy ktoś tam dotarł. Popołudniu niedobitki w kaloszach snuły się po parku, my weszliśmy do pawilonu zmiennocieplnych.

Piranie miały ochotę na Monstery. Normalnie podążały za nimi - starsze osłaniały zatem swojego najsłodszego przedstawiciela.

A chłopców to na siłę musiałam do zoo zawlec. A potem stwierdzili, że jednak fajnie, bo dużo się zmieniło, odkąd byli tam ostatni raz.

Wilk, na przykład, bardziej wypolerowany w miejscach, gdzie go dzieci dosiadają.

Ostatni tydzień wakacji przed Monsterami - strasznie jakoś nieprzygotowane do rozpoczęcia nowej harówki. Monsterino szczególnie nie widzi sensu, skoro według nowych planów Ministerstwa, ma spędzić w podstawówce jeszcze kolejne lata.

Jejku, jak mi szkoda gimnazjów...

środa, 17 sierpnia 2016
wyjście

Nie tylko on dał radę

http://imghumour.com/assets/Uploads/Escape-He-Finally-Did-It.jpg

My też ulegliśmy modzie.

Perwersja - płacić za to, żeby się dać zamknąć i jeszcze ścigać się z czasem, żeby się wydostać.

Z braku doświadczenia spróbowaliśmy z łatwym tajemniczym pokojem, 

toteż Monstery wyrobiły się dwa razy szybciej niż miały, ale poznaliśmy zasadę, sprawdziliśmy, o co w tym zamykaniu się chodzi, zatem następnym razem musimy wyżej podnieść poprzeczkę.

W grobie może damy się zakluczyć. Albo w Czarnobylu. Escape roomów wyrosło u nas jak grzybów po deszczu.

Wy też już daliście się wciągnąć?



poniedziałek, 08 sierpnia 2016
olimpiada in progress

 

Rio w TV, a tymczasem przyszli olimpijczycy trenują tradycyjnie w Wałczu, nietradycyjnie przez pierwszą połowę sierpnia. Wszyscy dają radę, Monsterino został, biedulek, sam w pokoju, bo koledze tęskniło się tak bardzo, że go rodzice zabrali. No, proszę. To mimo płaczów przez telefon, Monsterówna okazała się i tak dzielna na początku swojej obozowej kariery. Teraz to seniorka:)

Troszkę się tylko zdenerwowałam w ciągu tego tygodnia - bo okazał się deszczowy, a Monster zostawił w domu kurtkę. Orzekł, że biegał pomiędzy kroplami, a jak naprawdę lało, to i tak by kurtka nie pomogła. Drugi raz podniosło mi się ciśnienie, gdy Monsterino przyznał, że przeczytał już swoje książki, a nie zadzwonił, bym mu coś dowiozła. Rany! W domu półki uginają się od nowości, a ten bez lektury na tydzień został! Nakazałam przegląd lektur kolegów (choć słabo to widzę...).

Naszym sportowcom nawet w niedzielę dają wycisk - oj, tam - przebiegnijcie 7 km wokół jeziora, zanim dotrą rodzice. Tylko poniżej 40 minut, bo inaczej siłówka! Ja bym w takim czasie nie dała rady, a oni i owszem. Wszystko, by uniknąć dodatkowej siłówki:)

A potem padli.

 

A tymczasem, na moście wiszącym przerzuconym przez jezioro urzędował najmłodszy przyszły olimpijczyk (chociaż Monsterówna twierdzi, że inną szkołę dla niego powinnam wybrać. Muzyczną najlepiej)

 

A! Monsterówna zaproponowała odblokowanie bloga współczując mi, gdyż nikt moich wypocin nie czyta i nie komentuje.

Bez przesady, nie po to piszę, a poza tym w obecnych czasach aktywność ludzka na instagramie i snap czacie siedzi, ale w takim razie czasowo odblokujemy.

wtorek, 02 sierpnia 2016
lubimy lokalną służbę zdrowia

 

Monstery są bardzo dzielnymi piechurami, choć Monsterino długo się ociąga, często nie chce wyjść, dopiero potem, grając na szlaku w państwa-miasta, się rozgrzewa.

Przegoniwszy przez Pieniny, przenieśliśmy się do Istebnej, do teoretycznie bardziej rozrywkowego niż schronisko, miejsca, bo z parkiem wodnym, kinem i osobnym pokojem do starszych Monsterów.

I co się okazało? Że atrakcje- fajnie, ale wspólnie granie w karty też jest super. A nawet, gdy ich wyganialiśmy wieczorem do kina (mogli sobie seans zapodać na wygodnych fotelach sali kinowej), to czwarty dzień z rzędu już mieli dosyć.

Chodzenia po górach w sumie też;)

Oto reakcja na mój radosny, do wycieczki zagrzewający, okrzyk:

Mam, co chciałam. Przecież czytanie jest preferowane.

Z innej beczki - udało się w tym roku osiągnąć prawie miesięczny odwyk od urządzeń elektronicznych i trzeba powiedzieć, że nawet nie było to okupione specjalnie uciążliwym jęczeniem. Nawet ze strony Monsterina, więc sukces.

Teraz jednak pojechali tradycyjnie do Wałcza i tam już nie będzie tak unplugged, no ale nie można wymagać niemożliwego.

Wracając do służby zdrowia. Najpierw zaczęły pylić alternaria, a Monster zapomniał swojego sprayu do nosa. W aptece w Wieprzu (po drodze akurat tam się zatrzymaliśmy) polecili ośrodek zdrowia po drugiej stronie drogi, w którym wizytę u lekarza i receptę załatwiliśmy w godzinę!

Da się?

Błędem było niepokazanie u tego samego lekarza nogi Monsterunia, który to otarł sobie łydkę w ten jeden, jedyny dzień, kiedy mocno padało i na spacer na stronę słowacką ubrałam go w kalosze.

Najpierw rana była mała, ale z dnia na dzień rosła. Wydawało się, że zagoi się sama, jednak w Energylandii, do której zawitaliśmy na sam koniec wakacji, pani Ratownik Medyczna postraszyła mnie, że zakażenie blisko. A poszłam do niej, bo otarcie brzydko pękło i zaczęło się sączyć. I Monsterunio gorączki dostał.

No to dokończyliśmy szaleństwo rollercoasterowe (starsze Monstery i Monstertata). Nawet Monsterino się przekonał do superszybkich kolejek, zaaplikowałam Monsteruniowi nurofen i też dobrze spędziliśmy czas na baby safari czy innych traktorkach.

A po zamknięciu parku, wracając już do leśnej głuszy, wstąpiliśmy na nocny dyżur do szpitala w Ozimku.

Jeśli kiedykolwiek coś Wam się, odpukać, stanie w okolicach jezior turawskich, to jedźcie tylko tam. 4 lata temu przed wylotem na wakacje przyjęli nam Monsterównę, teraz, w nocy przyjęto nas z Monsteruniem. Bez zbędnych ceregieli, szybko, sprawnie i na temat. Wspaniali pracują tam ludzie!

A rana Monsterunia już blednie.

niedziela, 24 lipca 2016
kilometrami

 

Zeszliśmy trochę Gorców (Turbacz), Pienin - no tutaj Monstery pokazały swoją formę - całą koronę od Trzech Koron po Sokolicę i z powrotem w jeden dzień, a na koniec Beskid Śląski plus Pilsko na okrasę.

I dobrze, bo przy opcji noclegu z wyżywieniem zapuścilibyśmy boczki bez tych kalorii spalanych kilometrami pionowymi i poziomymi.

Dopiero, gdy w jeden dzień pożyczyliśmy rowery, zobaczyliśmy, co to znaczy mieć do szkoły (ba - wszędzie - pod górkę). Mocno garbaty krajobraz mają miejscowi.

Widoków zazdrościmy

Monsterunio spał na monstertatowej klacie. Jedynym dniem, kiedy przeważnie wył, było to w przyczepce rowerowej (wypasionej, pożyczonej specjalnie na wyjazd). Potem już nawet nie chciał wsiąść do niej, a co dopiero jechać.

Choć trzeba przyznać, że bardzo zwrotne przednie kółko ma - spokojnie manewrowałam rydwanem jedną ręką ( na drugiej siedział Monsterunio).

Teraz nadrabiam w pracy, a pralka musi nadrobić w domu. O podążaniu szlakiem przychodni i pomocy doraźnej województwa śląskiego w następnym odcinku.

poniedziałek, 04 lipca 2016
doczekanie

 

Monstery szkolne zakończyły rok biało-czerwonymi paskami i nie były to paski na dolnej - tylnej stronie ciała.

Cała trójka dała czadu pod koniec - średnia Monsterównej w ogóle jakieś niebotyczne wielkości osiągnęła, ale od roku nie za bardzo śledzę ich postępy, co mi regularnie wypominają. Ale naprawdę wystarczy mi ich słowo.

Ale teraz mają relaksik (oprócz tego, że się Monsterowi śniło raz, że już się wakacje skończyły - kłócił się podobno w śnie, że jak to, dopiero się przecież zaczęły!)

 

Monsterunio się podnosi i roznosi. Z nowych osiągnięć: rozbicie lampki spadkiem z łóżka.

Huśtawka dla wielodzietnych

W lesie jagody i ...komary, których niecne praktyki odczuwam do teraz (co za niespodzianka!)

No i świętowaliśmy przy przepysznym torcie

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Archiwum
do Monsterowa tędy