Blog > Komentarze do wpisu
lepszego początku wakacji nie można było sobie wymyślić

 

 

Świętowanie lata zaczęliśmy właściwie w czwartek wieczorem na uroczystym zakończeniu gimnazjum.

Były wzruszenia, dużo radości, zwłaszcza, gdy uczniowie odczytywali fraszki na nauczycieli, niektóre wybitnie udane. Monsterówna dostała GIM'a, czyli gimnazjową statuetkę w kategorii sport, wreszcie została doceniona i zauważona.Reszta bez zaskoczeń - świetne wyniki z testu, świadectwo z samymi piątkami i szóstkami - zapracowała sobie na ten sukces.

W piątek pojechała złożyć wszystkie świadectwa, dyplomy i zaświadczenia do liceum. Wiemy już, że do IB się nie dostanie, bo tworzą jedną klasę z samych laureatów, ale to po jej myśli, bo w sumie okazało się, że wcale nie była do tej nauki taka chętna.

Do której klasy dostanie się ostatecznie, będzie wiadomo w połowie lipca.

Monstera świadectwo do końca było niepewne, ale i on jakieś dodatkowe sprawdziany napisał, projekty przedstawił i czerwony pasek jest.

Monsterino z kolei czerwony pasek miał w kieszeni - u niego sprawa była bardziej honorowa - najstarsze Monstery miał w każdym roku podstawówki tytuł prymusa, czyli średnią powyżej 5,0, a jemu w zeszłym roku zabrakło 0,10. W tym się tak spiął, że poszybował z dużym okładem.

Na zakończeniu u Monsterina też miałam być kosztem zamykania miesiąca po nocach, bo Monsterino brał udział w przedstawieniu, a ponadto śpiewał w chórze (jego odkryta w połowie roku pasja). Śpiew z dnia matki (psalm Piotra Rubika) był tak pompatyczny, że niestety zbyt trzęsie mi się ręka ze śmiechu, by to opublikować, ale na jedną zwrotkę wakacyjnej piosenki się skuszę.

 

 

Natomiast największym zaskoczeniem były zawody akrobatyczne. Monsterino tak się bronił, żeby jakiekolwiek postępy w tym kierunku robić, powiedział, że absolutnie nie mam się pokazywać na zawodach - on na nie idzie, bo musi, a tu nagle dzwoni: szybko, szybko, przyjeżdżaj, bo za 10 minut dekoracja, mam brąz!

Taki ten nasz Monsterino jest. Teraz znowu mu się akro podoba.... do czasu pierwszej trudności w nowym elemencie.

 

 W tym samym czasie Monster pocił się podczas meczy badmintona, który jest teraz dla niego najważniejszym sportem świata. No i wstydu nie było, jak to ocenił Monstertata. Grał z graczami, którzy ładnych kilka lat trenują, a i tak zajął czwarte miejsce. Od nowego roku będzie w klubie. Jedyny minus, że te kluby, w których może grać i nie zbankrutujemy z tego powodu, są daleko od nas.(co najmniej godzinę drogi komunikacją miejską, samochodem też by tyle zajęło, gdybyśmy byli helikopterowymi rodzicami). Monsterowi to na szczęście nie przeszkadza - mówi, że śpi w autobusie w czasie drogi, albo książkę czyta.

Rekreacyjne łupanie ojca z synem weszło na wyższy poziom profesjonalizmu, zwłaszcza, że i Monstertata trenuje.

Ale to wszystko mało, jeśli chodzi o sobotnią aktywność fizyczną Monsterów. Podsumowując: od samego rana Monsterino był na zawodach akro, a Monster na turnieju badmintona, z którego przyjechał ledwo żywy. Monsterówna wyjątkowo lajtowo tylko w parku linowym była...

Wieczorem zaś wszyscy, prócz Monsterunia, który tym razem tylko w wózku zaległ, biegliśmy w Nocnym Biegu Świętojańskim. Chłopcy wprawdzie uprzedzali, że nie dadzą rady, ale Monsterino jak wyrwał do przodu to kolejny brązowy medal zdobył. Plus puchar, a puchary to on uwielbia, jak sam przyznał.

Jak się dobrze przyjrzycie, to na wielkim pniu w tle siedzi Monstertata i fil(m)uje z góry.

Monsterino biegł na 800 m, Monster, nie czując nóg, dał radę na 1500m,  a Monsterówna, pierwszy raz biegła już w biegu głównym - na 4,3 km. Ustawiła się w strefie czasowej ze mną, choć mówiłam jej, by do  przodu się przepchnęła, bo ja sobie będę spokojnie z wózkiem dreptać, a ona w tym tłumie będzie musiała wyprzedzać.

- Ja lubię wyprzedzać - skwitowała. I tak też zrobiła.

Nie muszę dopisywać, że była pierwsza w kategorii 16-19 lat? Z czasem 22:22. Ja dokulałam Monsterunia 5 minut później.

Monstertata biegł na 10 km i choć nie pobił życiówki, to i tak w swojej kategorii był trzeci.

To już wiadomo, po kim Monstery mają tak szybko przebierające kończyny.

*

Na tym dzień się nie skończył.

Przyjechaliśmy znad jeziora, przebraliśmy się, Monsterunia wrzuciliśmy dziadkom do usypiania i pognaliśmy na koncert - finał wzgardzonego przez obecną władzę festiwalu Malta.

Koncert Laibach  z orkiestrą symfoniczną, z chórem! W centrum miasta, koło przejeżdżających ekspresów w stronę morza lub stolicy - był genialny!

I gdy najpierw zagrali patetycznie Hymn Unii Europejskiej, a zaraz potem Europe is falling apart

to ciarki przechodziły po plecach.

Po Barbarians are coming ... and now you will pay miałam ochotę od razu zacząć działać na rzecz uchodźców.

Mocny, poruszający koncert.

*

Po koncercie Monstertata spakował rowery starszych Monsterów i zawiózł ich do leśnej głuszy.

MMS'a z pozdrowieniami dostałam o 4:47. Wariaci!


niedziela, 25 czerwca 2017, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
2017/06/26 13:41:05
no dobra, to teraz proszę mi powiedzieć jak wy te rowery przewozicie???? bo my mamy zagowzdkę przez wakacyjną...
-
Gość: monstermama, 217.153.107.*
2017/06/26 15:32:26
=> kika:
Pisałam Ci już parę postów wstecz, ale ok:)

Bagażnik na klapę - ale my mamy van'a, więc jest do czego ten bagażnik przywiesić;)

Plus trumna na dach - to na przyczepkę

I jeden fotel weg - to daje miejsce na bagaże.

Jaki Wy macie samochód, gdy jedziecie całą szóstką?
-
Gość: Agaja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/06/27 18:11:01
Gratulacje!!!!
I dobrych wakacji.
(Jakoś w tych wszystkich doniesieniach biegowych myślałam o Was :) )

U nas jeszcze oczekiwania na wyniki matur i na jeden egzamin magisterski, już drugi w tym roku (tym razem zięcia).
A od dziś mam kolejne dziecię na V roku... Kurczę, ale ten czas leci...
-
Gość: monstermama, 217.153.107.*
2017/06/28 09:55:59
=>agaja:
O rany, nie wiedziałam, że już jesteś TEŚCIOWĄ:)

Strasznie szybko to mija, rachu-ciachu i do piachu...;)

No i proszę - koniec Twoich problemów wychowawczych - wolnaś i swobodnaś - co robić z wolnym czasem, moja droga? Jak taka rozpędzona jesteś, to chyba działasz z rozpędu dalej, co? Jakiś wolontariat? Bo chyba do bycia babcią jeszcze się nie kwalifikujesz?
-
Gość: Agaja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/06/28 12:40:06
No już półtora roku. Fakt, że to dziewczę b. młodo się wydało. Ale gdyby wszystkim studentom tak małżeństwo służyło... A ja na brak pracy (i wolontariatu przy tym też) nie narzekam, wręcz przeciwnie, nie wiem w co ręce włożyć :)
Natomiast fakt, że już nie bedę chodzić na wywiadówki itp. cieszy mnie niezmiernie. (Choć wiadomo - spokój do pierwszej sesji - zakładając, że nie będzie niespodzianek, ale sądząc po wynikach matur ustnych nie powinno być).
-
2017/06/30 09:32:50
mamy Peugota 5008 to taki nieduży van. Mąz ma hundaya (czy coś takiego) Oba auta nie mają jednak haków . A na urlop zawsze jeździmy w 2 auta bo się nie mieścimy :)
do Monsterowa tędy