Blog > Komentarze do wpisu
dzień świstaka, tfu, monstermamy

 

Ledwo ferie się zaczęły i młodzież wybyła, a już wróciła. Całe szczęście, bo jak są na miejscu, wtedy nie muszę z Monsteruniem robić wszystkiego razem, tylko jeden po drugim zajmują się najmłodszym. Chętnie. Nie muszę im płacić, ani szantażować.

[Tak, byłabym gotowa robić i jedno i drugie...]

Ostatnie tygodnie spędzam głównie w robocie na przemian zaczynając (rok, miesiąc) oraz kończąc (rok, miesiąc, rozliczenia, budżety).  Monstery chyba się przyzwyczaiły, bo jak raz wróciłam o normalnej porze, to Monster przerażony zapytał, czy mnie zwolnili. A ja tylko na urlopie byłam.

W każdym razie ferie śmignęły niczym Monster na desce w Dolomitach. Monsterówna i Monsterino nadal trampolinują, Monsterino nawet postęp poczynił, ale u niego to huśtawka - jak mu wychodzi, to jest gwiazdą trampoliny, a jak nie, to rzuca sport w cholerę. Z każdym sportem tak ma.

Monster wychwala obóz snowboardowy pod niebiosy i całe szczęście. Taka kasa na to poszła, że byłoby głupio, gdyby na marne.

No a wczoraj walentynki. Monsterino sprokurował hand-made z serduszkami, z własnym tekstem, co odkryłam dopiero widząc efekt końcowy. Wcześniej myślałam, że ma sprawdzian z ortografii, bo konsultował pisownię:

- "Hipnotyzować" przez samo h?

(to oczy koleżanki go zahipnotyzowały).

Od swojej sympatii otrzymał także walentynkę, więc git.

Monster również się przygotował, ale ostatecznie zapomniał zabrać. Co za facet!

Ja wstałam jak zwykle, a Monstertata jak zwykle wcześniej ode mnie i zrobił mi dwie kawy (jedną na pobudkę i jedną to go). I to codzienne poranne poświęcenie plus sałatka do pracy jest największą walentynką, goździkiem na dzień kobiet, a nawet może zastąpić prezent urodzinowy. (Serio, serio, my darling).

Monsterówna skoro świt piekła serduszkowe gofry dla babci, która w tym dniu ma urodziny.

Ale moją aranżację śniadania docenili.

Słodko, białomącznie, ale jabłka na zdrową okrasę.

środa, 15 lutego 2017, monstermama

Polecane wpisy

do Monsterowa tędy