Blog > Komentarze do wpisu
czasami myślę, że zwariuję

 

Monsterino ćwiczy pieśń "Jest taki dzień" na szkolne Jasełka. Bardzo się przykłada, bo śpiewa solówkę, ale w miejscach strategicznych mija się z tonacją, delikatnie mówiąc. Nie zraża go moja sugestia posłuchania oryginału choćby przez chwilę.

Monster NATYCHMIAST potrzebuje wpisania przez e-dziennik zgody na samodzielne przejście ze szkoły do przedszkola, bo pełni rolę przedszkolnego św. Mikołaja. Przedszkolakom nie przeszkadza jego mikra postura.

Monsterówna jedzie do koleżanki na pieczenie pierniczków, tyle, że wsiada do autobusu jadącego w inną zupełnie stronę. Nie wiem, dlaczego ja mogę pilotować ją przez telefon, podczas gdy taką samą aplikację może sobie odpalić w telefonie.

Monsterunio wisi mi w tym czasie u kolan WYJĄC bo zamknęłam przed nim zakazaną szafkę, albo wyłuskałam z łapek przepiękny śrubokręt, który miał czelność znaleźć się na brzegu stołu - a ze stołu już jest wstanie zagarnąć, jeśli coś blisko krawędzi leży.

Coraz mniej miejsc jest monsteruniobezpiecznych, a on nadal destrukcyjne operacje prowadzi. Choć nie - potrafi też sprzątać. Namiętnie wyrzuca nam do kosza. Tyle, ze niekoniecznie śmieci. Klocki ostatnio wybieram spośród obierek.

Z tego wszystkiego zamiast sprzątać, czego i tak nie widać, poszliśmy szlajać się po mieście.

Już nie trzeba jeździć do Berlina na bożonarodzeniowy jarmark, bo w Poznaniu całkiem podobny mamy.

Ale podsumowując weekend z Monsterami, w szczególności nastoletnimi oraz z tym aspirującymi do nastoletnich, Anglicy w sumie nieźle to sobie wymyślili ze szkołami z internatem - gdy młodzież wyśle się w odpowiednim wieku z daleka od domu, to potem gdy przyjeżdżają raz na parę miesięcy, to szalenie się ich kocha. I vice versa.

poniedziałek, 19 grudnia 2016, monstermama

Polecane wpisy

do Monsterowa tędy