Blog > Komentarze do wpisu
czarny protest

 

Pracodawca wręcz wyrzuca żeńską część załogi na demonstrację, więc zabieram Monsterunia i lecę.

Ale najpierw krótkie podsumowanie weekendu.

W piątek uszczęśliwiłam Monstery wejściówkami na fizyczne Water Show na Nocy Naukowców, które okazało się nudne. Trochę pochodzili jeszcze po innych, niebiletowanych pokazach, ale wyciągnąć się w piątkowy wieczór z domu to było dopiero osiągnięcie! Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie.

Z kolei w niedzielę zaproponowałam warsztaty ze średniowiecznych rzemiosł w słowiańskim grodzie i tu mnie nawet Monsterówna, oczywiście zajęta uczeniem się, projektami i generalnie bez wolnego czasu, że ona bardzo takie rękodzielnicze imprezy lubi i chętnie sobie coś utka albo ulepi.

Ja też bardzo lubię takie imprezy - i podpłomyka, i pszenicę na słodko warzyli po starosłowiańsku (dla Monsterina - grochówę w kotle - jego ulubiona, festynowa zupa) i pokaz tańców się odbywał i na szczudłach można było pochodzić. W grę terenową zagrać. Aż szkoda, że we wszystkich grodach festyny odbywały się w jednym czasie. W listopadzie zapowiada się klimatycznie: ma być rekonstrukcja obrzędu dziadów!

 

No i fajnie. Monster się tylko wymiksował, bo na urodzinową imprezę szedł. Ale dzwonił, byśmy mu wracając klopsiki z Ikei przywieźli.

Młodszy brat się podzielił, bo on to głównie brokuły pochłania. Widzicie CAŁY KAWAŁ łososia w lewej rączce - tak sobie dziobie, jakby skubał skibkę chleba.

 

Z kolei w sobotę jak się wyrwałam z Monsteruniem do lasu, tak dopiero po 3h wróciliśmy.

Deszcze dopiero w nocy nas napadły - wszystko dlatego, że w piątek zdecydowałam się oddać samochód do myjni.

 

 

poniedziałek, 03 października 2016, monstermama

Polecane wpisy

do Monsterowa tędy