Blog > Komentarze do wpisu
stałość zwyczajów spalniczych - studium przypadku(ów trzech)

 

Codzienne w przerwie poobiedniej dzwoni nasza Monsterówna nadwrażliwa  i płacze, że już chce do domu. Jest fajnie, byli na kajakach i na basenie, ale tęskni. Nie wysypia się, bo nie może zasnąć.

Ponadto niektórzy starsi (a są tam zawodnicy akademiccy czy licealni, więc rozpiętość wiekowa ogromna) PALĄ! Nie, absolutnie nie przy niej - ale ZAUWAŻYŁA! I pety w drodze nad jezioro! ZGROZA. A Sandra (licealistka) zdenerwowała się podczas treningu i zaklęła. Oraz środkowy palec pokazała. Nie jej, oczywiście, że nie na nią, ale zawsze! I teraz obrazu tego nie może z głowy wyrzucić. O RA-NY!

Poza tym znowu przyszła w nocy do niej koleżanka, a Monsterówny sen płytki jest niczym zajączka pod miedzą, więc gdy nawet, wydawałoby się, śpi, to gdy ktoś wejdzie do jej pokoju siada na łóżku rozbudzona (chyba, że jest to szkolny dzionek szósta rano, ale to inna sprawa). Zatem jak przyszła, tak już były dwie nieśpiące i znowu odwiedziły nocną porą trenera. Trener też się nie wysypia.

Poradzić przez telefon niewiele się da. Mówić można do zdarcia gardła, co czynię, ale nie przeżyję rozłąki za nią. Musi swój sposób znaleźć, bo racjonalnie krzywda jej się nie dzieje. Nie jest w żłobku tygodniowym, ani na zesłaniu w obozie pracy. I nie jest maluszkiem, wie, że kiedyś w końcu do domu wróci. A mimo tego ciężko jej ten kłąb wiadomości w jedną całość złożyć, przetworzyć i przyswoić.

Monster też tęskni. Ze współspaczami miał problemy, ale jakoś się dogadali. Kolejny koszmar matki - chciałoby się samemu ustawić ich wszystkich, do porządku przywołać (znowu brzydkie słowa, jako myśl wiodąca się pojawiły - zaczynamy się z monstertatą zastanawiać, czy aby źle nie postępujemy tępiąc przekleństwa w codziennym użytku, skoro teraz nasze latorośle doznają wstrząsu w kontakcie z powszechną polską mową...) i wygrać za dziecko wszystkie jego bitwy, a to nie nasza rola.

Naszą jest wspieranie, pocieszanie, nastroju poprawianie i to wszystko podczas parominutowej rozmowy. Najlepiej na dwie ręce, bo zdarzało się, że jednocześnie dzwonili.

A wracając do tytułowych sposobów zasypiania, to moja poparta trzema przypadkami hipoteza dowodzi, że każde dziecko przychodzi na świat z kompletem cech osobniczych, także tych związanych ze spaniem. A najlepsze, a może najgorsze jest to, że te zwyczaje ewoluują być może w stronę bardziej cywilizowanych, ale znacząco nie zmieniają się wraz z wiekiem.

Czyli jak Monsterówna darła się nie mogąc i nie chcą zasnąć (i nie nadużywam tutaj mocy słowa "darła" - nikt z rodziny nigdy wcześniej ani później nie słyszał dźwięku o takim natężeniu), to teraz zachowuje się dokładnie tak samo - przejście z jawy w sen i z powrotem jest dla niej trudne i bolesne. Stąd potrzeba zatyczek do uszu, całkowitej ciszy (to nie szkodzi, że nie możemy się głośno kłócić, gdy Monsterówna zaśnie, nie możemy nawet głośniej ROZMAWIAĆ, a co dopiero oglądać cokolwiek w TV - z wieczornych rozrywek zostaje nam tylko głęboka medytacja - dzięki temu jesteśmy takimi zrelaksowanymi i wyspanymi rodzicami he, he)

Monsterchłopcy natomiast nie mieli z zasypianiem aż takich problemów. Monstera trzeba było w pewnym momencie życia usypiać (i to mu zostało do dziś - nadal lubi przytulić się wieczorem, ale nie reagował na konieczność odpłynięcia tak gwałtownie jak Monsterówna, raczej padał w pół słowa, a jak już zaśnie to śpi snem sprawiedliwego. Najdoskonalszy w tym temacie jest Monsterino (choć tutaj wchodzi dodatkowo teoria trzeciego dziecka, które od narodzin musi sobie poradzić, bo nikt nad nim się nie roztkliwia) - Monsterina-niemowlaka życzę każdemu - to dziecko jako jedyne z trójki po wieczornym nakarmieniu odkładało się do łóżeczka, puszczało relaksującą muzykę i zostawiało SAMEMU w pokoju. A on zasypiał. Sam.

Potem jak starszy nastawały okresy ponadgodzinnych sesji czytelniczych przed spaniem oraz śpiewania pełnego repertuaru pieśni rewolucyjnych, ale generalnie spokój ze spaniem mu pozostał. Nie histeryzuje. Komunikuje stan wyczerpania i sugeruje konieczność odpoczynku.

Brawurową swą koncepcję na prywatny użytek rozciągam na wszystkie aspekty osobowości człowieka. Jestem zdecydowaną przeciwniczką teorii dziecka jako czystej karty. Toż niemowlę jest w pełni ukształtowaną indywidualnością. Jedyne, co nam tak naprawdę zostało do manewru to odkrycie jaką i znalezienie na nią sposobu. Nie ma uniwersalnego algorytmu.

piątek, 31 sierpnia 2012, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: eM., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/08/31 16:34:30
Hmm.. spostrzeżenia słuszne aczkolwiek ja bym wyciągnęła inny wniosek po obserwacji dzieci (swoje i pełno cudzych tudzież rodzinnych). Pierwsze Twoje dziecię wyjatkowo nadwrażliwe spalniczo, drugie mniej a trzecie to już pikuś - wniosek sam się nasuwa i logiczne to:) Na pierwszym dziecku uwaga zawsze skupia się najbardziej, zawsze jest najbardziej wychuchane, wyprzytulane - siłą rzeczy bo jedyne! Każde kolejne przychodząc na świat uwagi i czasu chcąc nie chcąc dostaje już mniej toteż Monsterino usypiał bez problemów. U nas jest układ - 5 latek i 3 miesięczniak - Starszy (mimo, że chłopiec) zasypiał godzinami, noszony, lulany, śpiewało się mu - słowem cuda na kiju (przez bite 1,5 roku). Młoda - choć posiada dopiero 3 miesiące zasypia od samego początku bez problemu. Raz, drugi położyłam do łóżeczka wyszłam na moment mając w planach powrót do niej i usypianie (tyko akurat starszy krzykiem alarm z jakiegos powodu podniósł) przychodzę - śpi. Po prostu przy kolejnych dzieciach nie ma tyle czasu. Młodsze już w brzuchu miało mniej spokoju, mniej ciszy to i zasypiać nauczyło się samo:) Takich sytuacji jest mnóstwo nie tylko spalniczych. U nas to samo tyczy się posiłków. Co prawda młoda na piersi cały czas jedzie i tak jeszcze 3 miesiące ale dużo mniej wrażliwa jest na wszystko. Ze starszym od początku były jazdy - alergie, nietolerancje itp. Na szczęście szybko się w temacie połapałam przetrząsnęłam internet i ksiażki o naturalnym żywieniu i jest dzieckiem kaszowo-warzywno-orzechowo-owocowym głównie. Z Młodą od początku mogłam nawet truskawki pożerać i orzechy - nic! ani pół pryszcza na buzi a Młody w jej wieku wyglądał jak zombie. :) To samo z chustą - młody cudował od początku - w tej mu nie wygodnie, w nosidełku też się źle śpi, wózek za twardy. A przy drugim dziecku - nie ma to tamto. Wsadzam do chusty - odpływa w 15 sekund i potrafi spać i 3-4 godziny w jednej pozycji. :) Pozdrawiam i życzę łagodnego powrotu do szkolnych obowiązków!:)
-
2012/08/31 16:40:41
=>eM:
też jest i taka możliwość - tyle, że mam u znajomych przykład, że to drugie dziecko dało wrzaskiem wszystkim w kość - a pierwsze było cud-miód-malina i myśleli, że to inni nie potrafią wychowywać dzieci:) Aż ich pokarało drugim dzieckiem;)

Poza tym - dlaczego, skoro cała uwaga była na niej - darła się i tak ta nasza pierworodna? Nie musiała, naprawdę byliśmy wszyscy dla niej:)

Poza tym może być i tak, że kolejne muszą wrzeszczeć,bo inaczej nikt ich nie usłyszy, bo starsi domagają się uwagi.
To by świadczyło jednak, że to nie kolejność narodzin gra rolę, a osobowość.

Dziękuję za życzenia! Pozdrawiam
-
2012/08/31 19:55:11
A co z dziećmi ze skłonnościami wędrowniczymi w nocy? Nasze tak cyklicznie wędrują jeden miesiąc jedna, drugi druga, miesiąc spokoju...będą tak do 18-stki? Ciekawe swoją drogą jak ich na jakiś obóz wyślemy do czyjego łóżka nocą polunatykują...
-
Gość: corrina, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/09/01 00:52:03
Ja też mam przykład, który przeczy teorii o kolejności narodzin: pierwszy syn - przeciętne trudności z zasypianiem, drugi syn - dziecko ideał, zasypiało samo, zawsze o tej samej porze (nawet na nocniku potrafił mi zasnąć, jak przychodziła jego godzina), trzecia córka - tragedia ze spaniem od samego początku. Bujanie w wózku, śpiewanie kołysanek, lulanie, noszenie trwało godzinami. I nadal zasypia najpóźniej z całej trójki i tylko w moim towarzystwie (ma już trzy lata).
Tak się ułożyło, że akurat uwagi w niemowlęctwie poświęcałam jej najmniej z całej trójki.
-
Gość: monstermama, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/09/04 09:26:00
=> corrina:
o, właśnie. Poza tym moje teoria nie ma wyjaśniać przyczyn trudnospalności tylko stałość zwyczajów - że niestety problemy się nie kończą wraz z wyrośnięciem z kolek:(
Co widać u Twojej córki.

=>agiq:
musisz je wysyłać na obóz wędrowny;)
Ja też lunatykowałam w dzieciństwie - ale jakoś na obozach czy wyjazdach nigdy - może mózg jest inaczej nastawiony w obcym środowisku.
A one się wybudzają czy takie nieprzytomne łażą?
-
Gość: unmonday, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/05 12:20:21
czuję się utwierdzona w przekonaniu, że dobrze robię nie słuchając bzdurnych moich zdaniem rad, typu: nie usypiaj dziecka, bo się przyzwyczai, dziecko powinno zasypiać samo, podawaj przedmioty do prawej reki, bo będzie leworęczne itd, itp...
dziecko samo sygnalizuje, co mu ze strony rodzica/opiekuna potrzeba a my, dla własnego komfortu, możemy sobie powyobrażać, że wspólne usypianie to czas naszego odpoczynku (co czynię i już się nie buntuję, już dawno się nie buntuję przeciwko wieczornym seansom usypialniczym starszej córki - lat 4 )
młodsze - 7mcy - usypia różnie...niestety, jest nieprzewidywalny zarówno w kwestii spania, jak i jedzenia, choć wydaje się trochę większym śpiochem od córki...
-
2012/09/05 15:01:33
=> unmonday:
dla mnie wspólne spanie to był odpoczynek - nie wyobrażam sobie wstawiania i to jeszcze do innego pokoju po kilka razy w ciągu nocy.
Poza tym w porównaniu z całym naszym życiem - ile będzie nam dane tak milutko wtulać się w mięciutkie ciało - 10% życia? 5? toż to chwilka!
-
2012/09/12 19:42:58
Święte słowa! Niemowlę nie jest biała kartą! Zgadzam się z tym, bo widzę mojego maluszka ktory mimo niezdolnosci komunikacji werbalnej wie dokladnie czego chce i potrafi to jasno wyrazic. A spanie nie jest akurat a liscie jej ulubionych zajec! Broni sie przed snem jak przed zaraza i nie moge uwierzyc, skad to dziecko ma takie niewyczerpane poklady energii!
Ale ostatnio troche sie to polepszlo, bo Wiewiórka śpi w dzien dwa razy we wlasnym łóżeczku. A ja sie delektuję każdym utulaniem jej do spania. Nawet jak trwa dosyć długo...
do Monsterowa tędy