Blog > Komentarze do wpisu
walczący z garnkami



Nigdy nie ukrywałam tego, że nie lubię gotować. Nie rozumiem też mody na oglądanie wszystkich świętych gotujących na ekranie, a już zupełnie padłam, gdy przeczytałam, że w Stolycy są nawet specjalne warsztaty dla chcących się uczyć gotowania dzieci. To w domu nie mogą tego zrobić?! Nawet opłacenie gosposi po godzinach plus sprzątaczce, przepraszam - konserwatorce powierzchmi płaskich ekstra za skrobanie mąki z blatu byłoby tańsze i mniej fatygujące niż dojazd gdzieś tam na godzinę. Może jeszcze w weekend?
Ale rozumiem, też miałam marketing w szkole, że wszystko trzeba umieć nazwać i opakować, by stało się przedmiotem pożądania.
Ja też nie jestem odporna, o nie - swego czasu, gdy jeszcze Monstery grzeszyły wolnym czasem i nieograniczoną chęcią bywania, zaliczyły ekskluzywną Szkołę Designu przeprowadzoną w superwypasionym snobistycznym klubie w naszym mieście.
Nie można powiedzieć, że jakoś specjalnie męczyły się wycinając rzeźby z kartonu (Projekty! Formy! Struktura!) i tworzyły sałatkę (współpraca i połączenie różnorodnych form!), ale szczerze powiedziawszy, gdybym zaprosiła ich kumpli i dała kartony plus farby, to byłoby równie, a może nawet równiej.
Tyle, że nie wypiłabym w tym czasie kawy i nie zjadł tarty. Albo może nie tak smaczną, bo dziesięć razy tańszą.
O tym wszystkim właśnie myślałam, gdy znowu nadeszła sobota, Monstery odmówiły wyjścia gdziekolwiek, na hasło muzeum obrócili się na pięcie ode mnie wszyscy i nawet wizja obiadu w restauracji nie podziałała motywująco.

No to musieli sami obierać warzywa!
O dziwo, warsztat tłuczenia kotletów miał większe powodzenie od siekania pietruszki. Nawet jeśli do siekania pietruszki można używać kolebiącego się noża. Nic nie wygra z tłuczkiem!



A tu zaległy Monster po postrzyżynach.
Sam sobie zorganizował warsztaty Wicia z Wierzby. Cały komplecik biżuterii - naszyjnik, pierścień oraz sześć bransolet mi sprezentował.



poniedziałek, 10 października 2011, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Magda EiZ, *.icpnet.pl
2011/10/10 16:08:32
Odnośnie lekcji gotowania - równie dobrze większość rodziców mogłaby uczyć swoje dzieci angielskiego czy pływania. Albo w ogóle ich nie posyłać do szkoły tylko robić homeschooling :-)
-
2011/10/10 17:58:55
= Magda EiZ:
no tak. Tacy też są. Podziwiam.
-
Gość: zefiryna, 94.75.123.*
2011/10/10 21:44:21
monstermamo, może ci, którzy posyłają dzieci na lekcje gotowania, sami nie lubią gotować jeszcze bardziej niż Ty
-
Gość: Asia, *.dynamic.chello.pl
2011/10/10 22:25:41
Zakładam fanklub Monstera :-)) chociaż wersja szalonego muzyka z grzywą bardziej pasowała, teraz wygląda jak grzeczniutki chłopiec. ;))

-
Gość: anita_wa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/11 10:05:24
Zgadzam się z tym gotowaniem to przesada, dzieciom dużo nie trzeba. U nas w szkole są zajęcia z gotowania i cieszą się powodzeniem. Fakt moje dzieci nie chodzą, ale ja uwielbiam gotować i eksperymentować i lubie w to włączać dzieci. Znam rodziców, którzy za nic nie dopuszczą dzieci, bo wolą mieć czystą kuchnię i może takie zajecia sa dla tych własnie dzieci?
-
2011/10/11 22:51:05
Warsztaty gotowania dla dzieci- czy ja wiem? Ale może takie grupowe pichcenie sprawia im większą frajdę niż to w domu. Chociaż od czasu do czasu dzieciaki tęsknią wlaśnie za tym, żeby zamiast wypaśnych warsztatów czy innych kreatywnych zajęć pieczolowicie wyszukanych przez troskliwych rodzicieli, zostać sobie w chałupie, pobudować ze starych znajomych klockow lego, kurzących się pod łóżkiem, porysować, czy poobierać marchewki. Truśka tak ma.
-
2011/10/11 23:41:06
A ja tam wolałabym wysłać na takie zajęcia, niż mieliby się tłuc w kuchni o ten tłuczek. ;)
Bardziej niż sprzątanie po, irytuje mnie to, że muszę głównie skupiać się na tym, by każde czuło się na pewno sprawiedliwie potraktowane, czyt. identycznie obłożone obowiązkami! Nie do wszystkiego da się dodać 3 jajka, 3 łyżki mąki itp. ;)
Ja zdecydowanie wolę gotować w tandemie!
Pozdrawiam!
-
Gość: monstermama, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/10/13 10:57:41
= aaania:
No wiem, że nie lubisz - może dlatego są te warsztaty. Znaleźli niszę. To też z marketingu - robić interes robiąc to za ludzi, czego oni nie lubią.

= dsmiatek:
ja to jestem za domówką :) Mogę nawet spokojnie szorować kuchnię po takiej zabawie...

= anita_wa:
no tak - po co taka kuchnia w domu, swoją drogą...

= Asia:
ja też wolałam z grzywą. Ale salto w tył podobno lepiej wychodzi w krótkich włosach:)

= zefiryna:
Pewnie tak, choć to raczej ten problem, o którym Anita w swoim komentarzu napisała - kuchnia jest od lśnienia chromem:)

do Monsterowa tędy