Blog > Komentarze do wpisu
bezsens totalny


Rozpieszcza nas jesień w tym roku. Co weekend, to ładnie. Bo przecież nie pada, wręcz przeciwnie, świeci słońce, liście mienią się kolorowo, pograć w piłkę można, czego chcieć więcej...

- Mamo, jaki jest sens życia?! - dramatycznie zawiesza głos Monsterówna w sobotnie przedpołudnie

I nie, nie chodziło o smutek po jakimś tragicznym wydarzeniu. Nie. Tylko o to, że kompozycja kwiatowa, którą aranżowała na kartce urodzinowej dla swojej przyjaciółki nie chciała się przykleić.

- Okres wysychania: 24 godziny - czytam na opakowaniu kleju

Monsterówna wpada w stupor.

- Patrzysz, jak klej wysycha? - ironizuję

Duży błąd. Nie odezwie się do mnie przynajmniej przez godzinę, dopóki jej nie wygilgoczę i nie przeproszę za tak haniebną odzywkę.

Potem ankieta od pani z niemieckiego. Kilka pytań o to, czy te lekcje to pierwszy kontakt uczniów z niemieckiem, czy im się podoba, z jakim słowem mają trudność.

Monsterówna zawiesza się nad kartką.

Bo czy to, że w zeszłym roku w Berlinie, konkretnie 11 listopada, nauczyła się już Guten Tag, to ma to określić jako niewielki kontakt z niemieckim, czy w ogóle pominąć... Naprawdę to dla niej problem - żeby prawdę i tylko prawdę napisać. Szczegółową. Nie rozumie kwestii poziomu istotności.

Na polskim był sprawdzian. Ostatnie pytanie dotyczyło opisu pierwszego dnia szkoły. Monsterówna nie napisała nic na ten temat, bo:

- nie wiedziała, czy chodzi o pierwszy dzień szkoły W OGÓLE, czy pierwszy dzień czwartej klasy, a pani powiedziała, żeby już się nie pytać, bo nie zdążą;

- nie pamiętała dokładnie, co działo się w ten dzień, a przecież nie może napisać cokolwiek...

- zanim namyśliła się, co by jednak może skrobnąć ogólnikowego, to czas już się skończył.

No i klops. Niereformowalna córka.

- To nie będzie kłamstwo, gdy opiszesz cokolwiek - mówię, ale widzę, że mi nie wierzy

I jak tu żyć? Zwłaszcza mając takiego brata, jak Monster, który w czasie, kiedy Monsterówna ledwo MYŚLAŁA nad koncepcją kartki, on machnął plakatowymi na blejtramie i wymodził małe dzieło sztuki w ramach urodzinowego prezentu dla koleżanki.

- Ale tu mu zaciekło - krytykuje Monsterówna wskazując palcem

- Ale w całości wyszła bardzo fajna praca - bronię Monstera

Monsterówna nie jest przekonana. Powinnam stworzyć nową kategorię wpisów pt. Odrabianie lekcji przez Monsterównę. Zamiast cyk-cyk, odfajkować, szczególnie te nielubiane, to przez całe popołudnia oraz większość weekendu przekłada z kupki na kupkę, trochę tego maźnie, trochę tamtego, poprawi, zamknie z hukiem, popłacze się, znowu skubnie... A potem jęczy, że nie ma czasu na czytanie czy oglądanie filmu. Zwariować z nią można! Fakt, że skupia się, gdy planujemy na weekend wyjazd - wtedy wie, że czasu ma mniej i strategicznie kończy projekty wcześniej. Może to był jednak błąd, by pozbawiać ją zajęć dodatkowych i dać czas na lekcję. Może tego czasu mieć nie może.

Wykończy się ta nasza perfekcjonistka, jeśli nie pojmie, że większość tych wypielęgnowanych majstersztyków nie ma sensu dla samego robienia. Tylko, że stąd już tylko krok do okropnej zasady - zakuć, zdać, zapomnieć.

Ech, ten złoty środek! Monster jakoś bliżej niego znajduje się w ostatnim czasie. Prawie popłakałam się ze wzruszenia, gdy zobaczyłam opowiadania, które pisze w ramach kolejnych tomów słownika ortograficznego. Pani ma taką propozycję na zapamiętywanie słów - mają je rysować i pisać z nich historyjki - im bardziej śmieszne, tym lepiej. Ważne, by je zapamiętać, a pisownię przy okazji. A jak mu się pismo poprawiło! Nie mogłam uwierzyć, że to on samodzielnie napisał. Dojrzał, autentycznie dojrzał do szkoły.

I jeszcze na sobotnim odrabianiu basenu z Monsterinem zdałam sobie sprawę, czego tak naprawdę szukam w zajęciach dodatkowych. Tego "juhuuu", które wydał z siebie Monsterino, gdy dostali płetwy, tak że na widowni usłyszałam. Jak pędził i potem w szatni emocjonował się, że mama nawet jednej strony z książki nie zdążyła przeczytać, a on już był po drugiej stronie basenu! Tego "było super", gdy odbieram go z przedszkola, a on mówi, że robili wulkan, który na czerwono wybuchał i gelzery oglądali. Tego "uwielbiam judo" i jak dzieli się z Monsterem japońskim komendami (a on mu koreańskimi odpowiada).

Może starszych gorzej zadowolić, bo już wszystko widzieli i wszystkiego doznali. Albo bardziej krytyczni są.

No, ale fakt jest faktem - wraz z dojrzewaniem coraz częściej kwestionują sens wszystkiego i czegokolwiek. Choć akurat to rozumiem. Muszą znaleźć własny.


wtorek, 25 października 2011, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Asia, *.dynamic.chello.pl
2011/10/25 19:45:11
Jeszcze kilka lat i Monsterówna znajdzie swoje Coś. :-) Gdzie takie podejście zapunktuje i to bardzo wysoko. Wielu moich profesorów ma takie podejście, siedzi, dziubdzia swojego Cosia i ten Coś się odwdzięcza piękną publikacją, odkryciem, zgłoszeniem patentowym itd. :))
-
2011/10/26 13:28:34
Chciałabym napisać tak o Misiu: "Dojrzał, autentycznie dojrzał do szkoły".
Może za rok?
Uściski
-
2011/10/27 11:52:44
Monsterówna ma najpewniej mózg skonstruowany do rzeczy, na które jeszcze nie trafiła - w końcu są na świecie rzeczy wymagające niesłychanego perfekcjonizmu, taka chirurgia oka np ;-) i parę innych - póki nie trafi bedzie się realizować na tematach zastępczych
mnie nie mogli oduczyć cięcia papieru na drobne kawałeczki, maniakalnie nożyczkami dziabałam na strzępki wszelakie resztki gazet, zakrawało to na jakąś wadę umysłową, aż ciotka widząc moje wielkie oczy wbite w jej serwetkę wpadła na pomysł dac mi igłe z nitką, okazało się, że mnie ręce świerzbiły do haftu, koronek i tego typu manualnych rzeczy (bez tego dzień nie ma sensu)- z ich braku obrywało się papierom :-D
-
Gość: monstermama, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/11/03 12:38:51
= antolka-to-ja:
też jestem tego zdania:) To cudownie, że trafiłaś na TAKĄ ciotkę:)

= aaania:
Daj mu szansę:)

= Asia:
też tak myślę i bardzo jestem ciekawa, co tym Cosiem będzie:)
do Monsterowa tędy