Blog > Komentarze do wpisu
wyobrażenia i lekcja



- Niesamowite! - wzdycha Monsterino w zachwycie - zobac, mamusiu, zobac moje autko potlafi latać!

I tu następuje piękny rzut samochodem poprzez pokoj zakończony (przypadkowym) wcelowaniem w głowę plastikowegoT-rexa.

- Ale to był zut! I widziałem takiego tilka ogomnego ! - przypomina sobie nagle.
Tak, tirów,  przejeżdżających przed domem, u nas dostatek.

Chwilę później biegnie po pokoju potykając się na dywanie z samochodów. Upada, gruchot aut i kolan, wydaje jęknięcie, ale nie ryczy. Wstaje, otrzepuje kolana i z zaciętą miną rzecze:
- To moja wina była!

****
Tymczasem jedziemy na globalne szczepienie Monsterowa. Całe szczęście, że wieczorem w przychodni pustki, jako że wielomonstery generalnie anektują przestrzeń.
Płytki w korytarzu poukładane są we wzorek, aż się prosi o grę w klasy. Duża opłytkowana przestrzeń rezonuje i nie potrzeba krzyku, żeby zrobić hałas.
Przychodnia jest prywatna, szczepienia są płatne. Tylko tym tłumaczę, że nikt nie poczynił ani pół uwagi.  Gdyż Monstery jakby zwariowały, a może doznają jakiegoś miejscowego skażenia czy innej zarazy, biegają w kółko goniąc własne ogony i nic do nich nie dociera.
Tym bardziej gromy, które wysyłam wzrokiem i moje dyscyplinujące syknięcia.
Monsterowo zaszczepione, a Monsterówna ma nocną interpelację:

- Mamusiu, czy możesz zmienić pracę i pracować u nas w szkole?
- Nie sądzę, że byłabym dobrą nauczycielką - stwierdzam
- Dlaczego? Bo mama Matyldy u nas w szkole pracuje i Matylda nawet ją odwiedza, na przerwach i ja też bym chciała! - wzdycha
- Ja bym raczej nie miała cierpliwości do dzieci, krzyczałabym, gdyby były głośno i denerwowałabym się, gdyby czegoś nie rozumiały - zniechęcam Monsterównę do wizji mojej osoby w roli nauczycielki
- Ale ja bym je przygotowała, powiedziałabym, że ty tak tylko żartujesz i bym cię nauczyła, że trzeba mówić do dzieci (i tu zaczyna głosem łagodnym i miłym) "nie szkodzi, że to ci nie wyszło, spróbuj jeszcze raz, tak, teraz jest dobrze..."
No to jak, zmienisz?

Jakby Ci to powiedzieć, córeczko...


środa, 24 września 2008, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
2008/09/24 22:49:22
moja mama- nauczycielka- pracowała w podstawówce, do której chodziłam. nie powiem- fajnie było ;) tylko raz, w ósmej klasie, ksiądz na religii mi powiedział, że bezczelna jestem. i za bardzo wygadana- pewnie przez mamusię...???
niedobry ksiądz, niedobry ;)
-
2008/09/24 23:38:45
= kanagata:
dokonałam błyskotliwych obliczeń i wyszło mi, że musisz być co najmniej rok ode mnie młodsza, bo religia weszła do szkół, gdy byłam w pierwszej klasie liceum...

znam pewnego osobnika, którego mama najpierw była nauczycielką w jego podstawówce, a gdy poszedł do liceum natychmiast przeszła do jego liceum... chyba na szczęście na studia pojechał do innego miasta...;)
-
2008/09/25 13:43:56
oj oj tego bym nie zdzierżyła.... ;) na szczęście w liceum też mamusia była już daleko.
a religia weszła jak byłam chyba w 6 klasie? to był dramat prawdziwy dla większości z nas- wyprawy do salki katechetycznej przy kościele bywały całkiem wesołe ;)
-
2008/09/25 22:14:49
Grunt to pokora:) (To do Monsterina:)
-
2008/09/25 23:01:16
jak to możliwe, że Monsterino tak o(d)powiada??podziwiam szaleńczo
Misiek ma kilkadziesiąt słów i co najwyżej równoważniki zdań buduje
mam nadzieję, że za pół roku się poprawi ;)
-
2008/09/26 13:10:33
= s-t-r-e-g-a:

wielce osobnicza sprawa: faktycznie wśród spotkanych równolatków gada więcej;

= dariafox:

tyle razy matka wtłaczała, że to będzie tylko i wyłącznie jego wina, że się przejął;)
do Monsterowa tędy