Blog > Komentarze do wpisu
i tak i nie, wszystko źle



Monsterówna robiła wczoraj lekcje do 21.
Album z życia rodziny, na przykład. Powiedziała, że potrzebuje twardych, kartonowych okładek, a ja... tadam, tadam - byłam przygotowana! Coś tak czułam, że w szkole to od razu dadzą czadu, więc już od pewnego czasu zbieram kartony, skrawki materiałów, włóczki, guziki i plastikowe nakrętki. Horror prac ręcznych.

Zabrałam Monsterina na plac zabaw, żeby Monsterówna miała spokój, gdyż Monsterino miał wczoraj ciężki dzień. I chciał i nie chciał w tym samym momencie.
Zatem wychodzimy.
Monsterino biegnie, rzucam się do przodu, Monsterino staje jak wryty i wrzeszczy: "Nieeee!!! Nie tak będziemy chodzić!"
Zdążyłam go zgarnąć parę centymentrów przed kałużą, w której planował centralnie się umościć.
- Nie ceeeee!

- Czego nie chcesz? - zaczęłam rozumieć ten cedzący, zdenerwowany głos Monstertaty, gdy dzwonił do mnie w ciągu dnia mówiąc, że Młody jęczy.

- Nie ce iść!
- Nie chcesz iść na plac zabaw? To może chcesz na barana? - proponuję, jeszcze na luzie, jestem ponad humorami dwulatka

- Nie ce iść na balana!!! - łka Monsterino i rzuca się na trawnik. Modlę się, żeby akurat na tych centymetrach kwadratowych nie było psich odchodów

- Nie musisz iść na barana, możesz iść nogami - mówię, nadal spokojnie, och jaka jestem z siebie dumna, ostoja spokoju, fontanna dobrej energii...
- NIE NA ULICĘ! - wrzeszczę, bo już turla się w kierunku krawężnika
Wdech-wydech. Oaza, palmy, ciepło, piasek. Gejzer cierpliwości.

- Nie ce iść nogami, ce iść na balana!!! - Monsterino wrzeszczy, pręży się, nie może sobie z sobą poradzić
Wrzucam go na barana. Po takim spacerze nie potrzebuję wizyty na żadnej siłowni. Monsterino kopie, wygina się, muszę go zdjąć. Wierzgającego Monsterina biorę pod pachę i przenoszę, bagatela, jakieś 200 metrów na plac zabaw.
I pomyśleć, że dawno, dawno temu w sąsiedniej galaktyce, gdy jeszcze nie miałam dzieci, uważałam, że posiadanie ryczących i wierzgających monsterów jest kwestią braku umiejętności wychowawczych ich rodziców.

- Ta betoniala jest miła, a stlacha nie lubię i się boję! - radykalna zmiana nastroju na widok placu zabaw plus jakieś reminiscencje z wieczornej lektury o Bobie Budowniczym.
- Proszę, jaki radosny, grzeczny chłopiec! - komentuje podśpiewującego "zawse da ladę" Monsterina pani pilnująca małego buntownika, który właśnie kopie drabinki w ataku furii

- O, tak - przyznaję - wyjątkowo radosny...dzisiaj...

piątek, 26 września 2008, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: bojulia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/09/26 15:54:24
czy Monsterówna, podobnie jak Mały, cierpi na chęć bycia najlepszą? Mały jest załamany jak mu coś nie wyjdzie - a my go celowo katujemy grami i szantażujemy, że jak się obrazi to nie będzie z nami grał itp. żeby się nauczył przegrywać. ciężko idzie, ufff.
-
Gość: tirana, *.chello.pl
2008/09/28 10:13:21
Obywatel też ma takie okresy, że nie wie, czego chce. I leży i wyje. Bo tak, bo nie!!!!!
-
2008/09/28 14:11:29
Ło jesus to ja już się boję.
-
Gość: basiulek4, *.stansat.pl
2008/09/28 23:57:52
Mnie jest szkoda Zosi jak tak się męczy. Chce i nie chce, tak i nie i znów tak . Wczoraj stoczyłyśmy półgodzinną awanturę pod tytułem posprzątaj klocki bo nie będzie kolacji. Posprzątała, ale chwilami nie wierzyłam, że to zrobi.
-
2008/09/29 09:56:51
= basiulek4:

mnie też szkoda, aczkolwiek jakoś musimy WSZYSCY przez to przejść

= geos:

pozostaje modlić się o osobnika zrównoważonego już od urodzenia;)

= tirana:

to mnie paradoksalnie pociesza...;)

= bojulia:

Biedny, katowany Mały;)
U Monsterówny to raczej nie chęć bycia najlepszą, raczej by być w porządku - pani zadała, to trzeba zrobić.
Czuje duży dyskomfort, że o czymś zapomni. Ma to po mamusi...
do Monsterowa tędy