Blog > Komentarze do wpisu
Droga przez mękę

 

Powrotna droga z przedszkola z oboma Monsterami generalnie podnosi poziom adrenaliny w organizmie.

Tak, powtarzam sobie bezgłośnie w głowie: „są zmęczeni, są zmęczeni, to nie ICH wina”, ale muszę naprawdę się pilnować, żeby nie wybuchnąć.

Zazwyczaj Monster, gdy mnie widzi, to wiesza mi się na szyi, Monsterówna za to obraża się, że przychodzę za wcześnie (mimo, że są już jednymi z ostatnich).

Potem nie chcą się ubrać. Monsterówna płacze, Monster jęczy. Nie chcą się wysikać, a potem po wyjściu zaraz zamierzają sikać w krzaczkach. Naciskanie na sikanie w przedszkolu powoduje narastanie oburzenia i obrazy na licu Monsterówny i większy jęk Monstera. No, ale przy takich temperaturach na dworze sikanie jest wykluczone.

W końcu wypadamy z przedszkola.

Monsterówna ucieka.

Wrzeszczę za nią, że jak nie będzie się mnie trzymać, to nie dostanie niespodzianki. (przekupstwo!)

Monsterówna uważa, że jest wystarczająco dorosła, żeby przejść samej przez dwupasmówkę na pasach.

Monster chce na barana, loda, na podwórko, żeby go trzymać, gdy on idzie po krawężniku – wszystko na raz.

Pacyfikuję Monsterównę – wykręca mi się, ale zakładam nelsona i przechodzimy przez ulicę.

Ucieka dalej, ale teraz jest w stanie NIE wpaść pod samochód. Chyba, że się bardzo postara, to pod jakiś parkujący.

Monster ciąży mi na ramionach i jęczy o soczek i bułkę.

Zatrzymujemy się w sklepie.

Monsterówna nas namierza, ale okazuje się, że to nie do tego sklepu chciała pójść, więc jest obrażona nadal.

W końcu docieramy do placu zabaw: kolejna tragedia: nie ma jej przyjaciółki (a teraz będzie coraz gorzej, im zimniej, tym trudniej kogoś zastać).

Monstery przetaczają się leniwie przez plac zabaw, ale bez kolegów to nie to samo.

Ewakuacja do domu – nie ma takiej możliwości, żeby chcieli tego w tym samym czasie – więc któreś jęczy/ryczy/pokłada się na betonie – wybrać dowolnie.

W domu też jest wesoło.

W trudzie i mozole odfajkowuję kolejno elementy obowiązkowe wieczoru.

I gdy w końcu nareszcie śpią, czuję się jak po walce – zdrowo zmęczona, ale wygrana. Albo przegrana – gdy jednak nie uda się okiełznać nerwów.

Tak też bywa, niestety.

czwartek, 20 października 2005, monstermama

Polecane wpisy

Komentarze
2005/10/20 12:58:51
To prawdopodobnie najgorszy blog świata:
animowanehistoryjki.blox.pl/
jednak zapraszam na niego mając nadzieje,
że jednak istnieją gorsze :D
-
Gość: Becia, *.icpnet.pl
2005/10/20 15:13:34
Skąd ja to znam...aha z autopsji :-)) idę zgarniać moje towarzystwo z przedszkolnej instytucji (dobrze, ze nie mamy dwupasmówki)
-
2005/10/20 16:38:34

Podziwiam za cierpliwość!!!! serioo :)
-
Gość: Magda od EiZ, *.icpnet.pl
2005/10/20 22:40:14
A mi się przypomniał pierwszy rok w przedszkolu - tzn. nie mój, tylko dzieci. Rety, pół godziny w szatni to było minimum. Kiedy to minęło?
-
2005/10/21 09:53:58
Ale gdy śpią, są takie słodkie i kochane, prawda?
-
2005/10/21 17:23:16
hip hip hura dla super mamy:) a monsterom to musztra i na bacznosci:)
-
2005/10/24 09:44:58
Oj tak, tak. janeczka była wtedy sama, ale wyglądało to tak samo. Dwoiła się i troiła a wychodziła z przedszkola 45 minut. Najciekawszy spektakl był wtedy, gdy rodzice starszaków czekali na dzieci wracające z wycieczki. No bajka. Do dziś to pamiętam. Póki co z Maryśka jest zupełnie inaczej, ale jak długo? Poza tym jak sa razem to zawsze każda ma inne plany i wracam do domu wykończona. Ech...
do Monsterowa tędy